facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Choć nie było mnie to dość dawno, nie znaczy, że odcięłam się do kina. Co to, to nie! Obejrzałam kilka seriali i śledziłam poniektóre nowości. Poniżej krótkie zestawienie tego, co przewinęło się przez polskie kina na początku lata: w czerwcu i lipcu.


    (Źródło: filmibeat.com)
    Nie będzie długiej recenzji każdej z poniższych pozycji. Raczej skondensowane przemyślenia na temat poszczególnych filmów. Jedne seanse były bardziej udane, inne mniej. O tym, co warto nadrobić (jeszcze w kinach lub za moment na VOD) dowiesz się czytając. Więc zaczynamy!


    MUMIA (reż. Alex Kurtzman)

    Fanką fantasy nigdy nie byłam, ale fakt, że scenarzysta "Transformersów" zabrał się za reżyserię kolejnej części przygód o mumii (wersji powrotu mumii było już co najmniej kilka), nawet mnie skusił. Fabuła oczywiście należy do absurdalnych, ale tego trzeba było się przecież spodziewać. Jest trochę strachów, nie brakuje zwrotów akcji oraz twarzy jeszcze bardziej odmłodzonego Toma Cruise'a. 

    PS Jeśli w trakcie projekcji zaczniecie się nudzić, polecam rozpoczęcie pewnej zabawy polecającej na zliczeniu ile razy z ust bohaterów padnie imię "Jenny" :) 


    (Źrodło: youtube.com)

    AQUARIUS (reż. Kleber Mendonça Filho)

    Brazylijski dramat nominowany do Złotej Palmy oraz Cezara? To brzmi dumnie. I zachęcająco zwłaszcza, jeśli lubi się kino południowoamerykańskie. Niestety okazało się, że losy emerytowanej dziennikarki prowadzącej nierówną walkę z bezdusznym właścicielem niemal opuszczonego osiedla nie są intrygujące. Widzowi niełatwo jest wytrwać do końca dwugodzinnego seansu, gdy tempo akcji nie dość, że nie rozwija się, to jeszcze spada i brak wątków, które tę uwagę by utrzymywały. Gdyby nie świetna Sonia Braga oraz całkiem udany finał, nie zaliczyłabym tej produkcji do zbyt udanych. 


    (Źródło: variety.com)

    BABY DRIVER (reż. Edgar Wright)

    Jeśli po "La La Land" masz awersję do musicali (albo miałeś ją jeszcze przed filmem Damiena Chazelle'a), polecam nowość od reżysera m.in. "Ostrych psów". To urocza kompilacja kina akcji, musicalu oraz komedii z wątkiem romantycznym. Twórcy dają nam sporą dawkę humoru, wartkie tempo, świetny montaż oraz bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową. Przyjemne kino rozrywkowe, w którym naprawdę miło jest zobaczyć Kevina Spacey.

    (Źrodło: youtube.com)


    W STARYM, DOBRYM STYLU (reż. Zach Braff)

    Po raz kolejny Zach Braff, znany m.in. z "Powrotu do Garden State" czy serialu "Scrubs", stanął po drugiej stronie kamery. Tym razem zabrał się za reżyserię komedii o szalonych dziadkach, którzy postanawiają obrobić bank, by móc wieść spokojne życie na emeryturze. I mimo że starszych panów gra przyjazna trójka: Morgan Freeman, Michael Caine oraz Alan Arkin), a całość pod względem fabularnym i montażowym troszkę przypomina "Ocean's 11", to film jest po prostu poprawny. 

    (Źródło: eska.pl)

    OLD FASHIONED (reż. Rik Swartzwelder)

    To miało być niszowe kino amerykańskie. Takie z misją. O tym, że w życiu chodzi o coś więcej niż romans z Tindera. Niestety wyszła parodia staromodnego nurtu randkowania, kiedy to para długimi tygodniami poznaje się, by móc wreszcie chwycić się za ręce czy pocałować. Nie dość, że fabuła jest nieco prześmiewcza (i to z pewnością nie było zamierzone!), a dialogi dość drętwe, to w dodatku bohaterowie irytują swoim sposobem bycia: Clay tajemniczością, niezrozumiałym uporem (wręcz sztywniactwem) oraz sztywnością, a Amber zdaje się być po prostu zupełnie oderwana od rzeczywistości (połączenie szalonej, romantycznej, impulsywnej, a zarazem cierpliwej kobiety). 

    (Źródło: youtube.com)


    Continue Reading

    Takie filmy zwykle idealnie nadają się na jesienne wieczory, bo na przekór niesprzyjającej aurze zapalają w widzach płomień nadziei. Że to, co nieoczekiwane może być tym, co najlepsze w naszym życiu, że z każdej sytuacji można znaleźć wyjście, a rodzina daje ogromną siłę nawet w najtrudniejszych chwilach. Z uwagi na to, co dzieje się teraz za naszymi oknami, to również świetna propozycja na majowy seans, by rozgrzać ciało polarowym kocem, a tęsknotę za słońcem ukoić słodko-gorzką opowieścią o dorastaniu do ojcostwa.


    (Źródło: moviesroom.pl)

    Samuel jest uroczym, lecz beztroskim młodym mężczyznom, który z radością korzysta z uroków życia. Za dnia pracuje na jachcie na Francuskiej Riwierze, nocą bawi się w nadmorskich klubach podrywając śliczne turystyki. Gdy pewnego ranka ładna blondynka wręcza mu zawiniątko z niemowlakiem, całe jego życie wywraca się o 180 stopni. Zmienia pracę, miejsce zamieszkania oraz co nieco podejście do życia. Z pewnością zmienia również swoje priorytety: córka staje się najważniejsza. 


    (Źródło: moviesroom.pl)

    Największym plusem produkcji jest dla mnie Omar Sy, który potrafi momentalnie zyskać sympatię widza. Jego bohater - zwłaszcza na początku - jest człowiekiem z krwi i kości. Nieco cwanym w stosunku do szefowej, kokieteryjnym w relacjach z kobietami, nieudolnym jeśli chodzi o odnalezienie się w różnych życiowych sytuacjach. Z czasem niestety traci pierwiastek ludzki, bo scenariuszowi zaczyna brakować realizmu, jakby reżyser nie chciał postawić na wiarygodną opowieść, a raczej skłonił się w stronę bajkowej historii. Najbardziej boli pominięcie etapu godzenia się bohatera z faktem bycia ojcem, z nowymi obowiązkami, z zupełnie nową rzeczywistością. Nie ma tego zderzenia młodzieńczej beztroski z ojcowską odpowiedzialnością (chociaż Samuel nie jest sztywnym i restrykcyjnym opiekunem). 


    (Źródła: dziennik.pl i dlastudenta.pl)

    Continue Reading

    Przyznam otwarcie, niektóre z canneńskich premier okazują się dla mnie sporym rozczarowaniem. Z tego też powodu trochę obawiałam się seansu brytyjskiej produkcji o walce z brutalnym systemem i bezdusznymi urzędnikami. Zupełnie niepotrzebnie, bo "Ja, Daniel Blake" to fantastyczna opowieść, która chwyta za serce i - mam nadzieję - przemienia chociaż trochę serce każdego widza.

    (Źródło: cambridgefilmfestival.org.uk)

    Tytułowy bohater jest sympatycznym starszym panem, który w wyników problemów zdrowotnych musiał przerwać pracę stolarza i udać się na zasiłek. Będąc przymusowo odsuniętym od zarobkowego zajęcia, które było przede wszystkim ogromną pasją, boleśnie zderza się z absurdami funkcjonowania systemu pomocy socjalnej. Z jednej strony lekarz medycyny pracy stwierdza niezdolność do powrotu do pracy, z drugiej bezduszna urzędniczka kategorycznie odmawia wypłaty zasiłku uporczywie nakazując aktywnego poszukiwania nowego zajęcia. W tej niejasnej sytuacji Daniel Blake (świetna rola Dave'a Johnsa) próbuje się odnaleźć, jednocześnie dostrzegając problemy osób trzecich - takich jak samotna matka Katie, do których wyciąga pomocną dłoń.

    (Źródło: youtube.com)

    Ken Loach zdecydowanie należy do tych reżyserów, których twórczość nie raz została doceniona przez wybitne filmowe grono. I choć jego poprzedni obraz ("Klub Jimmy'ego") nie trafił w mój gust, to najnowsze dzieło śmiało wpisuję na listę ulubionych. Jest w nim bowiem wszystko, czego potrzebuje widz, by opuścić kino ukontentowany. Rewelacyjny scenariusz, świetnego głównego bohatera, dobre aktorstwo i solidną dawkę emocji. 

    Losom Daniela przyglądamy się z zaciekawieniem. Mocno trzymamy kciuki za jego pojedynek z chorym, kulawym systemem. Kibicujemy również Katie, którą tak bardzo wspiera bohater. To jego zaangażowanie w pomoc udzielaną młodej, samotnej matce pokazuje, że wbrew przeciwnościom losu można pozostać człowiekiem i chcieć w innych dostrzegać ludzi. Daniel, mimo że sam zmaga się z licznymi absurdami, nie odpłaca innym znieczulicą. Jego dobre serce sprawia, że nie potrafi być obojętny wobec potrzebujących. I dobrze, bo jak się okazuje karma wraca!



    (Źródła: sbs.com.au i frontmagazine.com)

    Continue Reading

    Bohaterki pierwszego pełnometrażowego filmu Mariny Seresesky są prostytutkami. W nocy królują w opuszczonych zaułkach na przedmieściach uzbrojone w tandetną biżuterię i za mocny makijaż. Za dnia zaś z twarzami, na których wymalowane jest zmęczone i bezradność, próbują stawić czoła niełatwej rzeczywistości: niezapłaconym rachunkom, marudnym matkom i wścibskim sąsiadkom.

    (Źródło: hollywoodreporter.com)

    Film argentyńskiej reżyserki z pozoru jest na wskroś smutny. Mówi o trudnym życiu pań do towarzystwa, które wszyscy tak łatwo spychamy na margines automatycznie odbierając im prawo do człowieczeństwa. I tego wszystko, co z nim związane: szacunku, miłości, bezpieczeństwa, marzeń. Jednak dzięki temu, że Seresesky wybrała formę komediodramatu sprawnie przeplata smutne zdarzenia swoich bohaterek z tymi pogodnymi, skutecznie kontrastuje to, co bolesne z tym, co rozbraja widza. 

    Niejednokrotnie jest to humor sarkastyczny lub ironiczny. Główna bohaterka Rosa (perfekcyjnie zagrana przez Carmen Machi), ma skłonność do ciętej riposty. Wydaje się zdystansowana, wręcz oziębła, choć w rzeczywistości bywa krucha i łatwo ją zranić. Jej perypetie ze schorowaną, egocentryczną matką (dawniej również prostytutką), wścibską sąsiadką i nadpobudliwą, lecz przyjazną koleżanką po fachu, która jest transwestytą są mocno skomplikowane,a chwila, w której w jej życiu pojawia się pewna dziewczynka sprawia, że nawet widz zaczyna mieć powyżej uszu tych obowiązków i cudzych oczekiwań zrzucanych na bohaterkę. Brzemię, jakie dźwiga ona na swoich barkach nieoczekiwanie staje się naprawdę ciężkie. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie buntuje się. 
    Najważniejsze pozostaje jednak to, czy wykorzysta okazję, by zacząć wszystko od nowa. Czy da sobie szansę na lepsze życie.

    (Źródło: youtube.com)

    Film ogląda się jednym tchem i  do samego finału nie wiemy tak naprawdę jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterek. Również wymieszanie wątków komediowych z dramatycznymi udało się reżyserce w 100%, a kreacja Machi zyskała miano chyba mojej ulubionej z dotychczasowych. Jeśli traficie gdzieś na seans "Przez otwarte drzwi", koniecznie wykorzystajcie tę szansę - słodko-gorzkie produkcje zawsze należały do moich faworytów :) 


    (Źródła: mundocritica.com i blogdecine.es)

    Continue Reading

    Skoro kwiecień zacznie się już za moment, to wraz z nim startuje kolejna edycja jednego z najlepszych filmowych eventów. Otóż 2.04 rozpocznie się 23. odsłona WIOSNY FILMÓW w ramach której widzowie będą mogli obejrzeć aż 58 filmów!!! To chyba oczywiste - jest w czym wybierać! 

    (Źródło: wiosnafilmow.pl)

    Fakt, patrząc na program można dostać ataku serca z radości, że jest tak duży wybór produkcji, które można obejrzeć w ciągu tygodniowego przeglądu filmowego. Postanowiłam więc ułatwić Wam męczarnię z wczytywaniem się w opis każdej pozycji i wybrałam te, które ze szczerego serca rekomenduję :) Na początek zestawienie produkcji, które widziałam jakiś czas temu i większość nawet zrecenzowałam na blogu! Łapcie!
    • OMAR - o tym, z jakiego powodu warto zobaczyć ten palestyński dramat o wojnie i miłości przeczytacie TUTAJ
       
    • KOMUNIA - choć do dzisiaj nie powstała recenzja krótkiego metrażu w reżyserii Anny Zameckiej, to obraz doceniło już znaczne grono branżowych specjalistów oraz nie mniejsze widzów, wśród których znalazłam się i ja - polecam więc!
    • ZWARIOWAĆ ZE SZCZĘŚCIA - włoski komediodramat z dwiema fantastycznymi kreacjami, a recenzja wisi TU
    • MOONLIGHT - film zgarnął Oskara, i zasłużył na niego (choć jeszcze lepszy jest "Manchester by the Sea"!)! To chyba wystarczająca rekomendacja
    • LA LA LAND - klik klik i już macie recenzję tego wspaniałego musicalu 
    • WSZYSTKIE NIEPRZESPANE NOCE - film Michała Marczaka kompletnie zawładnął moim sercem <3 Szczerze polecam, bo i forma (dokumentalizowana) jest oryginalna, i opowieść trafia idealnie do młodego widza celebrującego życie i uciekającą młodość 
    • TONI ERDMANN - Maren Ade doceniono w Cannes, co zupełnie mnie nie dziwi po seansie jej najnowszej produkcji - ten film fantastycznie opowiada o życiu, relacjach rodzinnych i tym, co w naszej egzystencji najważniejsze. Oglądajcie w kinach, a recenzja hula TU   
    • DOBRZE SIĘ KŁAMIE W MIŁYM TOWARZYSTWIE - o tym, dlaczego warto zapoznać się z włoską produkcją co nieco przypominającą "Rzeź" i perfekcyjnie ilustrującą współczesne, zachodnie społeczeństwa przeczytacie W TYM MIEJSCU 

    Spośród nowości z pewnością (i ogromną radością) zapoznam się z poniższymi tytułami, bo to filmy, o których głośno od dłuższego czasu, a które na ekrany naszych kin wejdą dopiero za jakiś czas:

    • KLIENT - Oskarowy dramat w reżyserii palestyńskiego filmowca Asghara Farhadiego

                                    
    • DWIE KOBIETY - francuska produkcja z Catherine Deneuve w roli głównej, dla mnie to już wystarczający powód, by wybrać się na seans
    • JESTEM ROSA - jako że jestem fanką kino południowoamerykańskiego, brazylijski dramat o rodzinnych perypetiach z pewnością zobaczę
    • FRANTZ - nowość od francuskiego reżysera, Françoisa Ozona to czarno-biały dramat stylizowany na produkcję z lat 30., na myśl przywołuje mi nieco "Artystę", więc obejrzę z przyjemnością
    • NAZYWAM SIĘ CUKINIA - choć nie jestem fanką animacji, to ten tytuł zebrał tak wiele nagród i nominacji, że trzeba go nadrobić!
    • MĘŻCZYZNA IMIENIEM OVE - Europejska Nagroda dla Najlepszej Komedii roku brzmi jak doskonała rekomendacja!
    (Źródło: laznia.pl)

    Aż wstyd przyznać, ale mam takie filmy, które - choć premierę mają dawno za sobą (albo nawet bardzo dawno!) - wciąż znajdują się na mojej liście "do obejrzenia".  Mam więc nadzieję, że uda mi się nadrobić te świetne produkcje podczas WIOSNY FILMÓW, a są to:
    • OSTATNIA RODZINA
    • JA, DANIEL BLAKE
    • ZJEDNOCZONE STANY MIŁOŚCI
    • JACKIE
    • NAWET NIE WIESZ, JAK BARDZO CIĘ KOCHAM
    • MARIA SKŁODOWSKA-CURIE
    Liczę na to, że nieprzekonanych zachęciłam do wzięcia udziału w tegorocznej WIOŚNIE FILMÓW, a tych, którzy mieli problem z ułożeniem własnego harmonogramu chociaż troszkę zainspirowałam swoimi propozycjami :)  Pełen program wydarzenia znajdziecie TUTAJ, a wszystkie seanse odbywają się w Kinie Praha.


    (Źródło: twoja-praga.pl)


    Continue Reading

    Fanką Kristen Stewart nigdy nie byłam. Ale fakt, dziewczyna miewa pewne przebłyski. W "Sils Marii" patrzy się na nią bez frustracji czy poczucia zażenowania. I już myślałam, że to swoiste odbicie od dna po angażu w koszmarnej sadze "Zmierzch" aż tu nagle wzięła udział w projekcie, który nie ma większego sensu fabularnego i w którym wypada po prostu słabo.

    (Źródło: mrcsays.com)

    Główną bohaterką Olivier Assayas uczynił Maureen, młodą Amerykankę pracującą w Paryżu jako osobista asystentka wielkiej gwiazdy. Dziewczyna niemal nie widuje się z pracodawczynią, dla której wykonuje wiele rozmaitych, czasem błahych, zadań. Robi zakupy, dostarcza sukienki od najlepszych projektantów i ekstremalnie drogą biżuterię, aktualizuje system operacyjny w laptopie. Nie cierpi swojej pracy, ale dzięki niej nadal przybywa w stolicy Francji, gdzie niedawno na atak serca zmarł Lewis, jej brat bliźniak. Maureen cierpi na to samo schorzenie. Co więcej, oboje byli medium i przyrzekli sobie, że to, które umrze pierwsze przekaże drugiemu znak zza grobu. Po pracy zagląda więc do domu, w którym umarł Lewis, by przekonać się, czy obietnica zostanie spełniona. 


    (Źródło: youtube.com)

    Ten film jest dziwny. I to nie dlatego, że opowiada o zmarłych, którzy próbują skontaktować się ze światem żywych. Jest dziwny, bo reżyser ze zlepka kilku tematów chciał stworzyć piękną mozaikę. Problem w tym, że w rzeczywistości zamiast worka rozsądnych zagadnień o ludzkiej naturze, metafizyce i życiu pozagrobowym, które mogłyby rozbudować opowieść i nadać charakter głównej bohaterce, ma w zanadrzu tylko garść luźnych konceptów i ogólny szkic postaci. Bohaterce przylepia różne cechy: swoistą kleptomanię, żądzę bycia kimś innym oraz głębokie zainteresowanie transcendencją, lecz to za mało, by stworzyć dobre kino grozy czy solidny dramat/thriller. 

    W efekcie czujemy zażenowanie i niedosyt, a nijaka Stewart dodaje do tego jeszcze znudzenie. Mimika aktorki przywołuje na myśl gwiazdy, które zdecydowały się na zbyt dużą dawkę botoksu i teraz nie są w stanie przekazać żadnych emocji. Z Amerykanką jest niemal identycznie, gdyż swoją "grę" oparła na 2-3 minach. Jeśli połączymy to z kulawym scenariuszem, to naprawdę zaczynamy zastanawiać się z jakiego powodu filmem tym zachwycał się "Guardian" drwiąc z tych, którzy wybuczeli go podczas canneńskiego pokazu.



    (Źródła: craveonline.com i indiewire.com)

    "Personal Shopper" nie jest na szczęście zupełną porażką. Choć mamy tu nieprzemyślany miszmasz wątków, które do niczego nie prowadzą, to na plus można ocenić niewątpliwie dwa elementy: minimalizm pod względem postaci oraz ciekawe, otwarte zakończenie.

    Gdyby więc pominąć kilka scen, podkręcić dramaturgię w innych miejscach i nadać charakteru bohaterce granej przez Stewart, to mogłabym uwierzyć, że to kino godne Cannes.


    (Źródło: variety.com)

    Continue Reading

    "Zwariować ze szczęścia" to idealny przykład na to, że włoskie kino nie tylko bawi. Paolo Virzì udowadnia, że opowieść o kobietach borykających się z problemami psychicznymi nie jest daleka nam wszystkim, potencjalnie zdrowym na umyśle, a jego bohaterki pokazują jak olbrzymią siłę napędową w życiu człowieka stanowi wsparcie drugiej osoby, czyli po prostu przyjaźń.

    (Źródło: pulseradio.mk)

    Reżyser zderza ze sobą dwie kompletnie różne bohaterki. Beatrice (w tej roli Valeria Bruni Tedeschi) jest pełna życia i hałaśliwa. To egoistka i mitomanka, która musi być w centrum uwagi. Nieustannie podkreśla swoje arystokratyczne pochodzenie, mocno aspiruje do świata elit i za każdym razem przypomina jak wpływowych posiada przyjaciół. Choć została zdradzona i opuszczona przez najbliższych, nie traci optymizmu. W swoim szaleństwie pozostaje jednak prawdziwa. W życiu po prostu dąży do tego, by być szczęśliwa. Z kolei Donatella (Micaela Ramazzotti) to przeraźliwie smutna i strachliwa osoba. Jej wychudzona postać wyolbrzymia jeszcze wycofanie bohaterki. Widzimy, że jest absolutnym przeciwieństwem Beatrice: unika ludzi, nie mówi o sobie, jest pogrążona w żałobie. 

    Niespodziewana przyjaźń, która zaczyna kiełkować między bohaterkami nie należy do łatwych. Ale jak sami wiemy rzadko kiedy mamy róże bez kolców. I bardzo dobrze, że Virzì nie koloryzuje tej relacji. Początki są trudne, z czasem jednak obie panie zbliżają się do siebie. Chcąc nie chcąc wyjawiają też zbyt długo skrywane tajemnice, a dzięki temu wzmacniają łączące je więź. 

    (Źródło: youtube.com)

    To, co proponuje nam w swoim najnowszym obrazie Virzì z pozoru jest lekkie i humorystyczne. Kiedy jednak zgłębiamy się w losy przedstawionych nam postaci, dostajemy ciekawe, ponadczasowe prawdy dotyczące przyjaźni. Historia Beatrice i Donatelli udowadnia, że wsparcie drugiej osoby dodaje nam energii do działania oraz dostarcza nadzieję, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. Niejednokrotnie wymaga od nas doświadczenia jakiejś zmiany, by móc spojrzeć na daną sytuację z innego punktu widzenia.  
    "Zwariować ze szczęścia" to też opowieść o tym, że każdy z nas skrywa w sobie pewną ranę, która może zaleczyć się dopiero, gdy zostanie pokazana komuś innemu. I chyba dlatego reżyser sięgnął też po klasykę. W jednej ze scen przywołuje nam na myśl kultowy dramat pt. "Thelma i Louise", w którym to doświadczone przez życie i zranione przez mężczyzn bohaterki, wyruszają w podróż po lepsze jutro. Jego bohaterki czynią podobnie - ich przemiana ma miejsce w drodze. 

    Chociaż seans poprzedniego filmu włoskiego twórcy ("Kapitał ludzki") nie wspominam najlepiej, nowość Virziego wypada zdecydowanie lepiej! To zabawny, ale skłaniający do refleksji komediodramat, którego plusów nie sposób wymienić jednym tchem. Ma solidny scenariusz, który najpierw intryguje, potem bawi i uczy, na końcu zaś wnosi elementy nostalgii i tym samym skłania nas do refleksji, świetne dialogi oraz wyraziste postacie fantastycznie zagrane. Zapewniam, obejrzycie go z przyjemnością! 


    (Źródła: fdb.pl i prawiekino.pl)

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top