facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Boska Bridget znowu wraca! I po raz kolejny próbuje podbić nasze serca. Czym? Swoją życiową nieporadnością, uroczą naiwnością, beztroskim szaleństwem oraz błyskotliwą ripostą. Czy odniesie sukces: z jednej strony w życiu prywatnym, z drugiej w kinowych box office'ach? Mam nadzieję! :)


    (Źródło: comingsoon.net)

    Kilkanaście lat później znów spotykamy roztrzepaną Bridget. Nadal jest producentką telewizyjną i wciąż cechuje ją skłonność do generowania nowych kłopotów. Jednym z największych było rozstanie z Markiem Darcy. Nasza bohaterka kończy więc 40-stkę w klimacie zbliżającej się depresji. Przyjaciele są zajęci swoimi związkami i domowymi obowiązkami, rodzice ochoczo angażują w życie społeczności lokalnej, a uroczego mężczyzny, na którego ramieniu panna Jones mogłaby się wesprzeć, ani widu ani słychu. Na szczęście z pomocą spieszy koleżanka pracy, której zwariowane pomysły nie są obce. Wyciąga Bridget na festiwal muzyczny, który obfituje w szalone przygody. 

    (Źródło: youtube.com)
    Trzecia odsłona losów Bridget Jones jest równie szalona i zabawna co dwie poprzednie. Bohaterka z zaskoczeniem odkrywa, że jest w ciąży, lecz nie ma pojęcia kto jest ojcem. Przystojny i tajemniczy Jake, którego poznała na urodzinowym wyjeździe czy może szarmancki, lecz nieco zdystansowany Mark, z którym nieoczekiwanie spotkała się na chrzcinach pociechy swojej przyjaciółki? Do ostatniej niemal sceny będzie próbować rozwikłać tę zagadkę, jak i drugą, trudniejszą - czy miłość można zaplanować, wypracować, a nawet wyliczyć wg jakiegoś specjalnego algorytmu?



    (Źródło: metro.co.uk i sheknows.com)

    Jaki jest seans? Lekki, przyjemny, zabawny. Dobre samopoczucie gwarantowane! To idealny pomysł na babski wieczór, bo - co tu ukrywać - panom raczej historie Bridget nie przypadną do gustu. Choć bohaterce nie brakuje ani poczucia humoru, ani uroku osobistego. 
    Odpowiadając na pytanie ze wstępu, kinowych box office'ów "Bridget Jones 3" zapewne nie zdobędzie, ale podbije serca wielu kobiet, a to chyba można uznać za sukces!

    (Źródło: telegraph.co.uk)

    Continue Reading

    Jedna z lepszych polskich komedii romantycznych ostatnich lat! Lekka, zabawna, interesująca. I nieco inna niż wszystkie. Już teraz możesz mieć ją w swojej domowej kolekcji i odpalać zawsze wtedy, gdy dopadnie Cię strzała amora. Albo wręcz przeciwnie, gdy zapłaczesz w poduszkę ze złamanym sercem.


    (Źródło: youtube.com)

    Główna bohaterka, Ania (Agnieszka Więdłocha) to romantyczna, ale niezbyt pewna siebie nauczycielka muzyki, która miłości życia szuka na portalach randkowych. W ten sposób spotyka gwiazdę TV, showmana Tomka (Maciej Stuhr), który prowadzi popularny, kontrowersyjny w znanej stacji. Dziennikarz wpada na pomysł, by wysyłać Anię na randki z poznanymi poprzez aplikację mężczyznami, a następnie - na podstawie jej relacji ze spotkań, pokazywać w programie portrety facetów flirtujących w sieci, a jednocześnie wyśmiewać naiwność kobiet szukających tam miłości na całe życie. Przygody Ani szybko stają się wielkim przebojem. Problem pojawia się dopiero w momencie, gdy pewnego dnia Ania nieoczekiwanie spotyka idealnego partnera. Naciskany przez bezwzględną szefową stacji Tomek musi ratować oglądalność programu. Pytanie jednak, czy bardziej będzie mu zależało na telewizyjnej karierze, czy jednak na uczuciu do Ani...


