facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Komedia Susanny Fogel z Milą Kunis i Kate McKinnon w rolach głównych nie jest wysokich lotów. Żarty słowne i sytuacyjne gagi, jakimi raczą nas twórcy "Szpiega, który mnie rzucił" są dość proste i przewidywalne. Niemniej nie żałuję tego seansu. 

    (Źródło: twoje-kino.pl)

    Przyznaję bez bicia: czasami wakacyjną porą mam ochotę na lekki seans iście rozrywkowy, niewymagający ode mnie zbytniego zagłębiania się w prezentowaną fabułę. Zwiastuny nowości z Kunis w roli porzuconej dziewczyny szpiega wydały się niemal idealną propozycją na letni wypad do kina. Zwłaszcza, że to komedia, czyli mój ulubiony gatunek na niczym niezmącony filmowy relaks. 

    (Źródło: youtube.com)

    Choć historia dziewczyny porzuconej przez SMSa, która nagle, z dnia na dzień, ma odbyć superważną misję, nie jest ani przekonująca, ani zbytnio dopracowana, to ogląda się ją dość nieźle. Trudno powiedzieć czego to jest zasługa. Jak dla mnie chyba największą zaletą produkcji pozostaje angaż Mili Kunis, którą naprawdę lubię. Z tego też powodu podświadomie przymykam oko na wszelkie niedociągnięcia. Bo co tu ukrywać, jest ich całkiem sporo.
    Przede wszystkim za minus możemy traktować średni scenariusz. Dialogi także nie wypadają lepiej. Jednak najsłabszym punktem jest chyba tytułowy szpieg, w którego wcielił się drewniany Justin Theroux. 

    To, czy "Szpieg, który mnie rzucił" przypadnie Wam do gustu zależy (jak zawsze) od Waszego nastawienia. Jeśli nie macie zbyt wysokich oczekiwań, a przeciętna produkcja komedia jest w stanie choć trochę Was rozbawić, będziecie całkiem ukontentowani.



    (Źródła: sdksanok.pl i radioeska.pl)

    Continue Reading

    Drugiej odsłony "Sicario" wyczekiwałam z nieskrywanym zaciekawieniem. Jedynka bowiem naprawdę mnie zaskoczyłam. Nie liczyłam, że ta produkcja tak bardzo przypadnie mi do gustu. Tym większe było też teraz moje rozczarowanie, gdy okazało się, że sequel jest marną próbą powtórzenia sukcesu pierwszej części.



    (Źródło: gumroad.com)


    Sytuacja na granicy amerykańsko-meksykańskiej robi się coraz bardziej nieprzewidywalna. Kartele przemycają przez nią, wśród zwykłych imigrantów, niebezpiecznych terrorystów dokonujących zamachów na terenie USA. Dwaj spece od zadań trudnych: Matt i Alejandro, ponownie łączą siły, by powstrzymać rosnących w siłę przestępców. Zadanie jednak okazuje się bardziej skomplikowane niż początkowo myśleli.



    (Źródło: youtube.com)

    Angaż Benicio del Toro był jak dla mnie świetną zagrywką. Kto nie chciałby zobaczyć tego fantastycznego aktora w nowej odsłonie? No właśnie, nie ma takich widzów. Josh Brolin, z drugoplanowym (niemal epizodycznym) wsparciem Catherine Keener, to również dobra propozycja. Okazuje się jednak, że nawet solidne aktorskie wsparcie niewiele może, gdy scenariusz napisano niemal na kolanie. Błędów jest cała masa: akcja rozwija się niemiłosiernie długo, wielość wątków zaczyna irytować (zwłaszcza, że ich jakość pozostawia wiele do życzenia), a w pewnym momencie nawet już nuży. Na domiar złego spada tempo produkcji, a czas jej trwania również nie sprzyja wystawieniu  pozytywnej oceny całości. 

    Ilekroć przychodzi mi obejrzeć bardzo przeciętny sequel myślę sobie, że duży błąd zrobił ktoś, kto podjął decyzję o jego kręceniu. Bo nie sposób, żeby niespecjalna produkcja odnosząca się do wcześniej powstałego, tak dobrze przyjętego filmu, mogła zostać sukcesem. Najwyżej kasowym, ale dla mnie jako wielbiciela kina dobrego (bez względu na to, czy jest to kino ambitne, czy solidne kino klasy B), sukces kasowy jest zdecydowanie mniej ważny niż ten - nazwijmy go - rankingowy (pomyśle recenzje, wysokie noty, ogólny zachwyt widowni). Tak też jest w przypadku "Sicario 2: Soldado". Ten naprawdę słaby scenariusz powinien trafić do kosza, bo seans, na którym co chwilę widz spogląda na zegarek jest tym, co nigdy nie powinno mieć miejsca.




    (Źródło: dailtymotion.com, kultura.onet.pl i theguardian.com)

    Continue Reading

    W kinie bywa tak, że panujący w danej chwili trend wpływa na to, o czym lub o kim powstają różne produkcje: filmy fabularne, dokumenty, produkcje serialowe. Nie inaczej było z bossem kolumbijskiego kartelu narkotykowego - Pablo Escobarem. Powstało już o nim całe mnóstwo przeróżnych obrazów. Ostatnio zaś hiszpańska (lecz anglojęzyczna!) ekranizacja biografii kolumbijskiej dziennikarki - Virginii Vallejo.

    (Źródło: sbs.com.au)

    "Kochając Pabla, nienawidząc Escobara" to próba pokazania losów słynnego kolumbijskiego gangstera i przemytnika z punktu widzenia jednej z jego kochanek. Z tego też względu nie jest to typowe podejście biograficzne, a jedynie wycinek losów Escobara z czasów, gdy poznała go Virginia Vallejo. I choć to wyróżnik dla filmu - pozostałe obrazy raczej mówią dość kompleksowo o życiu Pabla - to także jeden z minusów obrazu.

    (Źródło: youtube.com)

    Skoro nowość Fernando León de Aranoa zaprezentowano na tegorocznym festiwalu w Cannes i nie mówiąc już o tym, że tak Bardem, jak i Cruz, otrzymali nominacje do nagrody Goya za najlepszy występ aktorski, spodziewałam się filmu biograficznego z krwi i kości, ze świetnym scenariuszem i dobrą akcją. Zabrakło niestety troszkę i jednego, i drugiego. W pewnym momencie tempo akcji znacznie spowalnia, pojawią się dłużyzny, a niektóre wątki potraktowano po macoszemu. Nie mówiąc już o drobnych przekładaniach w losach Escobara. O ile na te drobne niedopatrzenia z faktami mogłabym przymknąć oko, to już rozwlekająca się akcja w filmie o najsłynniejszym przemytniku świata wydaje się być grzechem głównym. 

    Szkoda także, że Bardem - mimo swego niewątpliwego talentu - nie sprawdza się w roli Escobara. Brak mu wdzięku, jest zbyt wycofany, melancholijny. Również swoją fizycznością (poza dorabianym "brzuszkiem", fryzurą i ubiorem z lat 80.) nie przypomina w ogóle szefa gangu z Medellin. Dużo lepiej wypada za to jego żona - Penelope Cruz. Jest wiarygodna w roli kolumbijskiej dziennikarki zauroczonej osobowością Pabla. Ma w sobie wdzięk i luz, które wydają się być niezbędne u tej bohaterki.

    Chociaż w ogólnym rozrachunku "Kochając Pabla, nienawidząc Escobara" prezentuje się dość poprawnie (6/10), ci, którzy widzieli serialową odsłonę przygód kolumbijskiego El Jefe poczują się jednak rozczarowani. I trudno im się dziwić - "Narcos" trzyma rewelacyjny poziom!



    (Źródła: fdb.pl, multikino.pl i superguide.nl)

    Continue Reading

    Powiedzieć, że ten film zrobił furorę, to jakby niczego nie powiedzieć. Premiera "Zimnej wojny" wywołała prawdziwy szał! Tak zagranicą, jak i w kraju. Wśród uznanych krytyków, ludzi ze "światka" filmowego, jak i zwyczajnych widzów. Od kilku tygodni wszyscy, niemal wszędzie, rozmawiają tylko o tym tytule. I nic dziwnego - jest rewelacyjny!


