facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Skoro kwiecień zacznie się już za moment, to wraz z nim startuje kolejna edycja jednego z najlepszych filmowych eventów. Otóż 2.04 rozpocznie się 23. odsłona WIOSNY FILMÓW w ramach której widzowie będą mogli obejrzeć aż 58 filmów!!! To chyba oczywiste - jest w czym wybierać! 

    (Źródło: wiosnafilmow.pl)

    Fakt, patrząc na program można dostać ataku serca z radości, że jest tak duży wybór produkcji, które można obejrzeć w ciągu tygodniowego przeglądu filmowego. Postanowiłam więc ułatwić Wam męczarnię z wczytywaniem się w opis każdej pozycji i wybrałam te, które ze szczerego serca rekomenduję :) Na początek zestawienie produkcji, które widziałam jakiś czas temu i większość nawet zrecenzowałam na blogu! Łapcie!
    • OMAR - o tym, z jakiego powodu warto zobaczyć ten palestyński dramat o wojnie i miłości przeczytacie TUTAJ
       
    • KOMUNIA - choć do dzisiaj nie powstała recenzja krótkiego metrażu w reżyserii Anny Zameckiej, to obraz doceniło już znaczne grono branżowych specjalistów oraz nie mniejsze widzów, wśród których znalazłam się i ja - polecam więc!
    • ZWARIOWAĆ ZE SZCZĘŚCIA - włoski komediodramat z dwiema fantastycznymi kreacjami, a recenzja wisi TU
    • MOONLIGHT - film zgarnął Oskara, i zasłużył na niego (choć jeszcze lepszy jest "Manchester by the Sea"!)! To chyba wystarczająca rekomendacja
    • LA LA LAND - klik klik i już macie recenzję tego wspaniałego musicalu 
    • WSZYSTKIE NIEPRZESPANE NOCE - film Michała Marczaka kompletnie zawładnął moim sercem <3 Szczerze polecam, bo i forma (dokumentalizowana) jest oryginalna, i opowieść trafia idealnie do młodego widza celebrującego życie i uciekającą młodość 
    • TONI ERDMANN - Maren Ade doceniono w Cannes, co zupełnie mnie nie dziwi po seansie jej najnowszej produkcji - ten film fantastycznie opowiada o życiu, relacjach rodzinnych i tym, co w naszej egzystencji najważniejsze. Oglądajcie w kinach, a recenzja hula TU   
    • DOBRZE SIĘ KŁAMIE W MIŁYM TOWARZYSTWIE - o tym, dlaczego warto zapoznać się z włoską produkcją co nieco przypominającą "Rzeź" i perfekcyjnie ilustrującą współczesne, zachodnie społeczeństwa przeczytacie W TYM MIEJSCU 

    Spośród nowości z pewnością (i ogromną radością) zapoznam się z poniższymi tytułami, bo to filmy, o których głośno od dłuższego czasu, a które na ekrany naszych kin wejdą dopiero za jakiś czas:

    • KLIENT - Oskarowy dramat w reżyserii palestyńskiego filmowca Asghara Farhadiego

                                    
    • DWIE KOBIETY - francuska produkcja z Catherine Deneuve w roli głównej, dla mnie to już wystarczający powód, by wybrać się na seans
    • JESTEM ROSA - jako że jestem fanką kino południowoamerykańskiego, brazylijski dramat o rodzinnych perypetiach z pewnością zobaczę
    • FRANTZ - nowość od francuskiego reżysera, Françoisa Ozona to czarno-biały dramat stylizowany na produkcję z lat 30., na myśl przywołuje mi nieco "Artystę", więc obejrzę z przyjemnością
    • NAZYWAM SIĘ CUKINIA - choć nie jestem fanką animacji, to ten tytuł zebrał tak wiele nagród i nominacji, że trzeba go nadrobić!
    • MĘŻCZYZNA IMIENIEM OVE - Europejska Nagroda dla Najlepszej Komedii roku brzmi jak doskonała rekomendacja!
    (Źródło: laznia.pl)

    Aż wstyd przyznać, ale mam takie filmy, które - choć premierę mają dawno za sobą (albo nawet bardzo dawno!) - wciąż znajdują się na mojej liście "do obejrzenia".  Mam więc nadzieję, że uda mi się nadrobić te świetne produkcje podczas WIOSNY FILMÓW, a są to:
    • OSTATNIA RODZINA
    • JA, DANIEL BLAKE
    • ZJEDNOCZONE STANY MIŁOŚCI
    • JACKIE
    • NAWET NIE WIESZ, JAK BARDZO CIĘ KOCHAM
    • MARIA SKŁODOWSKA-CURIE
    Liczę na to, że nieprzekonanych zachęciłam do wzięcia udziału w tegorocznej WIOŚNIE FILMÓW, a tych, którzy mieli problem z ułożeniem własnego harmonogramu chociaż troszkę zainspirowałam swoimi propozycjami :)  Pełen program wydarzenia znajdziecie TUTAJ, a wszystkie seanse odbywają się w Kinie Praha.


    (Źródło: twoja-praga.pl)


    Continue Reading

    Fanką Kristen Stewart nigdy nie byłam. Ale fakt, dziewczyna miewa pewne przebłyski. W "Sils Marii" patrzy się na nią bez frustracji czy poczucia zażenowania. I już myślałam, że to swoiste odbicie od dna po angażu w koszmarnej sadze "Zmierzch" aż tu nagle wzięła udział w projekcie, który nie ma większego sensu fabularnego i w którym wypada po prostu słabo.

    (Źródło: mrcsays.com)

    Główną bohaterką Olivier Assayas uczynił Maureen, młodą Amerykankę pracującą w Paryżu jako osobista asystentka wielkiej gwiazdy. Dziewczyna niemal nie widuje się z pracodawczynią, dla której wykonuje wiele rozmaitych, czasem błahych, zadań. Robi zakupy, dostarcza sukienki od najlepszych projektantów i ekstremalnie drogą biżuterię, aktualizuje system operacyjny w laptopie. Nie cierpi swojej pracy, ale dzięki niej nadal przybywa w stolicy Francji, gdzie niedawno na atak serca zmarł Lewis, jej brat bliźniak. Maureen cierpi na to samo schorzenie. Co więcej, oboje byli medium i przyrzekli sobie, że to, które umrze pierwsze przekaże drugiemu znak zza grobu. Po pracy zagląda więc do domu, w którym umarł Lewis, by przekonać się, czy obietnica zostanie spełniona. 


    (Źródło: youtube.com)

    Ten film jest dziwny. I to nie dlatego, że opowiada o zmarłych, którzy próbują skontaktować się ze światem żywych. Jest dziwny, bo reżyser ze zlepka kilku tematów chciał stworzyć piękną mozaikę. Problem w tym, że w rzeczywistości zamiast worka rozsądnych zagadnień o ludzkiej naturze, metafizyce i życiu pozagrobowym, które mogłyby rozbudować opowieść i nadać charakter głównej bohaterce, ma w zanadrzu tylko garść luźnych konceptów i ogólny szkic postaci. Bohaterce przylepia różne cechy: swoistą kleptomanię, żądzę bycia kimś innym oraz głębokie zainteresowanie transcendencją, lecz to za mało, by stworzyć dobre kino grozy czy solidny dramat/thriller. 

    W efekcie czujemy zażenowanie i niedosyt, a nijaka Stewart dodaje do tego jeszcze znudzenie. Mimika aktorki przywołuje na myśl gwiazdy, które zdecydowały się na zbyt dużą dawkę botoksu i teraz nie są w stanie przekazać żadnych emocji. Z Amerykanką jest niemal identycznie, gdyż swoją "grę" oparła na 2-3 minach. Jeśli połączymy to z kulawym scenariuszem, to naprawdę zaczynamy zastanawiać się z jakiego powodu filmem tym zachwycał się "Guardian" drwiąc z tych, którzy wybuczeli go podczas canneńskiego pokazu.



