facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Kino Nadine Labaki odkryłam wiele lat temu. Do dziś pamiętam jak miło wspominam seans "Karmelu". Zakochałam się w zdjęciach, w klimacie tej produkcji. Nie zdziwiło mnie więc tak duże zainteresowanie nowością libańskiej reżyserki zwłaszcza, że "Kafarnaum" bardzo dobrze przyjęła canneńska publiczność.

    (Źródło: warsaw.carpe-diem.events)

    Zaina śmiało można nazwać dzieckiem ulicy. Choć ma dach nad głową i oboje rodziców, żyje niemal jak bezdomny. Całe dnie spędza włócząc się po okolicznych slamsach, próbując sprzedawać różne produkty, pomagając w miejscowym sklepie i naciągając bogatych. Nie chodzi do szkoły. Mimo wszystko jest jednak bardzo bystry, zaradny, nadzwyczaj dojrzały jak na swój wiek. Ale i bardzo wulgarny, czasami też agresywny. Trudno się temu dziwić wiedząc, w jakim środowisku dorasta. Rodzice nie przejmują się swoim potomstwem. Ojciec prawie cały czas jest pijany, matka tylko wydaje kolejne polecenia. Gromadkę rodzeństwa Zaina, który jest jednym z najstarszych dzieci, codziennie zmusza się do pracy. Albo wypełniania domowych obowiązków, albo stricte zarobkowych zadań. Dzieciaki nie znają znaczenia słów takich jak: miłość, troskliwość, czułość, które powinny być dla nich czymś naturalnym.


    (Źródło: youtube.com)

    Wobec nowego obrazu Labaki trudno przejść obojętnie. Choć zarzuca się mu bycie tzw. poverty porn (filmem grającym na emocjach, epatującym biedą, by wzbudzić współczucie), nie sposób chyba uniknąć swoistego ukucia w klatce piersiowej, które ma zakomunikować widzowi: "Patrz, tak wygląda świat oczami opuszczonego dziecka". Dyskomfort ten jest tym większy za sprawą genialnego odtwórcy głównej roli - Zaina. Chłopiec (notabene po raz pierwszy występujący przed kamerą!) jest niesamowicie autentyczny. Bije od niego ogromna charyzma, zawadiacka natura i duża doza prawdziwości. Właściwie dzięki niemu (i świetnej postaci filmowego Zaina, bardzo dobrej koncepcji na tego bohatera) "Kafarnaum" oglądamy z wielka uwagą i sporym wzruszeniem.

    To jeden z tych filmów, o których myśli się dość długo po seansie. Libańska reżyserka stawia w nim kilka ważnych pytań. Z jednej strony zastanawia się nad możliwością  wprowadzenia ograniczeń co do liczby posiadanego potomstwa w rodzinach, które ewidentnie nie spełniają swojej roli, przez co można je uznać za patologiczne. Z drugiej eksponuje brutalność i bezwzględność libańskiego prawa wobec nielegalnych imigrantów i zupełną obojętność władzy o losy dzieci imigrantów. Rozważań jest jeszcze więcej! Labaki pokazuje dość restrykcyjne podejście do wypełniania zasad określonych grup etnicznych czy religijnych (np. wydawanie za mąż nastoletnich dziewcząt, które dopiero co zaczęły miesiączkować) oraz niesprawiedliwe działania organów sądowniczych, dla których około 12-letni Zain za dźgnięcie nożem dostaje wyrok 5-letniego więzienia, a jego rodziców nikt nie pociąga do odpowiedzialności za niedostateczną opiekę nad siedmiorgiem małoletnich dzieci! 



    (Źródła: kinomuranow.pl i fdb.pl)

    Mimo chęci pokazania brudnego wycinka swojego kraju
    (akcja filmu dzieje się w bejruckich slamsach), Labaki nie gra na emocjach za pomocą pewnych manipulacji. Nie boi się ukazania zwyczajnego życia, szarej rzeczywistości. Nie koloryzuje obrazów jak zrobiono to w obrazie o podobnej tematyce - "Slumdogu. Milionerze z ulicy". Reżyserka jest dość surowa w środkach, skupiona na detalach. I ludziach. Szczególnie mocno koncentruje się na problemie ubóstwa wśród dzieci, ich wykorzystywania (zarobkowego, seksualnego), a także nierespektowania praw kobiet czy imigrantów. Porusza niezwykle bieżące problemy, trawiące niemal cały współczesny świat i jest w tym działaniu dość wyważona. Niczego nie sugeruje, nie komentuje wprost. Zostawia widzowi przestrzeń na samodzielną ocenę tego, co właśnie zobaczył. A miejsce na własne przemyślenia zawsze jest sporą wartością.

