facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Damien Chazelle to klasa sama w sobie! Tak "Whiplash", jak i "La la land" zrobiły na mnie naprawdę bardzo duże wrażenie. Wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe. Aktorzy z najwyższej półki. I historia, wobec której nie sposób chyba pozostać obojętnym. Podobnie jest i teraz, bo "Pierwszy człowiek" to przede wszystkim dramat człowieka marzącego o podróży w nieznane i nieodnajdującego się w zwyczajnym życiu, a nie opowieść akcji o eksploracji kosmosu z mnóstwem efektów specjalnych. Reżyser po raz kolejny wyraźnie daje do zrozumienia, że małe jest wielkie, a najbardziej nośne są ludzkie historie.

    (Źródło: torrevieja.com)

    "To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości" - te słowa znają chyba wszyscy. Ale postać Neila Armstronga, który jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu, długo pozostawała owiana tajemnicą. Niewiele było wiadome o jego życiu, wcześniejszej karierze, niełatwej drodze, by być zapisanym na kartach historii. Wyzwania podjął się Damien Chazelle. I zrobił to dobrze, bo "Pierwszego człowieka" ogląda się z przyjemnością oraz niemałym zaciekawieniem.

    (Źródło: youtube.com)

    To przykład kina, które wydawałoby się, że nie zostało zrealizowane z rozmachem. De facto mamy historię rodziny, na której czele stoi świetny inżynier, bardzo dobry pilot, zapalony astronauta - Neil. Całe serce oddaje swojej pracy, którą jest szczerze zafascynowany. Nie znaczy to, że najbliżsi schodzą na dalszy plan. Kocha rodzinę, ale zupełnie nie umie odnaleźć się w domowej rzeczywistości. Fakt, to były też inne czasy. W latach 60. dbanie o dom leżało w gestii żon. Neil nie jest więc pod tym względem żadnym dziwakiem. Niewątpliwie jednak miewał trudności w komunikacji międzyludzkiej. Bywał zamknięty w sobie, chwilami stronił od ludzi, nie zawsze potrafił rozmawiać z własnymi dziećmi.

    I takiego Armstronga pokazuje Chazelle. W rolę historycznej postaci wcielił się Ryan Gosling. Miło widzieć go w nadal tak dobrej formie. Jako słynny kosmonauta jest bardzo przekonujący. Ani nutki fałszu nie czuć w jego gestach, słowach, spojrzeniach. Na ekranie partnerują mu równie dobrzy: Jason Clarke, Kyle Chandler czy Corey Stoll. 

    Jak to u Chazelle bywa, każdy szczegół jest dopracowany. Scenografia, kostiumy, muzyka, montaż. Wszystko chodzi jak w zegarku, dlatego efekt końcowy jest zadowalający. Nie jest to, pod względem dramaturgii, aż tak mocny materiał, by z widza zrobić miazgę jak dzieje się w "Whiplash", nie jest też tak wizualnie i muzycznie oszałamiające jak "La la land", ale wciąż to kawał porządnego kina, które warto nadrobić.



    (Źródła: kinopodbaranami.pl, marshable.com i film.org.pl)

    Continue Reading

    Dawno nie czułam przed premierą takich emocji, jakie towarzyszyły mi przed seansem "La La Land". Ostatnio miałam tak chyba z "Artystą", który w 2011 wygrał 5 Oskarów (w tym ten za najlepszy film). Produkcję oglądałam już po gali, więc z jednej strony była presja nagród, jakie otrzymała, z drugiej świadomość, że z tym gatunkiem (kino nieme) jestem mocno na bakier. Podobna sytuacja miała miejsce z nowością od Damiena Chazelle, gdyż "La La Land" ma na swoim koncie aż 7 Złotych Globów, a musicale kojarzą mi się z ckliwymi, naciąganymi historyjkami, w których tandetne piosenki i fikuśne tańce (choć same często są słabymi elementami) mają ukryć pozostałe, jeszcze większe mankamenty produkcji. 

