Mała miejscowość gdzieś w Polsce B. Typowa prowincja, w której część mieszkańców okolicznych wiosek zna się lub chociaż kojarzy z widzenia. Miejsce, w którym wpływowi, majętni ludzie mogą wszystko, a biedni ledwo wiążą koniec z końcem. W tym dość posępnym otoczeniu, późnojesienną porą lokalni policjanci znajdują ciało młodej kobiety. Zagadkowe okoliczności jej śmierci oraz niespodziewane zaginięcie dwóch funkcjonariuszy sprawiają, że atmosfera na komendzie się zagęszcza i nie wiadomo już komu można ufać.
O dobry polski kryminał ostatnimi czasy było dość trudno. Szczerze? Nie przychodzi mi do głowy wiele tytułów, które pasowałyby do tego gatunku i jednocześnie zasługiwały na miano naprawdę solidnych. "Układ zamknięty", "Uwikłanie", może jeszcze "Sęp". I chyba nic poza tym. Jednak "Jeziorak" Michała Otłowskiego wynosi polskie kino gatunkowe na nowy, wyższy poziom. I nie ma w tym stwierdzeniu żadnego wyolbrzymienia.
Film przekonuje mnie z wielu powodów. Z jednej strony mamy dobrą intrygę. Nie taką, którą przeciętny widz rozwiąże po pierwszych kilkunastu minutach seansów (czy nawet po obejrzeniu samego trailera!). Fabuła wciąga i trzyma w napięciu. Jest dopracowana, wręcz przerażająco prawdopodobna. I to jest jeden z lepszych elementów produkcji!
Oprócz tego fajnym zabiegiem jest postawienie na nowe twarze albo aktorów zwykle spychanych do ról drugoplanowych w średnich filmach telewizyjnych. Nie ma tu miejsca dla serialowych gwiazdek czy aktoreczek śpiewających kolędy i tańczących na łyżwach. Chabior, Bonaszewski, Simlat, Bluszcz - jak dla mnie to jedne z bardziej wyrazistych i jednocześnie wciąż niedocenianych nazwisk.
Także główna para aktorska - Jowita Budnik i Sebastian Fabijański, sprawdza się niemalże wzorcowo. Właściwie nie można im niczego zarzucić.
Także główna para aktorska - Jowita Budnik i Sebastian Fabijański, sprawdza się niemalże wzorcowo. Właściwie nie można im niczego zarzucić.
(Źródło: youtube.com)
Otłowski świetnie wykorzystał potencjał północno-wschodniej Polski. Osadzenie fabuły w mazurskich lasach, które jesienią są spowite mgłą, było genialne. Niektóre ujęcia przypominają nam dobre, amerykańskie kino kryminalne/grozy. Czujemy się tak, jakbyśmy byli osamotnieni w wielkim, ciemnym, nieznanym lesie, którego pustka aż dudni nam w uszach. Kilka takich kadrów sprawiło, że naprawdę zrobiło mi się nieswojo podczas seansu.
A takich momentów napięcia i złowrogiej ciszy jest znacznie więcej!
Od "Jezioraka" od początku sporo oczekiwałam. Szłam na przedpremierowy pokaz z nadzieją na kawał porządnego kina i mocnych wrażeń. Zwykle, gdy mam takie nastawienie wychodzę nie do końca usatysfakcjonowana. Powody bywają różne: słaby scenariusz, kulawe aktorstwo, drętwe dialogi albo irytujący aktor. Na szczęście tym razem nie zawiodłam się. Ba, czekam na więcej podobnych tytułów. I liczę, że wreszcie polskie kino gatunkowe na dobre się rozkręci.





