Medium

Fanką Kristen Stewart nigdy nie byłam. Ale fakt, dziewczyna miewa pewne przebłyski. W "Sils Marii" patrzy się na nią bez frustracji czy poczucia zażenowania. I już myślałam, że to swoiste odbicie od dna po angażu w koszmarnej sadze "Zmierzch" aż tu nagle wzięła udział w projekcie, który nie ma większego sensu fabularnego i w którym wypada po prostu słabo.

(Źródło: mrcsays.com)

Główną bohaterką Olivier Assayas uczynił Maureen, młodą Amerykankę pracującą w Paryżu jako osobista asystentka wielkiej gwiazdy. Dziewczyna niemal nie widuje się z pracodawczynią, dla której wykonuje wiele rozmaitych, czasem błahych, zadań. Robi zakupy, dostarcza sukienki od najlepszych projektantów i ekstremalnie drogą biżuterię, aktualizuje system operacyjny w laptopie. Nie cierpi swojej pracy, ale dzięki niej nadal przybywa w stolicy Francji, gdzie niedawno na atak serca zmarł Lewis, jej brat bliźniak. Maureen cierpi na to samo schorzenie. Co więcej, oboje byli medium i przyrzekli sobie, że to, które umrze pierwsze przekaże drugiemu znak zza grobu. Po pracy zagląda więc do domu, w którym umarł Lewis, by przekonać się, czy obietnica zostanie spełniona. 


(Źródło: youtube.com)

Ten film jest dziwny. I to nie dlatego, że opowiada o zmarłych, którzy próbują skontaktować się ze światem żywych. Jest dziwny, bo reżyser ze zlepka kilku tematów chciał stworzyć piękną mozaikę. Problem w tym, że w rzeczywistości zamiast worka rozsądnych zagadnień o ludzkiej naturze, metafizyce i życiu pozagrobowym, które mogłyby rozbudować opowieść i nadać charakter głównej bohaterce, ma w zanadrzu tylko garść luźnych konceptów i ogólny szkic postaci. Bohaterce przylepia różne cechy: swoistą kleptomanię, żądzę bycia kimś innym oraz głębokie zainteresowanie transcendencją, lecz to za mało, by stworzyć dobre kino grozy czy solidny dramat/thriller. 

W efekcie czujemy zażenowanie i niedosyt, a nijaka Stewart dodaje do tego jeszcze znudzenie. Mimika aktorki przywołuje na myśl gwiazdy, które zdecydowały się na zbyt dużą dawkę botoksu i teraz nie są w stanie przekazać żadnych emocji. Z Amerykanką jest niemal identycznie, gdyż swoją "grę" oparła na 2-3 minach. Jeśli połączymy to z kulawym scenariuszem, to naprawdę zaczynamy zastanawiać się z jakiego powodu filmem tym zachwycał się "Guardian" drwiąc z tych, którzy wybuczeli go podczas canneńskiego pokazu.



(Źródła: craveonline.com i indiewire.com)

"Personal Shopper" nie jest na szczęście zupełną porażką. Choć mamy tu nieprzemyślany miszmasz wątków, które do niczego nie prowadzą, to na plus można ocenić niewątpliwie dwa elementy: minimalizm pod względem postaci oraz ciekawe, otwarte zakończenie.

Gdyby więc pominąć kilka scen, podkręcić dramaturgię w innych miejscach i nadać charakteru bohaterce granej przez Stewart, to mogłabym uwierzyć, że to kino godne Cannes.


(Źródło: variety.com)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz