facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Paul Dano należy do tych postaci kina, których się nie zapomina. I nie pomyli się go z nikim innym. To gość, który w Hollywood nie znalazł się przez przypadek, dzięki znanemu wujkowi, za sprawą niejasnych koneksji czy romansu z wpływową kobietą. On ciężko zapracował na swoją sławę i... dobre imię. Okazuje się, że kryje w sobie nie tylko wielki talent aktorski, ale i naprawdę duży potencjał reżyserski. Dowodem tego niech będzie "Kraina wielkiego nieba", która właśnie miała swoją polską premierę.


    (Źródło: falakina.pl)

    Początek lat 60. Późna jesień. Niewielkie miasteczko w stanie Montana. Lokalni zbierają się i wysyłają dodatkowe posiłki, by ugasić pożar, który pożera miejscowe lasy. Z niecierpliwością wypatrują zimy i pierwszych opadów śniegu, które zastopują bezlitosne płomienie. W tym miejscu Jerry i Jeanette zaczynają życie od nowa. On pracuje na polu golfowym spełniając zachcianki tamtejszych bogaczy, ona zajmuje się domem i ich 14-letnim synem, Joe. Kiedy Jarry traci pracę zaczynają się kłopoty. Urażona duma nie pozwala mu wrócić do starego pracodawcy, który nie poznał się na nim. Pakuje więc manatki i dołącza do ekipy domorosłych strażaków zostawiając na przedmieściach pracującą na pół etatu żonę i dorastającego syna. Nie spodziewa się, że jego zamknięta postawa i małomówność w połączeniu z notorycznym niedostrzeganiem niespełnionych ambicji żony może doprowadzić do prawdziwej katastrofy. 


    (Źródło: youtube.com)

    Im więcej czasu mija od wyjazdu Jerry'ego, tym Jeanette coraz bardziej gubi się w swoich pragnieniach. Ewidentnie jest znużona rolą zwyczajnej żony i matki, nie chce po prostu siedzieć w domu. Tęskni za pełnowymiarową pracą zawodową, która pozwoli jej się rozwijać i mieć stały kontakt z interesującymi ludźmi. Trochę po omacku szuka bodźca, który popchnie ją do zmiany życia. Szkoda tylko, że robi to chwilami bardzo na oślep, a w dodatku na oczach nastoletniego syna, który nie wie jak zachować w tak nietypowej sytuacji. Zderzenie z nową rzeczywistością w postaci przemiany matki jest dla niego kompletnie niekomfortowe. Szczególnie, że jest w wieku, w którym analizuje świat, szuka wzorców, podważa autorytet rodziców, próbuje znaleźć drogę dla siebie. Matka taka jak Jeanette na pewno nie jest wsparciem dla chłopca jakim jest Joe. Uciekający z domu ojciec, który pod pozorem utrzymania rodziny, chowa głowę w piasek, by nie stawiać czoła brutalnej rzeczywistości i zawodowej porażce, również stanowi kiepski wzorzec.

    Obraz, który serwuje nam wyśmienity duet Dano-Kazan, to gorzka opowieść o trudach bycia w związku. Tam, gdzie dwoje ludzi próbuje razem żyć, naturalne są codzienne kompromisy. Tu jednak widzimy, że osobą, która rezygnuje z siebie jest wyłącznie Jeanette. Ale tak się dzieje tylko do czasu. Kiedy miarka się przebiera, niewypowiedziane żale i niespełnione marzenia wręcz z niej eksplodują. Jej chęć zmiany gna ją wciąż do przodu nie zważając na męża, który naraża swoje życie przy walce z żywiołem i na syna, bacznie obserwującego każdy ruch matki.

    Scenariusz "Krainy wielkiego nieba" jest świetny. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Fantastycznie dobrano również obsadę. Tak Mulligan, jak i Gyllenhaal dają z siebie wszystko. Bardzo dobrze wypada też młodziutki Ed Oxenbould, któremu ta rola na pewno otworzyła niejedne drzwi. Tym, co buduje klimat filmu są śliczne zdjęcia. Dramat jest bowiem wypełniony pięknymi kadrami obfitującymi w pastelowe odcienie, wobec których trudno przejść obojętnie. Mnie przeszkadzała tylko jedna rzecz: postać Jeanette chwilami wydawała mi się mało wiarygodna. Może zabieg ten miał zwiększyć dramaturgię, dodać pikanterii i szaleństwa tej postaci czy bardziej wybić jej wewnętrzną rozterkę. Osobiście uważam, że nie był zbyt udany, a wzmógł tylko efekt przerysowania.

    Na koniec nie mogę jednak nie wspomnieć o tym, z jakim tytułem kojarzy mi się reżyserski debiut Paula Dano. To nowa wersja fenomenalnej "Drogi do szczęścia". I fakt, że "Kraina wielkiego nieba" przywodzi na myśl dramat Sama Mendesa, który jest dla mnie jednym z najlepszych filmów niech dowodzi temu, że naprawdę warto wybrać się na nią do kina. A przed zaledwie 34-letnim Dano zapewne jeszcze bardzo wiele reżyserskich hitów. 



    (Źródła: ars.pl i polki.pl)

    Continue Reading

    Choć nie było mnie to dość dawno, nie znaczy, że odcięłam się do kina. Co to, to nie! Obejrzałam kilka seriali i śledziłam poniektóre nowości. Poniżej krótkie zestawienie tego, co przewinęło się przez polskie kina na początku lata: w czerwcu i lipcu.


    (Źródło: filmibeat.com)
    Nie będzie długiej recenzji każdej z poniższych pozycji. Raczej skondensowane przemyślenia na temat poszczególnych filmów. Jedne seanse były bardziej udane, inne mniej. O tym, co warto nadrobić (jeszcze w kinach lub za moment na VOD) dowiesz się czytając. Więc zaczynamy!


    MUMIA (reż. Alex Kurtzman)

    Fanką fantasy nigdy nie byłam, ale fakt, że scenarzysta "Transformersów" zabrał się za reżyserię kolejnej części przygód o mumii (wersji powrotu mumii było już co najmniej kilka), nawet mnie skusił. Fabuła oczywiście należy do absurdalnych, ale tego trzeba było się przecież spodziewać. Jest trochę strachów, nie brakuje zwrotów akcji oraz twarzy jeszcze bardziej odmłodzonego Toma Cruise'a. 

    PS Jeśli w trakcie projekcji zaczniecie się nudzić, polecam rozpoczęcie pewnej zabawy polecającej na zliczeniu ile razy z ust bohaterów padnie imię "Jenny" :) 


    (Źrodło: youtube.com)

    AQUARIUS (reż. Kleber Mendonça Filho)

    Brazylijski dramat nominowany do Złotej Palmy oraz Cezara? To brzmi dumnie. I zachęcająco zwłaszcza, jeśli lubi się kino południowoamerykańskie. Niestety okazało się, że losy emerytowanej dziennikarki prowadzącej nierówną walkę z bezdusznym właścicielem niemal opuszczonego osiedla nie są intrygujące. Widzowi niełatwo jest wytrwać do końca dwugodzinnego seansu, gdy tempo akcji nie dość, że nie rozwija się, to jeszcze spada i brak wątków, które tę uwagę by utrzymywały. Gdyby nie świetna Sonia Braga oraz całkiem udany finał, nie zaliczyłabym tej produkcji do zbyt udanych. 


    (Źródło: variety.com)

    BABY DRIVER (reż. Edgar Wright)

    Jeśli po "La La Land" masz awersję do musicali (albo miałeś ją jeszcze przed filmem Damiena Chazelle'a), polecam nowość od reżysera m.in. "Ostrych psów". To urocza kompilacja kina akcji, musicalu oraz komedii z wątkiem romantycznym. Twórcy dają nam sporą dawkę humoru, wartkie tempo, świetny montaż oraz bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową. Przyjemne kino rozrywkowe, w którym naprawdę miło jest zobaczyć Kevina Spacey.

    (Źrodło: youtube.com)


    W STARYM, DOBRYM STYLU (reż. Zach Braff)

    Po raz kolejny Zach Braff, znany m.in. z "Powrotu do Garden State" czy serialu "Scrubs", stanął po drugiej stronie kamery. Tym razem zabrał się za reżyserię komedii o szalonych dziadkach, którzy postanawiają obrobić bank, by móc wieść spokojne życie na emeryturze. I mimo że starszych panów gra przyjazna trójka: Morgan Freeman, Michael Caine oraz Alan Arkin), a całość pod względem fabularnym i montażowym troszkę przypomina "Ocean's 11", to film jest po prostu poprawny. 

