facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Angaż znanych nazwisk i dużooo marketingowej roboty. Tak wyglądała promocja "We Are Your Friends" - prawdopodobnie jednej z najgorętszych i najbardziej oczekiwanych premier tych wakacji. Czy jest o co robić tyle szumu? Sprawdziłam na przedpremierowym pokazie w warszawskiej Kinotece. I wiecie co...?



    (Źródło: thisisinfamous.com)


    ...Nie, nie ma czego przeżywać, czym się podniecać, na czego wyglądać. Ale to nie znaczy, że film jest fatalny. Oczywiście Oskara by nie dostał, lecz czy wszystkie produkcje muszą wznosić nas na intelektualne wyżyny? Czy po każdym seansie mam wychodzi z głęboką refleksją, morzem pytań o sens życia? Nie, zdecydowanie nie! Czasami chcemy zwyczajnie wyluzować, zrelaksować się, dobrze spędzić czas. I z tego powodu propozycja Monolith Films jest jakąś opcją.


    (Źródło: youtube.com)

    Jakąś, bo zapewne nie najlepszą. Umówmy się: to ani porządny dramat, ani solidna komedia. „We Are Your Friends” trudno sklasyfikować. Na pewno to produkcja rozrywkowa, raczej dla młodych ludzi. I to tych, którzy przy mocnych (i głośnych!) house’owych dźwiękach chętnie pokiwają się w fotelu. 

    Reżyser pokazuje nam chłopaka, który nie bardzo wie, co ze sobą począć. Staje przed dylematem: rozwijać pasję, która nie przynosi mu złamanego grosza (co najwyżej darmowe drinki w klubie) czy odrzucić młodzieńcze marzenia i przyjąć ciepłą, aczkolwiek nikczemną posadkę w firmie windykacyjnej. Na szczęście cudem zaprzyjaźnia się ze znanym DJem. Jego sława już przebrzmiewa, ale nazwisko wciąż wiele może zdziałać w branży. Wiadomo, dobrze mieć znajomości. Szczególnie, gdy wśród najbliższych muzyka jest przepiękna dziewczyna, której atutami są nie tylko uroda i seksapil, lecz także intelekt, poczucie humoru i życzliwość (so sweet!).



    (Źródło: finalreel.co.uk i usatoday.com)


    Wśród wątków nie brakuje perypetii z przyjaciółmi, dylematów moralnych (złote serce i uczciwość głównego bohatera <3), wzlotów i upadków oraz przeżyć miłosnych. Do tego mamy całkiem fajną dawkę niezłej muzyki – choć to oczywiście jest oceną subiektywną i zależy od gustu. W moim odczuciu house’owe brzmienia niosą nas, a my – siedząc w kinowym fotelu – tupiemy nóżką wybijając taneczny rytm energetycznych, iście wakacyjnych utworów i marząc, że znajdujemy się na jakieś wielkiej imprezie czy wspaniałym festiwalu.




    (Źródło: moviestillsdb.com i blogs.indiewire.com)
    Prosta historia z serii „Od zera do milionera” nie chwyta za serce. Ustalmy jedno, to dość schematyczna, przewidywalna produkcja. Zawiera znane motywy, powielane sceny, typowe dla gatunku kina rozrywkowego klisze. Ale i tak całkiem miło ją się ogląda. I to nie (tylko) za sprawą niezłego ciała Zaca Efrona czy ładnej buzi (i imponującego dekoltu) Emilty Ratajkowski. Wybierając się w letni wieczór z grupką znajomych zapewne większość z Was będzie się dość dobrze bawić. Bez szału, ale i bez wstydu czy zażenowania.



    (Źródło: irishtimes.com)


    Continue Reading

    Mówi się, że kino to w XXI wieku wyłącznie rozrywka. I to w dodatku taka przaśna, niskich lotów. Wielu twierdzi, że moim hobby jest przesiadywanie w kinowym fotelu na seansach durnych amerykańskich komedii tak stereotypowych, że już bardziej się nie da. Nieprawda! Kinematografia ma się bardzo dobrze. Ta ambitna, nietuzinkowa i niszowa również! Rewelacyjnym przykładem jest jedna z ostatnich nowości - irańska produkcja pt. "O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu".


    (Źródło: film.com.pl)
    Co tak niezwykłego jest w tym filmie? Wiele elementów: świetne zdjęcia, genialna muzyka i mądre przesłanie. Historia dzieje się w bliżej nieokreślonym miejscu nazywanym Bad City. I rzeczywiście, jest to dość złowieszcze miasto zamieszkałe przez tzw. typów spod ciemnej gwiazdy. Dilerzy, rozpustnicy, rabusie, prostytutki. A wśród nich dość prosty, dobry chłopak, mający na swoim barkach schorowanego i uzależnionego od heroiny ojca. Nasz bohater - Arash nie jest jednak osamotniony. Nieoczekiwanie jego losy krzyżują się z losami tajemniczej dziewczyny. Dość ekstrawaganckiej, małomównej i tajemniczej, skrywającej pewien sekret. 


    (Źródło: youtube.com)
    Dziewczyna - dla nas przez cały czas pozostająca bezimienną - przechadza się nocą ulicami miasta pełnego zła. Na swojej drodze spotyka różnych ludzi, głównie mężczyzn, których sumienia powinny wyrzucać wiele nikczemnych czynów, a które przed wieloma laty zostały skutecznie zagłuszone czy zdeformowane. Dzięki swojej skrytości wabi ich, a następnie... zabija! Wampirzyca nie działa przypadkowo, nie nachodzi zwyczajnych ludzi. Jej działanie jest bardzo sprecyzowane, jakby postępowała według z góry ustalonego planu. Czyha tylko na tych, którzy bardzo w swoim życiu przeskrobali. Którzy mają na swoim koncie grzechy przeciwko kobietom: bili je, gwałcili, okradali, poniżali, wykorzystywali. Ma więc misję i z tego względu, staje się pozytywną postacią. Wyraźnie widać to w scenie spotkania z kilkuletnim chłopcem, którego po części straszy, po części uczciwie ostrzega, że będzie go miała na oku, że powinien być grzeczny.



    (Źródło: dwabrzegi.pl)
    Pełnometrażowy debiut Any Lily Amirpour (Brytyjski irańskiego pochodzenia) jest więc głosem sprzeciwu wobec traktowania kobiet w kulturze islamskiej. To manifest walki o ich prawo do godności. I choć film zdobył kilka ważnych nagród, a w warstwie technicznej (operatorski majstersztyk + wyśmienity klimat + rewelacyjny dobór muzyki), to mnie aż tak bardzo nie porwał. Bo nierówne tempo narracji zniechęca tych, którzy nie należą do ogromnych i odwiecznych miłośników niszowego kina. Niemniej podkreślam, że warto sięgnąć po ten tytuł - choćby w ramach odskoczni od mnóstwa jednakowych produkcji, którymi jesteśmy zasypywani w okresie wakacyjnym.


    (Źródło: dziennik.film.pl)

    Continue Reading

    Kontrowersyjna? Wulgarna? Szalona? Możliwe. Ale na pewno także niebywale wrażliwa, niesamowicie serdeczna, a przy tym niezwykle utalentowana. Taki portret jednej z największych (jeśli nie największej!) wokalistki jazzowej XXI wieku wyłania się z filmu pt. "Amy", który do polskich kin zawita już w jutro. Warto było czekać!


    Pierwsze skojarzenie z Amy Winehouse to morze alkoholu i sterta prochów. Na drugim planie jawią się grube melanże, skandale prasowe i zawiłe uczuciowe perypetie. Dopiero w tle pobrzmiewa muzyka. Głęboka, sentymentalna, pełna smutku i żalu. Poruszająca. Ale ta prawdziwa Amy to właśnie muzyka. To muzyka była sednem jej życia. Ona stanowiła centrum. Ona była motorem jej działań. Niestety chwilami ulegała detronizacji i stąd rodziły się problemy genialnej wokalistki. O tym właśnie dowiadujemy się z obrazu Asifa Kapadii, który przygotował dokument poświęcony Winehouse.


