facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -
    Ok, przyznam się bez bicia – lubię Liama Neesona. Po prostu. Większość filmów, w których do tej pory go oglądałam, jest całkiem w porządku. Poza tym – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – lubię jego sposób mówienia [barwa głosu, wyspiarski akcent i te sprawy ;)]. Z tego też powodu zdecydowałam się sięgnąć po „Non stop” Jaume'a Collet-Serra. Z wcześniejszych produkcji reżysera widziałam tylko „Tożsamość”, którą uważam za naprawdę udaną. „Sierota” i „Dom woskowych figur” to nie moje klimaty, więc na pewno ich nie obejrzę J


    (Źródło: stopklatka.pl)

    Jeśli chodzi o fabułę „Non stop”, moim zdaniem jest zbliżona do „Planu lotu” z Jodie Foster (nie lubię tej pani, dlatego tamten seans był dla mnie prawdziwym wyzwaniem!). Podczas lotu, główny bohater, mierzy się z istnym koszmarem. W przypadku postaci granej przez Foster było to tajemnicze zniknięcie jej córeczki, zaś w odniesieniu do Billa – bohatera granego przez Neesona, chodzi o nieco nietypowy atak terrorystów.


    Bill, agent federalny amerykańskich linii powietrznych, w trakcie jednego z lotów otrzymuje SMSa z nieznanego numeru. Kontaktuje się z nim anonimowy pasażer tego samego lotu. Grozi, że co 20 minut będzie zabijał jedną osobę, do momentu otrzymania 150 milionów dolarów na podany numer konta. Zgłoszenie sprawy do wyższych organów nie przynosi rezultatu. Jak się szybko okazuje przestępcom nie zależy na pieniądzach. Chcą upokorzyć i unicestwić głównego bohatera. Nie wiadomo jednak kim są, dlaczego atakują Billa ani jaki jest ich prawdziwy cel zamachu.


    (Źródło: youtube.com)

    Jak zapewne się domyślacie, w trakcie 1,5-godzinnego seansu, mamy do czynienia z klasycznym kinem sensacyjnym. Jest krew, pot i łzy. Całość ogląda się dość przyzwoicie, choć niewątpliwie nie jest to kino - nomen omen - najwyższych lotów ;) Niezła opcja na leniwy, piątkowy wieczór. Nic więcej. Na pewno nie wrócę do niego. Z pewnością wypadł gorzej niż inne produkcje z Neesonem w roli głównej (np. seria „Uprowadzona”). Klasyfikuję go też niżej od wspomnianego już „Planu lotu”. W skali szkolnej - trójka.


    Continue Reading
    Nowy film Setha McFarlane’a jest znacznie lepszy niż mierny „Ted”. I chwała za to, bo inaczej czekałyby mnie 2 godziny udręki. Bywa przaśnie, ale w zdecydowanej większości jest po prostu zabawnie. Ot, ciekawa propozycja na wiosenny wypad do kina.

    Świetny jest już sam pomysł stworzenia komedii na bazie westernu. Przyznam szczerze, że na tę produkcję czekałam od stycznia. No dobrze, nie odliczałam dni jak typowy bohater-więzień, nie oglądałam regularnie trailerów, ale po obejrzeniu zwiastuna postanowiłam „Na pewno pójdę na ten film!”. Tak też zrobiłam ;)


    Na szczęście, oprócz ciekawej koncepcji na parodii westernu, liczne (!!!) gagi, żarty sytuacyjne i potyczki słowne są na równie dobrym poziomie. Choć dość prymitywnych dowcipów też nie brakuje. Całość nie jest może komediowymi wyżynami, ale zdecydowana większość widzów wyjdzie z kina uradowana. Przecież nie każdy seans musi kończyć się głęboką rozminą czy też prowokować do burzliwej, intelektualnej dysputy. Trochę luzu czasami się przydaje :)


    (Źródło: filmweb.pl)

    Film opowiada historię Alberta, zahukanego, tchórzliwego hodowcy owiec z małej mieściny na Dzikim Zachodzie. Nasz bohater jest nie tylko wyjątkowo nieudolnym farmerem, ale również dość pechowym człowiekiem. Co i raz wpada w tarapaty. Kiedy poznajemy Alberta, po raz kolejny, wykręca się od udziału w tradycyjnej strzelaninie (będącej najpopularniejszą - o ile nie jedyną - formą rozwiązywania wszelkich sporów) i zostaje porzucony przez swoją dziewczynę. Chłopak wpada w depresję. Postanawia nawet uciec z miasta, gdy niespodziewanie poznaje tajemniczą, piękną nieznajomą, która dopiero przed momentem zawitała do miasta. Ich przyjaźń kwitnie: nieznajoma o imieniu Anna dodaje Albertowi otuchy i pewności siebie, uczy strzelania z rewolwerów, pomaga w odzyskaniu ukochanej. Niestety zupełnie nieoczekiwania do miasteczka trafia również mąż kobiety - najgroźniejszy bandzior na całym Dzikim Zachodzie...
    (Źródło: interia.pl)

    Jak widzicie fabuła jest dość interesująca. Dla osób choć trochę znających parodiowany gatunek przewidziano kilka perełek - chociażby w formie liter otwierających seans, które idealnie odzwierciedlają (font, rozmiar, cieniowanie) te z filmów lat 50-60 czy też w postaci nazwiska czarnego charakteru - Clinch Leatherwood, sugerującego Clinta Eastwooda, który dzięki westernom zrobił zawrotną karierę w Hollywood.

    (Źródło: interia.pl)

    Moją uwagę zwróciła także muzyka. Była wspaniała! Nie należę do wielkich fanów westernów.Widziałam kilkanaście tytułów: lepszych i gorszych, ale ścieżki dźwiękowe zwykle są naprawdę udane. Tym razem nie mogło być inaczej! :)

    Podsumowując, "Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie" to udana parodia gatunku, w którym przed laty królował m.in. John Wayne. Jest zabawnie, lekko i przyjemnie. Jestem w stanie wybaczyć nawet kilka prostackich gagów, dając
    Sethowi McFarlane’owi rozgrzeszenie za ich wprowadzenie ;)

    Continue Reading
    W związku ze spotkaniem #blogerzyfilmowipoznajmysie, Against Gravity zaproponowało pokazanie nam jednej ze swoich nowości. Film pt. „Wilgotne miejsca” był wcześniej prezentowany na kilku festiwalach, a na krakowskim Off Plus Camera zdobył nawet Nagrodę Publiczności [zaś odtwórczynię głównej roli – Carlę Juri, uhonorowano Wyróżnieniem Specjalnym].


    Obraz jest kontrowersyjny. To pewne! Nastoletnia Helen nie może pogodzić się z rozwodem rodziców. Nie potrafi zaakceptować nowej rzeczywistości: częstych przeprowadzek, nowych partnerów rodziców.  Nietypowa jest jednak forma jej młodzieńczego buntu. Zwykle mamy do czynienia z klasycznym ignorowaniem szkolnego obowiązku, wpadaniem w złe towarzystwo, sięganiem po różnego rodzaju używki czy też wpadaniem w konflikt z prawem. Helen jest pod tym względem niesamowicie oryginalna. Jej odskocznią jest… seks! Co ciekawe, to nie tylko liczne kontakty seksualne z przypadkowymi partnerami. To także intrygujące sposoby masturbacji, jak i ogólnie dość swobodne podejście do tematu seksu.

    (Źródło: interia.pl)

    To, co wyróżnia Helen, i dobitnie zapada w pamięć widza, to jej lekceważący stosunek do higieny. Dziewczyna – na przekór matce – całkowicie gardzi jakąkolwiek formą czystości. Bez skrępowania korzysta z publicznych toalet, nie kąpie się regularnie, nie dba o zmianę bielizny. Kilka scen jest tak ohydnych, że nie sposób utrzymać wzrok na ekranie. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam!

    (Źródło: interia.pl)

    Dla wielu „Wilgotne miejsca” będą filmem o rozwydrzonej nastolatce, która lubi się zabawić i nie dba o konwenanse. Dla innych to obraz, który miał zaszokować mnóstwem obleśnych ujęć. Jednak w moim odczuciu produkcja Davida Wnendta  jest opowieścią o zagubionej dziewczynie, która nie potrafi stawić czoła nowym problemom pojawiającym się w jej życiu. To historia o tym, jak brak miłości, zrozumienia i wsparcia najbliższych, zabija w nas pewną wrażliwość i sprawia, że uzbrajamy się w „kolce”.  W przypadku Helen tymi „kolcami” są głównie: posunięta do granic możliwości bezpośredniość oraz pozorny brak przywiązania do kogokolwiek/czegokolwiek. Ona w ogóle nie mówi o swoich uczuciach. Żeby dostrzec emocje, które kryje gdzieś głęboko, trzeba chcieć i umieć zobaczyć je w jej gestach, spojrzeniach. A tego niestety nie chcą podjąć się nawet jej najbliżsi…

    (Źródło: filmweb.pl)

    „Wilgotne miejsca” to ciekawa ekranizacja książki o tym samym tytule. Prowokacyjna bohaterka, mimo wielu swoich dziwactw, naprawdę da się lubić.


