facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Skoro eventowe podsumowanie 2014 mamy już za sobą, najwyższy czas na próbę oceny produkcji, które w tym roku miały swoją polską premierę. W rodzimych kinach filmów było bez liku, sporo z nich udało mi się obejrzeć, ale przygotowanie poniższego zestawienia wcale nie należało do najłatwiejszych zadań. Zobaczcie, co wyszło z mojego kilkudniowego rozmyślania o najbardziej i najmniej udanych tegorocznych tytułach!

    NAJLEPSZE FILMY ROKU

    7 produkcji, które podbiły moje serce. 7 różnych filmów, które - każdy na swój sposób - na długo po seansie siedziały w mojej głowie. I do których chętnie bym wróciła!

    GRAND BUDAPEST HOTEL


    (Źródło: thedissolve.com)
    Estetycznie nieskazitelna, kolorystycznie oszałamiająca, muzycznie dopracowana, fabularnie kunsztowna, humorystycznie mistrzowska produkcja geniusza X muzy - Wesa Andersona. Zakochałam się w jego kinie nie tak dawno, przy premierze "Kochanków z Księżyca", ale od tamtego seansu regularnie sięgam po starsze dzieła. I jestem nimi równie zachwycona!
    *Poziom niedorzeczności i specyficzny humor sprawiają, że nie każdemu "Grand Budapest Hotel" przypadnie do gustu. Ale tak to już bywa :)


    WIELKIE PIĘKNO


    (Źródło: polskieradio.pl)
    Kolejny film, który oszałamia widza rewelacyjnymi ujęciami, świetną grą kolorów i światła. Opowieść starzejącego się dziennikarza, który zaczyna podsumowywać swoje życie, podjęte decyzje, niezrealizowane marzenia, odwieczne pragnienia. Świetna, uniwersalna historia na tle - z jednej strony energetycznego, z drugiej zaś sentymentalnego i melancholijnego - Wiecznego Miasta. Skłania do refleksji, a ścieżka dźwiękowa jest jedną z najlepszych w tym roku!


    CHŁÓD W LIPCU

    (Źródło: theguardian.com)
    Takie thrillery mogę oglądać codziennie! Klimat buduje tu idealne połączenie mrocznych ujęć, tajemniczej muzyki i przeciętności głównych bohaterów. Mimo braku ogromnych, kosztownych efektów specjalnych trzyma w napięciu do ostatniej chwili, a suspesom nie ma końca. Bardzo dobre kino gatunkowe rodem z USA. Perełka tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego.


    ONA


    (Źródło: cinemablend.com)
    W każdej recenzji "Ona" jest opisywana jako film o miłości. Owszem, zdecydowanie mówi o miłości. Skomplikowanej, zawiedzionej, niepewnej. Ale równorzędnym tematem filmu jest... samotność. Która dzielnie stoi w opozycji do tej - tak pożądanej - miłości. Samotność człowieka po rozstaniu, samotność w wielkim mieście, samotność człowieka w świecie maszyn. Wreszcie, samotność w życiu. Po prostu. 
    Całość opowiedziana tak subtelnie, a jednocześnie tak dobitnie. Jeden z najbardziej melancholijnych filmów tego roku, z poruszającym soundtrackiem i Joaquinem Phoenixem, który po raz kolejny udowadnia swój ogromny talent.


    MAMA
    (Źródło: theguardian.com)
    Nie należę do wielkich fanów Xaviera Dolana, ale muszę przyznać: ten film ma w sobie to "coś"! Choć jest nieco za długi, nieustannie porusza widza. Jesteśmy zaskoczeni, przerażeni, zdziwieni, oszołomieni, zachwyceni. I tak non stop, przez cały seans. Widać, że młody, acz nie tak początkujący reżyser, eksperymentuje z zabawą kolorem i ruchem kamerą. Nie boi się łączenia części stricte fabularnej (losy Steve'a) z raczej artystyczną (projekcja Die nt. przyszłości syna) i stawia na rewelacyjnych aktorów, dających z siebie 200%!
    *Antoine-Olivier Pilon jest chyba największym aktorskim odkryciem tego roku.


    MIASTO 44

    (Źródło: natemat.pl)
    Wielu pewnie zaskoczy ta pozycja w zestawieniu najlepszych filmów roku. Nic dziwnego, "Miasto 44" dorobiło się niemałego grona hejterów. Uważam jednak, że zupełnie niesłusznie, bo produkcja Komasy - dedykowana młodzieży - perfekcyjnie trafia w gusta młodego odbiorcy wychowanego (niemalże wyłącznie) na filmach "made in USA". Jest wartko i efektownie. A co najważniejsze: merytorycznie, rzetelnie historycznie. Mimo drobnych potknięć (dwie nieszczęsne sceny, pewne rozmycie fabularne) to naprawdę porządna produkcja, która zasługuje na wyróżnienie.


    WOLNY STRZELEC

    (Źródło: independent.co.uk)
    O tym, jakie są współczesne media i jaki w związku z tym jest portret dzisiejszego widza rewelacyjnie opowiada "Wolny strzelec". Brutalna prawda podana w niezmiernie mocnej formie. Na uwagę szczególnie zasługuje Jake Gyllenhaal w swojej roli życia! Nominację do Oskara ma już w kieszeni!


    NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIA

    Jeden z najbardziej wdzięcznych punktów tego wpisu - filmy, po których nie spodziewałam się aż tak wiele. Osobiście takie produkcje, na które idę trochę nieprzekonana albo nie oczekując filmowej ekscytacji, nazywam "perełkami". Oto 6 tegorocznych :-)

    DIOR I JA
    (Źródło: tribecafilm.com)
    Największe odkrycie Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Dokument o nowym dyrektorze artystycznym domu mody Diora, który w interesujący i przystępny sposób pokazuje proces adaptacji nowego projektanta i tworzenia przez niego nowej kolekcji. Polecam nie tylko fanom mody!


    OMAR
    (Źródło: hollywoodreporter.com)
    Już brakuje mi komplementów na tę produkcję. Ilekroć ktoś pyta o najlepszy film roku, w głowie zawsze mam "Omara". Nie wiem jak to się dzieje, że kino Bliskiego Wschodu tak mnie porusza. Wiem jedno: "Omar" to rewelacyjne połączenie romansu, thrillera politycznego, dramatu i kina akcji z fabułą osnutą wokół uniwersalnych kwestii: miłości, przyjaźni, honoru, wolności i patriotyzmu. Kino najwyższej klasy!


    O KROK OD SŁAWY
    (Źródło: film.interia.pl)
    To miał być dokument o piosenkarkach, które nie zostały gwiazdami estrady. Byłam ciekawa tej produkcji, ale nie oczekiwałam po niej aż tak mocnych wrażeń. Bo "O krok od sławy" można odczytywać dwojako. Z jednej strony tylko w kategoriach muzycznych: jako film o utalentowanych, pracowitych kobietach, które z różnych przyczyn nie zrobiły zawrotnej kariery. Z drugiej zaś jako prawdę o naszym życiu: by nie rezygnować ze swoich pasji i robić to, co się kocha.
    Nie dość, że mądry, to jeszcze prawdziwy i wzruszający film z całą masą świetnych dźwięków!


    GOŚĆ
    (Źródło: geekadelphia.com)
    "Gościa" widziałam w ostatnich dniach i bardzo mnie zaskoczył. Co prawda, pochlebne opinie słyszałam mniej więcej od 2 miesięcy, ale wciąż nie było okazji do odbycia seansu. Wreszcie się udało, a efekt był naprawdę pozytywny. 

    Częściowo stylizowany na "Drive'a" (aparycja i zachowanie głównego bohatera, zabawa kolorami, mroczny klimat), częściowo pastiszowy (prześmiewa typowe thrillery i kino akcji). Wciągający. Warty obejrzenia!



    ZACZNIJMY OD NOWA
    (Źródło: rickysfilmreviews.com)
    Inna muzyczna opowieść Johna Carney'a ("Once"). Podobnie jak wcześniejsza produkcja reżysera oraz dokument "O krok od sławy" częściowo prezentuje genialne brzmienia, częściowo jednak zdradza pewną prawdę o życiu. W tym przypadku pokazuje w jak niebywały sposób przecinają się ludzkie losy, jak drobne zdarzenia mogą zmienić bieg naszego życia i jak z pozoru smutne doświadczenia potrafią przynieść dużo dobra. Pozytywna pozycja nie tylko na zimowe wieczory. Z jednym z lepszych soundtracków!


    JEZIORAK

    (Źródło: filmweb.pl)
    Dobry kryminał rodzimej produkcji. Akcja toczy się listopadową porą w mrocznych lasach okolic Olsztyna. Tajemnicę zaginięcia dwóch lokalnych policjantów odkrywamy kawałek po kawałeczku, w pewnym momencie orientując się, że nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi. Reżyser Michał Ołtowski trzyma nas w napięciu i pokazuje, że o solidne kino gatunkowe wcale u nas nie trudno. 


    NAJDZIWNIEJSZY FILM ROKU

    Tej kategorii nie mogło zabraknąć. Dlaczego? Bo w czasie Festiwalu KAMERA AKCJA zobaczyłam film, o którym pamiętam do dziś, a który nie wpisuje się do żadnej innej sekcji. To produkcja na wskroś absurdalna... 

    LEGENDA KASPARA HAUSERA

    (Źródło: filmweb.pl)
    Typowy przedstawiciel kina artystycznego. Psychodeliczne brzmienia, czarno-białe zdjęcia, pokręcona fabuła i szalone postacie. A w tym wszystkim podwójna rola Vincenta Gallo, który przeszedł samego siebie. Ciekawe dziwadło!

    NAJGORSZE FILMY ROKU

    7 produkcji, które nie wyszły. 7 tytułów, przy których można płakać, ale z rozczarowania, żenady, sięgającego zenitu absurdu, który jednak nie powinien mieć miejsca. Może to mój gust, moja wrażliwość nie pozwoliła docenić poniższych filmów, a może po prostu były bardzo słabe. Sami oceńcie!