    (Źródło: youtube.com)
    Idąc na przedpremierowy pokaz nie miałam specjalnych oczekiwań. Owszem, o filmie było głośno i od dłuższego czasu chciałam go zobaczyć, ale zdecydowanie nie zaliczam się ani do zagorzałych fanek muzyki Winehouse, ani do wielbicielek jej samej. Kilka utworów znałam i nawet lubiłam. Nie miałam jednak jej płyt, nie oglądałam nagrań z koncertów, nie śledziłam jej życia w Internecie. Nic z tych rzeczy. 

    Tym bardziej zaskoczył mnie ten obraz! Przed seansem nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. Laurki zdolnej piosenkarki, która zbyt młodo umarła? Perfekcyjnego wyciskacza łez dla jej najwierniejszych fanów? A może kompilacji żenujących nagrań i zdjęć przedstawiających artystkę w jak najgorszym świetle, by produkcja zyskała wielki rozgłos dzięki kontrowersji? I znowu pudło! "Amy" jest czymś całkowicie innym i dzięki temu absolutnie rozłożyła mnie na łopatki!


    (Źródło: theguardian.com)

    Z obrazu Kapadii wyłania się nieśmiała, a zarazem nieco szalona nastolatka. Z dość normalnego domu, z typowymi przyjaciółmi. Pogodna, bardzo serdeczna i ogromnie utalentowana. Przypadkowo odkryta i wciągnięta do branży przez zaprzyjaźnionego menadżera, z którym zawodowo była związana przez długie lata.
    Widzimy dziewczynę, która stopniowo spełnia swoje marzenia, a każdy kolejny sukces przyjmuje ze szczerym niedowierzeniem. Daleko jej do młodocianych artystów, których od niemowlęctwa wychowywano na gwiazdy. Amy nie zadziera nosa, nie rozpiera jej pycha, nie uderza woda sodowa. Ale niezmiernie raduje fakt, że ludziom podoba się jej muzyka. Że może zarabiać robiąc to, co naprawdę kocha. I w czym jest bardzo dobra.

    Niestety już na tym etapie, a nawet nieco wcześniej, Amy ciągnęło do dużych dawek mocnego alkoholu oraz regularnego palenia marihuany, którą po jakimś czasie zamieniła na silniejsze używki. Do tego zestawu można dołożyć problemy z odżywianiem i  długotrwałą depresję. To nic innego jak perfekcyjna recepta na wyniszczenie organizmu. Zwłaszcza, gdy nikt nie dostrzega problemów, kiedy nikt nie reaguje na kolejne sygnały ostrzegawcze. Przykład Winehouse pokazuje, że nawet będąc otoczonym rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami, można zostać zupełnie samemu ze swoimi kłopotami. Skutecznie odgrywać rolę człowieka radzącego sobie w życiu i niewymagającego pomocy.




    (Źródła: dailymail.co.uk i vibe.com)
    Przemieszanie wątków muzycznych z zakulisowymi losami Winehouse zostało skrupulatnie przygotowane. Kapadia serwuje nam bardzo uporządkowany obraz jej życia, posiłkując się głównie nagraniami archiwalnymi. Nie zostawia tu wiele miejsca na odautorski komentarz. Wycinki z życia wokalistki okrasza wypowiedziami najbliższych, by nie tracić wiarygodności filmu. W ten sposób jeszcze mocniej wstrząsa widzem. Bo siedząc w kinowym fotelu człowiek uzmysławia sobie kilka istotnych kwestii. To, że nikt - we właściwym momencie - nie wyciągnął pomocnej dłoni do uzależnionej Amy. To, że wokalistka wplątała się w patologiczną relację z późniejszym mężem - Blake'iem, momentami rezygnując z autonomii na rzecz trwania w tym związku. To, że dla wielu rzekomo bliskich osób była jedynie skarbonką, maszynką do zarabiania pieniędzy. 

    "Amy" ogląda się bardzo dobrze. To jeden z tych dokumentów, który na dłużej zostaje w naszej głowie. Za bardzo wartościowe uważam pokazanie - dla wielu - zupełnie nieznanych początków kariery Winehouse, przywołanie jej pierwszych występów i zaprezentowanie wypowiedzi o dalekosiężnych planach i zawodowych marzeniach. Film pozwala więc odkryć prawdziwą Amy, z jej wrodzoną nieśmiałością, niespotykaną w XXI wieku autentycznością oraz niepopularną miłością do dobrej muzyki. A poza tym wszystkim z jej ogromną potrzebą bycia kochaną. Ponieważ dla mnie z obrazu Kapadii dość jasno wybrzmiewa, że większość problemów Winehouse zrodziło się z potrzeby zaistnienia , bycia dostrzeżoną, pokochaną. Bez granic.
     

    (Źródło: wallpaperup.com)
    Na koniec zostawiam Was z kawałkiem, który chyba najbardziej kojarzy mi się z Winehouse i mam wrażenie, że idealnie pasuje do filmu, stanowiąc niejako podsumowanie tak jej muzycznych dokonań, jak i życiowych perypetii.


    (Źródło: youtube.com)
    Continue Reading

    Wakacyjny czas to nie tylko beztroskie wojaże, szalone imprezy i masa wolnego czasu. To także multum pomysłów i możliwości. Także na interesujące spędzenie czasu w filmowym klimacie. Jedną z opcji są Wakacyjne Nocne Maratony Filmowe. Zwłaszcza gdy Multikino oferuje nam Noc Muzyki czy... Noc Książek.

    (Źródło: multikino.pl)

    Te dwa wydarzenia odbędą się już wkrótce. Noc Książek zaplanowano na ten piątek, 31.07, zaś Noc Muzyki odbędzie się tydzień później, 7.08. Pierwszy z eventów umożliwi nam zobaczenie m.in. "Z dala od zgiełku" czy "Gwiazd naszych wina", drugi zaprezentuje rewelacyjne "Zacznijmy od nowa" i gorącą premierę - "Amy". Jest więc na co czekać :)

    (Źródło: youtube.com)

    Dla tych spragnionych filmowych, nocnych ekscesów mam po 2 podwójne zaproszenie na oba Enemefy - do Warszawy (Złote Tarasy) i Poznania. 

    Co należy zrobić? Kreatywnie odpowiedzieć na jedno z poniższych pytań.


    --> Bilety na Noc Książek (31.07)


    Czy lubisz, gdy filmowcy dokonują ekranizacji poczytnej powieści? Odpowiedź uzasadnij w kilku zdaniach
    (kilku, bez poematów :)).



    --> Bilety na Noc Muzyki (7.08)

    Który z muzycznych filmów uważasz za najlepszych i dlaczego? Odpowiedź krótko uzasadnij.

    (Źródło: teleman.pl)

    UWAGA:
    Podając odpowiedź zostawiajcie swoje imię, adres e-mail (potrzebny do poinformowania o ewentualnej wygranej) oraz MIASTO, w których chcecie uczestniczyć w Enemefie. Wygrywają najciekawsze zgłoszenia!

    (Źródło: youtube.com)

    Na Wasze zgłoszenia (Noc Książek) czekam do czwartku do godziny 22:30. Wyniki w piątek do 08:00. Bilety będą do odebrania w kasie danego Multikina na 30 minut przed seansem (szczegóły zwycięzcy otrzymają mailowo).
    Odpowiedzi na pytanie dot. Nocy Muzyki możecie przesyłam do środy 5.08 do godziny 20:00 (wyniki w czwartek rano).

    Powodzenia! :)




    Continue Reading

    Tak, wiem. Nie było mnie baaaardzo długo. Tak, wiem. Zastanawialiście się co się stało. Tak, wiem. Niektórzy może nawet trochę tęsknili. Ale na serio, mam swoje powody i dowody na to, że absencja blogowa nie wynikała z lenistwa. No, może wynikała w zaledwie 2%. Jednak główne przyczyny leżą zupełnie gdzie indziej.