    (Źródło: kinopodbaranami.pl)

    Starszy On, utalentowany, stateczny, trochę skryty. I ewidentnie zauroczony jej urodą i temperamentem. Znacznie młodsza Ona: energiczna, głośna, lubiąca być w centrum uwagi. Również niosąca za sobą jakąś skazę, niezbyt chlubną przeszłość, do której nie chce wracać. W czasach powojennych, gdy chyba każdy boryka się ze swoją własną traumą, rodzi się między nimi uczucie. Raczej fascynacja czy pożądanie niż wielka, romantyczna miłość. Ale i tak będzie to wpływało na ich przyszłe życie. 

    (Źródło: youtube.com)

    Już w pierwszych minutach seansu widz może poczuć się zafascynowany. Przede wszystkim nietypowym kadrem, jak ze starego filmu. Całość jest bardzo retro: czarno-białe zdjęcia, fokus na detal, sporo zbliżeń na bohaterów - ich gesty, mimikę. A poza tym niesamowita muzyka! Dzięki temu czujemy klimat rasowego melodramatu, które w ostatnich czasach tak rzadko mamy okazję oglądać. Pawlikowski dokonał świetnego wyboru gatunku filmowego dla swojej  uniwersalnej historii nie tylko o miłości, ale i wolności. Melodramatyczna forma pozwala również uwypuklić ten poetycki nastrój, w którym osadzeni są bohaterowie - artyści.  Dzięki temu w każdym niemal ujęciu (genialne zdjęcia Łukasza Żala!) czujemy jakąś dawkę artyzmu. Ale takiego subtelnego, jakby niewymuszonego, nieprzerysowanego. 

    Mówiąc o "Zimnej wojnie" nie sposób nie podkreślić fantastycznej obsady! Joanna Kulig udowodniła, że naprawdę jest utalentowana. Jej Zula jest z krwi i kości, nie można wątpić w jej autentyczność. To samo zrobił Tomasz Kot, który od dłuższego czasu pojawia się w najważniejszych polskich produkcjach ("Bogowie", "Najlepszy", "Pokot"). Rewelacyjnie wypada w roli małomównego, nieco wycofanego Wiktora, który raczej biernie przygląda się własnemu życiu i prawdę mówiąc tylko dwukrotnie podejmuje męską decyzję. Jego zachowawczość, ten jakby stoicyzm mogą tylko sugerować nam, że niedawno zakończona wojny wywarła na nim ogromne piętno, którego szczegółów nie znamy. Inaczej sobie z nim radzi (lub nie radzi) niż temperamentna Zula nieprzebierająca w słowach. W wielu scenach wyraźnie widzimy jak są skrajnie różni, czym reżyser udowadnia jak różne podejścia do niełatwej komunistycznej rzeczywistości reprezentowało społeczeństwo polskie w czasach powojennych. Jak wiele odsłon miał tragizm ówczesnych ludzi. Tragizm, z którego Zachód nie zdawał sobie sprawy, dlatego też tak dobrze, tak emocjonalnie przyjął nowość Pawlikowskiego.

    Punktując mocne strony produkcji dostrzegam też pewne uchybienie. Jedynym mankamentem "Zimnej wojny" jest  więź łącząca bohaterów. Nie została odpowiednio rozbudowana na samym początku na tyle, byśmy uwierzyli, że to "coś", co tak mocno wpłynie na ich losy. Że jest to tak płomienne, głębokie uczucie, tak prawdziwe i szczere, by przetrwało lata próby oraz całe mnóstwo większych i mniejszych zdarzeń, które miały miejsce na przestrzeni tak długiego czasu. Szkoda, bo gdyby wątek ten dokładniej przedstawić w pierwszej części filmu, nowy obraz Pawlikowskiego byłby wręcz idealny. I bez tego jednak zdecydowanie wychodzi obronna ręką. Ba, wypada fantastycznie, więc koniecznie musicie go zobaczyć!



    (Źródła: wyborcza.pl, dzienniklodzki.pl i culture.pl)

    Continue Reading

    Już jako dziecko kochałam kino! Niektóre filmy mogłam oglądać setki razy. Nie wszystkie były produkcjami stricte dla dzieci, bo seria "Naga broń" niekoniecznie jest dobrym wyborem dla 10-latki, ale co tam! Z okazji Dnia Dziecka przygotowałam jednak przyzwoitą listę tytułów dla starszych i młodszych dzieciaków. Przed Wami moje TOP 5!