    (Źródło: eska.pl)

    OLD FASHIONED (reż. Rik Swartzwelder)

    To miało być niszowe kino amerykańskie. Takie z misją. O tym, że w życiu chodzi o coś więcej niż romans z Tindera. Niestety wyszła parodia staromodnego nurtu randkowania, kiedy to para długimi tygodniami poznaje się, by móc wreszcie chwycić się za ręce czy pocałować. Nie dość, że fabuła jest nieco prześmiewcza (i to z pewnością nie było zamierzone!), a dialogi dość drętwe, to w dodatku bohaterowie irytują swoim sposobem bycia: Clay tajemniczością, niezrozumiałym uporem (wręcz sztywniactwem) oraz sztywnością, a Amber zdaje się być po prostu zupełnie oderwana od rzeczywistości (połączenie szalonej, romantycznej, impulsywnej, a zarazem cierpliwej kobiety). 

    (Źródło: youtube.com)


    Continue Reading

    Dawno nie czułam przed premierą takich emocji, jakie towarzyszyły mi przed seansem "La La Land". Ostatnio miałam tak chyba z "Artystą", który w 2011 wygrał 5 Oskarów (w tym ten za najlepszy film). Produkcję oglądałam już po gali, więc z jednej strony była presja nagród, jakie otrzymała, z drugiej świadomość, że z tym gatunkiem (kino nieme) jestem mocno na bakier. Podobna sytuacja miała miejsce z nowością od Damiena Chazelle, gdyż "La La Land" ma na swoim koncie aż 7 Złotych Globów, a musicale kojarzą mi się z ckliwymi, naciąganymi historyjkami, w których tandetne piosenki i fikuśne tańce (choć same często są słabymi elementami) mają ukryć pozostałe, jeszcze większe mankamenty produkcji. 

    (Źródło: indiewire.com)
    Moja obawa o jakość "La La Land" była tym większa, że po genialnym "Whiplash" o walce młodego muzyka z despotycznym dyrygentem oraz własnymi ambicjami, apetyt na dobre owoce pracy Chazelle, wzrósł. Tym razem reżyser postanowił zabierać nas w podróż po mieście aniołów. Wraz z bohaterami: romantyczną Mią, pracownicą niewielkiej kawiarni marzącą o karierze aktorskiej oraz Sebastianem, muzykiem jazzowym pragnącym założyć własny klub, przemierzamy wszelkie zakątki Los Angeles. Zaglądamy do gigantycznych hal zdjęciowych, przechadzamy się romantycznymi alejkami na wzgórzach Hollywood Hills, zaglądamy do miejscowych barów. Reżyser chce, żebyśmy poczuli specyficzną atmosferę tego miasta oraz to, co mają w sercach głównie bohaterowie - ogromne pasje i chęć spełnienia swych marzeń. 


    (Źródło: youtube.com)

    Choć nie należę do fanów musicali, ten film szczerze mnie urzekł. Prostotą historii (scenariusz jest nieskomplikowany, żeby nie powiedzieć banalny), genialną muzyką (ścieżka dźwiękowa zostaje w głowie na bardzo długo), uniwersalnym przesłaniem oraz jakąś magią, która przez cały seans buduje świetny klimat produkcji. Tym jednak, co uznaję za najlepsze jest duet Emma Stone - Ryan Gosling. Fantastycznie pasują do odgrywanych postaci (są po prostu wiarygodni w swoich rolach) i gołym okiem widać, że lubią ze sobą pracować. Dzięki temu emocje jakie łączą ich bohaterów są odzwierciedleniem prawdziwej chemii występującej między nimi. Dowodem na słuszność tej tezy niech będzie scena, w której Sebastian zaczyna grać na pianinie, gdy Mia wchodzi do domu i włącza się w śpiew. Jej wybuch śmiechu jest zupełnie naturalny i można by uznać go za błąd. Ale w tym przypadku ta wpadka wnosi jakąś wartość dodatnią do całości.

    Kiedy czytasz o zbliżającej się premierze, że jest zjawiskowa, olśniewająca, bliska ideału, Twoje oczekiwanie względem niej rosną. Nawet jeśli starasz się ostudzić ów zachwyt, by nie wyjść z kina z gigantycznym rozczarowaniem. W przypadku najnowszego obrazu Damiena Chazelle trudno było utrzymać na wodzy te emocje. Zwłaszcza, że tuż przed wejściem na polskie ekrany "La La Land" wygrał wszystko podczas gali Złotych Globów, zgarniając aż 7 statuetek (i tym samym pobijając dotychczasowy rekord!). Co najlepsze, absolutnie nie wpłynęło to na mój odbiór filmu oraz jego ocenę. Dlaczego? Bo ta produkcja jest iście genialna i nic nie jest w stanie temu zaprzeczyć.



    (Źródła: hollywoodreporter.com i indiewire.com)
    Continue Reading

    Jak zwykle przewrotnie, jak zwykle pod prąd. Tym razem zbieram 7 głównych powodów, dla których NIE OBEJRZĘ najgłośniejszej premiery tego roku - "50 twarzy Greya". Zaciekawieni? No to czytajcie!

    (Źródło: facebook.com)

    #1
    Nazwisko pani reżyser niczego mi nie mówi. I nie jest to może największy zarzut świata, bo przecież niejednokrotnie z radością podpatruję co robią debiutanci lub ci twórcy, których prac do tej pory nie widziałam. Jednak w przypadku Sam Taylor-Johnson odnoszę (być może błędne i absolutnie niesprawiedliwe) wrażenie, jakby nie była to niechęć zupełnie bezpodstawna ;) Jej dotychczasowa filmografia nie wygląda na taką, która trafiłaby w mój gust.

    (Źródło: thetimes.co.uk)

    #2
    Całość powstała na bazie książki, której... nie chciałabym przeczytać. Głosy niektórych znajomych, będących po lekturze "50 twarzy Greya", nie brzmią zbyt pochlebnie. Fragmenty pojawiające się w różnych recenzjach czy artykułach prasowych prezentują się dość podobnie. Jeśli punkt wyjścia - w postaci powieści - nie zachwyca/intryguje/zadziwia/porusza, to mam sporą obawę, czy aby scenariusz ma realne szanse na bycie lepszym tworem...

    (Źródło: adweek.com)

    #3
    Argument z książką i scenariuszem prowadzi nas do kolejnego punktu - scenarzystki. Kelly Marcel ma na swoim koncie całkiem niechlubną pracę nad filmem nijakim i nudnym. Mowa o "Ratując pana Banksy", w którym choć zagrał dobry duet: Tom Hanks i Emma Thompson, w zasadzie nic nie jest udane. Strach się bać, jak więc mógłby wyjść nieszczęsny Grey...

    (Źródło: standard.co.uk)

    #4
    Czynnikiem działającym na intensyfikację mojej niechęci do danej premiery bywa... zbyt nachalna reklama. Filmy, które są usilnie promowane, odrzucają mnie. I w 90% nie chadzam na nie do kina. Wszelkie "Hobbity", "Igrzyska śmierci" czy inne "Xmeny" są od razu skreślone. Rzadko kiedy jestem w stanie się przemóc, by sprawdzić taką wydmuszkę (niestety dość często produkcje te są niespecjalne). Przykładami filmów, które obejrzałam w pierwszych dniach od premiery mimo reklamowego szaleństwa, mogą być "Interstellar" czy "Nimfomanka cz. I". Ale i one (a zwłaszcza drugi tytuł) zawiodły mnie! Z tego powodu mam poważne obawy, że i teraz historia się powtórzy...

    (Źródło: film.wp.pl)

    #5
    Logicznym skutkiem punktu 4, czyli marketingowej nagonki, jest oczywiście dziki tłum w kinach. Rozumiem, że to "sukces" filmu. Że producent skacze z radości, aktorzy są dumni, dystrybutor zaciera ręce myśląc o finansach, a dyrekcja kina gratuluje sobie wyboru dobrego repertuaru na dany weekend. Ale sama myśl o oczekiwaniu kilkunastu minut w wielkiej kolejce do kina, przepychanie się między dziesiątki/setki psychofanek bohatera dość wątpliwej powieści, a później wysłuchiwanie ich licznych "ochów i achów" sprawia, że już teraz mówię głośno: "Nie, dziękuję".