    (Źródło: if-maroc.org)

    Continue Reading

    Przygody Tomka Wilczyńskiego i Ani Kwiatkowskiej pokochała znaczna część Polski. I nic w tym dziwnego, tak pierwsza część "Planety singli", jak i jej druga odsłona, były naprawdę bardzo udane. Bardzo dużo dobrego humoru (gratulacje dla scenarzystów!), świetne postacie i godny pozazdroszczenia casting. Czy "trójka" sprostała - nie oszukujmy się, wysokim oczekiwaniom?

    (Źródło: pca.pl)
    Główni bohaterowie szykują się do wielkiego dnia - do ślubu. Przygotowania, choć pełną parą, to idą jednak dość chaotycznie, młodzi kłócą się, a matka panny młodej skrywa pewną tajemnicę. W dodatku, ni stąd ni zowąd, pojawia się ojciec Tomka, który chce zagrać pierwsze skrzypce na ślubie własnego syna, czym tylko jeszcze bardzo drażni młodszego z Wilczyńskich. Czy coś jeszcze może pójść nie tak? 

    (Źródło: youtube.com)

    Wypuszczenie trzeciej części zaraz po drugiej było strzałem w dziesiątkę! Szczególnie, że premierę "trójki" zaplanowano na okres walentynkowy. Nie mam wątpliwości, że sale kino będą pękały w szwach. Dlaczego? Bo znów dostajemy to, co sprawdziło się w dwóch poprzednich odsłonach: genialną obsadę, porządny scenariusz i sporo humoru. 

    Mimo całej mojej (ogromnej!) sympatii do tej serii, wyszłam z kina lekko zawiedziona. Chociaż para głównych bohaterów naprawdę świetnie się spisuje, a i większość drugoplanowych ról została fajnie napisana i zagrana, to... zabrakło nieco polotu. Szczególny niesmak zostawił Bogusław Linda w roli Maksa, ojca Tomka Wilczyńskiego. Może to kwestia tego, jakim bohaterem miał być, a może raczej tego, że nigdy (ups!) nie przepadałam za Lindą oraz jego manierą. Z tego powodu miałam wrażenie, że wątek Maksa negatywnie wpływa na komediowy charakter, który był ogromną siłą dwóch poprzednich części. Bo czego jak czego, ale kilku romantycznych scen oraz solidnej dawki dobrego humoru oczekiwałam po trzeciej odsłonie - nie boję się tego napisać - najlepszej polskiej serii komedii romantycznych! Tu jednak humoru sytuacyjnego, jak i żartobliwych dialogów było jakby mniej. Ale spokojnie, bez obaw: nie jest tak, że nie ma tego w ogóle! Humor jest, i to całkiem niezłego kalibru, lecz w trochę mniejszej dawce. Jako miłośniczka komedii liczyłam po prostu, że będzie go tyle, co w "jedynce" czy "dwójce". 

    "Planeta singli 3" wypada naprawdę przezwoicie na tle tak wielu rodzimych produkcji romantyczno-komediowych. Ma sporo jasnych stron: niezwykle aktualny scenariusz, dobre aktorstwo czy wpadającą w ucho muzykę. Przeczuwam, że żaden z entuzjastów wcześniejszych części nie będzie żałował seansu.
    Mam jednak skrytą nadzieję, że "Planeta.." zostanie trylogią, bo boję się, że ewentualna kolejna odsłona losów Ani i Tomka mogłaby tylko zepsuć to, co w 3-częściowym pakiecie jest godne polecenia. Kto więc nie widział początków miłości państwa Wilczyńskich, niech sięgnie po całość - to będzie udany, dłuuuugi wieczór :)



    (Źródło: multikino.pl)
    Continue Reading

    Już w marcu TVN wyemituje znakomity serial. Śmiem twierdzić, że to najlepsza zeszłoroczna produkcja serialowa stacji. Choć "Pułapka" miała ogromną promocję i mnóstwo gwiazd tak w obsadzie, jak i wśród twórców, okazała się kompletnym niewypałem. Z "Chyłką. Zaginięciem" na szczęście jest inaczej. To naprawdę świetna propozycja dla fanów kryminalnych historii.

    (Źródło: youtube.com)

    Joanna Chyłka jest wziętą prawniczką. Pracuje w jednej z największych warszawskich kancelarii, każdego dnia stawiając czoła nowym wyzwaniom. Nie boi się niczego ani nikogo. Cięty język i bystry umysł pomagają jej we wspinaczce po kolejnych szczeblach prawniczej kariery. Ni stąd ni zowąd pod jej skrzydła trafia żółtodziób - Kordian Oryński, z którym uznana pani adwokat będzie musiała wyjaśnić sprawę tajemniczego zaginięcia 3-letniej córki swojej koleżanki z dzieciństwa, Angeliki Szlezyngier. Sprawa okazuje się być bardziej skomplikowana niż początkowo się wydaje, każdy z bohaterów skrywa jakiś sekret, a czas nieubłaganie ucieka. Czy uda jej się odnaleźć dziecko? I czy skutecznie obroni swoich Klientów wciąż utrzymując tytuł prawniczki, która nigdy nie przegrała?


    (Źródło: youtube.com)

    "Chyłka. Zaginięcie" jest światełkiem w tunelu dla rodzimych produkcji serialowych emitowanych na tzw. kanałach otwartych (czyt. niekodowanych). To dowód na to, że można zrobić serial, który ogląda się z wypiekami na twarzy. Dużą zasługę ma w tym Magdalena Cielecka, która fenomenalnie wciela się w tytułową Chyłkę. Daje z siebie taką energię, która wprost niesie cały serial. Całkiem fajnie wychodzi też partnerujący jej Filip Pławiak w roli młodego aplikanta. Na drugim planie także jest dobrze! Mamy kilka naprawdę ciekawych postaci zagranych przez Szymona Bobrowskiego, Katarzynę Warnke czy Michała Żurawskiego.

    To, że produkcję ogląda się tak przyjemnie, to zasługa świetnego scenariusza, który powstał na bazie powieści Remigiusza Mroza. W "Chyłce" dostajemy bardzo dobrą fabułę, pełną przemyślanych, nieoczekiwanych i naprawdę mocnych zwrotów oraz wartką akcję. Owszem, moim zdaniem zbyt często zarysowywane są żywieniowe preferencje sławnej prawniczki (jest zdeklarowanym mięsożercą) i to wychodzi raczej słabo, wręcz śmiesznie. Ale to jedyny większy minus serialu. Osobiście nie umiałabym obejrzeć go "na raty". Takie cotygodniowe odsłony tylko zepsują efekt finalny. Lepiej połknąć "Chyłkę" w całości, w 2-3 dni, by cieszyć się siedmioma 40-minutowymi odcinkami niczym naprawdę dobrym długim filmem pociętym na kawałki.




    (Źródła: lubimyczytac.pl, antyradio.pl i telemagazyn.pl)

    Continue Reading

    Podróż, w którą zabiera nas Peter Farrelly będziemy z nostalgią wspinać bardzo długo. Jego "Green Book", robiący furorę na wielu festiwalowych eventach, to klasyczne kino drogi, w którym nieistotny jest cel wędrówki, ale sam fakt podróżowania, wpływający na zmianę postaw głównych bohaterów. A ci w filmie są wprost fenomenalni!

    (Źródło: moviebabblesreviews.com)

    Tony (Viggo Mortensen) pochodzi z włoskiej rodziny. Mieszka na Bronxie, gdzie pracuje jako ochroniarz w nocnym klubie. Zajmuje się selekcją przy wejściu, bezpieczeństwem wewnątrz budynku i rozwiązywaniem wszelkich konfliktów. Nie boi się używania siły fizycznej. W końcu za to mu płacą. Kiedy lokal zostaje zamknięty na czas remontu, mężczyzna rozgląda się za nowym zajęciem. Tymczasowe zatrudnienie dostaje u tajemniczego pianisty doktora Shirley'a (Mahershala Ali), z którym ma wyruszyć w dwumiesięczną trasę koncertową po Głębokim Południu. Dla obu będzie to jedna z najważniejszych podróży ich życia.


    (Źródło: youtube.com)

    "Green Book" to przede wszystkim film rasizmie. O tym, jak wyglądały realia lat 60. O tym, że kolor skóry definiował to kim możesz zostać, do którego baru pozwolą Ci wejść czy w którym sklepie możesz zrobić zakupy.  Ale to również obraz o tym, że każdy z nas jest inny, a segregacja po kolorze skóry jest tak samo bezsensowna jak np. po kształcie nosa czy kolorze oczu. Tony i dr Shirley są kompletnie różni. Wzrastali w odmiennych środowiskach, mają inne talenty, co innego uznają za sukces czy porażkę. Ale łączy ich jedno: oba pragną szacunku. Chcą być godnie traktowani. Wspólna podróż przez Głębokie Południe Stanów Zjednoczonych otwiera im oczy na wszelkie przejawy dyskryminacji. Tony uświadamia sobie jak nieludzkie jest ocenianie innych na podstawie koloru skóry i jak wprowadzenie odrobiny ogłady w swoim zachowaniu może zmienić człowieka. Dr Shirley za to zyskuje odwagę, by naprawdę być sobą i zawalczyć o to, by ci, którzy doceniają jego ogromny talent naprawdę traktowali go jak równego sobie.


    (Źródła: moviebabblesreviews.com i filmthreat.com)

    Największym komplementem dla twórców "Green Book" możemy chyba uznać to, że seans mija nam niepostrzeżenie. To jak z lekturą rewelacyjnej książki: zaczynamy czytać i zanim się obejrzymy, przeczytamy całą z wypiekami na twarzy nie zdając sobie sprawy, że minęło kilka godzin. Bo choć nowość Farrelly'ego trwa ponad 2 godziny, to absolutnie nie wiemy kiedy ten czas płynie. Moglibyśmy jeszcze dłużej siedzieć w kinie i podążać za bohaterami, którzy momentalnie zdobyli naszą sympatię.

    To niesamowite, że reżyser z - mówiąc dość delikatnie - raczej niezbyt błyskotliwym dorobkiem ("Bez smyczy", "Dziewczyna moich koszmarów") stworzył obraz wręcz wyśmienity. Mocną stroną jest bardzo dobry scenariusz. Opowieść o rodzącej się przyjaźni Tony'ego z doktorem Shirley idealnie wyważono. Mamy dobrze skrojony dramat z kilkoma kluczowymi zdarzeniami, jakie zachodzą między głównymi bohaterami oraz sporą dawką lekkiego humoru. W ten sposób widz ma wrażenie, że ogląda dość przyjemne dzieło, które jednak w dużej mierze ma nas wzruszyć, ale i czegoś nauczyć. 


    (Źródła: moviebabblesreviews.com i filmthreat.com)
    Continue Reading

    Lars von Trier słynie z tworzenia kina specyficznego. Mocno specyficznego. Jego filmu są szokujące, nietypowe, obrazoburcze. Podobnie jest z "Domem, który zbudował Jack". Fani reżysera nie będą więc chyba zawiedzeni.


    (Źródło: youtube.com)

    Przyznaję bez bicie, z Larsem mi nie po drodze. Seans "Przełamując fale" przerwałam jakoś na początku, "Nimfomanka" mnie bardzo rozczarowała, więc po nic innego nie sięgałam. Ale chciałam dać szansę temu duńskiemu twórcy, którego rzesza kinomaniaków kocha. 

    "Dom, który zbudował Jack" to mieszanka gatunkowa. Trochę dramat, trochę thriller z elementami czarnego humoru. W retrospekcyjnych ujęciach poznajemy psychikę małego Jacka, który już wtedy miał skłonności sadystyczne. Z biegiem czasu ewoluował on, wraz z totalnym brakiem empatii, i przerodził się z coś większego, odkrywając w bohaterze przeogromną naturę mordercy. Jack zabija głównie kobiety, które podświadomie uznaje ze głupsze i bardziej naiwne. Łapie ofiarę, po czym dość długo bawi się nią, by na końcu zabić. Ale na zabójstwie nie kończy się jego dzieło. Każde ciało przewozi do chłodni, w której dokonuje przeróżnych eksperymentów. Robi rzeczy tak dziwaczne, że czasem śmieszą one widza, częściej jednak przerażają.

