facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Będąc świeżo po seansie "Zenka" wciąż nurtuje mnie myśl, dlaczego ochrzczono go królem Walentynek wszak sam film wątki miłosne traktuje raczej po macoszemu. Jak mniemam chodziło wyłącznie o promocję. Skupiając się jednak wyłącznie na produkcji przyznam, że ma swoje blaski i cienie. I szczerze żałuję, że cieni jest znacznie więcej.


    (Źródło: naekranie.pl)

    W filmie Hryniaka poznajemy nastoletniego Zenka Martyniuka, który wraz z przyjaciółmi tylko czeka, by móc wystąpić na jakiekolwiek scenie. Chłopcy kochają muzykę równie mocno, co papierosy, wieczorne spotkania poza domem i dziewczyny. Ciągnie ich do tego, co zachodnie. Kiedy więc pojawiają się pierwsze okazje do publicznych występów, z ogromną radością rozpoczynają przygotowania do koncertów.

    (Źródło: youtube.com)

    Wiem, że fala hejtu przeszła przez film zanim jeszcze pojawił się jakikolwiek zwiastun, zanim powstał splagiatowany (sic!) plakat. Uznałam jednak, że obraz Hryniaka może być ciekawym spojrzeniem na Polskę z przełomu lat 80. i 90. Polski, w której upadała komuna, otwierały się granice, rodziły nowe możliwości, a z odbiorników radia i TV leciały wielogodzinne programy z hitami disco polo. I to rzeczywiście udało się sportretować. Sceny z wiejskich potańcówek czy targowisk, na których można było kupić zachodnią chemię, nowe "Bravo" albo pirackie kasety ulubionych zespołów, wyszły przyzwoicie. Jasnym punktem produkcji jest także Jakub Zając wcielający się w młodego Zenka. Właściwie to on ciągnie cały film. Jest naturalny, wiarygodny. Tak w sposobie poruszania się, jak i mówienia. Naprawdę, wykonał dobrą robotę!

    Szkoda, że nie można tego powiedzieć o scenarzystce. Miała dostarczyć nam historię o gwieździe polskiego disco polo. Ba, miał być muzyczny szał i emocje tak intensywnie promowane w spotach telewizji publicznej. Wyszło jednak znacznie gorzej. Dlaczego? Bo dostajemy film biograficzny, który prawie w ogóle nie przybliża życiorysu postaci, o której opowiada. Absurd, prawda? 
    Fabuła nie porusza losów rodzinnych Zenka: nie dowiadujemy się czym zajmowali się rodzice i dlaczego Zenek tak mocno pokochał muzykę. Co więcej, w filmie są wątki rozmijające się z prawdą (Ryszard Warot dołączył do Akcentu dopiero w 2003 roku) i takie, które nigdy się nie wydarzyły (bez spoilerów: akcja z synem). I choć liczyłam się z tym, że z "Zenka" rzeczywiście mogą zrobić fabularyzowaną biografię, to mimo wszystko uważam, że są pewne granice. (Abstrahując już od tego, że jeśli postać gwiazdy polskiego disco polo nie jest na tyle barwna i ciekawa, by pokazać jej życie bliskie prawdzie, to należało ponownie przemyśleć sens nagrywania filmu.) Scenarzystka jednak postanowiła je przekroczyć i.... mocno przekombinowała z fabułą popełniając jeszcze jeden grzech główny. Nudę. 

    W "Zenku" nie brakuje dłużyzn, niepotrzebnych scen (rozmowa Zenka z żoną w toalecie - WTF?!) i słabego tempa. O ile pierwszą część historii ogląda się całkiem przyzwoicie, tak druga zaczyna się dłużyć. Bezsensowny jest wątek z synem, nieudane wcielenie Krzysztofa Czeczota jako dorosłego Zenka, a muzyka...bardzo słaba. Sztandarowe hity zespołu Akcent - czy się lubi disco polo, czy nie - są rytmiczne. Niosą ze sobą jakąś energię. W filmie postanowiono jednak je "podrasować", co przyniosło wątpliwy efekt. Dochodzę do wniosku, że najgorsze co można zrobić, to stworzyć film o muzyce i zepsuć właśnie muzykę... Kto wie, może gdyby część środków z promocji przeznaczono na postprodukcję odbiór byłby lepszy, a ocena filmu wyższa?