    (Źródła: polityka.pl i thevisitorium.com)

    #6
    Szczerze przyznam, że w produkcji brakuje jakiegokolwiek mocnego punktu. Czegoś, co przyciągałoby do kina. Czynnika, który generowałby wielkie zainteresowanie tytułem. Oczywiście jest nim pierwowzór fabuły w postaci książki, ale dla kogoś, kto jej nie czytał (i nie zamierza czytać!), nie ma niczego, co mimo nieznajomości fabuły i braku dzikiego zafascynowania losami Greya i Anastazji, skłaniałoby do seansu.
    Co więcej, wybrani aktorzy to nie są reprezentanci pierwszej ligi. Tak, wiem - ci najlepsi i tak odrzuciliby angaż w czymś takim. Ale ani Jamie Dornan, ani Dakota Johnson nie dają mi poczucia, że w trakcie projekcji zobaczę na ekranie kogoś z wielkim potencjałem... Wybaczcie...

    (Źródło: fanpop.com)

    #7
    Last but not least.... W tekście osoby, dla której filmy romantyczne zdecydowanie nie są ulubionym gatunkiem, ostatni argument może zabrzmieć trochę nieprzekonująco, ale co tam! Taka jest prawda! Wielka szkoda, że w dzisiejszych czasach, w święto zakochanych (bez względu na to, czy je lubimy, czy też nie, czy celebrujemy z radością, czy jednak się z nich nabijamy potwierdzając udział w fejsbukowych wydarzeniach typu "W Walentynki piję wódkę") na pierwszy plan wysuwa się coś, co ma być rzekomo perwersyjną produkcją zamiast filmu typowo słodkiego, klimatycznego, urokliwego. Wielka szkoda! Akurat w walentynkowy weekend do kin mogłaby trafiać porządna, ciepła i urocza (oczywiście zakończona happy endem!) historia miłosna. 

    (Źródło: nydailynews.com)

    I na koniec jeszcze takie tam ;)

    (Źródło: 50ayear.com)
    Continue Reading
    W weekend obejrzałam przepiękny melodramat! "Okna" Ferzana Ozpetka to produkcja z 2003 roku, którą uhonorowano 5 nagrodami Donatello (zwane włoskimi Oskarami). Czym mnie zachwycił, a co sprawiło, że (przypuszczalnie) porwał i krytyków? 

    (Źródło: premiere.fr)
    Film opowiada dwie równoległe historie: losy Giovanny - młodej mężatki znużonej codziennością oraz Davide'a - starca rozpatrującego swoje życie w kategoriach sukcesów i porażek. Przypadkowe spotkanie tych dwojga burzy stabilizację (a może raczej monotonię?) życia Giovanny. Kobieta zaczyna zastanawiać się nad dotychczasowymi wyborami, niewykorzystanymi okazjami, niespełnionymi marzeniami.

    (Źródło: settemuse.it)

    Co dla mnie najistotniejsze, w filmie widzimy jak często - w imię dobra ogółu (rodziny, znajomych) - ludzie rezygnują z siebie, ze swoich potrzeb i planów. Reżyser bezbłędnie prezentuje małe i duże ludzkie dramaty. Jak napisano w jednej z recenzji: 


    "Ozpetka pokazuje bohaterów szukających szczęścia, niespełnionych w miłości, prowadzących walkę z własnymi marzeniami i nie można odmówić mu daru przekonywania. Codzienność pokazana w 'Oknach' wzrusza i zastanawia. Może dlatego, że wbrew pozorom najbardziej bolesne są właśnie nasze małe dramaty."

    Zdecydowanie zgadzam się z tą opinią. Trudne losy miłosne bohaterów chwytają za serce. Ale to, co naprawdę na długo pozostaje w głowie, jest myśl: "Czy moje życie też jest pełne przegapionych szans? Czy na końcu swych dni będę żałował(a) najważniejszych decyzji albo niewykorzystanych okazji?".

    (Źródło: multytheme.com)

    PS Co wzmaga uczucie pewnej melancholii i odrobiny smutku, są dość urokliwe zdjęcia włoskiego miasteczka oraz przejmująca muzyka. Przyznam, że chętnie do niej wracam! :)

    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      3 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top