    RIO, I LOVE YOU

    (Źródło: thelowdownunder.com)
    Półtoragodzinna mieszanka nonsensu i głupoty, w której niedorzeczność goni niedorzeczność, a tej pogoni nie ma końca. Co najlepsze, moje iście absurdalne komentarze i myśli związane z filmem, po sekundzie pojawiały się na ekranie. To niesamowite, że powstał tak dziwny film, w którym trudno szukać sensu. "Rio, kocham Cię" niestety nie jest zabawne, chociaż łzy pojawiły się na mojej twarzy. Z zażenowania.


    IMIGRANTKA

    (Źródło: tvn24.pl)
    Rozmyta historia biednej Polki przybywającej z chorą siostrą do Stanów. Główna bohaterka szuka szczęścia w wielkim świecie, a pod jej nogi trafiają same kłody. Proza życia wielu imigrantów lat 20. i 30. XX wieku opowiedziana jednak nijak. Stereotypowy rys postaci, naciąganie faktów, przedziwne połączenie losów bohaterów nieuchronnie zmierzające do eskalacji gniewu, rozżalenia i przemocy. Aż z żalem patrzy się na trójkę dobrych aktorów (Marion Cotillard, Joaquin Phoenix, Jeremy Renner) zaangażowanych w ten projekt... 


    UDAJĄC GLINIARZY

    (Źródło: urbanrhetoricblog.blogspot.com)
    Miało być nowe wydanie "21 Jump Street". Niestety, nie udało się. Policyjna komedia z serii "buddy movies" jest kiczowata i przewidywalna. Stare gagi i stare pomyłki językowe smakują gorzko. Trudno więc o dobrą zabawę na takim seansie...


    NIMFOMANKA - część 1

    (Źródło: film.org.pl)
    Wiem, że fanów von Triera jest cała masa, ale niestety nie dołączam do tej paczki. A tym bardziej po seansie pierwszej części "Nimfomanki" (na drugą nigdy się nie wybrałam!). Produkcja rewelacyjnie ograna marketingowo niestety nie broni się podczas seansu. Główna bohaterka nie przekonuje (to pewnie bardziej wina scenariusza niż samej gry), niektóre ujęcia są przedziwne, gdyż niczego nie wnoszą - nie wiadomo dlaczego w ogóle dołączono je do ostatecznej wersji filmu. Jak dla mnie, bez ładu i składu. Film stworzony po to, by szokować. Niestety, nie ma za bardzo czym, ponieważ idealnie pasuje tu hasło: "Dużo hałasu o nic"....


    DROGA DO ZAPOMNIENIA

    (Źródło: film.onet.pl)
    Jeśli miałabym powiedzieć, który film był najbardziej nijaki i przez to najnudniejszy, bez wahania wskazałabym "Drogę do zapomnienia". Produkcja z Colinem Firthem w roli głównej powstała na podstawie bestsellera. Podejrzewam, że książka jest dość wciągająca, a to w ekranizacji coś "nie zagrało". Możliwe, że to zbyt monotonny montaż, może przeciągnie pewnych wątków. Po zakończonej projekcji pozostałam obojętna na to, co przed chwilą zobaczyłam. A to chyba najgorsze uczucie jakie może spotkać kinomana...



    LUCY

    (Źródło: variety.com)
    Niewypał Luca Bessona. Aż dziw, że ten reżyser stworzył coś podobnego. Początek dość intrygujący, wartki, mimo że fabuła osnuta na jednym z największych mitów (człowiek wykorzystuje tylko 10% swojego mózgu). Później zaczyna się horror. Jedni twierdzą, że to z definicji miał być pastisz, że wszystko tak specjalnie zrobiono. Możliwe. Ale nawet ten argument nie sprawia, że widzę jakikolwiek sens w oglądaniu "Lucy". Dla mnie niestety porażka.


    TRANSCENDENCJA

    (Źródło: film.onet.pl)
    "Transcendencja" to chyba najbardziej bolesny seans mijającego roku. Trailer zwiastował dość niezłe kino science-fiction. Początek filmu wciąż podtrzymywał takie przeczucie. Niestety stosunkowo szybko okazało się, że całość jest iście ko(s)miczna! Nawet udział Johnny'ego Deppa nie ratował sytuacji. Jeśli sięgniecie po tę produkcję, przygotujcie się na baaaardzo długie dwie godziny, bo nudne filmy dłużą się niemiłosiernie....


    NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE


    Najsmutniejsza z kategorii, gdyż po tej produkcji oczekiwałam sporo. Wierzyłam, że tak zacny reżyser dostarczy film mądry, intrygujący, skłaniający do dyskusji... na poziomie. Och, jak bardzo się pomyliłam...


    OBCE CIAŁO

    (Źródło: news.o.pl)
    Zacierałam ręce, gdy przeczytałam, że na WFF zostanie zaprezentowany (premierowo!) najnowszy film Zanussiego. Jeszcze bardziej cieszyła się, gdy udało mi się odebrać na niego wejściówkę. Niestety, już pierwsze kilkanaście/dziesiąt minut seansu spowodowało, że radość wyparowała i została zastąpiona przez zdziwienie, rozczarowanie, a nawet zażenowanie. 


    Od twórcy takiej klasy człowiek wymaga więcej. To fakt. Ale jeśli premierę nowego dzieła ów twórca rozpoczyna od listy zażaleń skierowanych pod adresem PISFu i innych reżyserów/scenarzystów, to ja, jako widz, nie wiem gdzie mam oczy podziać i co sobie pomyśleć o takim reżyserze. Tym bardziej, że później reżyser ten, zamiast prowadzić filozoficzną rozprawę między bohaterkami feministycznymi a prostolinijnym, konserwatywnym bohaterem, i w ten sposób stymulować mnie do intelektualnych rozważań i skłaniać do filozoficznej refleksji nad kondycją współczesnych społeczeństw oraz wyznawanych przez nich wartości, wkłada w usta swoich bohaterów slogany z gazet i wszędzie podpiera się stereotypami. 

    Z wielkim smutkiem wspominam ten seans, a także późniejszą prasową wymianę zdań Zanussiego i jego fanów z krytykami filmu. Szkoda, że dyskusję o produkcji sprowadzono do poziomu tak niskiego jak klasa "Obcego ciała", a osoby negatywnie oceniające produkcję niemalże porównywano do stada wilków, które jest żądne krwi....



    NAJLEPSZE FILMY OBEJRZANE W TYM ROKU (produkcje sprzed 2014)

    Kilka filmów obejrzanych dopiero ostatnio. Produkcje stare i nowe, które wkradły się do mojego serca i do których zapewne będę co jakiś czas wracać.

    CINEMA PARADISO

    (Źródło: youwoncannes.com)

    Przepiękna opowieść o miłości, przyjaźni, pasji i oddaniu. O słabości do kina i czerpaniu radości z możliwości przybliżaniu kinematografii innym. Urocza, ciepła produkcja, która od początku chwyta za serce. Wspaniały, kultowy film ze słodkim Salvatore Cascio w roli małego Toto i z genialną ścieżką dźwiękową mistrza Ennio Morricone. To trzeba zobaczyć!

    POGORZELISKO

    (Źródło: independent.co.uk)
    Na "Pogorzelisko" trafiłam przypadkiem na kanale TVP Kultura. I wiem jedno: nigdy nie zapomnę tego filmu. Wywarł na mnie olbrzymie wrażenie! Retrospektywna opowieść matki bliźniaków, która na łożu śmierci prosi o spełnienie jednej prośby, za sprawą której zostaje odkrywa historia jej życia. Zagmatwane losy głównej bohaterki doświadczonej piętnem wojny i specyfiką bliskowschodniej mentalności poruszają do głębi. Tak, że po policzkach spływają nam łzy. Nikt nie pozostanie obojętny. To pewne!


    RUST AND BONE

    (Źródło: theharker.com)
    Rewelacyjna Marion Cotillard w jednej z najlepszych ról! Tragedia młodej treserki orek łączy jej losy z nowo poznanym mężczyzną - nieporadnym ojcem kilkuletniego chłopca. Przypadkowa znajomość, w obliczu trudnych okoliczności, ni stąd ni zowąd staje się poważnym związek. A tym, co jak magnez przyciąga do siebie bohaterów, są ich przeciwstawne cechy. Gorzka prawda o życiu, samotności i potrzebie bliskości. Nietypowe love story, w którym świetnie sprawuje się partnerujący Cotillard Matthias Schoenaerts.


    TRYLOGIA LINKLATERA (1, 2 i 3)

    (Źródło: film.onet.pl)

    Jeśli w tym roku pojawiało się nazwisko "Linklater", to w 99,9% przypadków było tak w odniesieniu do jego ostatniego dzieła "Boyhood" (wciąż nie widziałam). Ja jednak w ostatnich miesiącach rozkoszowałam się innymi produkcjami - trylogią ("Przed wschodem słońca", "Przed zachodem słońca", Przed północą"). 

    Wszystkie części są genialne, choć najbardziej przemawia do mnie pierwsza - młodzieńcza, nieco idyllistyczna. O klasie trylogii świadczy świetny pomysł, wyraźna reżyserska precyzja, kunszt aktorski (wspaniały duet: Julie Delpy i Ethan Hawke) oraz uniwersalny wymiar opowieści. Całość to źródło trafnych cytatów o marzeniach, miłości, planach na przyszłość, odkrywaniu świata, byciu z innymi ludźmi.

    PITBULL

    (Źródło: film.org.pl)

    Jedna pozycja przeznaczona dla polskiej produkcji. Wcześniej widziałam zaledwie fragmenty serialu. W pierwszej połowie roku udało mi się zobaczyć film. Niesamowity! Marcin Dorociński bryluje! Patrząc na niego w "Pitbullu" przestaje się widzieć aktora, a zaczyna wierzyć, że to prawdziwy kryminalista. Jego chód, sposób mówienia, a nawet spojrzenie są niezmiernie przekonujące. Do tego idealny klimat dużej i małej przestępczości oraz policyjnej rzeczywistości. Świetne kino!

    GRA

    (Źródło: serialeifilmy.tv)

    Takiego Finchera uwielbiam! Niezwykła intryga, przekonujące postacie i wciąż rosnące tempo akcji. Do tego aktorska plejada (zwłaszcza Douglas i Penn). Lepiej już chyba być nie może. 

    Co najciekawsze, po seansie w głowie pozostają ważne pytania dotyczące umiejętności cieszenia się z życia, korzystania z nadarzających się szans czy granic, do których człowiek jest w stanie się posunąć. 



    GROBOWIEC ŚWIETLIKÓW

    (Źródło: tvp.pl)
    Po anime nie sięgam z własnej, nie przymuszonej woli. Nigdy! Azjatyckie kino nie jest mi specjalnie bliskie, ale co roku - dzięki Festiwalowi Pięciu Smaków - próbuję kilku nowych produkcji. I tym samym próbuję się do niego przekonać, odkryć jego głębię, zachwycić się klimatem. Nie zawsze to wychodzi. Z anime było jeszcze trudniej, więc wszechobecnych peanów na część "Grobowca świetlików" pokornie wysłuchiwałam i... nie oglądałam ich. Do czasu. 
    Seans historii chłopca, który w wyniku wybuchu II wojny światowej musi stać się jedynym opiekunem młodszej siostrzyczki, chwyta za serce. To bardzo mądra i wzruszająca opowieść o miłości, wierności i braterstwie. O dramacie wojny. Serdecznie polecam!

    Continue Reading

    Przesyt informacyjny, spłycenie relacji międzyludzkich, wysoki poziom bezrobocia, postępujący efekt cieplarniany - to tylko kilka przykładów najistotniejszych problemów XXI wieku. Co można dodać do tej wybuchowej mieszanki? Z pewnością uprzedzenia. Rasowe, religijne, narodowościowe. W "Za jakie grzechy, dobry Boże?" Philippe de Chauveron pokazuje, że ze stereotypowego patrzenia na świat i otaczających nas ludzi można się śmiać. I to w bardzo dobrym stylu!


    (Źródło: youtube.com)
    Współczesna Francja. Małżeństwo po 60-tce wydaje za mąż córkę. Najpierw jedną, później drugą... i trzecią. Każdą za mężczyznę z "innego świata" - Araba, Żyda i Azjatę. Przy każdym kolejnym ślubie coraz bardziej załamują ręce i popadają w depresję. Ich, początkowo skrywana, niechęć do obcokrajowców przy trzecim ślubie staje się widoczna już na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza w wydaniu ojca młodych mężatek - Claude'a. On nie może pogodzić się z myślą, że jego córki wybrały cudzoziemców zamiast rodowitych Francuzów. Uznaje to za przejaw braku szacunku do własnego kraju, rzekomo wyznawanej wiary (katolicyzm), a nade wszystko swoich rodziców!


    (Źródło: youtube.com)

    Jednak koszmar ma się wkrótce skończyć. Gorzki smak dotychczasowej porażki wychowawczej będzie zastąpiony długo wyczekiwaną osłodą w postaci ślubu Laure - najmłodszej córki z katolikiem. Momentalnie po ogłoszeniu przez nią dobrej nowiny państwu Verneuil spada kamień z serca. Radosnym okrzykom i czułym uściskom nie ma końca. Rozżalenie, złość i niemoc odchodzą w niepamięć jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Do czasu. Prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy rodzice Laure stają oko w oku z wybrankiem córki. Czarnoskórym!



    (Źródła: ugc.fr i ecranlarge.com)
    W tym filmie gagom sytuacyjnym nie ma końca, a błyskotliwe uwagi odnoszące się do pochodzenia poszczególnych bohaterów trafiają w punkt już od pierwszych minut seansu. Doprawdy, dawno nie bawiłam się tak dobrze na filmie, który jest nie tylko śmieszny, ale i mądry. 

    Reżyser nie bał się zestawienia przedstawicieli każdej rasy i religii. W umiejętny sposób bawi się stereotypami na ich temat. Co więcej, wkłada w ich usta tak potoczne i nieco obelżywe, jak i subtelniejsze, ironiczne określenia. Postacie z "Za jakie grzechy, dobry Boże" nawzajem się oceniają, krytykują i... pocieszają. Czasami wytykają sobie wady również sięgając po stereotypy! 




    (Źródła: fdesouche.com, stopklatka.pl i helios.pl)
    Z czym wychodzimy z kina? Na pewno z wyśmienitym nastawieniem i dobrym humorem na resztę dnia/wieczoru. De Chauveron rewelacyjnie zaprezentował to, z czym boryka się nie tylko współczesna Francja. To powoli także problem dzisiejszej Polski, w której mieszanka rasowo-religijna powiększa się, a jednocześnie w której wciąż brakuje tolerancyjnego podejścia do człowieka o nieco innej kulturze czy odmiennym systemie wartości.

    W obrazie francuskiego reżysera chwilami możemy przejrzeć się wiec jak w lustrze. Niekoniecznie utożsamiając się ze skrajnie uprzedzonymi bohaterami. Raczej dostrzegając swoje drobne uszczypliwości nacechowane pewną formą dyskryminacji. I to wielokrotnie wcale nie wypowiedziane w odniesieniu do obcokrajowca czy innowiercy.
    Z drugiej jednak strony opuszczamy salę z pytaniem: "Czy warto 
    wszystko brać tak na poważnie? I czy nasze małe, wzajemne przytyki nie są tylko błahymi żartami, jeśli w rzeczywistości okazujemy sobie prawdziwy szacunek?".


    (Źródło: gutekfilm.pl)
    Continue Reading

    „Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym.” Zdaje się, że błyskotliwa myśl Alberta Einsteina perfekcyjnie oddaje przesłanie najnowszego filmu Paolo Virziego. Bo fabuła "Kapitału ludzkiego" dość przewrotnie porusza tematykę sensu naszego istnienia. Z pozoru koncentrując się wyłącznie na aspekcie zabezpieczenia bytu pod względem finansowo-ubezpieczeniowego reżyser chce powiedzieć o sprawach naprawdę ważnych.

    (Źródło: dwabrzegi.pl)
    Wszystko zaczyna się w noc wigilijną. Powracający z pracy kelner zostaje potrącony przez nieznany samochód. Kierowca nie udziela pomocy, a wypadek rowerzysty staje się pretekstem do przedstawienia, za pomocą opowieści o dwóch rodzinach, czym jest we współczesnym świecie kapitał ludzki, ile jest warte życie człowieka i czy cenimy jeszcze cokolwiek poza pieniędzmi. 


    (Źródło: youtube.com)
    Losy rodziny Bernaschich i Ossola poznajemy za pomocą jednej historii opowiedzianej z perspektywy różnych osób. Zabieg ten pozwala w subtelny sposób zobrazować prawdziwe wydarzenia ostatnich tygodni życia głównych bohaterów. Kim oni są? To przedstawiciele dwóch raczej skrajnych światów. Bernaschi są zamożni, sławni i poważani. Na pierwszy rzut oka ich życie jest wprost usłane różami. Natomiast państwo Ossola to przeciętna rodzina ze zwykłymi - większymi i mniejszymi - problemami, a także dość sporymi aspiracjami. Łączy ich młodzieńczy związek ich nastoletnich dzieci - nieco zadufanego, a jednocześnie zagubionego Massimiliano oraz roztropnego Sereny.

    Przedstawienie 
    zdarzeń poprzedzających nieszczęsny wypadek pozwala odkryć jakimi ludźmi są bohaterowie filmu oraz jakie wartości cenią najbardziej. Dokładnie obserwujemy kto jest lekkoduchem, a kto czuje się osamotniony, przytłoczony odpowiedzialnością lub niezrozumiały przez najbliższych. A zastosowana retrospekcja tylko zmaga napięcie spowodowane odgadywaniem, kto jest winny tragedii.


    (Źródła: wroclaw.gazeta.pl i stopklatka.pl)
    Szczególnie wyraziste są dwie postacie: Dino (ojciec Sereny) marzący o dołączeniu do elitarnego klanu najbogatszych oraz Carla (matka Massimiliana) niemogąca odnaleźć się w swoim życiu. Łączy ich chęć jak najlepszego zadbania o swoje jedyne dziecko. Oboje robią to niezwykle nieporadnie. Dina zaślepia bezmierna zachłanność, zaś Carlę ogranicza jej rażąca nieudolność w kontaktach międzyludzkich.



    (Źródła: dwabrzegi.pl i kinoactive.pl)
    Choć film ma mądre przesłanie, został zbudowany w sposób przemyślany, a w rezultacie ogląda się go dość dobrze, nie porwał mnie. W trybie ad hoc po seansie nie pojawiło się w mojej głowie milion pytań czy refleksji dotyczących moralnej kondycji współczesnych społeczeństw (temat jest na tyle uniwersalny, że bez problemu włoskie realia możemy przenieść na polski grunt). Nie rozumiem więc plasowania "Kapitału ludzkiego" nad ostatnim dziełem Paola Sorrentino, którym wciąż jestem szczerze zafascynowana. "Wielkie piękno" z jednej strony tak artystycznie, z drugiej zaś niezwykle mocno i brutalnie pokazuje nasze zepsucie, zakłamanie i zagubienie w świecie, że porównywanie go z produkcją Virziego jest nie na miejscu. I nie deprecjonuję tutaj tego drugiego tytułu. Po prostu biorąc pod uwagę genialną, dopracowaną formę estetyczną "Wielkiego piękna", to właśnie ono jest dla mnie dziełem pełnym. 

    (Źródło: stopklatka.pl)
    W "Kapitale ludzkim" z pewnością zachwyca jednak rola Valerii Bruni Tedeschi (Carla), która rewelacyjnie wciela się w postać zblazowanej, zniechęconej życiem "pięknej i bogatej". Przez to, że jej bohaterka nie zna smaku prawdziwej porażki, niedoli i smutku, nie umie również docenić tego, co posiada. Otaczanie się zakłamanymi ludźmi i ciągłe odgrywanie różnych ról (pożądanych przez męża, jego współpracowników, przyjaciółki, opinię publiczną) sprawiło, że jej relacje z najbliższymi są również szczere i głębokie, co kurtuazyjna wymiana zdań z listonoszem. I to - w moim odczuciu - najbardziej może zaboleć widza. Bo w ogólnym rozrachunku zdecydowana większość z nas może przecież zarzucić sobie choć sporadyczne rozwijanie pasji czy powiększanie majątku kosztem czasu dla najbliższych.


    (Źródło: dwabrzegi.pl)

    Continue Reading

    "Punk nie umarł!" - wykrzykują w jednej ze scen nastoletnie bohaterki filmu. I choć nikt nie bierze ich poważnie, same gorliwie wsłuchują się w mocne brzmienia. Dlaczego chcą uchodzić za outsiderki, jakie wartości kwestionują, z czym sobie nie radzą - na te pytania w niemalże dokumentalny sposób odpowiedzi stara się znaleźć reżyser "We are the best!", Lukas Moodysson.

    (Źródło: the-filmreel.com)
    Bobby i Klarę poznajemy jako szkolnych odmieńców, zbuntowane małolaty. Mają własny styl, niepopularny gust muzyczny, kłopoty z akceptacją przez rówieśników. Trzymają się razem i wspólnie stawiają czoła wszelkim problemom. 
    Chcąc zagrać na nosie starszym kolegom, ni stąd ni zowąd zakładają zespół. Oczywiście punkowy, bo - choć brat Klary uważa, że punk już umarł - nie straciły jeszcze nadziei. Dość nieśmiało chwytają za gitarę i pałeczki do perkusji. Po szaleńczych i nieudanych próbach w lokalnej świetlicy, postanawiają poprosić o pomoc w nauce gry na instrumentach szkolną prymuskę - Hedvigę. I wtedy wszystko się zaczyna...

    (Źródło: youtube.com)
    Wbrew pozorom muzyka nie gra w tym filmie pierwszych skrzypiec. Jest punktem wyjścia, ważnym składnikiem, ale nie fundamentem. I z pewnością nie głównym bohaterem. 
    Kluczowe bowiem są u Moodyssona kreacje zbuntowanych 13-latek. Dziewczyny (Mira Barkhammar i Mira Grosin) fantastycznie wcieliły się w filmowe postacie - na tyle, że w każdym ujęciu wyglądają autentycznie. W zasadzie zastanawiające jest, czy reżyser wybrał prawdziwe punkówy, które tak naturalnie zagrały siebie, czy jednak postawił na posiadające aktorską smykałkę dzieciaki, które w niewymuszony sposób zaprezentowały nastoletnie miłośniczki punka. 

    Bohaterki są energiczne, inteligentne i zaangażowane w szalony pomysł wzięcia udziału w lokalnym konkursie muzycznym. Bacznie obserwują poczynania swoich rodziców. Z jednej strony dają im rady, pomagają w problemach, a z drugiej - jak to dorastające dzieci - nie akceptują pewnych zachowań i twierdzą, że "inni mają fajniejszych rodziców". Ponadto Bobby i Klara nie boją się niczego. Ani starszych chłopaków z konkurencyjnego zespołu, ani rygorystycznych nauczycieli, ani kwestionowania ich urody przez "cukierkowe" koleżanki ze szkoły, ani nawet rozmów na poważne tematów. Prowadzą dyskusje o istnieniu Boga, wolnej woli, energii jądrowej czy poświęceniu przyjaźni dla nowo poznanego chłopaka. 


    (Źródło: anatomiadelimagen.wordpress.com i thetimes.co.uk)
    "We are the best" to coś więcej niż zwykły film o muzyce. To portret dorastającej młodzieży. Moodysson zawarł w nim wszystko, co najważniejsze z perspektywy młodego człowieka: domowe dramaty, perypetie z rodzeństwem, odrzucenie przez rówieśników, miłosne wzloty i upadki, pierwszy smak sukcesu i porażki. Po seansie mam nieodparte wrażenie, że czas i miejsce tej historii może być dowolny, bo opowieść jest po prostu uniwersalna. I równie dobrze mogłaby wydarzyć się w dowolnym zakątku świata. Tym bardziej, że filmowe przesłanie jest proste - "Znajdź ludzi, z którymi dobrze się czujesz i po prostu bądź sobą!". 


    (Źródła: telegraph.co.uk i rogerebert.com)
    Continue Reading

    30. Warszawski Festiwal Filmowy za nami! Emocje opadły, niedobór snu minimalnie nadrobiony - można więc przystąpić do pierwszych podsumowań. Spośród mnóstwa pokazywanych filmów wybrałam kilkanaście (tutaj), ale musiałam zrewidować listę i stworzyć ją ponownie. W rezultacie obejrzałam 8 filmów. Nie tak dużo, ale biorąc pod uwagę pobyt na FKA w Łodzi, miałam mniej czasu. Trzy tytuły opiszę nieco dłużej. Pozostałe przedstawiam w telegraficznym skrócie. Voila!


    Na początek "Cud", kanadyjski dramat w reżyserii Daniela Grou. Przedziwny splot losów przeróżnych bohaterów pokazuje nam nasze życie łączy się i przenika z życiem innych. Widzimy w jaki sposób nieznani nam ludzie mogą wpłynąć na nasze życiowe decyzje. Nie bezpośrednio, ale subtelnie. Najczęściej zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Opowieść o życiu w zgodzie ze sobą, o dokonywaniu wielkich zmian, o braniu losu we własne ręce. 

    Choć ogólny wydźwięk jest mi bliski, a poziom realizatorski raczej zadowalający, "Cud" nie został moim wspaniałym odkryciem festiwalowym.

    Ocena: 7/10
    (Źródło: straight.com)

    Z hiszpańską czarną komedią pt. "Carmina i amen" miałam niemały problem. Film jest interesujący, szczerze zabawny i wyraźnie hiszpański w sposobie przedstawienia. Ci, którzy sięgają po produkcje hiszpańskojęzyczne (bo także te południowoamerykańskie), dostrzegą przesyt mentalnością Hiszpanów, ich sposobem mówienia czy wystrojem ich domów. 
    Główna bohatera jest rewelacyjna. Z jednej strony zasmucona i zagubiona w obliczu nagłej śmierci męża (i to na chwilę przed wypłatą!), z drugiej myśli konkretnie, działa precyzyjnie i chłodno kalkuluje co się opłaca, a czego nie warto mówić/robić. Nie brakuje zabawnych wpadek czy gagów sytuacyjnych.

    Produkcja rozpoczęła mój udział w WFF, ale - choć bawiłam się naprawdę dobrze, a momentami wręcz pękałam ze śmiechu! - nie przekonała mnie do siebie bezgranicznie. Biorę pod uwagę możliwość, że to kwestia zewnętrzna np. zmęczenia.

    Ocena: 5,5/10
    (Źródło: lasendadelemboscado.blogspot.com)

    Kolejne podejście do kina tureckiego w ciągu ostatnich tygodni. Czy udane? "Konsekwencje" miały być dramatem podejmującym problemy uniwersalne: w życiu kierować się sercem czy rozumem? kto jest ważniejszy - my czy oni? Niestety kwestie te nie są wyraźne na ekranie. Nikną gdzieś między wartką akcją gangstersko-pościgową a dość dziwacznym i słabo zarysowanym wątkiem trójkąta miłosnego. 

    Zdecydowanie zbyt zagmatwany fabularnie, chwilami wręcz chaotyczny. Do tego dochodzą jeszcze dłużyzny i przegadanie. Znowu był to więc seans, który nie przekonał mnie do tureckiej kinematografii...

    Ocena: 4/10
    (Źródło: sinematopya.com)

    Co skłoniło mnie do wyboru belgijskiej produkcji "W pół drogi"? Reżyseria w wykonaniu Geoffrey'a Enthovena, którego poprzedni film - "Hasta la vista" szczerze uwielbiam! :-) Czarna komedia o rozwodniku, wprowadzającym się do domu zamieszkiwanego już przez tajemniczego mężczyznę, brzmiała intrygująco. Kim będzie ten człowiek, jak potoczą się losy bohaterów, o co w ogóle będzie chodził - takie pytanie pojawiały się w mojej głowie. 

    Opowieść całkiem udana. O radzeniu sobie w trudnych sytuacjach, walce ze stresem i niesprzyjającymi okolicznościami, odkrywaniu co jest w życiu najważniejsze. Lekka i zabawna forma, treściowo również warta uwagi.

    Ocena: 7/10
    (Źródło: cineeuropa.org)

    Trailer "Co robimy w ukryciu" widziałam kilka tygodni temu. I nie zachwycił mnie, dlatego film odłożyłam na bok. Nawet, gdy zobaczyłam go wśród programowych propozycji na WFF, nie zmieniłam swojego zdania. Dopiero pierwsze bardzo pozytywne głosy zaprzyjaźnionych blogerów delikatnie przekonały mnie do zwrócenia uwagi na wampirzy tytuł.

    Połączenie komediowego horroru z mockumentem okazało się strzałem w dziesiątkę! Zwłaszcza, gdy na tapetę weźmie się aktualne filmowo-książkowe trendy (wampiry, zombie i inne umarlaki). Projekt przemyślany, dopracowany, a wciąż sprawia wrażenie przestępnego, przezabawnego i lekkiego. Baaaardzo dawno aż tak dobrze nie bawiłam się w kinie. I równie dawno nie widziałam tak rozbawionej widowni. 

    Ocena: 8/10
    (Źródło: filmguide.sundance.org)

    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      6 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      8 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top