    (Źródła: youtube.com i kulutra.gazeta.pl)

    Continue Reading

    Zwiastun "Legionów" zaintrygował mnie od początku. Dobre tempo, wielość różnorodnych wątków, świetne sceny batalistyczne, a to wszystko podane z bardzo mocnym soundtrackiem. Wręcz nie sposób przeoczyć taki trailer! Czy najnowsza polska superprodukcja wojenna zdobyła moje serce?

    (Źródło: wrealu24.pl)

    "Legiony" to kompilacja kina wojennego z klasycznym romansem. Historia dwojga zakochanych rozgrywana jest na tle prawdziwych wydarzeń. Ola (Wiktoria Wolańska) jest aktywną uczestniczką działań wojennych, oczywiście od zaplecza, w którym prężnie służyły kobiety m.in. jako sanitariuszki. Tadek (Bartosz Gelner) to odważny ułan, który wraz z przyjaciółmi zaciągnął się do Drużyn Strzeleckich, by walczyć o wolność Polski. Gdy otrzymuje rozkaz przeniesienia do innego oddziału, rozstaje się z narzeczoną obiecując ślub, gdy tylko wróci do swojej wybranki. Los jednak nie jest dla nich łaskawy. W obliczu bolesnej straty kogoś bliskiego, ogromnej samotności i nieustannej niepewności jutra człowiek szuka bratniej duszy. Dla bohaterów "Legionów" te uczucia nie są obecne. Jedni szukają ukochanego, inni mistrza czy przyjaciela jak Józek (Sebastian Fabijański), dezerter z carskiego wojska. 

    (Źródła: youtube.com)

    Tym, co urzekało mnie w "Legionach" z pewnością są sceny batalistyczne. Wyglądają w zasadzie jak te z zachodnich superprodukcji. Zdecydowanie nie mamy się tu czego wstydzić! Fajne jest też ich tempo. Na plus należy ocenić także piękne kostiumy i dobrą charakteryzację. Frycz w roli Piłsudskiego wygląda fantastycznie! Jedynym niewypałem może być tutaj pyzaty Borys Szyc jako rotmistrz Dunin-Wąsowicz.

    Początek filmu ogląda się bardzo dobrze. Mamy naprawdę udane wprowadzenie do sytuacji, w której mnóstwo przedstawicieli młodego pokolenia, bez wahania, porzuca swoje dotychczasowe życie: naukę, pracę, młodzieńcze marzenia i podejmuje się udziału w walkach o odzyskanie niepodległości dla ukochanej ojczyzny. W ten wir walk idą z dumą, z uśmiechem na ustach, a pierwsze niepowodzenia, wojenne porażki, pokazują im jak trudny będzie to bój i jak bolesna jest strata najbliższych.
    W momencie, gdy lepiej poznajemy losy głównych bohaterów, scenariusz trochę się rozmywa. Za mało mamy w filmie wojennych perypetii tytułowych Legionów, za bardzo skoncentrowano się na szczegółach miłosnej historii. To sprawia, że wojenne kino akcji staje na dłuższą chwilę ckliwym romansidłem psującym efekt końcowy. 
    Drugim wątkiem, który za mocno przeciągnięto, jest historia oficera Wojska Polskiego, porucznika "Króla" (Mirosław Baka). Gdyby jego trudne doświadczenia związane z trafieniem do rosyjskiej niewoli, opowiedziano w krótszej formie, pewnie tylko by zyskała. W obecnej postaci jest moim zdaniem przegadana, a jej finał zbyt cukierkowy. 

    To w ogóle chyba główny zarzut do całej produkcji: momentami przegadana, na siłę ugrzeczniona, z puentą przekazaną bardzo dosłownie. Rozumiem, że w dużej mierze to film skierowany do młodych, stworzony z myślą o szkolnych wycieczkach, którym ma uzmysłowić jak wyglądały losy ich starszych kolegów walczących o naszą wolność. I tylko ze względu na przeznaczenie nowości Dariusza Gajewskiego ("Obce niebo") oceniam ją na 5/10, bo jestem przekonana, że był tu potencjał na znacznie więcej.



    (Źródła: antyradio.pl, pap.pl i wirtualnemedia.pl)

    Continue Reading

    Pasikowski znów zabrał się za kino sensacyjne. Po bardzo dobrych tytułach ("Pokłosie" i "Jack Strong") zaliczył sporą wpadkę w postaci filmu "Pitbull. Ostatni pies". Na szczęście obraz o Janie Nowaku-Jeziorańskim jest swoistym odkupieniem winy. Mimo że nie jest to produkcja idealna, ogląda się ją z dużym zainteresowaniem do samych napisów końcowych. I choć przygotowano ją z myślą o szkolnych wycieczkach, to seans przypada do gustu również starszym widzom.


    (Źródło: muzeum1939.pl)

    Jaki jest tytułowy bohater? Na pewno niezłomny. Jego upór oraz zaangażowanie w wypełnienie powierzonej misji są ogromne. Momentami bywa nieco zbyt pewny siebie, ale szybko wybaczamy tę zuchwałość, bo Jan Nowak (Philippe Tłokiński) ma w sobie również sporo uroku osobistego. 


    (Źródło: youtube.com)

    "Kurier" to przykład pewnego miksu kina historycznego i sensacyjnego. Co prawda nie zawsze akcja mknie z wielkim rozpędem, ale mimo wszystko seans mija naprawdę miło. A dość długa opowieść zupełnie się nie dłuży.

    Pasikowski zaangażował naprawdę szerokie grono dobrych, rodzimych aktorów. Na ekranie zobaczymy Mirosława Bakę, Adama Woronowicza, Tomasza Schuchardta czy Wojciecha Zielińskiego. Przyjemnie widzieć Jana Frycza w nowej, generalskiej odsłonie. To bardzo odświeżające dla tych widzów, którzy pamiętają jego Dareczka ze "Ślepnąc od świateł". Angaż śmietanki aktorskiej nie był jedynie zabiegiem mającym odciągnąć wzrok od wielkich mankamentów filmu. "Kurier" ma pewne niedoróbki, które na szczęście nie psują całego seansu. To, co najbardziej rzuca się w oczy, to dwa dość słabo zrobione efekty specjalne (w postaci płonącego samolotu i panoramy Londynu). Pozostała część postprodukcyjnej pracy nie powinna być czymś, do czego przyczepią się hejterzy. Jeszcze dziś doskonale pamiętam morze zarzutów o wątpliwą jakość efektów specjalnych pojawiających się w "Mieście 44". Wierzę, że przy "Kurierze" takiej nagonki nie będzie.

    W trakcie projekcji daje się wyczuć, że produkcja w znacznej mierze powstała z myślą o edukacji młodych pokoleń. Starsi widzowie wyczują ten zamysł tak w dialogach, którym nie brakuje dosłowności, jak i innych, dość ugrzecznionych scenach. Wycieczek szkolnych na "Kuriera" z pewnością będzie sporo. I dobrze, bo warto kształcić młodzież o nie tak dawnych wydarzeniach historycznych naszego kraju, które w formie audiowizualnej mogą być dla nich ciekawsze i dużo łatwiejsze do zrozumienia oraz zapamiętania. Jestem więc w stanie zaakceptować tę dużą dozę swoistej przyzwoitości w scenariuszu dla wyższego celu. 

    Wracając jeszcze do obsady aktorskiej należy wspomnieć, że tak pierwszy, jak i drugi plan sprostał swojemu zadaniu. Nie ma ewidentnie słabszych postaci czy gorszych kreacji (choć oczywiście Michael Terry w roli Winstona Churchilla już w przedbiegach ustępuje genialnemu Gary'emu Oldmanowi w "Czasie mroku"!), a ekipa filmowa oraz przedstawiciele Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest współproducentem produkcji, zadbali o to, by wszystkie meble, stroje, rekwizyty były naprawdę wierne oryginałom. To wszystko wspaniale zbudowało klimat wojennej Warszawy, którą możemy obserwować chwilę przed wybuchem powstania. 





    (Źródła: antyradio.pl, rmf24.pl i warszawa.wyborcza.pl)

    Continue Reading

    Głosów, że to najlepszy polski serial od dawna nie brakuje. I rzeczywiście, twórcy "Ślepnąc od świateł" wysoko postawili poprzeczkę. Produkcję zrealizowano na hollywoodzkim poziomie: zdjęcia, muzyka, montaż. Wszystko jest dopieszczone w najmniejszym szczególe, wszystko idealnie obmyślono i wypracowano. Bez żadnych wątpliwości kolejni krytycy i zwykli widzowie stawiają najwyższe noty. Podobnie, bez wahania, zrobiłam i ja, choć serial ma też swoje minusy.

