Nigdy nie jest za późno

Bohaterki pierwszego pełnometrażowego filmu Mariny Seresesky są prostytutkami. W nocy królują w opuszczonych zaułkach na przedmieściach uzbrojone w tandetną biżuterię i za mocny makijaż. Za dnia zaś z twarzami, na których wymalowane jest zmęczone i bezradność, próbują stawić czoła niełatwej rzeczywistości: niezapłaconym rachunkom, marudnym matkom i wścibskim sąsiadkom.

(Źródło: hollywoodreporter.com)

Film argentyńskiej reżyserki z pozoru jest na wskroś smutny. Mówi o trudnym życiu pań do towarzystwa, które wszyscy tak łatwo spychamy na margines automatycznie odbierając im prawo do człowieczeństwa. I tego wszystko, co z nim związane: szacunku, miłości, bezpieczeństwa, marzeń. Jednak dzięki temu, że Seresesky wybrała formę komediodramatu sprawnie przeplata smutne zdarzenia swoich bohaterek z tymi pogodnymi, skutecznie kontrastuje to, co bolesne z tym, co rozbraja widza. 

Niejednokrotnie jest to humor sarkastyczny lub ironiczny. Główna bohaterka Rosa (perfekcyjnie zagrana przez Carmen Machi), ma skłonność do ciętej riposty. Wydaje się zdystansowana, wręcz oziębła, choć w rzeczywistości bywa krucha i łatwo ją zranić. Jej perypetie ze schorowaną, egocentryczną matką (dawniej również prostytutką), wścibską sąsiadką i nadpobudliwą, lecz przyjazną koleżanką po fachu, która jest transwestytą są mocno skomplikowane,a chwila, w której w jej życiu pojawia się pewna dziewczynka sprawia, że nawet widz zaczyna mieć powyżej uszu tych obowiązków i cudzych oczekiwań zrzucanych na bohaterkę. Brzemię, jakie dźwiga ona na swoich barkach nieoczekiwanie staje się naprawdę ciężkie. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie buntuje się. 
Najważniejsze pozostaje jednak to, czy wykorzysta okazję, by zacząć wszystko od nowa. Czy da sobie szansę na lepsze życie.

(Źródło: youtube.com)

Film ogląda się jednym tchem i  do samego finału nie wiemy tak naprawdę jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterek. Również wymieszanie wątków komediowych z dramatycznymi udało się reżyserce w 100%, a kreacja Machi zyskała miano chyba mojej ulubionej z dotychczasowych. Jeśli traficie gdzieś na seans "Przez otwarte drzwi", koniecznie wykorzystajcie tę szansę - słodko-gorzkie produkcje zawsze należały do moich faworytów :) 


(Źródła: mundocritica.com i blogdecine.es)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz