facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Już w przyszłym tygodniu premierę będzie miał dwuodcinkowy dokument o okrucieństwie dokonanym w ośrodku wychowawczym w Zabrzu. Od lat 70. działy się tam paskudne rzeczy, a ich autorami były... siostry boromeuszki. Dramatyczne losy dzieci, które miały wreszcie poczuć się bezpiecznie, wyszły na jaw w związku z zaginięciem 8-letniego Mateusza z Rybnika. Okazało się bowiem, że tajemnicze zniknięcie chłopca było powiązane z byłymi wychowankami zabrzańskiej placówki, którzy wcześniej doświadczyli przemocy ze strony zakonnic.

    (Źródło: materiały prasowe CBS Reality)

    Przerażający, smutny, wstrząsający - takimi przymiotnikami można określić dokument Kingi Płachecińskiej o okrutnych zachowaniach zabrzańskich boromeuszek. Zakonnice od lat prowadziły ośrodek wychowawczy, do którego trafiały dzieci w większości z patologicznych rodzin. W ich rodzinnych domach królowały alkohol, narkotyki, przemoc. Znalezienie się w ośrodku z Zabrza miało być dla tych dzieci swoistym wybawieniem. Miało dać im bezpieczeństwo, zapewnić właściwą opiekę i możliwość prawidłowego rozwoju. Rzeczywistość jednak okazała się inna. Siostry, a w szczególności siostra przełożona - Bernadetta, terroryzowały małoletnich. Na porządku dziennym było stosowanie kar cielesnych i przemoc psychiczna. Podopieczni byli notorycznie zaniedbywani, a co gorsza, siostry dopuszczały do gwałtów, które regularnie odbywały się w placówce!


    (Źródło: youtube.com)

    Pierwszy odcinek "Dzieci siostry Bernadetty" przedstawia historię zaginięcia 8-letniego Mateuszka z Rybnika. Spokojny, ułożony chłopiec na początku lutego znika bez śladu. W poszukiwania zaangażowano tak służby, jak i media. Podejrzenia padają na dwóch młodych mężczyzn, którzy od jakiegoś czasu kręcili się w okolicy szkoły podstawowej, do której chodził Mateusz. Ustalenia policji łączą losy zaginionego dziecka z ośrodkiem wychowawczym w Zabrzu, o którym jest drugi odcinek miniserialu dokumentalnego.  

    Będąc po lekturze reportażu Justyny Kopińskiej "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?", która już w 2015 roku podjęła temat zaniedbań, do których dochodziło w zabrzańskiej placówce, wiedziałam o czym dokładnie będzie dokument. Znałam zeznania dzieci z ośrodka, pojedynczych opiekunów świeckich pracujących w placówce, przedstawicieli policji, którzy trafili tam podczas trwania śledztwa. Jednak zobaczenie twarzy tych, którzy cierpieli prześladowania ze strony zakonnic czy usłyszenie ich głosów, sprawia, że boleśnie dociera do nas, że to się działo naprawdę. 

    I choć mam poczucie, że dokument w reżyserii Płachecińskiej mógł bardziej koncentrować się wokół losów dzieci z Zabrza, których dramatyczne doświadczenia są wręcz wstrząsające (!), a jego narracja powinna być bardziej dynamiczna, to zachęcam Was do obejrzenia materiału. Pokazuje nie tylko to, jak strasznych rzeczy doświadczyły dzieci wzrastające w ośrodku boromeuszek na przestrzeni kilku dziesięcioleci, ale również uświadamia, że nasz system nie działa dobrze. Dobitnie przekonuje - na przykładzie bezbronnych dzieci bitych, zaniedbywanych, molestowanych - że każdą placówkę trzeba sprawdzać, bo fakt noszenia habitu nie daje gwarancji dobrej opieki nad drugim człowiekiem. 

    Premiera dokumentu odbędzie się 26 i 27 października o 22:00 na CBS Reality.

    (Źródło: materiały prasowe CBS Reality)

    Continue Reading

    Jeden z najbardziej rozpoznawalnych kryminalistów XX wieku. Okrutny kat, w którym zakochały się miliony amerykańskich kobiet. Człowiek, którego intelekt, elegancki sposób ubioru oraz urok osobisty przez długie lata potrafiły zmylić niejednego policjanta. I chyba całą opinię publiczną. Ted Bundy - to właśnie on jest bohaterem kryminalnej opowieści, którą Best Film wypuszcza już w piątek.

    (Źródło: kinoatlantic.pl)

    "Podły, okrutny, zły" opowiada o historii złapania i osądzenia jednego z najpopularniejszych morderców Ameryki. Człowieka brutalnego w swych zbrodniach, lecz o usposobieniu, wydającym się na pierwszy rzut oka, bardzo przyjemnym. Losy Teda Bundy'ego śledzimy od momentu poznania jego wieloletniej dziewczyny Liz. Mężczyzna kończy studia prawnicze i wraz z ukochaną wychowuje jej malutką córkę. Wydaje się być wzorem partnera: romantyczny, namiętny, zaangażowany w codzienne obowiązki. Prawda okazuje się być jednak niesamowicie przerażająca. 

    (Źródło: youtube.com)

    Fabularna opowieść o Bundym wyszła naprawdę przyzwoicie. Świetny w roli Teda jest Zac Efron, który pokazuje zupełnie nową twarz. Ci, którzy jak ja, znają go jedynie z filmów dla nastolatków ("17 Again" czy seria "High School Musical") czy raczej kinowych niewypałów ("Co Ty wiesz o swoim dziadku?") będą zaskoczeni. Na ekranie Efron jest bowiem bardzo naturalny. Ma w sobie również sporo fajnej energii, którą emanuje przez cały film. Świetnie partneruje mu Lily Collins, na którą zawsze przyjemnie się patrzy. Ale oprócz ładnej buzi Collins oferuje coś jeszcze: niesie ze sobą pewną delikatność i młodzieńczą naiwność, które dodają wyrazistości jej postaci. Dzięki temu w jej Liz może odnaleźć się niemal każda zakochana młoda kobieta. 

    Całość ogląda się dobrze także dzięki fajnej roli Johna Malkovicha wcielającego się w rolę sędziego prowadzącego rozprawę Teda Bundy'ego. Łączy w sobie cechy nadające jego bohaterowi jakiegoś pazura: stanowczość i sporą dozę poczucia humoru. W dodatku naprawdę przyjemnie jest zobaczyć znów na ekranie Malkovicha, którego od dość dawna nie widziałam w żadnej nowej produkcji.
    Nie wiem jak "Podły, okrutny, zły" wypada na tle dokumentalnego materiału, który od dłuższego czasu jest do obejrzenia na Netflixie, lecz tak na chłopski rozum: to dwie zupełnie różne podejścia do tematu, więc warto zapoznać się z obiema propozycjami.


    (Źródła: filmozercy.com i kinozorza.pl)

    Continue Reading

    Już w marcu TVN wyemituje znakomity serial. Śmiem twierdzić, że to najlepsza zeszłoroczna produkcja serialowa stacji. Choć "Pułapka" miała ogromną promocję i mnóstwo gwiazd tak w obsadzie, jak i wśród twórców, okazała się kompletnym niewypałem. Z "Chyłką. Zaginięciem" na szczęście jest inaczej. To naprawdę świetna propozycja dla fanów kryminalnych historii.

    (Źródło: youtube.com)

    Joanna Chyłka jest wziętą prawniczką. Pracuje w jednej z największych warszawskich kancelarii, każdego dnia stawiając czoła nowym wyzwaniom. Nie boi się niczego ani nikogo. Cięty język i bystry umysł pomagają jej we wspinaczce po kolejnych szczeblach prawniczej kariery. Ni stąd ni zowąd pod jej skrzydła trafia żółtodziób - Kordian Oryński, z którym uznana pani adwokat będzie musiała wyjaśnić sprawę tajemniczego zaginięcia 3-letniej córki swojej koleżanki z dzieciństwa, Angeliki Szlezyngier. Sprawa okazuje się być bardziej skomplikowana niż początkowo się wydaje, każdy z bohaterów skrywa jakiś sekret, a czas nieubłaganie ucieka. Czy uda jej się odnaleźć dziecko? I czy skutecznie obroni swoich Klientów wciąż utrzymując tytuł prawniczki, która nigdy nie przegrała?


    (Źródło: youtube.com)

    "Chyłka. Zaginięcie" jest światełkiem w tunelu dla rodzimych produkcji serialowych emitowanych na tzw. kanałach otwartych (czyt. niekodowanych). To dowód na to, że można zrobić serial, który ogląda się z wypiekami na twarzy. Dużą zasługę ma w tym Magdalena Cielecka, która fenomenalnie wciela się w tytułową Chyłkę. Daje z siebie taką energię, która wprost niesie cały serial. Całkiem fajnie wychodzi też partnerujący jej Filip Pławiak w roli młodego aplikanta. Na drugim planie także jest dobrze! Mamy kilka naprawdę ciekawych postaci zagranych przez Szymona Bobrowskiego, Katarzynę Warnke czy Michała Żurawskiego.

    To, że produkcję ogląda się tak przyjemnie, to zasługa świetnego scenariusza, który powstał na bazie powieści Remigiusza Mroza. W "Chyłce" dostajemy bardzo dobrą fabułę, pełną przemyślanych, nieoczekiwanych i naprawdę mocnych zwrotów oraz wartką akcję. Owszem, moim zdaniem zbyt często zarysowywane są żywieniowe preferencje sławnej prawniczki (jest zdeklarowanym mięsożercą) i to wychodzi raczej słabo, wręcz śmiesznie. Ale to jedyny większy minus serialu. Osobiście nie umiałabym obejrzeć go "na raty". Takie cotygodniowe odsłony tylko zepsują efekt finalny. Lepiej połknąć "Chyłkę" w całości, w 2-3 dni, by cieszyć się siedmioma 40-minutowymi odcinkami niczym naprawdę dobrym długim filmem pociętym na kawałki.




    (Źródła: lubimyczytac.pl, antyradio.pl i telemagazyn.pl)

    Continue Reading

    Już w niedzielę wystartuje nowa produkcja TVN. Jest o niej głośno nie bez powodu. Za reżyserię odpowiada Łukasz Palkowski ("Bogowie", "Najlepszy"), a na ekranie zobaczymy plejadę polskich gwiazd, której przewodzi sama Agata Kulesza. Czy warto zasiąść przed telewizorem? 

    (Źródło: tvn.pl)

    Kulesza wciela się w postać Olgi Sawickiej - popularnej pisarki, twórczyni poczytnych kryminałów. W jej życiu prywatnym panuje chaos po śmierci męża: w domu panuje bałagan, a sama bohaterka zmaga się z problemem alkoholowym. Przypadkiem trafia do domu dziecka, w którym kilka dni wcześniej zaginęła nastoletnia Zuzia. Tam jej losy splatają się z inną wychowanką sierocińca - Ewą Maj, marzącą tylko o tym, by uciec z miejsca, w którym jest prześladowana. Choć dziewczyna nie jest potulnym barankiem i wykręca kilka numerów, Olga nie daje za wygraną. Czuje, że znalazła długo poszukiwany temat na nową książkę, więc angażuje się w problemy nastolatki, by z bliska zobaczyć jak funkcjonuje dom dziecka i jakie osobowości są z nim związane. 

    (Źrodło: youtube.com)

    To, co skłoniło mnie do obejrzenia "Pułapki", to głównie rewelacyjna obsada. Poza Kuleszą mamy tu Leszka Lichotę (świetna rola w "Watasze"), Kingę Preis, Joannę Kulig (genialna w "Zimnej wojnie") czy Mateusza Więcławka znanego z ciekawej roli w "Belfrze". Za reżyserię odpowiada jeden z lepszych polskich twórców filmowych - Łukasz Palkowski, a montaż zwiastuna daje uczucie fajnego tempa. Nie czuć go co prawda tak bardzo w premierowym odcinku serialu, ale kto wie - liczę, że w kolejnych epizodach będziemy mogli poczuć smak  licznych zwrotów fabularnych oraz wartkiej akcji.

    Na plus można z pewnością ocenić niejednolite postacie. Wychowanka domu dziecka - Ewa Maj jest z jednej strony twarda, zamknięta w sobie, małomówna, z drugiej zaś bardzo osamotniona, zraniona, wrażliwa. Z pewnością tajemnice skrywają komisarz Czarny (Lichota) i woźny (Trojan), nie wspominając o sekretach Komana (Pieczyński). Wydaje się więc, że suspensów nie będzie brakować, a rozwiązanie zagadki zaginięcia Zuzi może nas wszystkich zszokować.

    "Pułapka" jest o tyle fajna, że podobnie jak inne seriale komercyjnych stacji ("Wataha", "Belfer"), została zamknięta w dość krótkiej serii. Mamy zaledwie 6 odcinków. To sprawia, że jeśli produkcja spełni oczekiwania widzów (i stacji), z łatwością może zostać kontynuowana w kolejnych odsłonach, ale równie dobrze może zostać  miniserialem. Jaka będzie jej przyszłość? Wyczujemy to pewnie już za kilka tygodni, gdy można będzie obserwować w internecie reakcje widowni na finał "Pułapki". Tymczasem zachęcam do sięgnięcia po premierowy odcinek.



    (Źródło: itvn.pl, ifrancja.fr i dziennikbaltycki.pl)

    Continue Reading

    Nic nie jest takie, jakie się wydaje. Na pozór niewinni ludzie mają sporo za uszami, a najwięksi cwaniacy też skrywają prawdziwe emocje. To właśnie w swoim debiucie reżyserskim udowadnia Donato Carrisi. I robi to naprawdę dobrze! Klimat "Dziewczyny we mgle" pochłania widownię od samego początku. I do napisów końcowych nie ma ona pojęcia kto tu jest "tym złym".

    (Źródło: kultura.onet.pl)


    Inspektor Vogel słynie z nietypowego sposobu pracy. Pojedyncze poszlaki, potencjalnych oskarżonych czy niepotwierdzone dowody podrzuca dziennikarzom licząc na to, że w wyniku szumu medialnego prawdziwy sprawca poczuje strach i popełni błąd. Gdy więc śledczy trafia do górskiego miasteczka, by zająć się sprawą zaginięcia rudowłosej 16-latki z mocno religijnego domu, wszyscy wiedzą, że nie będzie to zwyczajne dochodzenie. 


    (Źródło: youtube.com)

    Włoska produkcja gatunkowo znajduje się na pograniczu thrillera i kryminału. W magnetyczny klimat wprowadza nas już od pierwszych scen. Przez cały seans podążamy tropami kilku postaci: prowadzącego dochodzenie Vogla, mężczyzny podejrzewanego o porwanie dziewczynki oraz zaginionej nastolatki Anny Lou. Każde z nich ma swoje sekrety, żadne nie jest niewiniątkiem. To tylko dodaje smaku i tak niezłej historii.

    Chociaż "Dziewczyna we mgle" jest reżyserskim debiutem Donato Carrisa, wypada naprawdę przyzwoicie. Dzieje się tak za sprawą bardzo dobrego scenariusza, dla którego kanwą była bestsellerowa powieść... samego reżysera! Carrisi bowiem jest pisarzem, scenarzystą i dziennikarzem. Stając za kamerą wykazał się nie lada odwagą. Ryzyko opłaciło się również dzięki zaangażowaniu świetnych aktorów: Toniego Servillo czy Jeana Reno przedstawiać nie trzeba. Mnie jednak najbardziej zachwyciła kreacja Alessio Boniego, który fenomenalnie zagrał nauczyciela ze szkoły zaginionej nastolatki.

    Wracając jednak do fabuły, mamy wiele niedopowiedzeń, sporo domysłów, co najmniej kilka zwrotów akcji. Plakietkę podejrzanego co chwilę nosi ktoś inny. Do samego końca nie jest jednoznacznie powiedziane kto był sprawcą. Tym zaś, co stanowi element wyróżniający tę opowieść o porwaniu (a takich motywów w produkcjach filmowych nie brakuje), stanowi podejście agenta Vogla do mediów. Wiedza o tym, w jaki sposób działają tak stacje telewizyjne, jak i non stop śledzące informacje społeczeństwo, daje inspektorowi niesamowitą przewagę nad zwyczajnymi policjantami. Czy pozwoli też wyprzedzić działania porywacza i schwytać go zanim ten ucieknie lub - co gorsza - wtopi się w małomiasteczkową społeczność? Sprawdźcie sami!




    (Źródła: panorama.it i cojestgrane24.wyborcza.pl)

    Continue Reading

    Niektórzy porównują "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" do zeszłorocznej hitu - "Manchester by the Sea". I nietrudno stwierdzić, że obie produkcje mają ze sobą wiele wspólnego. To idealne przykłady na to, jak dobra sytuacja panuje w amerykańskim kinie niszowym. Nie brakuje ani dobrych scenariuszy, ani sprawnych reżyserów, ani świetny aktorów, operatorów, montażystów itp.

    (Źródło: news.sky.com)

    Mildred to kobieta w średni wieku, która w swoim życiu doznała sporo cierpienia. Nie dość, że rozwiodła się z mężem, to straciła ukochaną córkę. Angela została zgwałcona i zamordowana, a miejscowa policja 9 miesięcy po zbrodni nadal nie ma podejrzanego. Matka nastolatki nie potrafi zlekceważyć bezczynności (a raczej nieudolności) stróżów prawa i wpada na genialny pomysł. Wynajmuje trzy zapomniane billboardy przy omijanej trasie, na których umieszcza bezpośrednie zapytanie do szeryfa. Jej pomysł nie spotyka się z przychylnością lokalnej społeczności. Wydaje się, że została wrogiem numer jeden wszystkich mieszkańców miasteczka... Do czasu!

    (Źródło: youtube.com)

    Akcja rozgrywa się w małym miasteczku w środkowych Stanach, w zasadzie między kilkoma bohaterami. I choć na pozór to film o zemście, okazuje się, że ma kilka innych warstw. Bo po części to także obraz o długotrwałej i trudnej żałobie, przyklejaniu ludziom różnych łatek oraz radzeniu sobie ze zgorzkniałością i grubiaństwem, które dopada nas, gdy zostajemy przytłoczeni ogromem problemów. Reżyser z jednej strony odsłania wszystkie najgorsze strony amerykańskiego społeczeństwa (uprzywilejowana pozycja władzy, rasizm), a z drugiej daje nadzieję na jego odkupienie i pojednanie, a otwarte zakończenie pozwala wierzyć, że nie tak łatwo można zabić dobro w człowieku.

    "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" to więc minimalistyczne kino o znacznej sile rażenia. I chociaż dla mnie ta siła nie jest tak ogromna jak zeszłorocznej perełki w reżyserii Kennetha Lonergana, to niewątpliwie warto się z nią zapoznać. Zwłaszcza, że jak dla mnie to jeden z oskarowych faworytów.


    (Źródła:esquire.pl i moviesroom.pl)

    Continue Reading

    Kim był Władysław Mazurkiewicz? Z jakiego powodu zamordował ponad 60 osób? I co najważniejsze - dlaczego ówczesne służby chroniły go przed skazaniem na karę śmierci? O tym wszystkim opowiada Krzysztof Lang w najnowszym obrazie pt. "Ach śpij kochanie".

    (Źródło: film.onet.pl)

    Głównego bohatera gra Andrzej Chyra. I przyznam, że to właśnie obsadzenie Chyry w roli pięknego Władka skłoniło mnie do obejrzenia produkcji. On zdecydowanie reprezentuje aktorstwo najwyższych lotów, chyba w każdym wcieleniu wypada rewelacyjnie. Podobnie jest tym razem - na Chyrę patrzy się z ogromną przyjemnością, gdy odgrywa inteligentnego i szarmanckiego, a zarazem bezwzględnego mordercę. 


    (Źródło: youtube.com)
    Nie sam Chyra zrobił tu jednak dobrą robotę. Cała obsada zasługuje na oklaski. Swoją drogą Lang nie testował tu "nowych twarzy". Postawił na znane nazwiska, które na swoim koncie mają wiele świetnych ról. Na ekranie zobaczymy Arkadiusza Jakubika, Bogusława Lindę, Andrzeja Grabowskiego i Katarzynę Warnke. A przede wszystkim Tomasza Schuchardta, którego od czasu premiery "Demona" i "Karbali" dawno nie widziałam. W roli młodego, ambitnego milicjanta wypada naprawdę dobrze, choć jego postać mogłaby mieć jakąś rysę, by nieco bardziej uwiarygodnić tę postać. Ale to jest drobne "ale" do scenarzysty.

    Najważniejszą osobą jest tu jednak Mazurkiewicz. Postać prawdziwa. Oficjalnie zajmował się handlem dobrami z wyższej półki. Nieoficjalnie prowadził liczne nielegalne interesy, głównie pośrednictwo w sprzedaży bądź kupnie obcych walut. Przy okazji tego typu transakcji zabijał niedoszłych kontrahentów i przejmował ich majątek. Zbrodni dokonywał szybko, cicho i skutecznie. Zupełnie inaczej prezentował się w środowisku krakowskich przedsiębiorców. Był znany z zamiłowania do eleganckich ubrań i drogich perfum, należał do stałych bywalców najlepszych restauracji, uchodził za prawdziwego dżentelmena. 




    (Źródło: film.onet.pl)

    Z "Ach śpij kochanie" Langowi wyszedł naprawdę niezły kryminał. To spory plus, bo wciąż nieczęsto możemy oglądać produkcje tego gatunku i to w rodzimym wydaniu! Ostatnie, które miałam okazję zobaczyć i wyszły równie dobrze to "Jeziorak", "Ziarno prawdy" czy "Jestem mordercą" (szczerze za to odradzam "Sługi boże" czy "Czerwonego kapitana"). U Langa mamy świetny klimat dzięki postawieniu bardziej na genialną obsadę niż liczne efekty specjalne czy inne cuda techniki. Stroje, fryzury, wystrój wnętrz - to wszystko buduje prawdziwie PRL-owską rzeczywistość stanowiącą tło dla historii jednego z największych polskich zbrodniarzy. A muszę przyznać, że dochodzenie początkującego milicjanta w sprawie seryjnego mordercy, którego kryją wysoko postawienie funkcjonariusze SB, ogląda się dobrze!

    (Źródło: rmf24.pl)

    Continue Reading

    Mając na uwadze to, że "Pokot" Agnieszki Holland otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale, liczyłam, że będzie to seans, który mocno mną poruszy. Który nie zostawi chwili na jakiekolwiek zwątpienie w mistrzostwo jednej z najlepszych polskich reżyserek, a tym bardziej nie pozostawi po sobie rozczarowania oraz poczucia niewykorzystanego potencjału, a o dziwo, właśnie z takim przekonaniem opuściłam salę po przedpremierze.

    (Źródło: film.org.pl)
    Główna bohaterka - Janina Duszejko jest samotną starszą panią. Mieszka z dala od cywilizacji w niedużym domku w Sudetach, a do emerytury dorabia jako nauczycielka angielskiego w pobliskiej szkole podstawowej. Dzieci ją lubią, zaś z dorosłymi kontakt ma dość ograniczony, bo z reguły mówi to, co myśli, a myśli inaczej niż większość lokalnej społeczności. Wierzy, że układ gwiazd nie tylko ma wpływ na losy człowieka, ale i je niejako przepowiada, uznaje też równość fauny i flory z gatunkiem ludzkim. Do pani Duszejko garną się zwierzęta, o które kobieta troszczy się z całego serca. Nad niczym chyba nie ubolewa tak bardzo, jak nad dewastowaniem przyrody i znęcaniem się nad zwierzętami. A przyznajmy szczerze, w okolicznych lasach do takich występków dochodzi nierzadko.

    (Źródło: youtube.com)

    Sednem historii reżyserka czyni starcie na linii zapaleni myśliwi (a raczej kłusownicy) - miłośnicy przyrody. W małomiasteczkowym środowisku normą jest traktowanie zwierząt jako istot gorszego sortu, nad którymi człowiek ma pełnię władzy. I to wyraźni widzimy w postawach co najmniej kilku głównych bohaterów: prezesa (Andrzej Grabowski), komendanta policji (Andrzej Konopka), szemranego biznesmena - właściciela lisiej fermy (Borys Szyc) czy nawet księdza (Marcin Bosak). Ich wpływy mają tak ogromny zasięg, że nikt nie czuje się na siłach, by publicznie sprzeciwić się miejscowym potentatów, aby poddać w wątpliwość moralne czy prawne zezwolenie na ich działania. Jedynie starsza pani, zagorzała ekolożka, tupie mocno nogą i pokazuje, że nikogo się nie boi. Głośno wypowiada swoje spostrzeżenia, odważnie snuje hipotezy dotyczące tajemniczych zbrodni mających miejsce w okolicy. Nikt jej nie słucha, gdyż ma opinię lokalnej wariatki, nawiedzonej babci, która z samotności bezpowrotnie straciła kontakt z rzeczywistością. 


    (Źródło: polityka.pl)

    W "Pokocie" na uznanie zasługują rewelacyjne zdjęcia Jolanty Dylewskiej. Sudety zostały zaprezentowane jako rejon niezwykle malowniczy, ale i nieco złowieszczy. Tak świetne kadry na myśl od razu przywołały mi "Watahę". Do tego zaangażowano w produkcję śmietankę polskich aktorów: Witold Zborowski, Tomasz Kot, Andrzej Grabowski, Jakub Gierszał, Borys Szyc. Aż żal powiedzieć, że potencjał ten został po części zmarnowany przez scenariuszowe niedociągnięcia i wplatanie do kryminalnej fabuły mnóstwa wątków polityczno-społecznych, które - choć pokazują jak aktualną powieścią jest "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk (na jej bazie powstał film), psują wydźwięk całości. Mimo że bohaterowie dokonują celnych ripost opisujących polską rzeczywistość, to ten nadmiar nawiązań politycznych przytłacza i sprawia, że zagraniczni odbiorcy mogą otrzymać nieco wypaczony, mocno przerysowany obraz naszej codzienności i mentalności. Widzą polską prowincję w krzywym zwierciadle nie mając świadomości, że obraz przerysowany, karykaturalny, a nie rzeczywisty.
    W tym miejscu zastanawia więc, czy uznanie jakie wyrażono Holland i jej produkcji wręczając statuetkę, nie jest bardziej związane ze wcześniejszymi dokonaniami reżyserki oraz faktem, że tym razem stworzyła obraz niejednorodny gatunkowo, a nie dlatego, że właśnie ta produkcja jest aż tak godna podziwu. 

    Pod względem gatunku to pomieszanie thrillera i kryminału o wątkach ekologiczno-politycznych z naciskiem na temat moralności, feminizmu i przeciwstawiania wartości natury z wypaczonym obrazem wiary i religijności. Trochę od tej mnogości form i wątków zaczyna kręcić się w głowie, a sama wielowątkowość niestety niczego nie wnosi, niczemu też nie służy. Historie niektórych bohaterów są nam zupełnie niepotrzebne. Efekt jest taki, jakby w pewnym momencie sami twórcy zapomnieli o czym i po co nam snują tę opowieść. Przykre...
    Najbardziej boli jednak bardzo słabe zakończenie. Finał historii zostaje jakby dopowiedziany na prętce, jednym tchem, bez utrzymywania jakiejkolwiek dramaturgii. Rozwiązanie zagadki zostaje wyjawione wprost tracąc przy tym wszelkie znamiona tajemnicy czy intrygi. Czujemy się jakby magik, nie zostawiwszy nawet chwili na własne domysły, zaciągnął nas siłą za kurtynę by wyjaśnić kulisy swoich sztuczek. Do tego dostajemy jeszcze doszywany na siłę wątek dalszych losów głównych bohaterów, który psuje cały wydźwięk thrillera, a główna bohaterka, będącą również narratorem całości, przywdziewa szaty mędrca i zaczyna snuć morały. Aż dziw, że tak świetny reżyser jakim niewątpliwie jest Holland, pozwolił sobie na tak liczne niedociągnięcia. I nie zrozumcie mnie źle, "Pokot" nie jest filmem złym, on jest po prostu za słaby na poziom reprezentowany przez Holland.


    (Źródła: film.onet.pl i booklips.pl)

    Continue Reading

    Nie oszukujmy się, jakiś czas temu polskie kino wyszło na prostą. Po latach 90. spędzonych w bagienku komedii romantycznych i sensacyjnych klasy B nadszedł czas na powrót do źródła. Do porządnego kina gatunkowego docenianego również poza naszymi granicami oraz do solidnych seriali, na emisję których czeka co tydzień chyba co drugi Polak. Jedną z takich produkcji z pewnością jest "Belfer" w reżyserii znakomitego Łukasza Palkowskiego.

    (Źródło: vod.pl/belfer)
    Nauczyciel polskiego z warszawskiego liceum nagle trafia do szkoły na prowincji. W małym miasteczku Dobrowice doszło w ostatnich dniach do tragicznego wydarzenia. W pobliskim lesie znaleziono ciało Oli, jednej z uczennic, niezbyt lubianej prymuski. Okazuje się, że dziewczyna była w ciąży, chciała się rozstać z chłopakiem, nie mówiła o wszystkich swoich planach rodzicom, a jedyną powiernicą większości jej tajemnic była Ewelina, skrycie zakochana w jej chłopaku Maćku, który jest szkolnym freakiem, outsiderem. 
    Śledztwo niewiele wnosi, sprawa jest trudna do rozwiązania, a tytułowy belfer Paweł Zawadzki (Maciej Stuhr) próbuje wgryźć się tak w okoliczności wypadku, jak i małomiasteczkową rzeczywistość, przy okazji odkrywając inne sekrety mieszkańców Dobrowic.

    (Źródło: youtube.com)

    Dlaczego "Belfra" dobrze się ogląda? Przede wszystkim ze względu na historię, jaką chcą nam opowiedzieć jego twórcy. Wątek tajemniczej śmierci młodej dziewczyny i w jakiś sposób powiązane z nią inne, niejasne zdarzenia, to materiał na dość długą produkcję, która cały czas trzyma widza w napięciu. Zwłaszcza, że scenariusz napisał Jakub Żulczyk, który do miana gwiazdy polskiej literatury współczesnej zaczął pretendować od czasu ogromnego sukcesu powieści (swoją drogą świetnej, bardzo polecam!) "Ślepnąc od świateł". 

    Niczego jednak nie osiągnie sam dobry pomysł scenariuszowy, bez realizatora bez wizji artystycznej. Tu jednak duet mamy silny, bo za reżyserię odpowiada Łukasz Palkowski, twórca obsypanych nagrodami "Bogów" oraz naprawdę dobrego dramatu z Sonią Bohosiewicz i Marcinem Kwaśnym - "Rezerwat". 


    (Źródło: belfer.canalplus,pl)
    Trzecim filarem produkcji jest fantastyczna obsada. Mamy tu grono genialnych, doświadczonych aktorów (Magdalena Cielecka, Łukasz Simlat, Paweł Królikowski, Agnieszka Popławska) oraz wielu, zdolnych młodych adeptów sztuki aktorskiej (Sebastian Fabijański, Józef Pawłowski, Mateusz Więcławek, Malwina Buss). To sprawia, że dramaturgia zostaje utrzymana na przyzwoitym poziomie w każdym odcinku. Tu w zasadzie nie ma ani słabszych wątków ani słabszych scen. Częściowo jest to zasługą solidnego scenariusza, w którym Żulczyk sprytnie bohaterem uczynił również samo miasteczko. Osadzenie historii w realiach polskiej prowincji było bardzo dobrą decyzją, gdyż nadało całości swoisty klimat.
    Jeśli ktoś z Was, jeszcze nie widział nawet odcinka "Belfra", zachęcam do nadrobienia zaległości. Może nie jest to majstersztyk, ale na pewno bardzo dobra kryminalna propozycja "made in Poland".

    (Źródło: filmweb.pl)

    Continue Reading

    Przez 10 dni mogliśmy obejrzeć chyba około 140 filmów, w tym 25 dokumentów i ponad 60 krótkometrażowych produkcji. W tym czasie wiele obrazów miało swoje środkowoeuropejskie, a czasem nawet światowe premiery. Po seansach odbywały się spotkania z twórcami kinami: reżyserami, producentami, aktorami, scenarzystami. Dla mnie ten czas to zawsze swoiste Święto Kina. I przyznam szczerze: jestem szczęśliwa, że po raz kolejny mogłam w nim uczestniczyć! 


    (Źródło: wff.pl)
    Poniżej zrobiłam małe podsumowanie kilku z obejrzanych produkcji. Mam nadzieję, że choć niektóre z nich wejdą do naszych kin, byście i Wy mieli okazję je nadrobić.


    (Źródło: youtube.com)

    Dokument "Putin Forever" mówi o sytuacji współczesnej Rosji. Reżyser mówi o brutalnej polityce rosyjskiego prezydenta, pokazując zarówno jego zwolenników, jak i przeciwników. Skupia się jednak na tych drugich, bo widać i czuć, że się z nimi zgadza. Zdaje się, że pod wieloma słowami swojego głównego bohatera - opozycyjnego aktywisty Wsiewołodowa Czernozuba, podpisałby się bez wahania. To sprawia, że trudno jest uwierzyć w wiarygodność obrazu, nawet jeśli sami stawiamy siebie w kontrze do Władimira Putina.

    Film jest w kinach od 16. października.
    OCENA: 4/10


    (Źródło: film.onet.pl)

    To była jedna z gorętszych premier na 32. Warszawskim Festiwalu Filmowym. Na seans koprodukcji polsko-amerykańskiej pt. "Prawdziwe zbrodnie" czekało wielu. Zwłaszcza, że miał to być thriller ze śmietanką rodzimych aktorów (Robert Więckiewicz, Agata Kulesza, Piotr Głowacki, Maja Ostaszewska) ze znanymi zagranicznymi nazwiskami (Jim Carrey, Charlotte Gainsbourg).
    Dawna sprawa kryminalna powraca, gdy pojawiają się nowe dowody. Niegdyś zasłużony, teraz odstawiony na boczny tor policjant, ma szansę odkupienia win i doprowadzenia śledztwa do końca. Niestety w sprawę zamieszany jest skorumpowany szef policji oraz znany, kontrowersyjny pisarz, którego fragment powieści łudząco przypomina opis morderstwa. Choć sama zajawka jest interesująca, intrygi brak w tym filmie. Gdyby nie mroczne zdjęcia trudno byłoby o utrzymanie kryminalnego klimatu. Na niekorzyść wpływa pewna teatralność całej produkcji, zbyt długa i częsta gra na zbliżeniach oraz dość mocno naciągany scenariusz. Jednym z nielicznych plusów jest możliwość zobaczenia Carreya w niekomediowej roli (do tej pory nie miałam takiej możliwości),ale w kontrze pojawia się Więckiewicz, którego wiedzieliśmy na ekranie w wielu dużo lepszych rolach. Miało być wielkie WOW, jest raczej rozczarowanie. Albo przynajmniej spory niedosyt.

    Film miał swoją światową premierę właśnie na WFF - 12. października.
    OCENA: 5,5/10

    (Źródło: cojestgrane.pl)

    "Szukając schronienia" to film o tym, jak ogromna rajska wyspa, za jaką dla wielu uchodzi Australia, jest bezlitosna dla uchodźców. Dokument bardzo dobitnie pokazuje nieludzką, australijską politykę imigracyjną, która nie daje szansy na osiedlenie tym, którzy - narażając własne życie - uciekli z ojczyzny pogrążonej w wojnie i zdecydowali się na niebezpieczną podróż po nowe życie, po drugą szansę. Szansy tej jednak nie dostają. Automatycznie trafiają do obozów uchodźców ulokowanych na odległych wyspach - Nauru i Manus. Tam, po wielu dniach bez żadnego zadania, żadnej pracy, a co najgorsze - żadnej szansy na lepsze życie i nadziei na bycie z rodziną (kobiety i dzieci trafiają do innych obozów niż mężczyźni), popadają w depresję, kaleczą swoje ciała i próbują popełnić samobójstwo.

    Światowa premiera filmu odbyła się 26. kwietnia.
    OCENA: 6/10


    (Źródło: youtube.com)

    Film "Plac zabaw" Bartosza M. Kowalskiego to częściowe przeniesienie na obraz prawdziwej historii nastolatków (bohaterowie mają po 12-13 lat), w których rodzi się - albo po prostu dochodzi w końcu do głosu - agresja. Z tym filmem miałam jednak duży problem. Segmentacja opowieści na kilka części jest do pewnego stopnia zrozumiała. Młodzi aktorzy wcielający się w postacie Gabrysi, Szymka i Czarka spisują się na medal. Szkoda tylko, że nie można tego powiedzieć o scenarzystach i samym reżyserze. Dorośli zapragnęli rozgłosu i, bazując na niebywale tragicznym wydarzeniu, zbudowali historię o przemocy wśród małoletnich, o ich bezwzględności i okrucieństwie. By dodać dramatyzmu (a może tylko wzmocnić kontrowersję) nagrano drastyczne sceny. Finał wręcz miażdży!
    Nie zrozumcie mnie źle. Dobrze, że film tak mocno działa na emocje i nie pozostawia nas obojętnym, ubolewam tylko nad tym, że rozgrywa się on wyłącznie na płaszczyźnie emocji, bo nie stawia prawie żadnych pytań, a z pewnością na żadne nie odpowiada.

    Polska premiera produkcji zaplanowana jest na 18. listopada.
    OCENA: 3/10


    (Źródło: vimeo.com)

    Rewelacyjny! Genialny! Niesamowity! Dokument pt. "W środku wulkanu" o sukcesie reprezentacji Islandii w eliminacjach na Euro 2016 podbił moje serce! Jeszcze nie tak dawno stroniłam od dokumentów. Zakładam, że wśród Was nie brakuje osób z takim podejście, którzy w dodatku nie przepadają za piłką nożną. Zapewniam, film Sævara Guðmundssona momentalnie wciąga. I bardzo dobrze ogląda się go do samego końca. W dużej mierze to zasługa samych bohaterów, a są nimi naprawdę życzliwi, pogodni, zaangażowani w swoją pracę i zżyci między sobą piłkarze. Ich przyjaźń jest prawdziwa, bo ta autentyczność aż bije z ekranu. Zasługą zaś reżysera jest to, że potrafił ją pokazać. "W środku wulkanu" pochłonęło mnie na tyle, że na napisach końcowych żałowałam, iż nie pokazano dalej części piłkarskich rozgrywek, czyli już samego turnieju Euro, na którym to islandzka reprezentacja futbolowa skradła sympatię chyba całej Europy.

    Film miał swoją światową premierę właśnie na WFF - 13. października.
    OCENA: 8/10


    (Źródło: youtube.com)

    Jesteście zafascynowani tematyką wojenną w kinie? Polecam bardzo mocny dokument o zawodzie fotoreportera wojennego. O blaskach, a przede wszystkim o cieniach tego zawodu (a raczej tej misji, bo wyjazd w charakterze reportera w tereny objęte konfliktem zbrojnym są niewątpliwie misją) mówi "Dobry dzień, żeby umrzeć". Już sam tytuł jest znamienny. Mnie pójście na seans nakłoniło obejrzenie na festiwalu Wiosna Filmów dramatu pt. "Głośniej od bomb", którego główna bohaterka jest właśnie reporterką wojenną, próbującą pogodzić pracę będącą jednocześnie pasją z życiem rodzinnym.
    Obraz Harolda Monfilsa odsłania nieznane wątki niebezpiecznej codzienności fotoreporterów. Reżyser pokazuje nam wycinek ich życia w ekstremalnych, wojennych warunkach, sposoby na odreagowanie stresu oraz przeszkody w powrocie do normalnego życia.

    Film miał światową premierę 14. czerwca.
    OCENA: 7/10



    Jak co roku wybrano zwycięzców konkursów odbywających się w ramach kolejnej edycji WFF. O tym, które produkcje wygrały przeczytacie TUTAJ. 
    Continue Reading

    Patryk Vega to postać specyficzna. Jego sposób mówienia, podejście do kina, forma preferowanej pracy z aktorem uchodzą za charakterystyczne. I nie zawsze ta odmienność jest udana. "Ciacha" czy "Hansa Klossa. Stawka większa niż śmierć" nigdy nie widziałam, za to "porażka" czy "katastrofa" to za mało by oddać skalę męczarni i zażenowania towarzyszących seansowi rzekomej komedii "Last minute". Na szczęście tematyka kryminalna wychodzi reżyserowi o wiele lepiej, czego dowodem jest najnowsza produkcja pt. "Pitbull. Nowe porządki".

    (Źródło: plejada.pl)
    Tak samo jak w wersji serialowej, czy pierwszej odsłonie kinowej, towarzyszymy warszawskiemu policjantowi ps. Majami (Piotr Stramowski). Odważny, oddany sprawie, bezkompromisowy i nieco niepokorny wobec niektórych przełożonych, stawia czoła najniebezpieczniejszym przestępcom stolicy. W chwili, gdy zmienia się układ gangsterskich sił na Mokotowie, w mieście coraz więcej osób zostaje porwanych, a w oddziałach policji nie brakuje kapusiów, nasz bohater postanawia ponownie zrobić z tym porządek. Dzięki determinacji, sprytowi i dobrym kontaktom krok po kroku dociera do tych, których stołeczna komenda nie jest w stanie postawić przed sądem czasami nawet od dekad. 


    (Źródła: film.onet.pl i gazetatrybunalska.pl)

    Nie będę udawać, że w filmie wszystko wyszło wspaniale, a nowy "Pitbull" jest objawieniem na miarę ostatnich perełek rodzimego kina takich jak "Bogowie", "Body/ciało" czy "Ziarno prawdy". Tak rewelacyjnie nie jest. Co więcej, dalsze losy Majami wypadają gorzej od pierwszej części z Marcinem Dorocińskim w roli głównej. Ale to nie wynika ze zmiany pierwszoplanowej roli męskiej (Stramowski naprawdę daje radę! i to nie ze względu na swoje świetne ciało!), lecz z elementów towarzyszących (tempo akcji, montaż, dialogi). Poza tym teraz każdy z widzów wybierał się na seans z jakimś nastawieniem, konkretnym oczekiwaniem, co nie pojawiło się przy projekcji poprzedniego filmu Vegi o warszawskim policjancie. 

    Kończąc jednak tę wyliczankę najważniejszych zażaleń dorzucę najistotniejszy plus. Otóż "Pitbull. Nowe porządki" jest swoistym światełkiem w tunelu dla reżysera. Choć ogólnie wyszedł gorzej od "jedynki", jest o znacznie lepszy od "Służb specjalnych". A to oznacza, że Vega albo się zreflektował, albo pracował nad tym obrazem z większym zaangażowaniem i większą atencją.

    (Źródło: wykop.pl)
    W filmie dostajemy sporo pozytywnych zaskoczeń. Głównie są to nowe, aktorskie odsłony mniej lub bardziej znanych twarzy. Największy popis daje chyba ponownie Maja Ostaszewska, która niemalże króluje w polskim kinie od kilku ładnych lat (na równie z Danutą Stenką, Agatą Kuleszą i Kingą Preiss). Ciekawa jest również postać Zupy zagrana przez Krzysztofa Czeczota, w której delikatna aparycja zostaje zestawiona z bezwzględnością bohatera. Grabowski i Linda znowu są sobą, ich kreacje nie zaskakują, co nie znaczy, że są złe. To stary, dobry Grabowski w roli Gebelsa i Linda jako gangster "Babcia" na myśl przywołujący nieco Franza Maurera z "Psów". 

    Największe poruszenie wywoływał jednak angaż nieznanego szerszej publiczności Piotra Stramowskiego do roli "Majami". Dotąd główną rolę (podkomisarza "Despero") grał Marcin Dorociński, któremu otworzyła ona drzwi do wielkiej, aktorskiej kariery. "Nowa twarz" w niczym jednak nie ustępuje Dorocińskiemu. Znowu widzimy na ekranie silnego, niezłomnego policjanta, który bez skrupułów obchodzi się tak z największymi przestępcami, co skorumpowanymi kolegami z pracy. Dla niektórych minusem będzie mocna inspiracja (o ile nie kalka) młodym Robertem de Niro z "Taksówkarza", ale mi ona zupełnie nie przeszkadzała. 

    Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, polecam obejrzenie zwiastuna. Powinno wystarczyć :)


    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading

    Brakuje mi słów, by opisać jaka jest najnowsza produkcja HBO Polska - "Pakt". Zaskakująca? Wciągająca? Niesamowita? To zdecydowanie za mało! Serial bez problemu sprostował ogromnym oczekiwaniom, jakie miałam w stosunku do niego. Ba, nawet więcej - spokojnie przeskoczył wysoko ustawioną poprzeczkę. 

    (Źródło: inewsmedia.pl)

    Piotr (Marcin Dorociński), dziennikarz śledczy ogólnopolskiego dziennika, przypadkowo trafia na tajemniczy trop, który prowadzi go do niebezpiecznego układu. Okazuje się, że w nim najważniejsi przedstawiciele polityki oraz świata biznesu. Kto nim kieruje, co dokładnie zostało zaplanowane i - co najważniejsze - w jakim celu - na te nurtujące pytania stara się znaleźć odpowiedź przy wsparciu między innymi redakcyjnego szefa Andrzeja (Witold Dębicki) oraz młodej agentki ABW Weronika (Marta Nieradkiewicz).

    Każde kolejne odkrycie misternej układanki z jednej strony rozjaśnia sytuację, z drugiej wprowadza nowe wątki i nowe postacie, co znacznie zwiększa skalę wyjaśnianej intrygi. Wielu świetnych aktorów pojawia się w "Pakcie" chociaż na moment, a mimo wszystko mocno zapada w pamięć. Poza trio: Dorociński-Dębicki-Nieradkiewicz, w główne role wcielili się przede wszystkim: Edward Linde-Lubaszenko, Magdalena Cielecka, Marcin Perchuć, Adam Woronowicz, Anna Radwan, Magdalena Boczarska czy debiutujący Marcin Wojciechowski. I co by tu mówić, każdy potrafi sprostać swojemu zadaniu. Nie ma tu miejsca na papierowych bohaterów, nijakie postacie. 


    (Źródła: media2.pl i www4.rp.pl)
    Mocną ekipę stanowią również twórcy serialu. Reżyserską odpowiedzialność wziął Marek Lechki, który na swoim koncie ma głównie telewizyjne produkcje. Żadnej nie widziałam, ale o "Bez tajemnic" z Jerzym Radziwiłowiczem w roli głównej, bardzo długo było głośno. I był to rozgłos zdecydowanie pozytywny. Chyba właśnie z tego też względu HBO zleciło stworzenie scenariusza duetowi zajmującemu się pisaniem kolejnych odcinków "Bez tajemnic" (Przemysław Nowakowski i Joanna Pawluśkiewicz), do którego dołączył Andrzej Gołda pracujący wcześniej m.in. nad fabułą "Kryminalnych" czy "Instynktu". Niektórzy z pewnością będą deprecjonować znaczenie ich pracy donosząc, że "Pakt" powstał na bazie skandynawskiej produkcji telewizyjnej "Układ". Niemniej to właśnie ta trójka w świetny sposób przeniosła poszczególne wątki na polski grunt i sprytnie osadziła konkretnych bohaterów w naszych realiach.

    (Źródło: youtube.com)

    Równie mocno na oklaski zasługuje Paweł Flis ("Chrzest", "Demon", "Prawo Agaty"). Jego spojrzenie na Warszawę jest czymś, czego nie dostaliśmy na pewno w żadnym rodzimym serialu i możliwe, że w bardzo niewielu filmach. Trudno mi nawet je opisać. Te kadry, kolory, a także montaż poszczególnych ujęć po prostu należy zobaczyć. Jeśli dodamy to tego nieco złowieszczą czołówkę z zapadającą w pamięć ścieżką dźwiękową, to już chyba nikt nie powinien mieć jakichkolwiek oporów przed seansem pierwszego odcinka, (który resztą można zobaczyć za darmo na VOD albo na YouTube'ie).

    Nie tylko fabuła "Paktu" wciąga widza, ale również sam klimat serialu - mroczny oraz intrygujący z wieloma zwrotami akcji. Co najciekawsze, całość - choć dotyczy kwestii społeczno-polityczno-gospodarczych, została osnuta wokół, wciąż bliżej niejasnych dla mnie, religijnych aspektów. Odnoszę więc wrażenie, że każdy znajdzie w "Pakcie" coś dla siebie i prawdziwi serialoholicy, (a także ci, którzy jak ja, stronią od telewizyjnych tasiemców) absolutnie wkręcą się w tę produkcję.


    (Źródła: muzyka.onet.pl i plotek.pl)
    Pierwszy odcinek znajdziecie TUTAJ.
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      6 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      8 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top