    (Źródło: imoviequotes.com)

    W pędzie życia bezwiednie odhaczamy kolejne punkty z listy "to do", która ma to do siebie, że nieustannie się wydłuża mimo skrupulatnego wykreślania (pseudo)rzetelnie wykonanych zadań:

    - zrobić zakupy  ✔
    - wyrzucić śmieci  ✔
    - odwiedzić Babcię  ✔
    - oddać książkę do biblioteki  ✔
    - wstawić notkę na bloga.....:(

    Mamy poczucie, że wszystko jest nijakie. Wszyscy jesteśmy jednakowi. Brakuje nam oryginalności, wyrazistości. 

                                                                                               (Źródło: linglebogfacts.com)

    Przychodzi więc w życiu taka chwila, w której myślisz, podobnie jak Agnieszka Chylińska w pierwszych wersach poniższej piosenki, co zrobisz, kiedy powiesz sobie "dość!".

    (Źródło: youtube.com)

    Zaczynasz wtedy robić porządki. Najpierw takie mentalne, we własnej głowie. Szacować dotychczasowe sukcesy i porażki, spisywać plany, snuć marzenia i rachować które z nich są w zasięgu ręki. Większość ludzi na tym etapie wymięka. Z bezsennych nocy przeznaczonych na rozważania i długich samotnych spacerów nic nie wynika, nic się nie zmienia. Bo braknie odwagi.

                                                                                                (Źródło: sharegif.com)

    Ze mną tak nie było! W ten właśnie chwili mogłam utożsamić się z kimś, do kogo zwykle mi bardzo daleko - czyż to nie ironia losu? :)

                                                                                                  (Źródło: wordsonimages.com)

    Po porządkach w głowie przyszedł czas na czyny. W ostatnim czasie dokonałam kilku dużych zmian. Jedne były stosunkowo proste i całkiem przyjemne, inne do przyjemnych nie należały. Niemniej trzeba było zrezygnować z kilku rzeczy, by na inne znalazło się miejsce. I czas. Przykro mi, ale właśnie blogowanie musiałam odpuścić...



                                                                       (Źródła: dailymail.co.uk, gododabsurdity.com i thegloss.com)

    Wybaczcie! Musiałam. Ale wracam! I obiecuję, że będę pisać i starać się robić to jak najlepiej! Bez względu na wszystko. 

                                                                                                    (Źródło: pinterest.com)

    To jak? :)

                                                                                                     (Źródło: sharegif.com)
    Continue Reading

    Kiedy ktoś pyta mnie o ukochany rodzaj kina, mam problem z odpowiedzią. Bo nie potrafię tak ad hoc wyrzucić frazę "Uwielbiam grecką kinematografię", "Kocham polskie kino moralnego niepokoju" czy "Oh, moim konikiem są stare, włoskie produkcje z Marcello Mastroiannim w roli głównej!". Ale jedno jest pewne - mam wielką słabość do hiszpańskich filmów, które zachwycają swoim wyrazistym charakterem. Jest on tak jednoznaczny, że w wielu przypadkach, tylko po kilkunastu minutach seansu, bez problemu byłabym w stanie stwierdzić: "Tak, to właśnie jest hiszpańskie kino!". Z "Magical girl" mam podobnie - na wskroś hiszpański! A to ogromny komplement! Dlaczego? O tym piszę poniżej.


    (Źródło: baldovi.net)
    Luis - samotny ojciec i jego chora córka Alicia, tajemnicze, młode małżeństwo (Alfredo i Bárbara) oraz Damián, uroczy staruszek z mroczną przeszłością. Co ich łączy? Dla jednych zwykłe koleje losu, dla innych niesamowity splot zdarzeń. Faktem jest jednak, że rzeczywistość bohaterów przenika się, zazębia i silnie na siebie wpływa. A to wszystko z powodu marzenia dziewczynki zapisanego na kartka pamiętnika...




    (Źródło: youtube.com)

    Niewinne szperanie w rzeczach ukochanej córki popycha Luisa do wielkich czynów. Ale niekoniecznie dobrych, szlachetnych, moralnych. Zerknięcie do dziewczęcego pamiętnika sprawia, że ojciec - z wielkim zaskoczeniem - odkrywa marzenie swojej, chorującej na białaczkę, pociechy. Postanawia spełnić je, choć realizacja graniczy z cudem. Stopniowo działa, by całkiem racjonalny sposób zebrać potrzebną kwotę. Szybko okazuje się, że sprawa nie jest tak łatwa i przedziwny splot zdarzeń stawia go w sytuacji, z której ma dwa wyjścia: być uczciwym, a tym samym nie posiadać gotówki niezbędnej do zakupu stroju, o którym śni Alicia albo wcielić się w zły charakter i uszczęśliwić córkę.

    By nie psuć całej zabawy związanej z oglądaniem tej misternej, fabularnej konstrukcji napiszę jeszcze tylko, że bohaterowie spotykają się w najmniej spodziewanym momencie w najbardziej absurdalnej sytuacji. I choć to, co widzimy na ekranie nie raz, nie dwa, wzbudza nasz śmiech, zaskoczenie, oszołomienie, to mam wrażenie, że reżyser - mówiąc kolokwialnie - nie popłynął. Bo takie właśnie jest życie! Nieprzewidywalne, momentami zabawne, przerażające czy wręcz dziwaczne.


    (Źródła: handelszeitung.ch i stopklatka.pl)

    Tym, co uderza w "Magical girl" jest bez wątpienia niepokój. Wkrada się z wielu kadrów, wybrzmiewa w wielu scenach. Czujemy jakby bliżej nieokreślony nieprzyjacielski duch, tajemnicze zło, mroczny charakter czy jakkolwiek go nazwiemy, krył się za plecami bohaterów. Czyhał na nich w ukryciu.

    Szaleńczą mieszankę, tak specyficzną, tak niszową, zapewnia jednak coś zgoła innego. Jest nim miks! Połączenie tego napięcia, uczucia grozy z absurdalnymi kolejami losów (chapeu bas dla scenarzysty!), czarnym humorem najwyższych lotów oraz... klasyczną muzyką hiszpańską! Te kastaniety, gitarowe brzmienia i charakterystyczne śpiewy dodają pikanterii, wyrazistości stonowanym, momentami nawet zachowawczym obrazom kadrowanym z niezwykłą pieczołowitością. W rezultacie dostajemy film, którego nie jesteśmy w stanie zapomnieć. Tak ze względu na fabularny miszmasz, jak i estetyczną wizualno-muzyczną oprawę.

    Biorąc na warsztat "Magical girl" nie można zapomnieć o rewelacyjnym aktorstwie. Na szczególną uwagę zasługuje Bárbara Lenni. Jest magiczna! Każde jej pojawienie się na ekranie wprost elektryzuje. Jej spojrzenie całkowicie skupia uwagę widzów. Nic nie jest w stanie z nim konkurować. To ogromna siła filmu i wielka zasługa produkcji, która znalazła i zaangażowała tak świetną aktorkę.
    Mocnym punktem jest również Luis Bermejo perfekcyjnie odgrywający rolę troskliwego, trochę zagubionego i nieprzystającego do rzeczywistości, a jednocześnie niezłomnego i bezwzględnego ojca. 


    (Źródła: abc.com i fotogramas.es)

    Na koniec warto jeszcze dodać, że produkcję doceniło nie tylko festiwalowe jury (nagroda w San Sebastian). Film pokochali i wyróżnili także widzowie projektu Scope50 sygnowanego przez Gutek Film. Do udziału zaproszono 50 widzów z Polski, którzy obejrzeli 10 nowych, europejskich obrazów, niewyświetlanych jeszcze w naszych kinach. Po projekcjach nowości filmowi zapaleńcy wyłonili zwycięzcę, którym został debiut Carlosa Vermuta. Jak widać mieli nosa, bo film jest wyśmienity! W tym miejscu trzeba jeszcze nadmienić, że "Magical girl" zachwyca się sam Pedro Almodovar. Nie zwlekajcie więc dłużej i lećcie do kina - tego seansu nie pożałujecie! 

    (Źródło: lacriticanyc.com)

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top