    Śmiem twierdzić, że poniższe tytuły nie będą dla Was zaskoczeniem. Większość z nich to kultowe produkcje dla osób, których dzieciństwo przypadło na początek lat 90. Ja przyznaję, że mam do nich dość duży sentyment. Co więcej, bardzo chętnie obejrzałabym je i dzisiaj!

    1. UWOLNIĆ ORKĘ
    Absolutny hit! Nieco zadziorny nastolatek ma na bakier ze szkołą. W ramach buntu niszczy pobliskie oceanarium. Za karę musi naprawić wyrządzone szkody. Niespodziewanie, w czasie sprzątania paskudnego graffiti, zaprzyjaźnia się... z orką! Cudowna opowieść o przyjaźni i dobrym wpływie zwierząt na ludzi. 

    (Źródło: teleman.pl)

    2. PODRÓŻ ZA JEDEN UŚMIECH
    Prawdziwy klasyk! Na tym filmie bawili się moi rodzice, ale i ja z bratem nie raz zasiadaliśmy przed telewizorem, by zobaczyć przygody Poldka i Dudusia. Chyba wtedy złapałam też bakcyla do podróży. Polecam szczególnie wakacyjną porą.

    (Źródło: lodz.wyborcza.pl)

    3. KARATE KID
    Jako że nad życie kochałam filmy z Brucem Lee czy JCVD, nie mogłam nie zobaczyć "Karate kid". Obraz jest nieco starszy od pozostałych - powstał w 1984, ale za czasów mojego dzieciństwa dość często gościł w TV. I co tu dużo mówić, chyba za każdym razem go oglądałam z takim samym zapałem!

    (Źródło: teleman.pl)

    4. JUMANJI
    Fantastyczna mieszanka kina akcji i produkcji familijnej z rewelacyjnym Robin Williamsem i młodziutką Kirsten Dunst w rolach głównych. Tyyyle emocji jest w tym filmie! Po pierwszym podejściu do "Jumanji" sama chciałam mieć taką grę, choć kryło się w niej wiele niebezpieczeństw. Kolejny przykład tego, że dobre filmy nigdy się nie starzeją.

    (Źródło: wicktedhorror.com)

    5. KRÓL LEW
    Tego nie mogło zabraknąć w zestawieniu! Mam wrażenie, że to najważniejszy film dla wszystkich, którym przyszło dorastać w latach 90. Historia osieroconego Simby, który dorasta otoczony wspaniałymi przyjaciółmi, a z czasem zakochuje się oraz zyskuje siłę i męstwo, by pokonać mściwego stryja - Skazę, skradła wieeeeele serc. I chyba wszyscy płakali na seansie "Króla Lwa" na scenie śmierci Mufasy. Niesamowite kino! <3

    (Źródło: hbo.pl)

    Continue Reading

    Francuska komedia o seksie? Brzmi nieźle! Para z 10-letnim stażem poszukująca kobiety do trójkąta? Ciekawy pomysł! Niestety tylko w trailerze. Twórcy mieli koncept, ale jego realizacja nie wyszła dobrze. Obrazowi "A może by tak trójkącik?", który miał być komedią brakuje polotu, żywej akcji i tego, co najważniejsze - poczucia humoru.

    (Źródło: bok.bialystok.pl)

    Trzydziestokilkuletnia Estelle ma stałego partnera Simona, z którym lada moment będzie obchodziła 10-tą rocznicę związku oraz córkę w wieku szkolnym. Jest cicha, spokojna, trochę nijaka. W pracy sumiennie wykonuje wszystkie obowiązki i nawet słowem nie odgryzie się nieco apodyktycznej szefowej. Przy okazji spotkania z przyjaciółkami dochodzi do wniosku, że jej życie jest przewidywalne, w sypialni zagościła rutyna, a i pozałóżkowa więź z Simonem przygasła. Receptą na odnowę ma być... trójkąt! Bohaterka rozpoczyna lekko rozpaczliwe poszukiwania odpowiednich osób do jednorazowej zabawy we troje.

