facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Kino hiszpańskie zdecydowanie należy do jednego z moich ulubionych. Świetnie bawię się na iberyjskich komediach (zwłaszcza tych czarnych), bardzo dobrze wspominam także klasyki tamtejszej kinematografii autorstwa Luisa Buñuela, Pedro Almodóvara czy Álexa de la Iglesia). Co roku mamy możliwość poznania wielu nowych twórców dzięki festiwalowi kina hiszpańskiego. Impreza odbywa się w aż 10 polskich miastach, a do obejrzenia jest 16 tytułów reprezentujących różne gatunki. To idealna sytuacja, by bardziej zgłębić w tematykę iberyjskiej kinematografii, a dla tych, którzy nie mieli jeszcze kontaktu z hiszpańskim kinem, aby po raz pierwszy zasmakować tamtejszych obrazów.

    (Źródło: bilety24.pl)

    Specjalnie dla Was wybrałam 4 tytuły, na które warto zwrócić szczególna uwagę. To przykłady różne gatunkowo, by przypadły do gustu kinomanom o różnych preferencjach. Mamy tu parodię, thriller, melodramat oraz komediodramat.

    Jeśli jednak chcecie poznać pełen repertuar festiwalu i zapoznać się ze wszystkimi tytułami prezentowanymi podczas festiwalu, zajrzyjcie TUTAJ.


    SUPERLOPEZ, reż. Javier Ruiz Caldera 

    Komiczna produkcja o jednym z największych superbohaterów - Supermanie zrobiła furorę w zeszłym roku. To istny kasowy przebój 2018 roku, który w Hiszpanii obejrzały ponad 2 miliony widzów! 

    Główny bohater przybył na Ziemię z nieznanej planety. Jak Superman został adoptowany przez zwyczajną, ziemską parę i wychowany jak typowe dziecko. Nie jest on jednak normalnym przedstawicielem ludzkiej rasy - ma rentgen w oczach, czyta w myślach i oczywiście potrafi latać. Dodatkowo dysponuje ogromną siłą. To wszystko sprawia, że świetnie radzi sobie jako wybawiciel ludzkości, gorzej jednak jako... mężczyzna zabiegający o względy licealnej miłości. Czy Superlopez sprosta temu zadaniu i odnajdzie się w rzeczywistości? 

    Scenarzystą parodii jest Borja Cobeaga, autor świetnej komedii "Jak zostać Baskiem?" (krótką recenzję znajdziecie TU), co sprawia, że możemy oczekiwać dużej dawki dobrego humoru. 


    (Źródło: youtube.com)


    KRÓLESTWO, reż. Rodrigo Sorogoyen

    Thriller polityczny ze świetnym Antonio de la Torre w roli głównej (Volver, Życie to jest to, Stare grzechy mają długie cienie). Wpływowemu wiceprezydentowi wspólnoty autonomicznej marzy się zawrotna kariera w polityce. W drodze na szczyt przeszkadza mu korupcyjna afera, która wychodzi na jaw w najmniej spodziewanym momencie. Plan polityka nie wypala, przyjaciele odsuwają się od niego, a opinia publiczna zaczyna medialny lincz. Wsparcie znajduje jedynie w żonie i córce. Czy bohater wyjdzie z walki cało?

    Film zdobył aż 7 nagród Goya! Między innymi za najlepszą reżyserię, scenariusz, montaż i dźwięk oraz - co nie dziwi - dla najlepszego aktora pierwszo- i drugoplanowego (Luis Zahera).

    (Źródło: youtube.com)

    CARMEN I LOLA, reż. Arantxa Echevarria
    Melodramat o lesbijskiej miłości w cygańskiej społeczności. Nietypowy temat, który tak miłosną historią, jak i mnóstwem zdjęć w pięknych kolorach, przywołał mi w pamięci "Rafiki", kenijski dramat obejrzany podczas 34. edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego (recenzja TU).

    Dwie nastoletnie cyganki wychowują się w zupełnie różnych środowiskach. Jedna jest ambitna i pracowita, ale dość jednoznacznie czuje, że różni się od innych dziewczyn. Druga wzrasta w tradycyjnym domu. Uczy się na fryzjerkę i wkrótce ma wyjść za mąż. Pewnego dnia spotykają się na targu, na którym pracują ich rodzice.Czy zdecydują się spróbować czegoś, co wzbudza żar uczuć? Czy pozwolą sobie na bycie innymi niż większość dziewczyn? Czy będą potrafiły przeciwstawić się konserwatywnym rodzinom, by dać szansę miłości?

    Produkcja została wyróżniona podczas rozdania zeszłorocznych nagród Goya: za najlepszy debiut reżyserski oraz dla najlepszej aktorki drugoplanowej (Carolina Yuste). Podbiła również canneńską widownię.

    (Źródło: youtube.com)


    MISTRZOWIE, reż. Javier Fesser
    Nietypowa produkcja! Hiszpański kandydat do Oskara, w którym zagrali niepełnosprawni aktorzy. Trochę szkoda, że nadal filmy z udziałem niepełnosprawnych uznajemy za coś niezwykłego, ale jak mawiają - kropla drąży skałę, więc może za jakiś czas, to nie będzie swoiste nowum.

    Film z gatunku komediodramatu opowiada o zawodowym trenerze koszykówki, który w wyniku dużego kryzysu, popełnia kilka przestępstw i trafia do sądu. Wyrok: prace społeczne w postaci przygotowania drużyny niepełnosprawnych do udziału w ważnych zawodach. Rzeczywistość okazuje się pełna wyzwań. Czy bohater sprosta zadaniu? Czy będzie w stanie nauczyć się czegoś od swoich graczy?

    "Mistrzowie" są uznani za jeden z największych, zeszłorocznych sukcesów frekwencyjnych  w Hiszpanii! Tytuł zdobył 3 statuetki Goya: dla najlepszego filmu, najlepszej piosenki oraz debiutującego aktora. Reżyser sugeruje, że produkcja powinna być wyświetlana w szkołach, by edukować młodzież do właściwego stosunku do osób niepełnosprawnych, w których wieczne współczucie i żal nie jest na miejscu.

    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading

    Bohaterki pierwszego pełnometrażowego filmu Mariny Seresesky są prostytutkami. W nocy królują w opuszczonych zaułkach na przedmieściach uzbrojone w tandetną biżuterię i za mocny makijaż. Za dnia zaś z twarzami, na których wymalowane jest zmęczone i bezradność, próbują stawić czoła niełatwej rzeczywistości: niezapłaconym rachunkom, marudnym matkom i wścibskim sąsiadkom.

    (Źródło: hollywoodreporter.com)

    Film argentyńskiej reżyserki z pozoru jest na wskroś smutny. Mówi o trudnym życiu pań do towarzystwa, które wszyscy tak łatwo spychamy na margines automatycznie odbierając im prawo do człowieczeństwa. I tego wszystko, co z nim związane: szacunku, miłości, bezpieczeństwa, marzeń. Jednak dzięki temu, że Seresesky wybrała formę komediodramatu sprawnie przeplata smutne zdarzenia swoich bohaterek z tymi pogodnymi, skutecznie kontrastuje to, co bolesne z tym, co rozbraja widza. 

    Niejednokrotnie jest to humor sarkastyczny lub ironiczny. Główna bohaterka Rosa (perfekcyjnie zagrana przez Carmen Machi), ma skłonność do ciętej riposty. Wydaje się zdystansowana, wręcz oziębła, choć w rzeczywistości bywa krucha i łatwo ją zranić. Jej perypetie ze schorowaną, egocentryczną matką (dawniej również prostytutką), wścibską sąsiadką i nadpobudliwą, lecz przyjazną koleżanką po fachu, która jest transwestytą są mocno skomplikowane,a chwila, w której w jej życiu pojawia się pewna dziewczynka sprawia, że nawet widz zaczyna mieć powyżej uszu tych obowiązków i cudzych oczekiwań zrzucanych na bohaterkę. Brzemię, jakie dźwiga ona na swoich barkach nieoczekiwanie staje się naprawdę ciężkie. Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie buntuje się. 
    Najważniejsze pozostaje jednak to, czy wykorzysta okazję, by zacząć wszystko od nowa. Czy da sobie szansę na lepsze życie.

    (Źródło: youtube.com)

    Film ogląda się jednym tchem i  do samego finału nie wiemy tak naprawdę jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterek. Również wymieszanie wątków komediowych z dramatycznymi udało się reżyserce w 100%, a kreacja Machi zyskała miano chyba mojej ulubionej z dotychczasowych. Jeśli traficie gdzieś na seans "Przez otwarte drzwi", koniecznie wykorzystajcie tę szansę - słodko-gorzkie produkcje zawsze należały do moich faworytów :) 


    (Źródła: mundocritica.com i blogdecine.es)

    Continue Reading

    Wrócił on! Wspaniały, odważny, kreatywny i intrygujący. Pedro Almodóvar zaprezentował swój ostatni obraz na tegorocznym Festiwalu Filmowy w Cannes, a od kilkunastu dni możemy oglądać go na ekranach rodzimych kin. Jaka jest jego najnowsza produkcja? Czy dorównuje do bodajże najznamienitszego tytułu - "Porozmawiaj z nią"? 

    (Źródło: elblogdeyes.com)

    Ostatni obraz Pedro jest inny. Spokojniejszy, bardziej stonowany, wyciszony. Akcja rozgrywa się bardziej wewnątrz bohaterów (a raczej bohaterek), w ich głowach i sercach niż na poziomie gestów. Obserwujemy tu losy kobiety, która tuż przed ponownym (jak możemy domniemywać) ułożeniem sobie życia, postanawia wrócić do przeszłości i... odnaleźć córkę, z którą lata temu straciła kontakt. Losy Juliety poznajemy po części z retrospekcyjnych ujęć. W rolę młodej bohaterki wcieliła się Adriana Ugarte, rewelacyjnie nadając postaci życiowej energii i młodzieńczego ducha. Dojrzałą Julietę gra Emma Suárez, od której bije więcej spokoju. Dobór obu pań naprawdę się udał, a na oklaski zasługuje świetnie przemyślana scena, w której widzimy nową twarz Juliety (z ekranu schodzi młoda, by jej miejsce zająć mogła starsza). 

    (Źrodło: youtube.com)

    Film ogląda się naprawdę dobrze. Częściowo bazuje bowiem na jednym z opowiadań Alice Munro, kanadyjskiej laureatce literackiego Nobla. Nie jest jednak jego ekranizacją, ponieważ Almodóvar wprowadził fabularne zmiany. Trudno mi, bez znajomości "Szansy", na której oparto część "Juliety", dywagować, czy przyniosły one dobry efekt. Z pewnością produkcja ta nie należy do najlepszych hiszpańskiego reżysera. Odcina się nieco od ostatnich obrazów (choćby "Przelotnych kochanków"), a bardziej nawiązuje do starszych ("Volver", "Wszystko o mojej matce"). 

    Elementy towarzyszące tj. charakteryzacja i scenografia są typowe dla Pedra z La Manchy - czerpie obficie z kiczu, wybiera barwy mocno nasycone, a żadna rzecz nie znalazła się w kadrze przez przypadek.



    (Źródło: lanacion.com.ar i ruizhealytimes.com)
    "Julieta" jest jednak filmem ciekawym na poziomie historii. Przede wszystkim dlatego, że zawiera inny portret matki. Matki osamotnionej, ale walecznej, może nieco nieporadnej w kontaktach z córką, lecz bardzo kochającej. Takiej, która nie przestała być matką nawet na chwilę. Nawet bez dziecka.

    (Źródło: movies.ie)

    Continue Reading

    W ramach Tygodnia Kina Hiszpańskiego zdecydowałam się na seans stricte romantyczny. Ale z domieszką komediową. Przekonały mnie do niego dwa główne czynniki: zabawny trailer pełen klimatu miłosnego zauroczenia oraz angaż Quima Gutiérreza, którego świetną rolę pamiętam z rewelacyjnej produkcji "Granatowyprawieczarny".

    (Źródło: muranow.gutekfilm.pl)
    On - raczej przystojny, dość intrygujący, inteligentny, zabawny. Ona - ładna, pogodna, wrażliwa  i urocza. Ich losy splatają się absolutnie przypadkiem, i to tak (rzekomo) romantycznie - w bibliotece. Od słowa do słowa stają się sobą zauroczeni, a ich znajomość przybiera rumieńców. Wszystko idzie nadzwyczaj gładko do pierwszej poważnej sprzeczki. Ich kłótnia nie martwi nas jednak aż tak bardzo, ponieważ Marina i Víctor są tylko postaciami z filmu, do którego scenariusz pisze Pablo. Problem w tym, że sam zmaga się z miłosnymi rozterkami, więc jego życie przesycone jest goryczą i samotnością. 


    (Źródło: youtube.com)
    Przez półtorej godziny śledzimy dwie równolegle prowadzone historie: losy scenarzysty borykającego się ze związkowymi problemami oraz zakochanej po uszy pary, która stawia czoła - z sukcesem lub bez - pierwszym problemom pojawiającym się w ich relacji.

    Z ekranu bije znaczna doza ciepła, subtelności i wrażliwości. Oprócz okołomiłosnych emocji mamy również sporą dawkę dobrego humoru, którym reżyser skutecznie dodaje wyrazu produkcji komediowo-romantycznej. Na dodatek, obserwując twórczą pracę Pabla, zderzamy się ze stereotypami i kliszami dotyczącymi miłości, a obecnymi w większości wytworów (głównie filmowych) współczesnej kultury. Jest to więc całkiem mądra, a jednocześnie wciąż lekka i przyjemna propozycja w zasadzie dla wszystkich: tak cyników, jak i romantyków.



    (Źródło: sensacine.com)
    Continue Reading

    Kiedy ktoś pyta mnie o ukochany rodzaj kina, mam problem z odpowiedzią. Bo nie potrafię tak ad hoc wyrzucić frazę "Uwielbiam grecką kinematografię", "Kocham polskie kino moralnego niepokoju" czy "Oh, moim konikiem są stare, włoskie produkcje z Marcello Mastroiannim w roli głównej!". Ale jedno jest pewne - mam wielką słabość do hiszpańskich filmów, które zachwycają swoim wyrazistym charakterem. Jest on tak jednoznaczny, że w wielu przypadkach, tylko po kilkunastu minutach seansu, bez problemu byłabym w stanie stwierdzić: "Tak, to właśnie jest hiszpańskie kino!". Z "Magical girl" mam podobnie - na wskroś hiszpański! A to ogromny komplement! Dlaczego? O tym piszę poniżej.


    (Źródło: baldovi.net)
    Luis - samotny ojciec i jego chora córka Alicia, tajemnicze, młode małżeństwo (Alfredo i Bárbara) oraz Damián, uroczy staruszek z mroczną przeszłością. Co ich łączy? Dla jednych zwykłe koleje losu, dla innych niesamowity splot zdarzeń. Faktem jest jednak, że rzeczywistość bohaterów przenika się, zazębia i silnie na siebie wpływa. A to wszystko z powodu marzenia dziewczynki zapisanego na kartka pamiętnika...




    (Źródło: youtube.com)

    Niewinne szperanie w rzeczach ukochanej córki popycha Luisa do wielkich czynów. Ale niekoniecznie dobrych, szlachetnych, moralnych. Zerknięcie do dziewczęcego pamiętnika sprawia, że ojciec - z wielkim zaskoczeniem - odkrywa marzenie swojej, chorującej na białaczkę, pociechy. Postanawia spełnić je, choć realizacja graniczy z cudem. Stopniowo działa, by całkiem racjonalny sposób zebrać potrzebną kwotę. Szybko okazuje się, że sprawa nie jest tak łatwa i przedziwny splot zdarzeń stawia go w sytuacji, z której ma dwa wyjścia: być uczciwym, a tym samym nie posiadać gotówki niezbędnej do zakupu stroju, o którym śni Alicia albo wcielić się w zły charakter i uszczęśliwić córkę.

    By nie psuć całej zabawy związanej z oglądaniem tej misternej, fabularnej konstrukcji napiszę jeszcze tylko, że bohaterowie spotykają się w najmniej spodziewanym momencie w najbardziej absurdalnej sytuacji. I choć to, co widzimy na ekranie nie raz, nie dwa, wzbudza nasz śmiech, zaskoczenie, oszołomienie, to mam wrażenie, że reżyser - mówiąc kolokwialnie - nie popłynął. Bo takie właśnie jest życie! Nieprzewidywalne, momentami zabawne, przerażające czy wręcz dziwaczne.


    (Źródła: handelszeitung.ch i stopklatka.pl)

    Tym, co uderza w "Magical girl" jest bez wątpienia niepokój. Wkrada się z wielu kadrów, wybrzmiewa w wielu scenach. Czujemy jakby bliżej nieokreślony nieprzyjacielski duch, tajemnicze zło, mroczny charakter czy jakkolwiek go nazwiemy, krył się za plecami bohaterów. Czyhał na nich w ukryciu.

    Szaleńczą mieszankę, tak specyficzną, tak niszową, zapewnia jednak coś zgoła innego. Jest nim miks! Połączenie tego napięcia, uczucia grozy z absurdalnymi kolejami losów (chapeu bas dla scenarzysty!), czarnym humorem najwyższych lotów oraz... klasyczną muzyką hiszpańską! Te kastaniety, gitarowe brzmienia i charakterystyczne śpiewy dodają pikanterii, wyrazistości stonowanym, momentami nawet zachowawczym obrazom kadrowanym z niezwykłą pieczołowitością. W rezultacie dostajemy film, którego nie jesteśmy w stanie zapomnieć. Tak ze względu na fabularny miszmasz, jak i estetyczną wizualno-muzyczną oprawę.

    Biorąc na warsztat "Magical girl" nie można zapomnieć o rewelacyjnym aktorstwie. Na szczególną uwagę zasługuje Bárbara Lenni. Jest magiczna! Każde jej pojawienie się na ekranie wprost elektryzuje. Jej spojrzenie całkowicie skupia uwagę widzów. Nic nie jest w stanie z nim konkurować. To ogromna siła filmu i wielka zasługa produkcji, która znalazła i zaangażowała tak świetną aktorkę.
    Mocnym punktem jest również Luis Bermejo perfekcyjnie odgrywający rolę troskliwego, trochę zagubionego i nieprzystającego do rzeczywistości, a jednocześnie niezłomnego i bezwzględnego ojca. 


    (Źródła: abc.com i fotogramas.es)

    Na koniec warto jeszcze dodać, że produkcję doceniło nie tylko festiwalowe jury (nagroda w San Sebastian). Film pokochali i wyróżnili także widzowie projektu Scope50 sygnowanego przez Gutek Film. Do udziału zaproszono 50 widzów z Polski, którzy obejrzeli 10 nowych, europejskich obrazów, niewyświetlanych jeszcze w naszych kinach. Po projekcjach nowości filmowi zapaleńcy wyłonili zwycięzcę, którym został debiut Carlosa Vermuta. Jak widać mieli nosa, bo film jest wyśmienity! W tym miejscu trzeba jeszcze nadmienić, że "Magical girl" zachwyca się sam Pedro Almodovar. Nie zwlekajcie więc dłużej i lećcie do kina - tego seansu nie pożałujecie! 

    (Źródło: lacriticanyc.com)

    Continue Reading

    Warszawska część 15. Tygodnia Kina Hiszpańskiego dobiegła końca. Przegląd iberyjskiej kinematografii ostatnich lat za moment zagości w kolejnych miastach Polski. Mieszkańcy Wrocławia, Łodzi, Krakowa, Gdańska czy Poznania będą mieli niesamowitą okazję, by zasmakować w hiszpańskich produkcjach, które trzymają naprawdę wysoki poziom!


    Wybranie kilku tytułów spośród 15 propozycji tegorocznego festiwalu organizowanego przez AP Mañana, wcale nie było proste! Zdecydowałam się zobaczyć 5 produkcji (+ jedną - "Carmen i amen" - widziałam już w październiku, na Warszawskim Festiwalu Filmowym). Oto jak wyglądał mój repertuar! :-)

    (Źródło: stopklatka.pl)
    KANIBAL, reż. Manuel Martín Cuenca
    Nie jestem wielką miłośniczką produkcji o seryjnych mordercach. Nie śledzę losów "Walking dead" czy "Upadku". Na "Kanibala" wybrałam się z czystej ciekawości - niezły temat, wciągający zwiastun i wyróżnienie zdobyte na MFF w San Sebastián. 

    Czy seans mnie zawiódł? Nie, ale też nie porwał do końca. W moim odczuciu "Kanibal" to mieszanka Hannibala Lecktera z Jeanem-Baptiste z "Pachnidła". Sama postać Carlosa jest intrygująca - małomówny krawiec, sumiennie wywiązujący się ze swoich zawodowych obowiązków, dbający o własną prywatność. Żyje na dystans z ludźmi, nie ma przyjaciół. Problem w tym, że jego mroczna strona nie znajduje na ekranie żadnego większego umotywowania. Nie jest niczym solidnie uargumentowana. Nie wiadomo skąd się wzięła i co go w niej tak pociąga. Końcówka filmu staje się przez to naiwna i jeszcze bardziej naciągana niż reszta historii. Szkoda, bo potencjał był naprawdę spory...

    (Źródło: revistaatticus.es)

    ŻYCIE TO JEST TO, reż. Álex de la Iglesia
    Genialna tragikomedia - tak w skrócie można opisać "Życie to jest to". Reżyser serwuje nam krytyczną ocenę współczesnego świata, podaną w inteligentnym stylu. Widzowie z mojego seansu byli zachwyceni! Ja zresztą też.

    Opowieść o niegdyś uznanym marketingowcu, który od lat bezskutecznie poszukuje pracy w zawodzie, przemawia do każdego. Bohater ulega niespodziewanemu i bardzo poważnemu wypadkowi (żelazny pręt wbija mu się w tył głowy na skutek upadku z wysokości), jaki ma miejsce na terenie nowo otwartego muzeum. Uziemiony, skazany na oczekiwanie na lekarską decyzję, planuje jak wykorzystać zaistniałą sytuację do poprawy rodzinnych finansów.

    Iglesia naśmiewa się z naszej chciwości, plotkarstwa, potrzeby bycia w centrum, żądzy tanich sensacji, obserwowania ludzkiej tragedii oraz wzbogacenia się na cudzym nieszczęściu. Za pomocą zabawnej formy, fabuły stworzonej na zasadzie "pół żartem, pół serio" dobitnie pokazuje zło tego świata i nas samych. Chwila refleksji po opuszczeniu kina jest więc tutaj niezbędna!

    (Źródło: novela.pl)

    JAK ZOSTAĆ BASKIEM, reż. Emilio Martínez-Lázaro
    Bezwzględny, festiwalowy faworyt! Film, który zakończył się gromkimi oklaskami ze strony widzów. Seans natomiast obfitował w głośne śmiechy całej kinowej sali. 

    Lekka, aczkolwiek niegłupia komedia o różnicach, jakie występują między ludźmi pochodzącymi z odmiennych regionów Hiszpanii. Jednak uniwersalny wymiar radości i smutków głównych bohaterów pozwala na zaadaptowania jej do innych realiów (np. polskiej rzeczywistości). Reżyser w sprytny sposób naśmiewa się z naszych głęboko skrywanych lęków i oporów przed zaufaniem drugiej osobie. Rewelacyjny obraz, który dzięki przystępnej formie i celnym żartom, trafia w gusta wielu. Bardzo, bardzo polecam!

    (Źródło: guiadelocio.com)

    LUDZIE I MIEJSCA, reż. Juan Cavestany
    Ten film to istne szaleństwo! Jak sam tytuł wskazuje mamy różnych ludzi i różne miejsca. Brak w nim logicznej całości, fabularnej spójności. To w pełni absurdalna produkcja z równie absurdalnym humorem. 

    Momentami jesteśmy rozbawieni do granic możliwości, zwykle jednak ogromnie zaskoczeni poczynieniami bohaterów. Bo jak tu nie być zdziwionym faktem, że włamywacze w trakcie nocnej akcji zamiast obrabować dom zaczynają... go sprzątać! :) Przedziwny film. Doceniam techniczny zamysł kręcenia z ręki oraz sięgnięcie po niecodzienne poczucie humoru, ale mimo wszystko nie wpisał się na listę najlepszych wyborów. Dedykowany dość wąskiej grupie widzów.

    (Źródło: diarovasco.com)
    GŁUPCY, reż. Roberto Castón
    Film Castóna to próba przedstawienia kondycji rodziny we współczesnym świecie. Próba dość nietypowa, bo zaprezentowana za pomocą teatralnej formy. Reżyser przenosi nas do niewielkiego teatru, gdzie wśród kostiumografów, dźwiękowców, aktorów, obserwujemy przygotowania do premiery nowej sztuki.

    W "Głupcach" uderza minimalizm. Przejawia się zarówno w liczbie aktorów, jak i prostej, niemalże pustej scenografii. Uwagi widza nic nie rozprasza. Co więcej, na detalu bądź konkretnym geście skupiamy się mocniej, dzięki magicznej grze światła. To za nim podąża nasz wzrok, to właśnie światło jest najmocniejszym środkiem wyrazu tego filmu.

    Interesujące postacie i niebywałe ich losy splatające się w absurdalny sposób to wyróżnik produkcji. Idąc na seans oczekiwałam raczej czegoś w stylu "Birdmana", którego akcja również rozgrywa się na teatralnych deskach. Dostałam zaś coś, czego nie jestem w stanie przyrównać do innego filmu. I bardzo dobrze, bo "Głupcom" pod względem formy bliżej jednak do kina artystycznego. 

    Continue Reading

    Jaka jest starość? Co wypada ludziom dojrzałym, a co im już nie przystoi? Czy miłość i namiętność są zarezerwowane wyłącznie młodym? Jak znaleźć radość po 50. i czy możemy być szczęśliwi w ostatnich latach życia? Na te pytania stara się odpowiedzieć chilijski reżyser - Sebastián Lelio w filmie pt. "Gloria". Subtelnie i z wdziękiem rejestruje życie swojej bohaterki, której daleko do typowej kobiety po przejściach.

    (Źródło: butlerscinemascene.com)

    Gloria jest po pięćdziesiątce. I po rozwodzie. Jeszcze pracuje, a w wolnym czasie stara się uatrakcyjniać swoje życie, chodząc na wieczorne potańcówki. Tam, podczas jednej z zabaw, poznaje Rodolfo, z którym rozpoczyna płomienny romans. 

    (Źródło: kino.de)
    Co uderza w "Glorii"? Fenomenalna Paulina García! Aktorka jest tak przekonująca, że ani przez sekundę seansu nie mamy wątpliwości, że jest Glorią. Jej spojrzenia, gesty, mimika, sposób mówienia uwiarygadniają postać głównej bohaterki. Całkowicie kupujemy jej osobowość, temperament, bagaż dotychczasowych doświadczeń oraz problemy dnia codziennego.

    Do tego należy dodać naprawdę dobrą fabułę. Chociaż kryzys wieku średniego jest sporo przede mną, a realia współczesnych emerytów są mi zupełnie obce, to oglądając najnowszy film Sebastiána Lelio absolutnie nie miałam problemy z wczuciem się w skórę jego bohaterów. Co więcej, po kilkunastu minutach seansu zaczynamy kibicować Glorii, życząc wielu sukcesów - głównie tych w sferze miłosnej oraz rodzinnej. 

    (Źródło: sortiedusine.org)

    Oprócz bohaterki jednostkowej w postaci Glorii, mamy bohater zbiorowego - ludzi dojrzałych. Tych na emeryturze lub tuż przed nią. Urodzili się i dorastali w innych czasach, znają inną rzeczywistość, mieli inne problemy, wyzwania, marzenia niż dzisiejsi młodzi. Nie potrafią do końca zrozumieć swoich dzieci czy wnuków. Z trudem przychodzi im również próba utożsamienia się z młodym pokoleniem, bo świat tak bardzo się zmienił! Starsi czują się więc trochę porzuceni, osamotnieni, niezrozumiani. Na szczęście wśród nich jest wielu takich jak Gloria - chcą być aktywni (zawodowo, społecznie, rodzinnie). Nie dają za wygraną! 

    (Źródło: pixgood.com)
    Bo tytułowa bohaterka zaciska zęby, gdy jest trudno, a z dobrych chwil czerpie pełnymi garściami. Chwyta życie mocno i nie zamierza odpuścić! Jest przeciwstawnym biegunem do zachowawczego, a mimo wszystko żądnego przygód, silnych emocji i zmiany, Rodolfo. Mężczyzna jednak, w kluczowym momencie, chowa głowę w piasek. Wraca do punktu wyjścia. Gloria nie odwraca się za siebie, idzie naprzód, czeka na nowe. Ba, wypatruje nowego, z nadzieją go wygląda. Nie obawia się oceny innych, nie spogląda na to, co powiedzą dzieci. Podejmuje decyzje, bo chce żyć, a nie egzystować! Jest niepokorna i nieustępliwa. To właśnie te cechy wyróżniają ją i sprawiają, że najnowszą produkcję Lelio ogląda się tak dobrze!

    "Gloria" jest bowiem ciepłym filmem pełnym nadziei. Reżyser serwuje nam inne spojrzenie na starość. Podkreśla, że w tym okresie życia nic się nie kończy, nic nie musi się drastycznie zmieniać. Nadal możemy doceniać drobiazgi, bawić się, ryzykować, kochać, szukać nowych wrażeń, rozwijać pasje. Żeby spełniać marzenia potrzeba zaledwie jednego - akceptacji siebie, wystarczającej motywacji i otaczania się dobrymi ludźmi. 

    (Źródło: impawards.com)
    Continue Reading

    Wiosna, wiosna, ach to Ty! A jak wiosna, to i morze festiwalowych eventów. Wraz z atmosferycznym ciepłem dotarła do nas 15. edycja Mañany - Tygodnia Kina Hiszpańskiego, która odbędzie się w Warszawie (seanse w Kinie Muranów i Kinie Luna) w dniach 19-26. marca.

    (Źródło: facebook.com/apmanana)

    Dla prawdziwych miłośników kinematografii iberyjskiej mam DWA PODWÓJNE ZAPROSZENIA na dwa różne seanse! Dostać jedną z nich można, odpowiadając na pytanie konkursowe. 

    Aby zgarnąć wejściówkę na KWIATY (seans w piątek 20.03 w Kinie Muranów o 18:30), należy podać i uzasadnić:

    Którego hiszpańskiego reżysera lubisz najbardziej?

    (Źródło: tumblr.com)

    Żeby wygrać wejściówkę na WIEDŹMY Z ZUGARRAMURDI (seans w poniedziałek 23.03 w Kinie Luna o 20:30), napisz:

    Co - Twoim zdaniem - jest największą zaletą
    Tygodnia Kina Hiszpańskiego?

    (Źródło: zinefilos.com)

    Odpowiedzi umieszczajcie w komentarzach pod wpisem podając swoje imię oraz adres e-mailowy. 
    Macie czas do piątku (20.03) do godziny 09:00, wyniki zostaną opublikowane w samo południe :) [Ze zwycięzcami będę kontaktowała się mailowo. Premiowane będą odpowiedzi kreatywne. Regulamin znajdziecie TU.]

    ¡Suerte a todos! :)

    EDIT: Laureatkami konkursu są: Ewa Janda i Agata Kołakowska. Serdecznie gratuluję! :)

    PS Szczegółowe informacje dotyczące Festiwalu znajdziecie TUTAJ. Natomiast repertuar na warszawską część tegorocznej edycji wrzucam poniżej.

    (Źródło: manana.pl)
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      3 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top