    (Źródło: youtube.com)

    Aby poznać koniec historii, nie musicie grzebać w sieci w poszukiwaniu marnej jakości, nielegalnych źródeł. Weźcie szybciutko udział w konkursie i zgarnijcie "Planetę Singli" na DVD! Co należy zrobić, by wygrać? Odpowiedzieć na poniższe pytanie:

    Która rola Agnieszki Więdłochy jest Twoją ulubioną i dlaczego? 


    Na odpowiedzi czekam do środy 14. września do 23:59. Zostawiajcie je w komentarzach pod wpisem dodając swoje imię oraz adres e-mailowy, bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą :) Wyniki ogłoszę do 19. września.

    Powodzenia!


    (Źródło: multikino.pl)

    Continue Reading

    O "Nerve" było dość głośno już od co najmniej kilku(nastu?) tygodni. Na premierę filmu o mediach społecznościowych i ich ogromnym wpływie na młodych ludzi czekało wielu. W tym i ja. Przekonywało mnie tempo akcji, tematyka produkcji i duet Roberts-Franco, który ma w sobie ikrę. Czy seans mnie zachwycił, czy raczej rozczarował?

    (Źródło: youtube.com)

    Vee ma 19 lat, garstkę znajomych, szaloną przyjaciółkę i nieuchronną decyzję o wyborze studiów. Jest spokojna i nieśmiała, oddana pasji fotografowania oraz skrycie zauroczona szkolnym playboyem, z którym nie zamieniła chyba nigdy nawet słowa. Przypadkiem dowiaduje się o popularnej grze o nazwie "Nerve", dla której rówieśnicy już jakiś czas temu stracili głowę. Nagle postanawia wziąć w niej udział. I to jako gracz. Zamierza wykonywać zadania wybrane dla niej przez wiernych obserwatorów "Nerve", by udowodnić, że nie jest życiową ofermą i potrafi podejmować ryzyko. Szybko okazuje się jednak, że wyjście z gry nie jest tak łatwe jak dołączenie do niej, a dla niektórych żądza zwycięstwa, popularności i bogactwa (za każde dobrze zrealizowane wyzwanie gracze otrzymują pieniądze) stała się niemalże religią.

    (Źródło: youtube.com)

    Produkcję ogląda się naprawdę nieźle. Wciąga momentalnie i utrzymuje tę uwagę do końca. Z tym, że z każdym nowym wyzwaniem coraz mniej wierzymy w realność "Nerve", w to, że taka gra mogłaby faktycznie istnieć i podbijać serca młodych użytkowników sieci. A potem równie szybko przypomina nam się gigantyczny sukces "Pokemon Go" i dopiero ta myśl pozwala znowu wygodnie rozsiąść się w fotelu i podążać za błyskawiczną akcją fabuły.

    Finał, choć ma swoje wielkie i ważne przesłanie, wypada najsłabiej w całej produkcji. Jest zbyt bajecznie, cukierkowo. Na szczęście nawet te ostatnie, niezbyt udane minuty nie psują całego filmu, któremu do hitu jest całkiem daleko, ale zdecydowanie dalej do porażki.




    (Źródła: collider.com, fandango.com i trailers.apple.com)

    Continue Reading

    Jason Statham znów wkracza do akcji. Jako płatny zabójca walczy w imię dobra. Jego moralność jest nieskalana, serce pełne miłości, a sprawność fizyczna sięga zenitu. By obrazek był iście wspaniały towarzyszy mu na ekranie piękna Jessica Alba, której uroda miała przykryć fabularne braki produkcji. Niestety, nie ukryła...


    (Źródło: denofgeek.com)

    Tym razem Arthur Bishop staje oko w oko ze swoim dawnym przyjacielem, który marzy o podbiciu świata. A raczej jego części - czarnego rynku. Chce być jednym dostawcą broni na świecie i w związku z tym zamierza zlikwidować swoich konkurentów. Brudną robotę ma wykonać najlepszy z najlepszych - Bishop, którego nasz zły bohater szantażuje zabiciem pięknej i dobrej Giny. 