    Continue Reading

    Jak zapewne wiecie, w ubiegłą sobotę miało miejsce wspaniałe i długo oczekiwane wydarzenie. Otóż po miesięcznym nagabywaniu blogerów filmowych z całego kraju (jak to szumnie brzmi!), udało mi się - wraz z Emilią z Po napisach końcowych - zorganizować I. Ogólnopolskie Spotkanie Blogerów Filmowych! :)





    Pomysł narodził się w mojej głowie mniej więcej 2-3 miesiące temu. Miałam nadzieję na zebranie ekipy freaków filmowych takich jak ja i wspólne pogadanie o kinie przy kawie/piwie. Warszawska edycja - właściwie pre-edycja - nie cieszyła się dużym zainteresowaniem (pojawiała się tylko Emilia), ale zaowocowała zajaraniem się ową ideą i, w rezultacie, zakończyła się sukcesem!

    Z tego powodu, w sobotę prężna grupa 11 kinomaniaków spotkała się w stolicy. Część przybyła z Łodzi, dwoje blogerów było z Olsztyna i dwie blogerki z Poznania. Reszta to warszawska ekipa. Czekało na nas sporo atrakcji, o które zadbali: Kino Muranów i Gutek Film, Against Gravity, Kino LAB oraz Domino's Pizza Polska.



    Gutek Film uraczył nas niespodziewanym giftem w postaci "Tylko Bóg wybacza" i niesamowitym pokazem! Specjalnie dla nas, znacznie szybciej (na kilka dni przed pokazem prasowym!), przygotował kopię filmu "Frank" z polskimi napisami! Czuliśmy się niezwykle wyróżnieni :)
    O samej produkcji napiszę więcej wkrótce (polska premiera czeka nas w lipcu), ale już dziś z całą odpowiedzialnością mogę przyznać: "Jest na co czekać! Film niebanalny!".

     (Źródło: michaelfassbender.org)


    Następnie udaliśmy się do Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie miał się odbyć kolejny seans. Wcześniej jednak Domino's Pizza Polska przygotowała dla nas pyszne jedzenie. Spróbowaliśmy kilku niecodziennych smaków. Niektóre zasmakowały nam na tyle, że już śnią się nam po nocach!



    Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy zobaczyć "Wilgotne miejsca", które zechciało nam zaprezentować Against Gravity. Film szokujący, kontrowersyjny, niezwykły. Nigdy czegoś takiego nie widziałam! (Recenzji spodziewajcie się już w ten weekend!) Seans był możliwy, dzięki uprzejmości Kina Lab, czyli jednej z nietuzinkowych, studyjnych miejscówek gwarantujących ciekawy repertuar. Przyznam szczerze, że osobiście bardzo cenię takie kina, w których panuje kameralny klimat oraz niekomercyjny, filmowy rozkład jazdy. 


    Po projekcji mieliśmy czas na okołofilmowe pogadanki. Przy smacznych napojach wyskokowych rozmawialiśmy o naszych ulubionych i znienawidzonych produkcjach, aktorach, reżyserach. Czyli typowe blogerskie "bla bla bla".
    Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nawzajem zmotywowaliśmy siebie do dalszego oglądania, oceniania, pisania. Że pokazaliśmy innym, że można wstać o 3:30 i przyjechać na szalony meeting. Że w 3 dni można znaleźć wielu ludzi dobrej woli, którzy zechcą wspomóc blogerską inicjatywę. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie bardzo długo czekać na II Spotkanie blogerskiej braci :) I że poznam wtedy nowych kinowych zapaleńców!




    Continue Reading
    Od jakiegoś czasu wszędzie było pełno plakatów z twarzą Johnny'ego Deppa. Wszędzie! I to takich nieco enigmatycznych, lekko tajemniczych, niesprecyzowanych. W zasadzie dopóki nie przeczytałam opisu filmu, nie wiedziałam co to za gatunek, co za opowieść, jaki klimat.


    Przeczytałam, przekonałam się, poszłam do kina. A tu co? Rozczarowanie! I to ogromne!!! Dla mnie jeszcze większe niż przy "Imigrantce", nad którą roniłam łzy pod koniec kwietnia.