    (Źródło: indiewire.com)
    Moja obawa o jakość "La La Land" była tym większa, że po genialnym "Whiplash" o walce młodego muzyka z despotycznym dyrygentem oraz własnymi ambicjami, apetyt na dobre owoce pracy Chazelle, wzrósł. Tym razem reżyser postanowił zabierać nas w podróż po mieście aniołów. Wraz z bohaterami: romantyczną Mią, pracownicą niewielkiej kawiarni marzącą o karierze aktorskiej oraz Sebastianem, muzykiem jazzowym pragnącym założyć własny klub, przemierzamy wszelkie zakątki Los Angeles. Zaglądamy do gigantycznych hal zdjęciowych, przechadzamy się romantycznymi alejkami na wzgórzach Hollywood Hills, zaglądamy do miejscowych barów. Reżyser chce, żebyśmy poczuli specyficzną atmosferę tego miasta oraz to, co mają w sercach głównie bohaterowie - ogromne pasje i chęć spełnienia swych marzeń. 


    (Źródło: youtube.com)

    Choć nie należę do fanów musicali, ten film szczerze mnie urzekł. Prostotą historii (scenariusz jest nieskomplikowany, żeby nie powiedzieć banalny), genialną muzyką (ścieżka dźwiękowa zostaje w głowie na bardzo długo), uniwersalnym przesłaniem oraz jakąś magią, która przez cały seans buduje świetny klimat produkcji. Tym jednak, co uznaję za najlepsze jest duet Emma Stone - Ryan Gosling. Fantastycznie pasują do odgrywanych postaci (są po prostu wiarygodni w swoich rolach) i gołym okiem widać, że lubią ze sobą pracować. Dzięki temu emocje jakie łączą ich bohaterów są odzwierciedleniem prawdziwej chemii występującej między nimi. Dowodem na słuszność tej tezy niech będzie scena, w której Sebastian zaczyna grać na pianinie, gdy Mia wchodzi do domu i włącza się w śpiew. Jej wybuch śmiechu jest zupełnie naturalny i można by uznać go za błąd. Ale w tym przypadku ta wpadka wnosi jakąś wartość dodatnią do całości.

    Kiedy czytasz o zbliżającej się premierze, że jest zjawiskowa, olśniewająca, bliska ideału, Twoje oczekiwanie względem niej rosną. Nawet jeśli starasz się ostudzić ów zachwyt, by nie wyjść z kina z gigantycznym rozczarowaniem. W przypadku najnowszego obrazu Damiena Chazelle trudno było utrzymać na wodzy te emocje. Zwłaszcza, że tuż przed wejściem na polskie ekrany "La La Land" wygrał wszystko podczas gali Złotych Globów, zgarniając aż 7 statuetek (i tym samym pobijając dotychczasowy rekord!). Co najlepsze, absolutnie nie wpłynęło to na mój odbiór filmu oraz jego ocenę. Dlaczego? Bo ta produkcja jest iście genialna i nic nie jest w stanie temu zaprzeczyć.



    (Źródła: hollywoodreporter.com i indiewire.com)
    Continue Reading

    O "Whiplash" było głośno od października. Premiera na 5. American Film Festival we Wrocławiu rozpaliła serca fanów porządnych, amerykańskich dramatów. Co tu dużo mówić, moje również. Z nieskrywaną niecierpliwością oczekiwałam wejścia filmu do polskich kin. Stało się to tuż po Nowym Roku. Czy - jak zapowiadało wielu krytyków i blogerów - wyszłam z kina zachwycona, opowiadając o produkcji w samych superlatywach?  

    (Źródło: popmatters.com)

    Niestety, nie spadłam z krzesła z wrażenia. Ale to nie tak, że było słabo. Film jest naprawdę godny uwagi z co najmniej kliku powodów.
    (Źródło: youtube.com)

    Po pierwsze - dobry temat. Reżyser Damien Chazelle pokazuje nam Andrew, młodego człowieka z jasno sprecyzowanym celem: chce grać na perkusji i być w tym najlepszy. Marzy o dorównaniu największym muzykom, dołączeniu do plejady tych, których nazwisk nigdy nie zapomnimy. Plan jest ambitny, ale wydaje się, że nic nie stanie bohaterowi na przeszkodzie. Dostał się na najlepszą uczelnię w kraju, szczęśliwym trafem zaangażowano go również do uniwersyteckiej orkiestry. Szybko okazuje się, że realizacja marzeń to w rzeczywistości droga przez mękę. Nie brakuje chwil słabości, rozgoryczenia, smutku i złości. Widzimy, że codziennością początkujących muzyków jest właśnie krew, pot i łzy. To samo, z czym zmagają się rzekomo tylko sportowcy.

    Dodatkowym problemem Andrew jest to, że nikt z bliskich nie traktuje poważnie jego pasji. Chłopak, który wylewa hektolitry potu na nieustannych próbach, który daje z siebie wszystko za każdym razem, gdy siada przy perkusji, dla części rodziny/znajomych jest niemęski, bo prawdziwie męskim zainteresowaniem jest wyłącznie futbol. Osamotniony w swej drodze na szczyt boryka się ze stresem, silnymi konkurentami i wieloma muzycznymi wyzwaniami, ponieważ każda próba jest trudniejsza, każdy kolejny utwór bardziej skomplikowany.



    (Źródło: moviesnmayhem.com i ucsdguardian.org)

    Po drugie - J. K. Simmons. Nie ma czego ukrywać - w "Whiplash" to on króluje! Ilekroć Simmons pojawia się na ekranie, krew zaczyna szybciej pulsować w naszych żyłach. Jest apodyktyczny, krzykliwy, nieustępliwy, zbyt pewny siebie. Od swoich uczniów wymaga bardzo dużo. I poprzeczkę tę cały czas podnosi. Wierzy, że będąc mentorem adeptów muzyki, musi sprawować rządy twardej ręki. 
    Wybucha gniewem ilekroć słyszy fałszywą nutę. Dostaje furii, gdy coś idzie nie tak, jak powinno. Co ciekawe, ma jednak drugie oblicze. Bywa potulny, przyjacielski, wyrozumiały. Ale czy w tych chwilach jest naprawdę sobą?

    Niech Wam nie umknie także specyficzna relacja uczeń-nauczyciel. Więź łącząca obu bohaterów jest elektryzująca. Czasami iście przyjazna, zwykle zaś konfliktowa i agresywna jakby Andrew i Fletcher znajdowali się po przeciwnych stronach barykady. Jakby byli wrogami, a nie duetem, który wspólnymi siłami dąży do tego samego celu.

    (Źródło: nypost.com)

    Po trzecie - muzyka. Jest mistrzowska! Co do tego, chyba nikt nie ma wątpliwości. Kolejne kawałki tylko głębiej wprowadzają nas w jazzowy klimat. Zdaje się, że w niektórych scenach muzyka staje się wręcz pełnoprawnym bohaterem stając ramię w ramię z postacią początkującego Andrew i doświadczonego Fletchera.
    Już dzisiaj głośno przyznaję - to może być jedna z lepszych ścieżek dźwiękowych tego roku!

    Odrobina bajecznych dźwięków dla tych, którzy wciąż pozostają nieco sceptyczni do jazzowego brzmienia. 


    (Źródło: youtube.com)

    Tym, co nie do końca zagrało w orkiestrze Chazelle'a jest... napięcie. Czytając część opisów fabuły czy nawet recenzji, trafiłam na określenia sugerujące niezwykłe narracyjne tempo i prawdziwie thrillerowe emocje. Fakt, momentami historia dzieje się błyskawicznie, a i kilka suspensów robi naprawdę dobrą robotę. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza finał - emocje sięgają zenitu, bohaterowie zmieniają swoje oblicze kilkakrotnie, a nasze uszy doznają muzycznej rozkoszy. Do czego więc się przyczepiam? Do tego, że liczyłam na "więcej, mocniej, bardziej". To kolejny raz, kiedy pojedynek "oczekiwania vs. rzeczywistość" (w tym przypadku film), kończy się na niekorzyść tej drugiej. 

    "Whiplash" jest bardzo solidnym dramatem rozgrywającym się właściwie między dwoma głównymi bohaterami. Ma wszystko to, co niezbędne dla produkcji sygnowanej mianem "dobrej". Bo reżyser dostarczył nam po prostu produkt dobrej jakości, co do którego hasła typu "najlepszy film roku" są mimo wszystko przesadzone.

    (Źródło: hollywoodreporter.com)
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top