    (Źródło: youtube.com)

    Wydawałoby się, że najmocniejszą stroną filmów komediowych powinien być humor. Jak się jednak okazało po seansie "A może by tak trójkącik?" to tylko oczekiwania, bo scenarzysta chyba miał inne wyobrażenia co do tej produkcji. Humor się pojawia, a i owszem, ale tak rzadko i banalny, że szybko zapominamy o tych wesołych miniscenkach czy żartobliwych mikrodialogach. Na domiar złego nieprzekonująca jest też nagła potrzeba zmiany głównej bohaterki. Punkt zapalny całej sytuacji, ten moment, który doprowadził Estelle do podjęcia decyzji o trójkącie jest wyssany z palca. Oczywiście mógł mieć miejsce, ale przekonanie, że z jego powodu szara myszka chce choć raz być wampem wydaje się bardzo mało realne.
    Większych i mniejszych wpadek jest jeszcze trochę. Byłabym w stanie przymknąć na nie oko, gdy film mnie po prostu rozbawił. Tak się jednak nie stało...


    (Źródła: ars.pl i fdb.pl)

    Continue Reading

    Cztery starsze panie, kółko czytelnicze i nietypowa propozycja książkowa... "Pięćdziesiąt twarzy Christiana Grey'a". Czy może być coś dziwniejszego? Raczej nie. Diane, Vivian, Sharon i Carol znają się od studiów i niejedno już razem przeszły. Choć ich codzienność dość mocno się różni, panie nadal się lubią i służą sobie wsparciem. Szczególnie w chwili, gdy ich życia mają się zawalić, mężowie stali się obcymi osobami, dzieci, chociaż dorosłe, są upierdliwe, a wyczekiwana samotność jednak doskwiera. 

    (Źródło: warsawnow.pl)

    Nasze staruszki trzymają się od czasów studenckich. Wiedzą o sobie wszystko, znają się od podszewki. I choć każda jest inna (jedna to osaczona przez nadopiekuńcze córki "młoda" wdowa, druga nie potrafi znaleźć wspólnego języka z mężem, który dopiero co przeszedł na emeryturę, trzecia gardzi związkami i koncentruje się na krótkotrwałych znajomościach, a czwarta po 18-stu latach od rozwodu wciąż nie umie się z nim pogodzić i zacząć życia od nowa), doskonale się rozumieją. I mogą liczyć na dobre rady ze strony koleżanek. Tym śmieszniej, gdy wszystkim zaczyna doskwierać samotność (w różnych odcieniach) i wszystkie usiłują znaleźć wyjście z trudnej sytuacji podpierając się przy tym lekturą.... pikantnych przygód Christiana Grey'a! 

    (Źródło: youtube.com)

    Jak to możliwe, że opowieść o staruszkach bawi też młodszą widownię? To jasne, wszystko dzięki naprawdę niezłej fabule! Film Billa Holdermana jest po prostu śmieszny, a przy tym mówi o grupie społecznej, która zwykle jest wykluczona z odgrywania głównych ról na dużym ekranie. Starsi ludzie zazwyczaj traktowani są po macoszemu, występują jako zapomniani dziadkowie najważniejszych filmowych postaci. Pojawiają się w dwóch ujęciach, by następnie odejść w zapomnienie. Niewiele jest produkcji pozwalających im odegrać pierwsze skrzypce. A przy tym szczerze bawić widownię jak ma to miejsce w "Pozycji obowiązkowej". 

    Eksperyment z komedią o starszych paniach się udał, bo w rolach bardziej i mniej zwariowanych emerytek wystąpiły prawdziwe gwiazdy kina. Widać to w każdym ujęciu! Moje serce szczególnie raduje występ Jane Fondy, która jest ikoną kina, ale dla wielu magnezem przyciągającym na seans niewątpliwie była też muza Woody'ego Allana, Diane Keaton (w latach 70. pracowali ze sobą aż przy 8 produkcjach!). Obie panie nie raz już dawały popisy aktorskie w produkcjach komediowych, dlatego nic dziwnego, że twórcy zaproponowali im występ w tym filmie. I chociaż momentami - jak dla mnie - scenarzyści uderzają w troszkę zbyt ckliwe tony, a kilka scen jest lekko przegiętych, to całość broni się właśnie dzięki świetnej obsadzie. I to dla niej warto zobaczyć tę propozycję. A już najlepiej na seans zabrać babcię, która niemal na pewno wyjdzie zachwycona (o ile ma w sobie troszeczkę luzu).



    (Źródła: fangate.net, naekranie.pl i variety.com)

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top