    Wybuchów, pościgów i scen walki nie brakuje. I nie są one złe. Gorzej się robi, gdy bohaterowie zaczynają rozmawiać. A przynajmniej próbować rozmawiać. Na poziomie dialogów film bowiem kuleje. Minusem jest też obecność Alby, która poza walorami estetycznymi niczego nie wnosi (no jeszcze sporą dozę infantylności swojej bohaterki). 

    Niektórzy uważają ten film za parodię gatunku sensacyjnego, choć osobiście nie doszukałam się tu żadnego, puszczonego do widza, oczka. W moim odczuciu to dość słaba propozycja kina akcji, która - mam nadzieję - na zawsze zakończy serię "Mechanika". Bo o ile trylogia "Transportera" jest dobra, tak jego nowe wcielenie okazało się niewypałem.


    (Źrodło: youtube.com)

    Continue Reading

    Tematyka rodzicielka wciąż jest mi mocno odległa. Rozterki matek zdecydowanie nie należą do kręgu moich zainteresowań, ale postanowiłam zaryzykować seans - jakby się wydawało - wyłącznie dla świeżo upieczonych mamusiek. Choć zwiastun nie wróżył sukcesu, salę kinową opuściłam z uśmiechem na ustach. Oto dlaczego! 

    (Źródło: multikino.pl)
    Najlepszy w tej produkcji jest scenariusz. I nic w tym dziwnego, bowiem maczali w nim palce twórcy filmu "Kac Vegas", który - co tu dużo mówić - jest genialnym blockbusterem :) Choć ani kolejne zdarzenia pokazane w "Złych mamuśkach" nie są nieprzewidywalne ani też rys poszczególnych bohaterek nie należy do świeżych, świetnie bawimy się oglądając przygody Amy, granej przez śliczną, aczkolwiek niezbyt powalającą aktorsko Milę Kunis. Jej postać to, możemy powiedzieć, dobra-zła matka. Na co dzień stara się sprostać wszelkich wyzwaniom i najrzetelniej zrealizować wszystkich zadania, jakie stawiane są jej jako żonie, matce, kochance, pracownicy, członkini kół rodzicielskich i innych grup, w których jako przykładna matka powinna się angażować. W pewnym momencie potulna Amy tupie nogą i głośno krzyczy, że ma tego dosyć i od teraz pod uwagę bierze także... samą siebie. Niestety jej plan mocno krzyżuje wizję nadgorliwej i chętnie awanturującej się Gwendolyn aka Perfekcyjnej Pani Mamy, która postanawia dać się we znaki naszej bohaterce.  

    (Źródło: youtube.com)
    Najjaśniejszą postacią tytułu niewątpliwie jest Kathryn Hahn, której nazwiska większość z nas nie kojarzy, ale buzię już owszem. To genialna aktorka komediowa, która w "Złych mamuśkach" wreszcie dostała szansę mocniejszego zaznaczenia swojej obecności i swojego talentu na ekranie. Do tego dużym plusem scenariusza jest jego składowa - dialogi. Te także brzmią przekonująco i - co najistotniejsze w przypadku komedii - zabawnie! (Choć jedna kwestia została co najmniej zapożyczona (jeśli nie po prostu skopiowana) z innej, komediowej produkcji (bodajże z Melissą McCarthy lub Rebel Wilson w roli głównej)). Wisienką na torcie jest rewelacyjny soundtrack. Ścieżka dźwiękowa naprawdę udała się twórcom i zamyka listę największych zalet filmu.

    Nie sposób jednak nie wspomnieć o tym, że choć "Złe mamuśki" bawią, to obserwacja, na podstawie której powstał scenariusz jest niezmiernie smutna. Bo oto w dzisiejszych czasach na matkach ciąży niejako przymus bycia idealną. Wpasowania się do wzoru Perfekcyjnej Pani Mamy, która rewelacyjnie sprawdza się w pracach rodzicielsko-domowych, świetnie spełnia jako żona i kochanka, niebywale atrakcyjnie prezentuje (fit sylwetka i te sprawy), angażuje w życie społeczności lokalnej, jest genialną przyjaciółką, siostrą, córką, sąsiadką, a w dodatku ma jeszcze czas i chęci na rozwój innych pasji. Ten zatrważający insight sprawia więc, że produkcja twórców "Kac Vegas" jest czymś nieco większym niż zwyczajna komedia familijna. Złapcie więc swoje mamy, zabierzcie je na seans, a później ucałujcie czule w czółko, dziękując za to, że nie oszalały, gdy Wam (mam nadzieję) radośnie matkowały :)


    (Źródło: film.wp.pl i multikino.pl)


    Continue Reading

    W życiu tylko kilka rzeczy jest pewnych. Narodziny i śmierć - to wiadomo. Ale pewne jest także to, że większość z nas kilka razy narodzi się na nowo. Gdy odkryjemy, co chcemy robić, gdy spotkamy na swej drodze tę właściwą osobę, a także wtedy, gdy coś nagle zawali się w naszym poukładanym, czasami nawet do bólu przewidywalnym, życiu. I to o tym ostatnim, niewątpliwie zwrotnym momencie, opowiada film Mii Hansen-Løve.

    (Źródło: wiosnafilmow.pl)

    Nathalie jest nauczycielką filozofii. Gołym okiem widać jej pasję i zaangażowanie, z jakim uczy młodzież przede wszystkim samodzielnego myślenia. Prywatnie jest kochającą żoną, troskliwą matką i opiekuńczą córką. Pewnego dnia niespodziewanie mąż wyznaje, że ma romans i odchodzi do innej. Kobieta zostaje więc zupełnie sama - porzucona przez ukochanego, po części opuszczona też przez dorastające dzieci, a pozostawiona z obowiązkiem opieki nad marudną, schorowaną matką. Chyba po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu, a już na pewno po raz pierwszy od wielu lat, jest zupełnie wolna. I sama nie do końca wie co mogłaby i tak w ogóle chciałaby zrobić z tą nieoczekiwaną niezależnością.

    (Źródło: youtube.com)
    Bohaterka (fenomenalnie grana przez Isabelle Huppert) poszukuje swojego miejsca na nowo. Choć do tej pory i tak cechowała ją samodzielność, teraz jest zdana niemalże wyłącznie na siebie. Przyjmuje rzeczywistość taką jaka jest i kroczy dalej. Nie użala się nad sobą, nie histeryzuje, ale mimo wszystko, na swój sposób, przeżywa smutek, żal i złość, z którymi musi uporać się, by zakończyć etap żałoby po starym życiu, a następnie - z radością oraz nadzieją, wejść w inny rozdział. Pomocna okazuje się być wówczas znajomość filozofii, którą Nathalie umiejętnie potrafi przełożyć na tzw. prawdziwe życie. Pewne odwieczne prawdy, które przez lata wpajała swoim uczniom do głowy, pozwalają jej przetrwać ten trudny moment bez doznawania dramatycznej utraty chęci do życia.

    "Co przynosi przyszłość" to więc portret współczesnego człowieka, który doświadczając dużych zmian w życiu, borykając się z jakimiś niełatwymi chwilami, nadal potrafi odnaleźć sens istnienia. To także swoista pochwała filozofii jako nauki, która od wieków inspiruje nas do działania i w której zawsze możemy znaleźć przesłanki do nadziei.

    (Źródła: offcamera.pl i bfi.org.uk)

    Continue Reading

    Sklasyfikowanie "Głośniej od bomb" nie jest łatwe. Choć pod względem fabularnym mamy do czynienia z dramatem nacechowanym dość mocno psychologicznym klimatem, to warstwa wizualna nosi pewne znamiona artyzmu. Nieco chaotyczne, lekko surrealistyczne wstawki nadają obrazowi Joachima Triera charakteru niszowości, który tylko uszlachetnia produkcję mówiącą głównie o relacjach rodzinnych w tak trudnym, a jednocześnie oczyszczającym momencie jakim jest okres żałoby. 

    (Źródło: aceshowbiz.com)
    Niewielka salka z przygaszonym światłem. Na ekranie monitora krótki film o Isabelle, znanej fotografce wojennej, a przy stole kilka osób wpatrujących się w ekran. Jak się okazuje to przedstawiciele agencji organizującej pożegnalną wystawę prac owej reporterki. Wśród pracowników znajduje się również Gene, mąż kobiety. Jest nieco wzruszony dopiero co obejrzanym materiałem wideo o tragicznie zmarłej ukochanej, ale stara się zachować zimną krew.

