This is us

To, że jestem kompletnie nieserialowa wiecie nie od dzisiaj. Jeśli mam regularnie śledzić czyjeś losy, jestem w tym absolutnie beznadziejna. To mi się po prostu nie udaje! Od dłuższego czasu nie liczę wiec, że znajdę jakąkolwiek produkcję, która mnie wciągnie na tyle, bym obejrzała ją z wypiekami na twarzy od deski do deski i czekała na kolejne odcinki. Jak dotąd jedynym takim serialem byli "Przyjaciele". Ostatnio dochodzę do wniosku, że mógłby do nich dołączyć amerykański wytwór pt. "This is us"!

(Źródło: tenplay.com)

To produkcja o pewnej dość nietypowej, a jednak zwyczajnej, amerykańskiej rodzinie. Historia trojaczków, których poznajemy w dniu ich 36. urodzin. Smaczku dodaje jednak fakt, że część losów Kate, Kevina i Randalla (oraz ich rodziców: Rebecci oraz Jacka) poznajemy dzięki sprytnym zabiegom retrospekcyjnym przeplatanym z bieżącymi wydarzeniami z ich życia.

(Źródło: youtube.com)

Co mnie przekonało do serialu? Mnóstwo rzeczy! Przede wszystkim przyglądamy się losom normalnych ludzi, takich jak my. Są przeciętni i w tym tkwi ich przewaga! Zmagają się z typowymi problemami, mają zwyczajne marzenia, zaliczają kolejne wzloty i upadki. Najlepsze jest jednak to, że bije od nich ogromne ciepło. Bohaterowie bowiem (choć też nieidealni) są przeuroczy. Szybko zyskują sympatię widza. 

Każda z postaci jest inna. Niesie ze sobą inne doświadczenia, lęki i marzenia. Z innej perspektywy patrzy na rodzinne perypetie. Niemal zawsze stara się jednak wyciągnąć do pozostałych pomocną dłoń. Każdy z bohaterów jest tak samo interesujący. Nie ma tu miejsca dla postaci niedopracowanych, doszywanych na szybko do konceptu serialu. 
Co więcej, każda z postaci jest świetnie zagrana i to zasługa genialnej obsady, która sprawia, że całość staje się autentyczna, przekonująca. Bardzo cieszy mnie fakt, że - poza Mandy Moore - zaangażowano (jak dla mnie) samych nie tak popularnych - przynajmniej poza Stanami - aktorów.


(Źródła: etonline.com i hollywoodreporter.com)

Serial jest także po prostu bardzo dobrze zrobiony - tak technicznie (zdjęcia, muzyka, montaż), jak i fabularnie. Nierzadko produkcje (czy to serialowe, czy też filmowe) mówiące o rodzinie są klasycznymi wyciskaczami łez. Z dość przewidywalnymi finałami. Tutaj mamy na szczęście zachowane odpowiednie proporcje: są dni wielkiej radości, dramatyczne wydarzenia, wzruszające momenty i różnorodne problemy oraz wyzwania, przed którymi stają wszyscy bohaterowie.

Największą jednak zaletą "This is us" jest to, że z serialu wybrzmiewa to, co najważniejsze: że w życiu najbardziej liczy się obecność dobrych ludzi. I że z każdej sytuacji można znaleźć wyjście. Taką inspirującą siłę produkcja wlała nie tylko we mnie, ale w rzeszę amerykańskich widzów, którzy nie mogą doczekać się drugiego sezonu. I co tu dużo mówić, doskonale ich rozumiem, bo sama już przebieram nogami! Mam nadzieję, że również część z Was sięgnie po "This is us" i zakocha się w tym serialu :) 


(Źródło: youtube.com)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz