Wakacyjne premiery - czerwiec i lipiec

Choć nie było mnie to dość dawno, nie znaczy, że odcięłam się do kina. Co to, to nie! Obejrzałam kilka seriali i śledziłam poniektóre nowości. Poniżej krótkie zestawienie tego, co przewinęło się przez polskie kina na początku lata: w czerwcu i lipcu.


(Źródło: filmibeat.com)
Nie będzie długiej recenzji każdej z poniższych pozycji. Raczej skondensowane przemyślenia na temat poszczególnych filmów. Jedne seanse były bardziej udane, inne mniej. O tym, co warto nadrobić (jeszcze w kinach lub za moment na VOD) dowiesz się czytając. Więc zaczynamy!


MUMIA (reż. Alex Kurtzman)

Fanką fantasy nigdy nie byłam, ale fakt, że scenarzysta "Transformersów" zabrał się za reżyserię kolejnej części przygód o mumii (wersji powrotu mumii było już co najmniej kilka), nawet mnie skusił. Fabuła oczywiście należy do absurdalnych, ale tego trzeba było się przecież spodziewać. Jest trochę strachów, nie brakuje zwrotów akcji oraz twarzy jeszcze bardziej odmłodzonego Toma Cruise'a. 

PS Jeśli w trakcie projekcji zaczniecie się nudzić, polecam rozpoczęcie pewnej zabawy polecającej na zliczeniu ile razy z ust bohaterów padnie imię "Jenny" :) 


(Źrodło: youtube.com)

AQUARIUS (reż. Kleber Mendonça Filho)

Brazylijski dramat nominowany do Złotej Palmy oraz Cezara? To brzmi dumnie. I zachęcająco zwłaszcza, jeśli lubi się kino południowoamerykańskie. Niestety okazało się, że losy emerytowanej dziennikarki prowadzącej nierówną walkę z bezdusznym właścicielem niemal opuszczonego osiedla nie są intrygujące. Widzowi niełatwo jest wytrwać do końca dwugodzinnego seansu, gdy tempo akcji nie dość, że nie rozwija się, to jeszcze spada i brak wątków, które tę uwagę by utrzymywały. Gdyby nie świetna Sonia Braga oraz całkiem udany finał, nie zaliczyłabym tej produkcji do zbyt udanych. 


(Źródło: variety.com)

BABY DRIVER (reż. Edgar Wright)

Jeśli po "La La Land" masz awersję do musicali (albo miałeś ją jeszcze przed filmem Damiena Chazelle'a), polecam nowość od reżysera m.in. "Ostrych psów". To urocza kompilacja kina akcji, musicalu oraz komedii z wątkiem romantycznym. Twórcy dają nam sporą dawkę humoru, wartkie tempo, świetny montaż oraz bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową. Przyjemne kino rozrywkowe, w którym naprawdę miło jest zobaczyć Kevina Spacey.

(Źrodło: youtube.com)


W STARYM, DOBRYM STYLU (reż. Zach Braff)

Po raz kolejny Zach Braff, znany m.in. z "Powrotu do Garden State" czy serialu "Scrubs", stanął po drugiej stronie kamery. Tym razem zabrał się za reżyserię komedii o szalonych dziadkach, którzy postanawiają obrobić bank, by móc wieść spokojne życie na emeryturze. I mimo że starszych panów gra przyjazna trójka: Morgan Freeman, Michael Caine oraz Alan Arkin), a całość pod względem fabularnym i montażowym troszkę przypomina "Ocean's 11", to film jest po prostu poprawny. 

(Źródło: eska.pl)

OLD FASHIONED (reż. Rik Swartzwelder)

To miało być niszowe kino amerykańskie. Takie z misją. O tym, że w życiu chodzi o coś więcej niż romans z Tindera. Niestety wyszła parodia staromodnego nurtu randkowania, kiedy to para długimi tygodniami poznaje się, by móc wreszcie chwycić się za ręce czy pocałować. Nie dość, że fabuła jest nieco prześmiewcza (i to z pewnością nie było zamierzone!), a dialogi dość drętwe, to w dodatku bohaterowie irytują swoim sposobem bycia: Clay tajemniczością, niezrozumiałym uporem (wręcz sztywniactwem) oraz sztywnością, a Amber zdaje się być po prostu zupełnie oderwana od rzeczywistości (połączenie szalonej, romantycznej, impulsywnej, a zarazem cierpliwej kobiety). 

(Źródło: youtube.com)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz