facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Każdy film Spielberga uchodzi za kultowy. Każdy z Meryl Streep jest godny uwagi. Z tego też względu nie opuściłam premiery "Czwartej władzy", choć... wpada ona raczej słabo na tle pozostałych produkcji, w której palce maczała ta dwójka. 

    (Źródło: kultura.gazeta.pl)

    Key to szefowa raczkującego "The Washington Post", który w latach 70. był jeszcze niewielkim, lokalnym tytułem. Na czele pisma stanęła po śmierci męża i niezbyt dobrze odnajduje się w nowej roli. Choć wykazuje duże zaangażowanie, chętnie się uczy i ma przy swoim boku mądrych, zaufanych ludzi, to brakuje jej ewidentnie siły przebicia. Jest nieśmiała, a momentami wręcz wycofana. Gdy więc na światło dzienne wychodzą tajemnice rządowe dotyczące wojny w Wietnamie, a prezydent robi wszystko, by wyciszyć aferę kosztem wolności słowa, bohaterka zostaje postawiona przed trudnym wyborem: spełnić obowiązek względem społeczeństwa pozwalając dziennikarzom pisać o sprawie czy posłusznie dostosować się do prezydenckiego zakazu zajmowania się tematem.

    (Źródło: youtube.com)

    Chociaż Streep znowu staje na wysokości zadania, a prawdę mówiąc Hanks nie ustępuje jej na krok, to "Czwartą władzę" ogląda się po prostu całkiem nieźle. Fabuła jest świetna, lecz sposób jej opowiadania raczej nie przystaje dla europejskiego widza młodszej generacji, która to nie pamięta wydarzeń z lat. 70. Morze nazwisk, dat i historycznych okoliczności sprawia, że clue akcji jest nieco niejasne, a wdrażanie się w temat wymaga sporego wysiłku. I choć koniec końców zrozumienie sedna nie jest niemożliwe, to scenariusz nie powinien być tak niedopracowany. Śmiem też sądzić, że ten swoisty niesmak dodatkowo potęguje fakt, że film jest nieco za długi. Po raz kolejny widzimy wyraźnie, że utalentowani aktorzy, sprawny reżyser i dobre zdjęcia nie są w stanie "stworzyć" dobrej produkcji, jeśli scenariusz jest po prostu przeciętny,



    (Źródła: wizerunekkobiety.pl, kultura.gazeta.pl i indiewire.com)

    Continue Reading

    Wachowscy znowu wkraczają do akcji. Po raz pierwszy stworzyli film jako rodzeństwo, a nie bracia (jakiś czas temu Larry postanowił zostać Laną…). Zarówno podczas pracy nad scenariuszem, jak i w czasie samego kręcenia filmu, towarzyszył im Tom Tykwer, który na swoim koncie ma kilka naprawdę dobrych produkcji („Biegnij Lola, biegnij”, „Zakochany Paryż” czy „The International”).  Zebranie więc owej filmowej trójki przy jednym projekcie miało zwiastować nie tylko kasowy sukces, ale i świetne kino, którego mianem na pewno nie określę „Atlasu chmur”.

    Nie jest tak, że na seans przyszłam negatywnie nastawiona. Że z założenia nie chciałam, aby film mi się spodobał. Że doszukiwałam się przeróżnych błędów, potknięć i niedociągnięć. Absolutnie nie! Sądziłam, że skoro Wachowscy wracają do akcji, to ich najnowszy obraz będzie tym, co mnie nie zawiedzie.
    Trailer – jak to trailer – sugerował, że czeka mnie cudowne widowisko, a z wrażenia aż zaniemówię. Niestety, to chyba najbardziej kłamliwy trailer ostatnich czasów. Takiego zawodu nie przeżyłam już dawno!


    Ale najpierw może kilka słów o fabule. W filmie śledzimy losy postaci z przeróżnych epok i najdalszych zakątków świata. Poznajemy wielu bohaterów żyjących na przestrzeni 3 wieków: m.in. notariusza z XIX wieku, homoseksualnego muzyka z lat 30. XX wieku, amerykańską dziennikarkę żyjącą w latach 70. czy Azjatkę Sonmi z przyszłości. Ich wszelkie decyzje, tak dobre, jak i złe uczynki, mają realny wpływ na naszą planetę i decydują o tym, jak wygląda jej przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
    Scenarzyści opowiadają nam kilka historii umiejscowionych w odmiennym czasie i przestrzeni. Każda z tych opowieści ma przyporządkowany odrębny gatunek filmowy. Z tego względu „Atlas chmur” nie jest zwykłym, typowym filmem przygodowym. Elementy komediowe i melodramatyczne są łączone z wątkami science-fiction. Owa mieszanka gatunkowa raczej należy do udanych, choć niewątpliwie nie każdy wątek jest w takim samym stopniu wciągający.  


    Owszem, film powala na kolana pod wieloma względami. Na przepiękne zdjęcia nie można się napatrzeć, a genialna muzyka towarzyszy nam podczas niemal całej projekcji, (która notabene trwa aż 3 godziny!).  Świetne kolory wraz z fantastyczną scenerią dają baśniowy efekt, który na pewno docenią miłośnicy filmów przygodowych. Poza tym charakteryzacja jest na najwyższym poziomie. Do tego stopnia, że w pierwszej scenie nie rozpoznałam powszechnie znanego i lubianego aktora, (żeby nie psuć Wam zabawy nie powiem kto pojawia się jako pierwszy na ekranie ;)).


    Najsłabsze ogniwo filmu dla mnie stanowi fabuła. A dokładnie przesyt wątków i mnogość postaci. Zawiłość pewnych historii w połączeniu ze stosunkowo szybkim przeskakiwaniem z wątku na wątek dla niektórych może być ogromną przeszkodą w odbiorze „Atlasu chmur”. Wielowątkowość generuje również długość produkcji, która w mojej ocenie przekracza dozwolone granice. Wyznaję zasadę, że jeśli film trwa więcej niż 2 godziny, musi posiadać niezwykle interesujący scenariusz. Mimo iż sama historia (oparta na powieści  Davida Mitchella) jest ciekawa, to niewątpliwie została niemiłosiernie wydłużona, a na domiar złego jej kluczowe zdanie pada na ekranie co najmniej 4 razy, (a może i 5), co zupełnie psuje jego sens.  


    Dystrybutor określił „Atlas chmur” mianem „największego filmowego widowiska roku”. Na pewno, pod względem wizualnym, jest godny uwagi (w końcu pracowali przy nim autorzy zdjęć do „Wichrów namiętności”, „Braveheart” czy „Pachnidła”). Przykro więc, że warstwa fabularna jest bardzo nierówna. Jak wspomniałam wcześniej, niektóre wątki śledzi się z zaciekawieniem, podczas gdy inne nie robią na nas żadnego wrażenia.  Podliczają wszystkie za i przeciw dochodzę do wniosku, że „Atlas chmur” nie jest nawet blisko poprzeczki, którą wysoko umieściły wcześniejsze obrazy duetu Wachowskich.  
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      3 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top