    (Fot. filmweb.pl)

    Fabuła absolutnie ko(s)miczna! W negatywnym tego słowa znaczeniu. Trywialna, nijaka, naciągana. Akcja - rozwija się w żółwim tempie. To sprawia, że już od mniej więcej 30stej minuty czekasz na koniec! Który niestety szybko nie nadchodzi, ponieważ film trwa 2h (que horror!). 
    Nawet atrakcyjność Johnny'ego Deppa nie ratuje tej produkcji. 



    (Fot. interia.film.pl)

    Owszem, w filmie pojawiają się jasne punkty (całkiem niezły początek, zastosowanie klamry kompozycyjnej czy też nieoczywisty podział na dobrych i złych bohaterów), ale oceniając "Transcendencję" nie są one w stanie przeważyć werdyktu na korzyść reżysera. Podsumowując, kategorycznie nie idźcie na "Transcendencję"!




    Continue Reading
    Ostatnimi czasy głośno było o co najmniej kilku polskich produkcjach. "Ida", "Papusza", "Pod Mocnym Aniołem", "Chce się żyć", "W ukryciu". Jednym z takich filmów był również dramat Tomasza Wasilewskiego pt. "Płynące wieżowce". Zaległość nadrobiłam!

    (Fot. filmweb.pl)

    Fabuła zapewne Wam znana: młody pływak - Kuba, na przyjęciu poznaje Michała. Między mężczyznami pojawia się "chemia". Zainteresowanie, pożądanie, namiętność. Zaczynają się spotykać, choć Kuba wciąż mieszka ze swoją dziewczyną i matką, z którą - na domiar złego - łączy go bardzo dziwna relacja.


    (Fot. filmweb.pl)


    Więź z matką jest chora, skażona. To trochę jak kompleks Edypa. Na myśl przyszła mi podobna relacja z "Tylko Bóg wybacza" Refna. Ciekawy motyw, acz przerażający.
    Również relacja z dziewczyną należy do nietypowych. Oboje niejako wiedzą, czy też przeczuwają, że Kuba nie jest hetero. Że pociąga go coś innego, że czuje się niespełniony (niezaspokojony?). Mimo tego wolą nie dostrzegać złowieszczych symptomów, nie dopytywać, nie odpowiadać na pytania, nie drążyć tematu. Zostawić - a nuż, nic się nie stanie, nic się nie zmieni.

    Jak potoczą się losy bohaterów oczywiście Wam nie zdradzę  Niemniej jednak przyznam, że Mateusz Banasiuk pozytywnie mnie zaskoczył. Ma do zaoferowania coś więcej niż ładną buzię (i nie mówię tu o jego umięśnionym ciele ;)). Chapeau bas za odważne sceny erotyczne! I naprawdę przyzwoicie zagrane. Nie ma tam miejsca na chamską pornografię, nie ma żenady.

    (Fot. filmweb.pl)

    Całości jednak zabrakło czegoś. Czego? Trudno powiedzieć. Jakiegoś smaczku, wyrazu. Może lepszego pokazania bohaterów? W zasadzie przez cały seans obserwujemy ich czyny nie znając ich myśli, motywów, przeżyć. Widzimy to, co robią, nie znając ich psychiki. Jakby każda z postaci została potraktowana powierzchownie, wyłącznie cieleśnie.


    Continue Reading

    W ramach 10. edycji Festiwalu "Żydowskie Motywy" wyświetlono m.in. film "Miejsce w niebie". Opowieść o życiu izraelskiego generała, jego życiowych wyborach oraz o więzi łączącej go z ortodoksyjnym synem. Synem, który - po śmierci ojca - próbuje odkupić jego miejsce w niebie sprzedane przed 40 laty za... jajecznicę.


    (Fot. muranow.gutekfilm.pl)

    Ciekawa historia obrazująca z jednej strony trudną losy Izraela, charakter społeczeństwa izraelskiego, zróżnicowane podejście do religii, z drugiej zaś typowe dla nas wszystkich ludzkie dramaty. 

    Film ogląda się naprawdę dobrze. Tak technicznie, jak i narracyjnie jest solidny. Znowu ponarzekam trochę na długość, bo 2 godziny to dość sporo jak na opowieść retrospekcyjną.


    (Fot. filmweb.pl)

    Zakończenie, wykorzystujące symbolikę, której jeszcze do końca nie rozgryzłam, jest ciekawe. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć ten film, polecam. Ale bez wielkiego entuzjazmu.
    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top