    (Źródło: media2.pl)

    Powieść Jakuba Żulczyka powala. Pamiętam, że tuż po tym, gdy została wydana, połknęłam ją w zaledwie kilka dni. Czytałam w metrze, w poczekalni u lekarza, w kolejce do kasy w markecie, do obiadu, podczas kąpieli, przed snem, zamiast snu. Dosłownie wszędzie, we wszystkich okolicznościach. Bo losy Kuby, warszawskiego dilera, który usilnie dystansuje się od ludzi ze światka, w którym się obraca: brutalnych gangsterów, żądnych uwagi celebrytów, bananowej młodzieży, sprytnych przedsiębiorców, znanych polityków, fascynują, poruszają i niezwykle wciągają.

    Do serialu zasiadłam więc ze sporymi oczekiwaniami. Ale niebezpodstawnymi. W końcu za reżyserię odpowiada jeden z najodważniejszych polskich twórców - Krzysztof Skonieczny, którego "Hardkor disco" to jeden z lepszych reżyserskich debiutów ostatnich lat, a nad scenariuszem pracował sam Żulczyk Poza tym w obsadzie widzimy śmietankę polskiego kina: Więckiewicz, Frycz, Chabior, Lubos. Do tego dawno niewidziany Cezary Pazura, który przekonująco wypada w roli najsłynniejszego polskiego prezentera. Jest kogo podziwiać!

    (Źródło: youtube.com)

    Poza plejadą gwiazd nowa produkcja HBO zaskakuje nadzwyczaj dobrą realizacją. Wizualnie "Ślepnąc od świateł" to perełka! Mamy zdjęcia, które momentami zapierają dech w piersi, fantastyczną grę kolorami i światłem, genialną ścieżkę dźwiękową, bardzo dobry montaż. To wszystko sprawia, że zakochujemy się w obrazkach, które serwują nam twórcy. 

    Tym większy jest więc zgrzyt pojawiający się, gdy główny bohater zagrany przez Kamila Nożyńskiego... zaczyna mówić. Czuć, że nie jest to profesjonalista. Co więcej, mamy wrażenie, że Skonieczny wybrał do tej roli kogoś, kto w ogóle nie utrzymałby się z grania, bo wypada w tym fatalnie. I o ile na początku serialu jesteśmy w stanie wybaczyć bohaterowi tę drętwotę, tłumacząc ją sobie zdystansowaną postawą wobec świata i naturą introwertyczką, o tyle w dalszych odcinkach, kiedy to postać Kuby przechodzi metamorfozę, sztuczne gesty i recytowane słowa zaczynają naprawdę drażnić. 
    Wiem, Nożyński jest naturszczykiem, za to z magnetycznym głosem i aparycją przywołująca na myśl młodego Daniela Craiga. Ale i to nie rozgrzesza go z ekranowego sztywniactwa. Ono razi tym bardziej, że Nożyńskiemu partnerują świetni aktorzy, u których nie ma nawet cienia fałszu. Bywa, że drugi plan jest lepszy od pierwszego, kiedy na ekranie mamy i Nożyńskiego, i Więckiewicz, Frycza czy Chabiora.



    (Źródła: film.interia.pl i vogue.pl)

    Dla wielu angaż Nożyńskiego jest największym błędem produkcji, który odbija się na gorszym odbiorze serialu i finalnie jego niższą oceną. Nie powiem, i mnie trochę boli to bezrefleksyjne wyrzucanie z siebie kwestii napisanych dla Kuby. W ostatecznym rozrachunku nie mogę jednak nie docenić tego, co ekipie wyszło fantastycznie! A tych plusików jest co niemiara! Nawet czołówka jest mistrzostwem. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio zrobiła na mnie aż takie wrażenie. Chyba przy premierze "Skyfall", więc kilka ładnych lat temu. 

    Nie można też zapomnieć o tym, że "Ślepnąc od świateł" to tak portret outsidera-dilera, który zupełnie nie przystaje do rzeczywistości będącej dla niego tak naprawdę środowiskiem naturalnym, jak i jego klienteli, a nade wszystkim - zepsutego miasta, w którym się obraca. To doskonały, mroczny, wręcz apokalipotyczny, obraz Warszawy, w której źli ludzie mają władzę, pieniądze, wpływy. To portret miasta bez nadziei, w którym gwiazdkowym prezentem jest porcja najlepszej koki, rację ma ten, kto używa argumentu siły, a miłość można kupić. Smutne to miasto. Nic więc dziwnego, że tacy też są bohaterowie "Ślepnąc od świateł".



    (Źródła: film.wp.pl, media2.pl i pomorska.pl)

    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top