facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Sezon wakacyjny tuż za rogiem. Lada moment wszyscy będziemy rozkoszować się urlopami i weekendowymi wypadami za miasto. Wakacje to doskonała okazja do sięgnięcia po kino nieco bardziej rozrywkowe. W tym okresie chętnie wracam do tych tytułów, które widziałam już jakiś czas temu, a które wciąż sprawdzają się w roli produkcji na beztroski wieczór w domowym zaciszu.

    (Grafika własna na bazie zdjęcia z jeshoots.com)

    Specjalnie dla Was przygotowałam zestawienie 15 najlepszych produkcji sensacyjnych, które sprawdza się na letnie wieczory. Wśród nich trochę klasyków i co nieco nowości, trzy serie, które wszyscy znają oraz kilka filmów, które widziałam już po kilkanaście razy. Dla każdego coś miłego! :)

    NUMER 15 - GODZINY SZCZYTU

    Komediowe kino sensacyjne rodem z lat 90. Wartka akcja, dwóch kompletnie różnych bohaterów oraz sporo akrobacji. Trochę śmiesznie, trochę ciekawie. Na pewno jednak dość przyjemnie. Seans zarówno dla starszych, jak i młodszych widzów.

    (Źródło: aktivist.pl)

    NUMER 14 - PACIFIC RIM

    Tym razem produkcja akcji w klimacie science-fiction. I choć ten gatunek nie należy do moich ulubionych, to przyznam, że dość oryginalna historia i momentami niezłe efekty specjalne, sprawiły, że obejrzałam go z zainteresowaniem. Ciut za długi jak na mój gust, ale dla miłośników gatunku z pewnością nie będzie to żaden minus.

    (Źródło: polityka.pl)

    NUMER 13 - SERIA: TRANSPORTER


    Film, który widziałam kilka razy. Ba, całą serię! Od tej produkcji polubiłam Jasona Stathama, choć nie powiem - nie należy on do najzdolniejszych aktorów. Co mnie tak wciągnęło w "Transportera"? Główny bohater o introwertycznej naturze i sporo zwrotów akcji. Produkcja odpowiednia także dla osób, które nie znają się na samochodach! :)

    (Źródło: wehearit.com)

    NUMER 12 - LIBERATOR

    Kultowy tytuł, który chyba każdy widział! Terroryści atakują statek przewożący broń jądrową. Pokonać ich może tylko były komandos, pełniący funkcję okrętowego kucharza. W tej roli oczywiście niezwyciężony Steven Seagal, który zawsze występuje niemal w takich samych rolach i za każdym razem raczy widzów taką samą miną. Bez względu na to, ile razy oglądałam "Liberatora", i tak włączę go po raz kolejny!

    (Źródło: zdalaodpolityki.pl)

    NUMER 11 - ŚCIGANY

    Z tym filmem związana jest pewna historia. Otóż mając jakieś 6 czy 7 lat, widziałam go po raz pierwszy. Harrisona Forda próbującego oczyścić się z zarzutu morderstwa ukochanej żony oglądałam wraz z rodzicami, jeszcze na VHS-ie z wypożyczalni kaset wideo. To były czasy! <3 Wówczas seans wydał mi się przerażający! Byłam święcie przekonana, że to horror i długoooo bałam się Andreasa Katsulasa wcielającego się w podejrzanego. Wiele lat później ponownie odpaliłam "Ściganego" i... doszłam do wniosku, że ten film w ogóle się nie zestarzał! To chyba najlepszy dowód na to, że jest przykładem świetnego kina akcji!


    (Źródło: telemagazyn.pl)

    NUMER 10 - CON AIR

    Nicolas Cage w roli wybawcy na pokładzie samolotu transportującego najniebezpieczniejszych kryminalistów, którzy w pewnym momencie zasiadają za jego sterami. Mnóstwo emocji i zwrotów akcji w typowo męskim filmie z fantastyczną obsadą (John Cusack, John Malkovich, Danny Trejo)! Kawał porządnej sensacji!

    (Źródło: fringearts.com)

    NUMER 9 - DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI

    To chyba film, który pamiętają wszyscy urodzeni w latach 80. Klasyczne amerykańskie kino akcji w wydaniu katastroficznym. Tym razem obcy szykują się do zaatakowania Ziemi, a najodważniejsi (w tym Will Smith oraz Jeff Goldblum) stają do walki. Może nie wszystko jest tu zrobione na tip top, ale i tak seans będzie należał do udanych, jeśli kochacie kino akcji.


    (Źródło: abcnews.go.com)

    NUMER 8 - SZKLANA PUŁAPKA

    To film, o którym nie raz już Wam pisałam. "Szklana pułapka" jest dla mnie produkcją, która jednoznacznie kojarzy mi się z... okresem Bożego Narodzenia! Gdy byłam mała, co roku puszczali ją w Święta, a ja oglądałam ją wraz ze starszym rodzeństwem prawie dostając palpitacji serca - tak się bałam tego filmu! Losy policjanta Johna McClane'a śledzili chyba wszyscy, ale to zdecydowanie część pierwsza jest godna uwagi. I śmiało można ją obejrzeć nawet 30 lat po premierze!

    (Źródło: theatlantic.com)

    NUMER 7 - SERIA: ZABÓJCZA BROŃ

    Filmowych serii w tym zestawieniu nie jest za wiele. Podobnie jest z produkcjami łączącymi gatunki komediowe z sensacyjnymi. Seria filmów akcji z wątkami komediowymi jest więc tylko jedna - to "Zabójcza broń" z rewelacyjnym duetem: Danny Glover i Mel Gibson. Tych panów można oglądać non stop! Nadają się tak do rodzinnego seansu, jak i samotnego wieczoru przed TV. Będą tropić przestępców, ruszać w pościgi oraz rozśmieszać widzów - jak dla mnie połączenie idealnie!

    (Źródło: filmweb.pl)

    NUMER 6 - AIR FORCE ONE

    Tych panów przedstawiać nie trzeba: Harrison Ford oraz Gary Oldman. Film, w którym występują to również pewien klasyk. Pierwszy raz widziałam go z tatą, ale liczby i okoliczności kolejnych seansów nie jestem w stanie przywołać. Za każdym razem jednak dobrze się bawię, bo to jedna z tych produkcji, która zdecydowanie nadaje się do odgrzewania!

    (Źródło: telegraph.co.uk)

    NUMER 5 - ŚWIĘCI Z BOSTONU

    Pobożni bracia gangsterzy robią porządek w Bostonie. Namierzają i mordują największych przestępców wierząc, że sam Bóg zlecił im tę misję. Ściga ich fenomenalny Willem Dafoe w roli Paula Smeckera, genialnego prokuratora - 
    człowieka do zadań specjalnych. Niezwykły dar Smeckera do tropienia przestępców kontrastuje z jego niecodziennym stylem i nieco przerysowanym homoseksualizmem. Film, który łączy w sobie sporo akcji, detektywistyczne wątki oraz kilka retrospekcyjnych ujęć, to naprawdę dobra propozycja na wakacyjny seans! 

    (Źródło: filmweb.pl)

    NUMER 4 - UPROWADZONA

    Gdy tylko były agent służb specjalnych dowiaduje się, że jego córka została porwana w czasie wypadu do Paryża, od razu rusza na jej ratunek. Szybkie tempo, kilka zwrotów akcji oraz ciekawy scenariusz, to wszystko sprawia, że "Uprowadzoną" obejrzałam już co najmniej 5 razy! A sam Liam Neeson chyba dzięki niej zyskał międzynarodową rozpoznawalność.

    (Źródło: filmzwiastun.com)

    NUMER 3 -  BABY DRIVER

    To nowość, która wdarła się na sam szczyt zestawienia! Kino akcji w wydaniu nowym, i to mocno rozrywkowym, bo z fantastycznie zgraną ścieżką dźwiękową. Kilka gorących nazwisk, dobry scenariusz, świetne tempo, a do tego wątek miłosny oraz kryminalny. Scena otwierająca jest istnym sztosem i zapewne skradnie serca większości z Was! Nie ma co czekać, już zasiadajcie do seansu!

    (Źródło: spidersweb.pl)

    NUMER 2 - SERIA: INDIANA JONES

    Przyznaję bez bicia: to moje ukochane wcielenie Harrisona Forda! Seria o przygodach bystrego, odważnego i przystojnego archeologa trafiła na listę ULUBIONYCH już daaawno temu! Widziałam każdą odsłonę, i to po kilka razy, a tym, którzy jeszcze nie mieli sposobności zapoznania się z Indianą Jonesem gorąco polecam choć jeden tytuł. Wierzę, że zakochacie się w tej produkcji na amen!

    (Źródło: spidersweb.pl)

    NUMER 1 - KRWAWY SPORT

    Ze wszystkich filmów sensacyjnych najbardziej lubię te sportowe. Kino walki jest bowiem tym, na czym się wychowałam. Produkcje z Brucem Lee czy Stevenem Seagalem widziałam mnóstwo razy, ale to filmy z Jean Claude Van-Dammem obejrzałam nawet po kilkanaście razy! Zdecydowanym numerem 1 jest "Krwawy sport", w którym Frank Dux ucieka z amerykańskiej armii i bierze udział w nielegalnym turnieju kumite. Przegrana w nim oznacza śmierć lub kalectwo. Duxa, na domiar złego, ścigają tajni agenci rządowi, którzy chcą go ściągnąć do armii.  I choć fabuła brzmi dość sztampowo, JCVD nigdy nie należał do wybitnych aktorów, a i realizacyjnie produkcja nie jest perełką, to mam do niej tak ogromny sentyment, że za każdym razem, gdy leci w TV, odpadam ją i oglądam po raz kolejny.


    (Źródło: wyborcza.pl)

    UWAGA!
    Dobra wiadomość jest taka, że 3 z powyższych tytułów będziecie mogli nadrobić lub zobaczyć ponownie i to w najbliższym czasie! Na antenie TNT Polska, w środowym cyklu "Wielkie kino", pojawią się m.in. "Pacific Rim", "Con Air" oraz  kultowi wręcz "Święci z Bostonu". Pierwszy seans już  5. czerwca o godzinie 21:00. Korzystajcie!

    Continue Reading

    Powierzenie kontynuacji przygód Despero Władysławowi Pasikowskiemu nie było najlepszym posunięciem. Reżyser znany z zamiłowania do policyjnych i wojskowych wątków w kinie proponuje niby coś innego niż w ostatnich latach na dużym ekranie przedstawiał Patryk Vega, jednak nadal nie jest to poziom historii Pitbulla z 2005 roku. Nie brakuje tu jasnych stron (niezła fabuła, fajny klimat, dobre aktorstwo: Dorociński, Woronowicz, Kuna), ale nie zabrakło także uchybień, które psują zabawę.

    (Źródło: film.onet.pl)

    Po latach do zadań specjalnych wraca Despero (Marcin Dorociński). Dostaje propozycję odgrywania roli gangstera robiącego interesy z Rosjanami - Hycla. Partnerują mu Metyl, którego charakteryzuje słabość do alkoholu i Nielat (zwany teraz Quantico) po przeszkoleniu przez samo FBI, nadzorując akcję przy policyjnej pracy w terenie. Zadanie nie jest łatwe, bo Despero jako wtyczka ma zbliżyć się szefa pruszkowskiej mafii - Gawrona (Cezary Pazura), który rzekomo zlecił zabójstwo Soczka, byłego partnera Majami, prowadzącego ważne śledztwo. Sprawa stopniowo się komplikuje, dwa zwaśnione gangi zaczynają prawdziwą wojnę, a nasz bohater nie odpuszcza licząc, że uda mu się schwytać jak najwięcej przestępców za jednym zamachem.

    (Źródło: youtube.com)

    Wszyscy zastanawiają się, czy nowemu Pitbullowi bliżej do tego z 2005 roku, tych z ostatnich lat twórczości Vegi, a może bardziej do sławnych "Psów" Pasikowskiego, który to wyreżyserował przecież "Ostatniego psa". Niełatwo powiedzieć. Film nie jest utrzymany w konwencji obrazów Patryka Vegi: nie ma tu tak mocno komediowych wątków i postaci, jakie pojawiały się (nawet dość często) w "Nowych porządkach" czy "Niebezpiecznych kobietach". Klimat dużo bardziej pasuje do starych filmów Pasikowskiego, gdzie jest dość surowo, a bohaterowie są styrani życiem. W odróżnieniu jednak od filmów Vegi, w "Ostatnim psie" gorzej wypadają niektóre dialogi. Można wiele niezbyt dobrych rzeczy powiedzieć o reżyserze "Botoksu", ale niewątpliwie ma on do nich ucho. 

    Zdecydowanie na plus można ocenić trzy głównej postacie. Sam Dorociński jako Despero bardzo mi odpowiadał, ale może to kwestia osobistych sympatii. Fajnie ogląda się Woronowicza, który od dłuższego czasu nie znika z dużego ekranu, a co lepsze - niemal zawsze świetnie się na nim prezentuje (bez względu na to,czy odkrywa rolę dramatyczną, czy komediową). W moim odczuciu na uznanie zasługuje także Izabela Kuna, wcielająca się w postać żony policjanta Soczka - Reginę. 
    Mówiąc o dobrych stronach produkcji warto zauważyć, że (w przeciwieństwie np. do trzeciej odsłony Pitbulla Vegi - "Niebezpiecznych kobiet"), tu fabuła trzyma się kupy. Poszczególne wątki rozpoczynają się i zostają doprowadzone do końca, każda postać pojawia się z określonego powodu. 

    W opozycji do rewelacyjnej Kuny jest Doda. Maniera, z jaką się wypowiada oraz przerysowana złość czy czasami nawet agresja potęgują tylko sztuczność tej postaci. Postaci, która z definicji jest trochę kulawa, bo widz nie wiem z jakiego powodu Mira - początkowo kelnerka w modnej kawiarni - wiąże się z gangsterem, by z czasem zasiąść u sterów mafijnego biznesu. W dodatku wątek miłosny Gaworna z Mirą jest tak naciągany, że już bardziej naiwny być nie mógł. Rozumiem, że twórcy mogli chcieć pokazać, że panom z półświatka zależy głównie na atrakcyjnym wyglądzie partnerki, ale to, co zaprezentowano w filmie jest do bólu płaskie, nienaturalne, po prostu słabe.
    Niestety mankamenty scenariuszowe w odniesieniu do głównej postaci kobiecej są na tyle rażące, że psują cały odbiór dość przyzwoitego filmu akcji. Z tego względu dla mnie "Pitbull. Ostatni pies" zasługuje zaledwie na 5 gwiazdek w 10-stopniowej skali.



    (Źródła: fakt.pl, dziennikzachodni.pl i plejada.pl)
    Continue Reading

    O filmie Ridleya Scotta było głośno na długo przed premierą. I to nie tylko za sprawą interesującej, prawdziwej historii na podstawie której powstał scenariusz czy świetnej obsadzie "Wszystkich pieniędzy świata". Najgłośniej zrobiło się przez akcję #metoo, w której jednym z oskarżonych o molestowanie seksualne  sprzed wielu lat został... Kevin Spacey. Nagła zmiana jednego z głównych aktorów, gdy zwiastuny produkcji już hulały po świecie, nie była łatwą decyzją. Należało wybrać innego kandydata do zagrania postaci skąpego Getty'ego i... nakręcić wszystkie sceny z jego udziałem. Od nowa! Scott stanął na wysokości zadania i dopiął swego, a czy zmiana jak i cały film wyszły mu na dobre? O tym poniżej! 


    (Źródło: monolithfilms.pl)

    Film przedstawia losy rodziny Getty, której głowa rodziny (dziadek Jean Paul) jest najbogatszym człowiekiem świata. Starzec nie jest jednak poczciwym człowiekiem o miękkim sercu i lekkiej ręce. Niezmiernie ceni sobie swoją pozycję, nie rozdaje pieniędzy na prawo i lewo bez względu na to, czy chodzi o wsparcie akcji charytatywnych, czy opłacenie okupu za ukochanego wnuka. Powiedzieć, że jest skąpy to wręcz za mało!
    Na drugim biegunie stoi jego syna Gail - opiekuńcza i rodzinna matka dbająca o dobro swych dzieci. Nie raz pokazała, że majątek nie jest dla niej najważniejszy. Gdy chodzi o życie syna, nie zawaha się zrobić wszystkiego, by uratować dziecko.


    (Źródło: youtube.com)

    W zasadzie nie można powiedzieć złego słowa na nową produkcję Scotta. Jest dobrze zrobiona i przyjemnie ogląda się coraz ostrzejszy konflikt na linii Gail-Getty wynikający z porwania siedemnastoletniego Paula. Michelle Williams jest jak zwykle fantastyczna, a Christopher Plummer świetnie sprawdził się jako stary, skąpy miliardem , którego pierwotnie miał zagrać (i zagrał! ale sceny wyrzucono) Kevin Spacey. 

    Sama historia również jest bardzo przejmująca - otóż jakim człowiekiem musi być dziadek, który ułamka swego bogactwa nie odda w formie okupu za ukochanego wnuczka? Reżyser zbiera jednak kilka minusów. Główny za to, że film jest za długi. Fabuła ciągnie się i ciągnie, choć śmiało można było zrezygnować z kilku drobnych wątków i zbędnych scen. To pokazuje, że scenariusz nie był idealny - należałoby go skrócić, by wzmocnić dramaturgię, która w pewnym momencie znacznie spada.Gdy nie to, "Wszystkie pieniądze świata" można by nazwać naprawdę dobrym przykładem kina sensacyjnego. 





    (Źródła: kultura.gazeta.pl)

    Continue Reading

    Kumulacja lubianych postaci i to w jednym z najważniejszych bitew o ocalenie świata. Chociaż fabuła brzmi dość infantylnie, a bohaterom trochę na siłę próbowano dodać kilka drobnych przywar, seans "Ligi Sprawiedliwości" trzeba zaliczyć do tych raczej udanych.



    (Źródło: mediaassets.com)

    Po śmierci Supermana świat pogrążył się w smutku. W głębokiej żałobie trwają głównie ukochana i matka Kryptończyka, zaś Batman rozpoczyna poszukiwania ludzi o tajemniczych talentach. Chce zaangażować ich do nowej ekipy ratującej świat. Ochoczo dołącza do niej Wonder Woman, która jako pierwsza rozpoznaje sygnały alarmowe o pierwszych atakach Steppenwolfa - tyrana z zaświatów. 



    (Źródło: youtube.com)

    Szczerze mówiąc trudno jednoznacznie wskazać mocne plusy produkcji. Ani scenariusz nie jest zaskakujący, ani tempo akcji nie oszałamia. Główni bohaterowie też nie powalają - są niestety mocno papierowi, brakuje im charakteru. Każda z postaci zdaje się mieć wyłącznie jedną cechę wyróżniającą (jeśli w ogóle ją ma!). Wonder Woman jest po prostu śliczna (szczerze - nie mogłam oderwać od niej wzroku!), Flash zabawny, a Aquaman ma cięty język. U reszty trudno nawet zdefiniować ową cechę szczególną.
    Choć do udziału w produkcji zaangażowano pewną część hollywoodzkiej śmietanki, "Liga Sprawiedliwości" aktorsko kuleje. Głównie ze względu na angaż Bena Afflecka, który jest Rasiakiem aktorstwa. Tak drewnianego superbohatera chyba nikt nigdy nie zagrał. Serce mnie boli tym bardziej, że ponownie (oby po raz ostatni!) wciela się on w postać Batmana, do którego od zawsze mam słabość. No cóż...

    Mimo pewnych braków i niedociągnięć oraz ogólnej przewidywalności film ogląda się raczej dobrze. To dla mnie spore zaskoczenie, bo nie liczyłam nawet na to, że będę się dość dobrze bawiła. Jeśli więc poszukujecie produkcji czysto rozrywkowej, a przy tym zupełnie nieskomplikowanej, "Liga Sprawiedliwości" da radę. Zwłaszcza w wersji 3D.




    (Źródła: cinemablend.com, media.licdn.com i collider.com)




    Continue Reading

    Choć nazwisko Barry Seal może niewiele nam zdradzać, jego losy są na tyle interesujące, że seans nowości od Douga Limana potrafi wciągnąć. Niesamowite życie fantastycznego pilota, która służąc ojczyźnie, jednocześnie pracował dla jednego z największych karteli narkotykowych lat. 70 i 80., ogląda się naprawdę dobrze. Nawet z Tomem Cruisem w roli głównej!

    (Źródło: kinoatlantic.pl)
    Tytułowego bohatera poznajemy, gdy zaczyna być znudzony wykonywaną pracą. Nieustanne loty pasażerskie wykonywane po całych Stanach nużą pilota, którego cechuje chęć beztroskiego szybowania w powietrzu. Ni stąd ni zowąd otrzymuje tajemniczą propozycję odegrania ważnej roli w działaniach zwiadowczych prowadzonych przez CIA na terenie Ameryki Środkowej. Widząc przed sobą niezależność oraz duże pieniądze niemal od razu przyjmuje ofertę i tak zaczyna największą przygodę swojego życia. 

    (Źródło: youtube.com)
    Liman przygotował dla widza naprawdę przyzwoity kawałek kina rozrywkowego. Mamy interesującego głównego bohatera, dość emocjonującą fabułę pełną zwrotów akcji oraz niezłą dawkę humoru. Całość sprawnie nakręcono i jeszcze lepiej zmontowano, dzięki czemu raczej długi seans absolutnie nas nie nuży. Nawet obecność Toma Cruise'a, na którego zwykle reaguję alergiczną wysypką tudzież atakiem duszności, nie wpływa negatywnie na obraz. Wręcz przeciwnie, jakimś cudem ten mocno starzejący się (a jeszcze usilniej walczący z efektami upływającego czasu) playboy odnalazł się w roli sprytnego pilota-przemytnika ze zmysłem biznesowym. Aż sama w to nie wierzę :)

    Wychodząc z sali kinowej miałam wręcz wrażenie, że właśnie obejrzałam jakąś alternatywną, lotniczo-szmuglerską wersję "Wilka z Wall Street", a to jak dla mnie spory komplement dla filmu sensacyjnego. 


    (Źródła: slashfilm.com i denofgeek.com)

    Continue Reading

    O "Nerve" było dość głośno już od co najmniej kilku(nastu?) tygodni. Na premierę filmu o mediach społecznościowych i ich ogromnym wpływie na młodych ludzi czekało wielu. W tym i ja. Przekonywało mnie tempo akcji, tematyka produkcji i duet Roberts-Franco, który ma w sobie ikrę. Czy seans mnie zachwycił, czy raczej rozczarował?

    (Źródło: youtube.com)

    Vee ma 19 lat, garstkę znajomych, szaloną przyjaciółkę i nieuchronną decyzję o wyborze studiów. Jest spokojna i nieśmiała, oddana pasji fotografowania oraz skrycie zauroczona szkolnym playboyem, z którym nie zamieniła chyba nigdy nawet słowa. Przypadkiem dowiaduje się o popularnej grze o nazwie "Nerve", dla której rówieśnicy już jakiś czas temu stracili głowę. Nagle postanawia wziąć w niej udział. I to jako gracz. Zamierza wykonywać zadania wybrane dla niej przez wiernych obserwatorów "Nerve", by udowodnić, że nie jest życiową ofermą i potrafi podejmować ryzyko. Szybko okazuje się jednak, że wyjście z gry nie jest tak łatwe jak dołączenie do niej, a dla niektórych żądza zwycięstwa, popularności i bogactwa (za każde dobrze zrealizowane wyzwanie gracze otrzymują pieniądze) stała się niemalże religią.

    (Źródło: youtube.com)

    Produkcję ogląda się naprawdę nieźle. Wciąga momentalnie i utrzymuje tę uwagę do końca. Z tym, że z każdym nowym wyzwaniem coraz mniej wierzymy w realność "Nerve", w to, że taka gra mogłaby faktycznie istnieć i podbijać serca młodych użytkowników sieci. A potem równie szybko przypomina nam się gigantyczny sukces "Pokemon Go" i dopiero ta myśl pozwala znowu wygodnie rozsiąść się w fotelu i podążać za błyskawiczną akcją fabuły.

    Finał, choć ma swoje wielkie i ważne przesłanie, wypada najsłabiej w całej produkcji. Jest zbyt bajecznie, cukierkowo. Na szczęście nawet te ostatnie, niezbyt udane minuty nie psują całego filmu, któremu do hitu jest całkiem daleko, ale zdecydowanie dalej do porażki.




    (Źródła: collider.com, fandango.com i trailers.apple.com)

    Continue Reading

    Jason Statham znów wkracza do akcji. Jako płatny zabójca walczy w imię dobra. Jego moralność jest nieskalana, serce pełne miłości, a sprawność fizyczna sięga zenitu. By obrazek był iście wspaniały towarzyszy mu na ekranie piękna Jessica Alba, której uroda miała przykryć fabularne braki produkcji. Niestety, nie ukryła...


    (Źródło: denofgeek.com)

    Tym razem Arthur Bishop staje oko w oko ze swoim dawnym przyjacielem, który marzy o podbiciu świata. A raczej jego części - czarnego rynku. Chce być jednym dostawcą broni na świecie i w związku z tym zamierza zlikwidować swoich konkurentów. Brudną robotę ma wykonać najlepszy z najlepszych - Bishop, którego nasz zły bohater szantażuje zabiciem pięknej i dobrej Giny. 


    Wybuchów, pościgów i scen walki nie brakuje. I nie są one złe. Gorzej się robi, gdy bohaterowie zaczynają rozmawiać. A przynajmniej próbować rozmawiać. Na poziomie dialogów film bowiem kuleje. Minusem jest też obecność Alby, która poza walorami estetycznymi niczego nie wnosi (no jeszcze sporą dozę infantylności swojej bohaterki). 

    Niektórzy uważają ten film za parodię gatunku sensacyjnego, choć osobiście nie doszukałam się tu żadnego, puszczonego do widza, oczka. W moim odczuciu to dość słaba propozycja kina akcji, która - mam nadzieję - na zawsze zakończy serię "Mechanika". Bo o ile trylogia "Transportera" jest dobra, tak jego nowe wcielenie okazało się niewypałem.


    (Źrodło: youtube.com)

    Continue Reading

    Nietypowy, przedziwny, intrygujący. Aż braknie przymiotników, gdy chce się opisać "Hardcore Henry", nowość z pogranicza kina akcji i science-fiction, którą od piątku możemy oglądać w kinach. Film pochłania całą atencję widza, wręcz wsysa go szaloną fabułą zaserwowaną w iście nowatorski sposób. I uwaga: piszę to ja, sceptyczka nielubująca się w grach komputerowych ani obrazach o futurystycznej wizji świata.

    (Źródło: youtube.com)
    Tytułowy bohater jest żołnierzem wskrzeszonym do życia za pomocą tajemniczy, innowacyjnych metod z pogranicza medycyny i technologii. Niczego nie pamięta, a do rzeczywistości powraca dzięki pięknej żonie, która jest również zdeterminowanym naukowcem walczącym o dobro ukochanego. Jak się okazuje Henry'ego poszukuje niebezpieczny psychopata o niewyjaśnionej mocy i jego zgraja. Nie ma lekko, trzeba walczyć, uciekać i strzelać na potęgę :)

    (Źródło: youtube.com)

    Przyznam, że mnie samą zaskoczył fakt, że "Hardcore Henry" tak bardzo mi się podobał. Na seans wybrałam się z czystej ciekawości jak wygląda obraz w całości zrealizowany z punktu widzenia głównego bohatera. Takie podejście do filmowania jest niebywale intrygujące, ale obawiałam się, że równie mocno będzie... męczące. Bo jak długo jesteśmy w stanie śledzić fabułę z tego samego punktu widzenia? Okazuje się, że długo! I to nawet, jeśli nie pałamy miłością do gier komputerowych, nie spędzamy w ogóle czasu w wirtualnej rzeczywistości i nie grywamy w strzelanki pierwszoosobowe (FPS). 

    Powodem, dla którego obraz Ilya Naishullera ogląda się tak dobrze jest również świetny scenariusz. Po części na myśl przywołuje "Robocopa", "Uniwersalnego żołnierza" i "Adrenalinę". To wybuchowa mieszanka zawierająca świetne sceny walki, karkołomnych wyczynów kaskaderskich i szaleńczych pościgów, a okraszona rewelacyjnym, miejscami ironicznym, humorem! Jest miejsce na absurd, odrobinę seksizmu oraz mnóstwo przemocy. Zapewniam, nie tylko męska część widowni wyjdzie zachwycona!




    (Źródła: technobuffalo.com i actiongogo.com)

    Continue Reading

    Patryk Vega to postać specyficzna. Jego sposób mówienia, podejście do kina, forma preferowanej pracy z aktorem uchodzą za charakterystyczne. I nie zawsze ta odmienność jest udana. "Ciacha" czy "Hansa Klossa. Stawka większa niż śmierć" nigdy nie widziałam, za to "porażka" czy "katastrofa" to za mało by oddać skalę męczarni i zażenowania towarzyszących seansowi rzekomej komedii "Last minute". Na szczęście tematyka kryminalna wychodzi reżyserowi o wiele lepiej, czego dowodem jest najnowsza produkcja pt. "Pitbull. Nowe porządki".

    (Źródło: plejada.pl)
    Tak samo jak w wersji serialowej, czy pierwszej odsłonie kinowej, towarzyszymy warszawskiemu policjantowi ps. Majami (Piotr Stramowski). Odważny, oddany sprawie, bezkompromisowy i nieco niepokorny wobec niektórych przełożonych, stawia czoła najniebezpieczniejszym przestępcom stolicy. W chwili, gdy zmienia się układ gangsterskich sił na Mokotowie, w mieście coraz więcej osób zostaje porwanych, a w oddziałach policji nie brakuje kapusiów, nasz bohater postanawia ponownie zrobić z tym porządek. Dzięki determinacji, sprytowi i dobrym kontaktom krok po kroku dociera do tych, których stołeczna komenda nie jest w stanie postawić przed sądem czasami nawet od dekad. 


    (Źródła: film.onet.pl i gazetatrybunalska.pl)

    Nie będę udawać, że w filmie wszystko wyszło wspaniale, a nowy "Pitbull" jest objawieniem na miarę ostatnich perełek rodzimego kina takich jak "Bogowie", "Body/ciało" czy "Ziarno prawdy". Tak rewelacyjnie nie jest. Co więcej, dalsze losy Majami wypadają gorzej od pierwszej części z Marcinem Dorocińskim w roli głównej. Ale to nie wynika ze zmiany pierwszoplanowej roli męskiej (Stramowski naprawdę daje radę! i to nie ze względu na swoje świetne ciało!), lecz z elementów towarzyszących (tempo akcji, montaż, dialogi). Poza tym teraz każdy z widzów wybierał się na seans z jakimś nastawieniem, konkretnym oczekiwaniem, co nie pojawiło się przy projekcji poprzedniego filmu Vegi o warszawskim policjancie. 

    Kończąc jednak tę wyliczankę najważniejszych zażaleń dorzucę najistotniejszy plus. Otóż "Pitbull. Nowe porządki" jest swoistym światełkiem w tunelu dla reżysera. Choć ogólnie wyszedł gorzej od "jedynki", jest o znacznie lepszy od "Służb specjalnych". A to oznacza, że Vega albo się zreflektował, albo pracował nad tym obrazem z większym zaangażowaniem i większą atencją.

    (Źródło: wykop.pl)
    W filmie dostajemy sporo pozytywnych zaskoczeń. Głównie są to nowe, aktorskie odsłony mniej lub bardziej znanych twarzy. Największy popis daje chyba ponownie Maja Ostaszewska, która niemalże króluje w polskim kinie od kilku ładnych lat (na równie z Danutą Stenką, Agatą Kuleszą i Kingą Preiss). Ciekawa jest również postać Zupy zagrana przez Krzysztofa Czeczota, w której delikatna aparycja zostaje zestawiona z bezwzględnością bohatera. Grabowski i Linda znowu są sobą, ich kreacje nie zaskakują, co nie znaczy, że są złe. To stary, dobry Grabowski w roli Gebelsa i Linda jako gangster "Babcia" na myśl przywołujący nieco Franza Maurera z "Psów". 

    Największe poruszenie wywoływał jednak angaż nieznanego szerszej publiczności Piotra Stramowskiego do roli "Majami". Dotąd główną rolę (podkomisarza "Despero") grał Marcin Dorociński, któremu otworzyła ona drzwi do wielkiej, aktorskiej kariery. "Nowa twarz" w niczym jednak nie ustępuje Dorocińskiemu. Znowu widzimy na ekranie silnego, niezłomnego policjanta, który bez skrupułów obchodzi się tak z największymi przestępcami, co skorumpowanymi kolegami z pracy. Dla niektórych minusem będzie mocna inspiracja (o ile nie kalka) młodym Robertem de Niro z "Taksówkarza", ale mi ona zupełnie nie przeszkadzała. 

    Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, polecam obejrzenie zwiastuna. Powinno wystarczyć :)


    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading

    Spectre, Spectre, Spectre - wszędzie go teraz pełno! Billboardy, trailery w sieci, zwiastuny w telewizji, plakaty w kolorowych magazynach, ulotki. Czy nowy Bond jest wciągający porównywalnie do intensywności, z jaką go promowano?

    (Źródło: forbes.com)

    Bonda kocham całym sercem. Od zawsze! Najbardziej ze wszystkich uwielbiam go z twarzą Seana Connery'ego. Jest tam ogromna dawka męskości, dumy, siły, klasy. Nieco egoizmu i pychy. Troszkę cwaniastwa. I to jest właśnie dla mnie kwintesencja postaci agenta 007. Danielowi Craigowi zawsze było do niej stosunkowo daleko. Nie jest ani szalenie przystojny (lepszy już był Pierce Brosnan), ani wystarczająco charakterystyczny (jak m.in. Roger Moore), by idealnie odnaleźć się w tej roli. Wiem, wielu będzie go bronić do upadłego. Staram się to zrozumieć, choć przyznaję, że w moim odczuciu Craiga ratuje tylko fakt, że ostatnie perypetie wiernego agenta Jej Królewskiej Mości są po prostu inne, wyjątkowo specyficzne i dzięki temu przymykamy oko na nieporadnego Craiga. 

    Dlaczego nieporadnego? Brakuje mu głównie charyzmy. I to nie tylko w "Spectre". W pozostałych częściach również. Nie zrozumcie mnie źle, nie kupuję Craiga - za to kupuję nową odsłonę Bonda.

    (Źródło: youtube.com)

    O "Spectre" sama słyszałam już chyba wszystko: za długi, za nudny, zbyt chaotyczny, za mało efektów, przesyt efektów itp. Może jestem nieobiektywna, ba! na pewno jestem nieobiektywna, ponieważ moje zafascynowanie serią bondowską - choć do obsesji jemu daleko - jest znaczące. Ale po zakończonym seansie byłam zadowolona. Bo Sam Mendes ponownie dał widzom wszystko, czego potrzebowali idąc do kina: interesującą fabułę, wartką akcję i ciekawe postacie.


    (Źródła: moviepilot.com i polskieradio.pl)

    Reżyser wykonał przyzwoitą robotę. Jest twórcą, po którego dzieła chętnie sięgam (bywa, że oglądam je kilkakrotnie, co w moim przypadku uchodzi za ewenement). I tak jak przy "Skyfall", tak w odnieseniu do "Spectre", nie pozostaję bezkrytyczna. Oba filmy nie zdobyły mnie w 100%, niemniej nie potrafię ich przekreślić. 

    To po prostu kawał porządnego kina sensacyjnego. Nawet moja towarzyszka - Emilka z Po napisach końcowych - która zdecydowanie nie zalicza się do fanów Bonda, była usatysfakcjonowana. 

    (Źródło: fanpop.com)
    W "Spectre" nie brakuje bowiem niczego! Nieco zawiła historia niebezpiecznej, tajnej organizacji wyjawia nam fragmenty dzieciństwa Bonda. Spotkania z różnymi kobietami pokazują jak dojrzały agent 007 trochę zmienił swoje podejście do realcji damsko-męskich. Ponadto Bond w tej części pozostaje wierny swojej odsłonie z "Casino Royal" czy "Skyfall", gdzie przejawia ludzkie cechy. Bywa zmęczony, dowcipny, zalicza wpadki, zakochuje się. Nie jest już postacią nieskazitelnie 

    Na dodatek mamy kilka naprawdę fajnych postaci drugoplanowych. Głównie zachwyca mnie nowe (no, już nie tak zupełnie nowe, bo objawione w "Skyafall") wcielenie Q. Poza tym nieźle spisuje się Ralph Finnes jako M (jednak nie dorównuje wspaniałej Judi Dench, która w tej roli była wręcz bezbłędna!). Za słaby punkt uznaję głównie kobiety Bonda. Bellucci jest za mało, by mogła zachwycić (choć sceny z jej udziałem są po prostu klimatyczne i wizualnie piękne, mają w sobie jakiś magnetyzm), a Seydoux nie przekonuje mnie do siebie (ani jej gra, ani postać, ani uroda). 


    (Źródła: mashable.com i screenrant.com)
    Podsumowując, "Spectre" to spektrum sprawdzonych, dobrych elementów bondowskich. Jest wszystko to, co niezbędne, by zadowolić jego fanów i zaciekawić tych jeszcze nieprzekonanych. Nie jest to najlepsza część, ale z pewności nie zaliczymy jej do słabej. Gdyby tylko dziewczyna Bonda była ładniejsza, a sam Bond nie był tak ckliwy i romantyczny, czułabym się w pełni zachwycona :)

    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading

    "I don't know who you are but if you don't let my daughter go, I'll find you, I'll kill you" - tymi słowami zaczyna się właściwa akcja pierwszej części trylogii przygód Bryana Millsa. Jego przebywająca na wakacjach w Paryżu córka, zostaje porwana i ma trafić do jednego z francuskich burdeli. Druga odsłona "Uprowadzonej" to rewanż - bracia i ojcowie gangsterów zabitych przez dzielnego Millsa, byłego agenta służb specjalnych, próbują się zemścić. O czym jest więc kolejny film?


    (Źródło: taken3movie.com)

    Nasz wspaniały bohater zostaje wrobiony. Oskarża się go o zabójstwo byłej żony. Mills ucieka przed policją by samodzielnie oczyścić się z zarzutu oraz znaleźć prawdziwego mordercę. Priorytetem jest jednak bezpieczeństwo jedynej córki, która po raz kolejny znalazła się w na linii ognia. 


    (Źródło: youtube.com)

    Jak to brzmi? Dla tych, którzy nie przepadają za kinem akcji, dość marnie. Dla miłośników trylogii Oliviera Megatona, całkiem przyzwoicie. Niestety chociaż zaliczam się do drugiej grupy, przyznaję głośno: trzecia część jest niewypałem. Z bólem serca, przez półtorej godziny, patrzyłam na losy Bryana.  



    (Źródło: filmweb.pl)
    Nie wpisuję się do grona kinomanów, którzy deprecjonują znaczenie kina akcji. Nie popieram tych, którzy wysokie noty dają wyłącznie filmom artystycznym, ambitnym, niezależnym. X muza ma dwie twarze i dwa cele. Z jednej strony jest dumna, podniosła, intelektualna i w związku z tym powinna inspirować, szokować, edukować. Z drugiej zaś cechuje ją lekkość i rozrywkowość determinujące dobrze spędzony czas, miłą zabawę.

    Z tego względu - i po dwóch naprawdę dobrych epizodach "Uprowadzonej" - z radością udałam się na trzecią część domykającą przygody Millsa (wydaje się, że jest to koniec jego heroicznych działań, chociaż kto wie...). 


    (Źródło: filmweb.pl)
    W filmie nie zagrało kilka elementów. Najbardziej rozczarowuje scenariusz. Mamy historię nieprawdopodobną do granic, luki logiczne, a do tego wiele dość banalnych dialogów. Gołym okiem widać, że twórcy usilnie próbowali kontynuować sukces "jedynki" i "dwójki", ale fabułę pisali na kolanie. 
    Mimo że wymyślono ciekawą postać detektywa, chyba próbując tym samym rozpisać opowieść na dwóch głównych bohaterów, paradoksalnie nie pozwolono jej na wybicie się na pierwszy plan. Mowa oczywiście o detektywie, który nie pozwala wodzić się za nos, granym przez Foresta Whitakera. 

    (Źródło: filmweb.pl)

    Reszta obsady to właściwie dodatek do dania głównego - Liama Neesona. On wciąż jest tym samym gościem straszącym przeróżnych zbirów groźnym spojrzeniem, niskim głosem i paroma sztuczkami zaczerpniętymi ze sztuk walki. Choć postać ta jest przewidywalna, to widz czuje do niej sympatię i toleruje większą niż zwykle dawkę patosu.

    Problem w tym, że niezjadliwych kawałków mamy kilka, a te w rezultacie doprowadzają do filmowej niestrawności. Po seansie "Uprowadzonej 3" może nie dostaniemy biegunki, ale niesmak w ustach z pewnością pozostanie.


    (Źródło: foxmovies.com)

    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      6 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      8 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top