    (Źródła: craveonline.com i indiewire.com)

    "Personal Shopper" nie jest na szczęście zupełną porażką. Choć mamy tu nieprzemyślany miszmasz wątków, które do niczego nie prowadzą, to na plus można ocenić niewątpliwie dwa elementy: minimalizm pod względem postaci oraz ciekawe, otwarte zakończenie.

    Gdyby więc pominąć kilka scen, podkręcić dramaturgię w innych miejscach i nadać charakteru bohaterce granej przez Stewart, to mogłabym uwierzyć, że to kino godne Cannes.


    (Źródło: variety.com)

    Continue Reading

    "Zwariować ze szczęścia" to idealny przykład na to, że włoskie kino nie tylko bawi. Paolo Virzì udowadnia, że opowieść o kobietach borykających się z problemami psychicznymi nie jest daleka nam wszystkim, potencjalnie zdrowym na umyśle, a jego bohaterki pokazują jak olbrzymią siłę napędową w życiu człowieka stanowi wsparcie drugiej osoby, czyli po prostu przyjaźń.

    (Źródło: pulseradio.mk)

    Reżyser zderza ze sobą dwie kompletnie różne bohaterki. Beatrice (w tej roli Valeria Bruni Tedeschi) jest pełna życia i hałaśliwa. To egoistka i mitomanka, która musi być w centrum uwagi. Nieustannie podkreśla swoje arystokratyczne pochodzenie, mocno aspiruje do świata elit i za każdym razem przypomina jak wpływowych posiada przyjaciół. Choć została zdradzona i opuszczona przez najbliższych, nie traci optymizmu. W swoim szaleństwie pozostaje jednak prawdziwa. W życiu po prostu dąży do tego, by być szczęśliwa. Z kolei Donatella (Micaela Ramazzotti) to przeraźliwie smutna i strachliwa osoba. Jej wychudzona postać wyolbrzymia jeszcze wycofanie bohaterki. Widzimy, że jest absolutnym przeciwieństwem Beatrice: unika ludzi, nie mówi o sobie, jest pogrążona w żałobie. 

    Niespodziewana przyjaźń, która zaczyna kiełkować między bohaterkami nie należy do łatwych. Ale jak sami wiemy rzadko kiedy mamy róże bez kolców. I bardzo dobrze, że Virzì nie koloryzuje tej relacji. Początki są trudne, z czasem jednak obie panie zbliżają się do siebie. Chcąc nie chcąc wyjawiają też zbyt długo skrywane tajemnice, a dzięki temu wzmacniają łączące je więź. 

    (Źródło: youtube.com)

    To, co proponuje nam w swoim najnowszym obrazie Virzì z pozoru jest lekkie i humorystyczne. Kiedy jednak zgłębiamy się w losy przedstawionych nam postaci, dostajemy ciekawe, ponadczasowe prawdy dotyczące przyjaźni. Historia Beatrice i Donatelli udowadnia, że wsparcie drugiej osoby dodaje nam energii do działania oraz dostarcza nadzieję, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. Niejednokrotnie wymaga od nas doświadczenia jakiejś zmiany, by móc spojrzeć na daną sytuację z innego punktu widzenia.  
    "Zwariować ze szczęścia" to też opowieść o tym, że każdy z nas skrywa w sobie pewną ranę, która może zaleczyć się dopiero, gdy zostanie pokazana komuś innemu. I chyba dlatego reżyser sięgnął też po klasykę. W jednej ze scen przywołuje nam na myśl kultowy dramat pt. "Thelma i Louise", w którym to doświadczone przez życie i zranione przez mężczyzn bohaterki, wyruszają w podróż po lepsze jutro. Jego bohaterki czynią podobnie - ich przemiana ma miejsce w drodze. 

    Chociaż seans poprzedniego filmu włoskiego twórcy ("Kapitał ludzki") nie wspominam najlepiej, nowość Virziego wypada zdecydowanie lepiej! To zabawny, ale skłaniający do refleksji komediodramat, którego plusów nie sposób wymienić jednym tchem. Ma solidny scenariusz, który najpierw intryguje, potem bawi i uczy, na końcu zaś wnosi elementy nostalgii i tym samym skłania nas do refleksji, świetne dialogi oraz wyraziste postacie fantastycznie zagrane. Zapewniam, obejrzycie go z przyjemnością! 


    (Źródła: fdb.pl i prawiekino.pl)

    Continue Reading

    "Chatę" dostałam kilka lat temu w formie urodzinowego prezentu od koleżanki. I nie powiem, naprawdę dobrze czytało mi się tę powieść. To historia, która - mam wrażenie - trafia tak do wierzących, jak i niewierzących, bo można ją odczytywać jako zapis idei Boga jako takiego (bez względu na to jaki koncept jest nam bliższy), a przede wszystkim jako zapis ludzkiej natury. Tym większy więc smutek, że ekranizacja nie wypadła najlepiej. 

    (Źródło: theshack.novie)

    Urocza, amerykańska rodzina, dla której wiara stanowi fundament życia. Odpowiedzialny ojciec, troskliwa matka i troje radosnych pociech. Dbają o siebie, lubią spędzać ze sobą czas, czego dowodem są częste weekendowe wyprawy. Na jedną z nich Mac (główny bohater) sam wyrusza z dziećmi. Podczas rozkosznego harcowania na kempingu dochodzi do tragedii - bez śladu znika najmłodsza córka, Missy. Zrozpaczona rodzina rozpoczyna gorączkowe poszukiwania i jeszcze przez długi czas nie jest w stanie funkcjonować normalnie po tym, co się stało. Ich relacje pogarszają się do tego stopnia, że stają się dla siebie niemal obcymi osobami. Gdy więc Mac znajduje w skrzynce tajemniczy list znikąd, postanawia wybrać się do chaty na szczycie pewnej góry, by podjąć ostatnią próbę poradzenia sobie z tą dramatyczną przeszłością.

    (Źródło: youtube.com)

    O ile mniej więcej jedna trzecia filmu jest naprawdę całkiem udana, to w reszcie uderza nas kompletne oderwanie od rzeczywistości. I choć rozumiem, że przełożenie "Chaty" na ekran nie należało do najłatwiejszych zadań, to już wybór tych scen, które po sfilmowaniu wychodzą dość karykaturalnie, stanowi chyba największy grzech twórców. Zamiast nieco pudrowej, ale jednocześnie dość poruszającej opowieści o walce z samym sobą i próbie wybaczenia sobie błędów, dostajemy obraz, w którym nie brakuje absurdu, niezręczności i wręcz infantylności. Chociaż Stuart Hazeldine wydaje się wiernie ekranizować powieść Williama P. Younga, nie umiał poradzić sobie z tymi epizodami, w których Bóg, pojawiający się przecież w filmie, wychodzi na raczej nieporadnego i niepoważnego. 

    Niewątpliwym plusem produkcji pozostaje jednak wplecenie w nią elementów humorystycznych. Dzięki nim zyskujemy przekonanie jakby Bóg miał dystans do siebie. Niestety wrażenie to pryska, gdy reżyser przeplata takie sceny z tymi niemal baśniowymi, które wydają się być wyjęte z filmu dla dzieci. W rezultacie dla osoby, która nie przepada za bajkami dla najmłodszych czy nawet dobrą fantastyką dla dorosłych (mea cupla!), seans "Chaty" - trwający dwie godziny! - to zdecydowanie bardziej walka o wytrwanie do końca niż katharsis*.

    *Tym, którzy chcą jednak przeżyć katharsis raczej polecam lekturę "Chaty". 



    (Źródła: trailers.apple.com i deon.pl)

    Continue Reading

    Mając na uwadze to, że "Pokot" Agnieszki Holland otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale, liczyłam, że będzie to seans, który mocno mną poruszy. Który nie zostawi chwili na jakiekolwiek zwątpienie w mistrzostwo jednej z najlepszych polskich reżyserek, a tym bardziej nie pozostawi po sobie rozczarowania oraz poczucia niewykorzystanego potencjału, a o dziwo, właśnie z takim przekonaniem opuściłam salę po przedpremierze.

    (Źródło: film.org.pl)
    Główna bohaterka - Janina Duszejko jest samotną starszą panią. Mieszka z dala od cywilizacji w niedużym domku w Sudetach, a do emerytury dorabia jako nauczycielka angielskiego w pobliskiej szkole podstawowej. Dzieci ją lubią, zaś z dorosłymi kontakt ma dość ograniczony, bo z reguły mówi to, co myśli, a myśli inaczej niż większość lokalnej społeczności. Wierzy, że układ gwiazd nie tylko ma wpływ na losy człowieka, ale i je niejako przepowiada, uznaje też równość fauny i flory z gatunkiem ludzkim. Do pani Duszejko garną się zwierzęta, o które kobieta troszczy się z całego serca. Nad niczym chyba nie ubolewa tak bardzo, jak nad dewastowaniem przyrody i znęcaniem się nad zwierzętami. A przyznajmy szczerze, w okolicznych lasach do takich występków dochodzi nierzadko.

    (Źródło: youtube.com)

    Sednem historii reżyserka czyni starcie na linii zapaleni myśliwi (a raczej kłusownicy) - miłośnicy przyrody. W małomiasteczkowym środowisku normą jest traktowanie zwierząt jako istot gorszego sortu, nad którymi człowiek ma pełnię władzy. I to wyraźni widzimy w postawach co najmniej kilku głównych bohaterów: prezesa (Andrzej Grabowski), komendanta policji (Andrzej Konopka), szemranego biznesmena - właściciela lisiej fermy (Borys Szyc) czy nawet księdza (Marcin Bosak). Ich wpływy mają tak ogromny zasięg, że nikt nie czuje się na siłach, by publicznie sprzeciwić się miejscowym potentatów, aby poddać w wątpliwość moralne czy prawne zezwolenie na ich działania. Jedynie starsza pani, zagorzała ekolożka, tupie mocno nogą i pokazuje, że nikogo się nie boi. Głośno wypowiada swoje spostrzeżenia, odważnie snuje hipotezy dotyczące tajemniczych zbrodni mających miejsce w okolicy. Nikt jej nie słucha, gdyż ma opinię lokalnej wariatki, nawiedzonej babci, która z samotności bezpowrotnie straciła kontakt z rzeczywistością. 


    (Źródło: polityka.pl)

    W "Pokocie" na uznanie zasługują rewelacyjne zdjęcia Jolanty Dylewskiej. Sudety zostały zaprezentowane jako rejon niezwykle malowniczy, ale i nieco złowieszczy. Tak świetne kadry na myśl od razu przywołały mi "Watahę". Do tego zaangażowano w produkcję śmietankę polskich aktorów: Witold Zborowski, Tomasz Kot, Andrzej Grabowski, Jakub Gierszał, Borys Szyc. Aż żal powiedzieć, że potencjał ten został po części zmarnowany przez scenariuszowe niedociągnięcia i wplatanie do kryminalnej fabuły mnóstwa wątków polityczno-społecznych, które - choć pokazują jak aktualną powieścią jest "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk (na jej bazie powstał film), psują wydźwięk całości. Mimo że bohaterowie dokonują celnych ripost opisujących polską rzeczywistość, to ten nadmiar nawiązań politycznych przytłacza i sprawia, że zagraniczni odbiorcy mogą otrzymać nieco wypaczony, mocno przerysowany obraz naszej codzienności i mentalności. Widzą polską prowincję w krzywym zwierciadle nie mając świadomości, że obraz przerysowany, karykaturalny, a nie rzeczywisty.
    W tym miejscu zastanawia więc, czy uznanie jakie wyrażono Holland i jej produkcji wręczając statuetkę, nie jest bardziej związane ze wcześniejszymi dokonaniami reżyserki oraz faktem, że tym razem stworzyła obraz niejednorodny gatunkowo, a nie dlatego, że właśnie ta produkcja jest aż tak godna podziwu. 

    Pod względem gatunku to pomieszanie thrillera i kryminału o wątkach ekologiczno-politycznych z naciskiem na temat moralności, feminizmu i przeciwstawiania wartości natury z wypaczonym obrazem wiary i religijności. Trochę od tej mnogości form i wątków zaczyna kręcić się w głowie, a sama wielowątkowość niestety niczego nie wnosi, niczemu też nie służy. Historie niektórych bohaterów są nam zupełnie niepotrzebne. Efekt jest taki, jakby w pewnym momencie sami twórcy zapomnieli o czym i po co nam snują tę opowieść. Przykre...
    Najbardziej boli jednak bardzo słabe zakończenie. Finał historii zostaje jakby dopowiedziany na prętce, jednym tchem, bez utrzymywania jakiejkolwiek dramaturgii. Rozwiązanie zagadki zostaje wyjawione wprost tracąc przy tym wszelkie znamiona tajemnicy czy intrygi. Czujemy się jakby magik, nie zostawiwszy nawet chwili na własne domysły, zaciągnął nas siłą za kurtynę by wyjaśnić kulisy swoich sztuczek. Do tego dostajemy jeszcze doszywany na siłę wątek dalszych losów głównych bohaterów, który psuje cały wydźwięk thrillera, a główna bohaterka, będącą również narratorem całości, przywdziewa szaty mędrca i zaczyna snuć morały. Aż dziw, że tak świetny reżyser jakim niewątpliwie jest Holland, pozwolił sobie na tak liczne niedociągnięcia. I nie zrozumcie mnie źle, "Pokot" nie jest filmem złym, on jest po prostu za słaby na poziom reprezentowany przez Holland.


    (Źródła: film.onet.pl i booklips.pl)

    Continue Reading

    W filmie Hřebejka dostajemy intrygującą historię o idealnej manipulatorce którą jest tajemnicza nauczycielka sympatyzująca z socjalistyczną władzą. Tym zaś co najlepsze w produkcji - stopniowe odkrywanie licznych knowań tytułowej bohaterki, które dobitnie podzieliły środowisko rodziców młodzieży szkolnej i były powodem dramatycznego wydarzenia.

    (Źródło: indiewire.com)

    W szkole pojawia się nowa nauczycielka. Zdaje się być sympatyczną kobietą, która wykonuje swój zawód z poczuciem misji. Niedużo czasu potrzebujemy jednak, by poznać jej prawdziwe oblicze. Pani Mária Drazdechová to bardzo sprytna towarzyszka, miłośniczka ówczesnego ustroju Czechosłowacji, która w przebiegły sposób potrafi nakłonić albo nawet wymusić na małoletnich podopiecznych oraz ich rodzicach wykonywanie przeróżnych przysług. 

    (Źródło: youtube.com)

    Czeski reżyser prowadzi nas przez poszczególne zdarzenia używając zabiegu retrospekcji, tłumaczącego jak doszło do nadzwyczajnego zebrania rodziców na temat nietypowych form działań głównej bohaterki. Dzięki temu przywoływaniu przeszłych wydarzeń zilustrowano także rzeczywistość lat 80. w państwie komunistycznym i różne postawy, jakie przybierali obywatele stawiani w trudnych sytuacjach. Widzimy jak niektórzy z nich z pokorą (a czasem i absolutną aprobatą) dostosowują się do oczekiwań bardziej wpływowych osób, inni zaś ryzykują wszystko co mają, by zawalczyć o resztki godności i szansę na lepsze życie własnych pociech.


    Największym atutem produkcji jest bez wątpienia elektryzująca postać tytułowej nauczycielki. Jej przebiegłość szokuje. Kobieta doskonale wie jakim tonem rozmawiać niemal z każdym z rodziców. Zdaje sobie sprawę, że jedni nabiorą się na jej - tak naprawdę fałszywą, bo niebezinteresowną - przyjaźń, drudzy podporządkują się dzięki użyciu gróźb lub szantażu, zaś wobec innych winna uderzyć w strunę współczucia i troski. Powodami, dla których tak dobrze patrzy się na tę manipulatorkę jest świetny scenariusz, a także bardzo dobra gra Zuzany Mauréry brylującej w "Nauczycielce". I to choćby dla niej warto skusić się na ten seans.

    (Źródło: klubzak.com.pl)

    Continue Reading

    Dla tych, którzy szukają filmowej inspiracji na Walentynkowy seans w zaciszu domowych. Dla tych, którzy po prostu uwielbiają romantyczne produkcje. Jak również i dla tych, którzy zamierzają pośmiać się trochę z ckliwości i miłosnych uniesień pokazywanych na dużym i małym ekranie. Dla wszystkich Was - małe zestawienie 12 najlepszych love movies <3 


    Lojalnie uprzedzam - lista jest do bólu subiektywna i niektóre z pozycji są bardziej gorzkie niż słodkie, ale przedstawiają realny obraz miłości, która nie zawsze jest łatwa.

    PAMIĘTNIK, reż. Nick Cassavetes
    Klasyk. Przynajmniej dla większości dwudziestolatek. Melodramat o staruszku, który żonie cierpiącej na Alzheimera, przypomina historię ich miłości. Wzruszająca fabuła opowiedziana w formie retrospekcji, z uroczą Rachel Adams i przystojnym Ryanem Goslingiem w rolach głównych. Co wrażliwsi: miejcie przy sobie paczkę chusteczek.


    (Źródło: film.onet.pl)

    LOVE ACTUALLY, reż. Richard Curtis
    Mój bożonarodzeniowy "must see". Kompilacja wielu miłosnych historii w każdym możliwym wydaniu (miłość nastoletnia, platoniczna, małżeńska, cielesna, niespełniona, zakazana). Film zabawny, romantyczny, ale bez przesadnej słodyczy. Bardzo dobre kino, do którego się wraca.


    (Źródło: youtube.com)

    BLIŻEJ, reż. Mike Nicols
    To zupełnie inny rodzaj filmu. Tu dostajemy więcej smutku i goryczy niż radosnych, miłosnych uniesień. Nicols opowiada o ciemnych stronach uczucia: o tym, w których momentach miłość sprawia, że ranimy tych, których niegdyś darzyliśmy ogromnymi pokładami dobra i ciepła. 


    (Źródło: youtube.com)

    ONCE, reż. John Carney

    U Carneya dostajemy historię rodzącego się uczucia, które nie powinno mieć miejsca. Uczucia, które nie zostaje na siłę upiększane. W "Once" tak bohaterowie, jak i ich rzeczywistość, są bliskie nam - widzom. Mamy wrażenie, jakby ta historia była dokumentem wypełnionym wspaniałym soundtrackiem.


    (Źródło: bbc.co.uk)

    ŻYCIE JEST PIĘKNE, reż. Roberto Benigni
    Kolejna nietypowa opowieść o miłości. O miłości małżeńskiej w ekstremalnych czasach. Ale przede wszystkim o ogromnej miłości ojcowskiej, która nie zna żadnych granic. Wielkie pokłady optymizmu i ciepła wybijają z tej na wskroś smutnej historii. Pozycja absolutnie obowiązkowa!


    (Źródło: fdb.pl)

    DROGA DO SZCZĘŚCIA, reż. Sam Mendes

    Trudny film, bo zamiast o słodkiej miłość mówi o takiej, która trafiła na wyboistą drogę. Para głównych bohaterów boryka się z codziennością. Mendes pokazuje małżeństwo w fazie, gdy romantyczne uniesienia już się ulotniły, a walka o realizację wspólnych marzeń zderza się z przyziemnymi problemami. Choć mamy tu sporo goryczy, przebija się nutka optymizmu, choćby w słowach April: "Jeśli życie pełnią życia jest szaleństwem, mogę być kompletną wariatką".


    (Źródło: film.interia.pl)

    HOLIDAY, reż. Nancy Meyers

    Drugi z ulubionych świątecznych tytułów. "Holiday" to lekka, przyjemna i zabawna propozycja dla tych, którzy cenią sobie romantyzm w dawce umiarkowanej. Nie ma tu niestrawnej ckliwości. Jest za to pełna uroku ścieżka dźwiękowa i bohaterowie, do których pałamy szczerą sympatią. Seans na pewno pozytywnie Was nastroi.


    (Źródło: youtube.com)

    BLUE VALENTINE, reż. Derek Cianfrance

    Słodko-gorzka opowieść o miłości. Od chwili niespodziewanego zauroczenia, poprzez namiętny romans aż do chwil wygasania uczucia. Cytat przewodni tej produkcji to: "Jak możesz zaufać swoimi uczuciom, skoro one tak szybko mogą wyparować?".


    (Źródło: tumblr.com)

    DIRTY DANCING, reż. Emile Ardolino

    Ze wszystkich tanecznych filmów o miłości, najbardziej lubię właśnie ten! "Dirty dancing" to istny klasyk! Choć pod względem aktorskim nie jest to majstersztyk, to zapewne i wielu z Was ma ogromny sentyment do losów niewinnej Babe i zawadiackiego Johnny'ego. To jeden z tych filmów, które tak Ty, jak i Twoja mama, znacie na pamięć :) 
    BTW do dzisiaj zastanawiam się jak bardzo musiało ponieść tłumacza, który wymyślił "wspaniały" polski tytuł - "Wirujący seks" :D


    (Źródło: youtube.com)

    PLANETA SINGLI, reż. Mitja Okorn

    Jeśli chodzi o nowości rodzimego kina, to zdecydowanie "Planeta singli" jest najlepszym filmem o miłości. Autorski scenariusz, dobre dialogi, ciekawe postacie wiarygodnie odegrane przez Agnieszkę Więdłochę i Macieja Stuhra oraz spora doza nieprzekombinowanego humoru. Do tego pierwiastek romantyczny w ilości bardzo odpowiedniej. Jeśli jeszcze nie widzieliście, serdecznie polecam!


    (Źródło: multikino.pl)

    RUST AND BONE, reż. Jacques Audiard

    Do dzisiaj ubolewam, że "Rust and bone" nie wszedł do polskiej dystrybucji. Cudowne kino o miłości, która narodziła się mimo wszystko. Genialna fabuła i  fantastyczne aktorstwo. To film, którego zdecydowanie nie powinniście przegapić, choć uprzedzam: nie jest cukierkowy. 


    (Źródło: youtube.com)

    TRYLOGIA LINKLATERA (PRZED WSCHODEM SŁOŃCA, PRZED PÓŁNOCĄ, PRZED ZACHODEM SŁOŃCA), reż. Richard Linklater
    Mój zdecydowany faworyt! Trylogia Linklatera przed laty skradła moje serce i wciąż nie trafiłam na produkcję, którą mogłabym uznać lepszym filmem o miłości. Pierwsza część to miłość stricte romantyczna, idylliczna, nieco ckliwa, ale dzięki wspaniałemu duetowi Ethan Hawke i Julie Delpy jest bardzo lekko strawna :) Sequel ma w sobie więcej pragmatyzmu, ostrożności, rzekomego rozsądku. Bohaterowie są bardziej zachowawczy i przez to nie tak skorzy do uczuciowych wyznań. Ostatnia odsłona to obraz miłości dojrzałej, w której serdeczność, troska o drugą osobę oraz namiętność miesza się z wszystkim tym, co niesie szara codzienność (zmęczenie, wzajemne pretensje, żal). Seans tych trzech części to niebywały ładunek emocjonalny! 


    (Źródło: filmowo.com.pl)

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top