    (Źródło: youtube.com)

    Film podzielono na sekwencje, dzięki którym poznajemy postać Jacka. I o ile dwie pierwsze części bardzo mi się podobały, bo wypełniał je w dużej mierze czarny humor, to im dalej rozwijała się akcja, tym częściej miałam ochotę przerwać seans. Wraz z rozwojem fabuły Jack staje się bowiem coraz bardziej okrutny. Czerpie większą przyjemność z coraz paskudniejszych morderstw. Z tego, że przysparza ofierze nie tylko bólu, ale i strachu. Jako że nie jestem miłośniczką horrorów, przeżywa brutalne sceny w filmach, to ledwo dotrwałam do napisów końcowych. Po obejrzeniu 5 historii z życia głównego bohatera, część z epilogiem uważam za zbyt długą i pogmatwaną. 

    "Dom, który zbudował Jack" pełen jest różnych nawiązań i ukrytych znaczeń. Jack w czerwonym szlafroku przywodzi na myśl wilka, który zjadł babcię i Czerwonego Kapturka, za którego się przebrał, by oszukać myśliwego. Wiele, naprawdę wiele z tych kodów, nie zostało przeze mnie jeszcze rozszyfrowanych. Sądzę, że większość z nich nigdy nie znajdzie wyjaśnienia, bo też taki jest von Trier - pozwala widzowi mieć swoją wersję, swoją interpretację produkcji.

    Myślę, że ci, którzy cenią twórczość duńskiego reżysera, będą dobrze się bawić. Tym, którzy do tej pory byli sceptyczni radzę na spokojnie przeanalizować, czy na pewno chcą zrobić podejście do dzieła von Triera. Zapewniam, że aktorsko jest bardzo dobry, ale i brutalny, pełny artystycznego zadęcia i pychy, jak również obrazoburczy. Bo jak inaczej nazwać obraz, w którym reżyser ikonami nazywa Stalina i Hitlera? Widząc taką scenę wiemy już, czego można się spodziewać po filmie. Wszystkiego!



    (Źródła: fdb.pl, rmf.fm i filmweb.pl)
    Continue Reading

    Nie sposób nie znać tego tytułu. Nie można chyba również nie wiedzieć o tym, jak wiele nagród zdobył ten film. "Roma" Alfonso Cuaróna  jak równy z równym konkuruje z naszą "Zimną wojną". W wielu kategriach jednak ją prześcigając. Na swoim koncie ma choćby Złote Globy dla najlepszego reżysera i filmu zagranicznego, Złotego Lwa z Wenecji za najlepszy film, kilka Sateliów, nagród Critics Choice czy 7 nominacji do nagród BAFTA, które zostaną wręczone 10. lutego. 

    (Źródło: ecib.es)


    Cleo pracuje jako służąca w domu bogatego lekarza. Dba o porządek, odpowiada za przygotowywanie posiłków, zajmuje się również dziećmi. Gdy pan Antonio, głowa rodziny, wyjeżdża służbowo, a pani Sofia zostaje sama z dziećmi na kilka tygodni, jej pomoc jest jeszcze cenniejsza. Dziewczyna nie przypuszcza jednak, że lada moment sama będzie potrzebowała opieki ze względu na nieplanowaną ciążę z Ferminem.


    (Źródło: youtube.com)

    Cuarónowi na pewno należą się brawa! Nie dość, że wyreżyserował film i napisał scenariusz, to jeszcze odpowiadał za zdjęcia i zajmował się montażem! Za te zdjęcia do "Romy" wielkie chapeau bas, bo one są przecudne! Wiele z nich to prawdziwy majstersztyk. Niestety jednak sama historia, choć bardzo osobista, wręcz intymna, nie jest tak dobra jak warstwa wizualna. Obraz jest śliczny, fabuła jedynie poprawna. 

    O ile rozumiem ideę filmu kameralnego, będącego niejako próbą sportretowania rzeczywistości meksykańskiej rodziny i jej służącej, przez co akcja filmu jest niespieszna, to nie kupuję jej w takiej odsłonie. Albo inaczej: lubię ją, podoba mi się, ale nie aż tak jak festiwalowemu jury z Wenecji. Bez wspaniałych zdjęć i specyficznego klimatu o "Romie" bardzo szybko byśmy zapomnieli! Z tego też względu nie jest ona dla mnie żadną konkurencją dla rewelacyjnej "Zimnej wojny"!
    Oburzeni? Niby dlaczego! U Pawlikowskiego mamy nie tylko fantastyczne zdjęcia Łukasza Żala i świetną muzykę. Mamy to przede wszystkim bardzo mięsistą historię trudnej miłości dwojga artystów w świecie okrutnym dla człowieka, zwłaszcza tego wrażliwego. I to historię tak mocną, wyrazistą, skomplikowaną i fenomenalnie zagraną, że podczas seansu siedzimy w kinowym fotelu jak zaczarowani. 

    Wrażenia jakie wywarła na mnie nowość Pawlikowskiego "Roma" nie jest w stanie powtórzyć. I cóż, pozostanie jedynie naprawdę ślicznym filmem trochę o niczym, choć ostatnie 30 minut również dość mocno działa na emocje widza. Szkoda więc, że akcja w tej produkcji zaczyna się tak późno. 







    (Źródła: cityam.com, spidersweb.pl i hollywoodreporter.com)

    Continue Reading

    Pierwszy tegoroczny seans kinowy nie był najłatwiejszy. "Mój piękny syn" to aktorsko fenomenalny dramat o walce z uzależnieniem. Walce, którą toczy cała rodzina, a w szczególności ojciec tak bardzo zżyty ze swym pierworodnym. Jest między nimi, w tej trudnej sytuacji, dużo smutku, żalu, wzajemnych pretensji. Ale i sporo ciepła, miłości oraz bardziej i mniej udanych prób zrozumienia. Nowość Felixa Van Groeningena to naprawdę dobry wybór na filmowy początek roku.


    (Źródło: wyborcza.pl)

    David (Steve Carell) jest przykładnym ojcem. Spędza sporo czasu w domu, aktywnie uczestniczy w wychowaniu swoich dzieci. Gdy odkrywa, że jego najstarszy syn, Nic, ma problemy, zaczyna drążyć temat. Szybko orientuje się, że źródłem nieszczęść jest depresja nastolatka. Dużo czasu spędza samotnie, słucha melancholijnych piosenek, często sięga po znaczne ilości alkoholu i trawkę. Do rzekomo niewinnych jointów dołączają mocniejsze narkotyki, które bohater przyjmuje w ilościach zdecydowanie nie tylko eksperymentacyjnych. Problem narasta, a Nic zdaje się nie dostrzegać jego wielkości. Tak zaczyna się niełatwa batalia o zdrowie i życie Nica, którą chłopak toczy z niestrudzonym ojcem.


    (Źródło: youtube.com)

    W roli pogrążonego w nałogu nastolatka widzimy Timothée Chalameta, który ponownie jest rewelacyjny! Chłopak ewidentnie ma swoje pięć minut. Dostaje świetne propozycje i bezbłędnie je wykorzystuje. Jest przekonujący, fenomenalnie radzi sobie z wchodzeniem w dość skomplikowane postacie szargane różnymi emocjami. Nie ma tu cienia fałszu czy przerysowania. 
    Genialny w roli zatroskanego ojca jest Steve Carell. To właśnie z jego perspektywy opowiadana jest historia Nica. Reżyser skupił się bowiem nie na pogrążaniu się w narkomanii głównego bohatera czy samej jego walce z nałogiem, ale na miłości ojca do syna. Miłość ta ma spowodować pójście na odwyk, zejście z drogi prowadzącej do upadku. To film o tych wszystkich trudnych uczuciach pojawiających się u najbliższych osoby uzależnionej: smutku, złości, żalu, gniewie, rozczarowaniu, ale i nadziei. I chyba właśnie ze względu na te wszystkie stany emocjonalne tak wyraźnie widoczne u bohaterów, widz dość mocno przeżywa cały seans.



    (Źródła: consequenceofsound.net i kino-millenium.pl)

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top