    To swoiste podsumowanie życia bohaterki jest wstępem do rozważań nad jej funkcjonowaniem w rodzinie oraz prowadzoną działalnością zawodową, która jest czymś więcej niż tylko pracą. To krótkie wideo biograficzne stanowi punkt wyjścia do głębszego spojrzenia na jej relacje z najbliższymi, ale i na więzi łączące męża oraz synów już po jej odejściu z tego świata.

    (Źródło: youtube.com)

    Fabuła "Głośniej od bomb" jest niejako dwutorowa. Jedna prowadzi nas przez życie Gene'a i dwóch synów głównej bohaterki (Johana i Conrada), druga stanowi swoisty portret reporterki. Ta pierwsza prezentuje sylwetki trzech mężczyzn w tle zajawiając ich rzeczywistość, typową codzienność. Po części obserwujemy ich samym (charakter, temperament, zwyczajne troski), po części zaś w relacjach z innymi. I każdy - choć panowie są zdecydowanie w innych momentach swojego życia (Gene po stracie żony powraca do randkowania, Johan - starszy z synów, jest młodym mężem i ojcem, zaś młodszy mocno przeżywa trudny czas dorastania) - borykają się z przeróżnymi problemami w kontaktach z kobietami. Brakuje im kobiecej rady, bo sami nie potrafią rozmawiać ze sobą o "tych sprawach".
    Każdy na swój sposób radzi sobie z codziennością, ale głównie ze startą jednej z najbliższych osób: żony/matki. Bo obraz Triera to w dużej mierze stadium przeżywania żałoby. Mężczyźni - każdy inaczej - przeżywa ten trudny czas. Jeden próbuje się zdystansować do wypadku sprzed 3 lat, inny idzie w stronę melancholii i stopniowego powrotu do normalnego życia, jeszcze inny wyraża żałobę złością i gniewem.

    Tak najbardziej w "Głośniej od bomb" podobały mi się jednak sceny prezentujące dorobek reporterski głównej bohaterki w połączeniu z jej komentarzem dotyczącym pracy zawodowej. Bo bycie korespondentem wojennym to nie jest zwyczajne zadanie. To wielka misja. Ważna i odpowiedzialna. A wagę tej misji poznajemy w dwóch scenach: podczas wywiadu telewizyjnego z Isabelle, która rozważa czym jest bycie fotoreporterem w strefach konfliktu oraz w czasie rozmowy męża bohaterki z jej wieloletnim przyjacielem i towarzyszem licznych wypraw na Bliski Wschód. W tych momentach dociera do nas, że niektóre zawody znaczą więcej niż inne, a wykonujący je ludzie każdego dnia żyją w rozdarciu między własnym szczęściem a realizacją misji polegającej na pokazywaniu opinii publicznej trudnej rzeczywistości społeczeństw z krajów objętych wojną.



    (Źródło: ars.pl i kulturalniepogodzinach.pl)
    Pod względem technicznym "Głośniej od bomb" nie jest typowym filmem fabularnym skoncentrowanym wokół tematyki rodzinnej. Reżyser trochę bawi się w nim formą. Pokazuje część zdarzeń z różnych punktów widzenia stosując perspektywę innych bohaterów, śmiało wprowadza elementy nieco absurdalne, a swoim bohaterom (zwłaszcza postaci Conrada) nadaje jakieś znamię niecodzienności. Ta "dziwność" ma jednak swoje przyczyny. Szczególnie zaś w odniesieniu do młodszego z synów. Jest bowiem sposobem radzenia sobie ze stratą, i to taką największego kalibru - utratą jednej z najbliższych osób. 

    Wybierając się więc na "Głośniej od bomb" śmiało możemy oczekiwać kina wysokich lotów, które cechuje dobra historia świetnie zagrana (chapeau bas dla Isabelle Huppert!) poprowadzona w przemyślanych, ale i nieco nietypowy sposób. Nikt nie powinien być zawiedziony.

    (Źródło: filmweb.pl)

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top