facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Paul Dano należy do tych postaci kina, których się nie zapomina. I nie pomyli się go z nikim innym. To gość, który w Hollywood nie znalazł się przez przypadek, dzięki znanemu wujkowi, za sprawą niejasnych koneksji czy romansu z wpływową kobietą. On ciężko zapracował na swoją sławę i... dobre imię. Okazuje się, że kryje w sobie nie tylko wielki talent aktorski, ale i naprawdę duży potencjał reżyserski. Dowodem tego niech będzie "Kraina wielkiego nieba", która właśnie miała swoją polską premierę.


    (Źródło: falakina.pl)

    Początek lat 60. Późna jesień. Niewielkie miasteczko w stanie Montana. Lokalni zbierają się i wysyłają dodatkowe posiłki, by ugasić pożar, który pożera miejscowe lasy. Z niecierpliwością wypatrują zimy i pierwszych opadów śniegu, które zastopują bezlitosne płomienie. W tym miejscu Jerry i Jeanette zaczynają życie od nowa. On pracuje na polu golfowym spełniając zachcianki tamtejszych bogaczy, ona zajmuje się domem i ich 14-letnim synem, Joe. Kiedy Jarry traci pracę zaczynają się kłopoty. Urażona duma nie pozwala mu wrócić do starego pracodawcy, który nie poznał się na nim. Pakuje więc manatki i dołącza do ekipy domorosłych strażaków zostawiając na przedmieściach pracującą na pół etatu żonę i dorastającego syna. Nie spodziewa się, że jego zamknięta postawa i małomówność w połączeniu z notorycznym niedostrzeganiem niespełnionych ambicji żony może doprowadzić do prawdziwej katastrofy. 


    (Źródło: youtube.com)

    Im więcej czasu mija od wyjazdu Jerry'ego, tym Jeanette coraz bardziej gubi się w swoich pragnieniach. Ewidentnie jest znużona rolą zwyczajnej żony i matki, nie chce po prostu siedzieć w domu. Tęskni za pełnowymiarową pracą zawodową, która pozwoli jej się rozwijać i mieć stały kontakt z interesującymi ludźmi. Trochę po omacku szuka bodźca, który popchnie ją do zmiany życia. Szkoda tylko, że robi to chwilami bardzo na oślep, a w dodatku na oczach nastoletniego syna, który nie wie jak zachować w tak nietypowej sytuacji. Zderzenie z nową rzeczywistością w postaci przemiany matki jest dla niego kompletnie niekomfortowe. Szczególnie, że jest w wieku, w którym analizuje świat, szuka wzorców, podważa autorytet rodziców, próbuje znaleźć drogę dla siebie. Matka taka jak Jeanette na pewno nie jest wsparciem dla chłopca jakim jest Joe. Uciekający z domu ojciec, który pod pozorem utrzymania rodziny, chowa głowę w piasek, by nie stawiać czoła brutalnej rzeczywistości i zawodowej porażce, również stanowi kiepski wzorzec.

    Obraz, który serwuje nam wyśmienity duet Dano-Kazan, to gorzka opowieść o trudach bycia w związku. Tam, gdzie dwoje ludzi próbuje razem żyć, naturalne są codzienne kompromisy. Tu jednak widzimy, że osobą, która rezygnuje z siebie jest wyłącznie Jeanette. Ale tak się dzieje tylko do czasu. Kiedy miarka się przebiera, niewypowiedziane żale i niespełnione marzenia wręcz z niej eksplodują. Jej chęć zmiany gna ją wciąż do przodu nie zważając na męża, który naraża swoje życie przy walce z żywiołem i na syna, bacznie obserwującego każdy ruch matki.

    Scenariusz "Krainy wielkiego nieba" jest świetny. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Fantastycznie dobrano również obsadę. Tak Mulligan, jak i Gyllenhaal dają z siebie wszystko. Bardzo dobrze wypada też młodziutki Ed Oxenbould, któremu ta rola na pewno otworzyła niejedne drzwi. Tym, co buduje klimat filmu są śliczne zdjęcia. Dramat jest bowiem wypełniony pięknymi kadrami obfitującymi w pastelowe odcienie, wobec których trudno przejść obojętnie. Mnie przeszkadzała tylko jedna rzecz: postać Jeanette chwilami wydawała mi się mało wiarygodna. Może zabieg ten miał zwiększyć dramaturgię, dodać pikanterii i szaleństwa tej postaci czy bardziej wybić jej wewnętrzną rozterkę. Osobiście uważam, że nie był zbyt udany, a wzmógł tylko efekt przerysowania.

    Na koniec nie mogę jednak nie wspomnieć o tym, z jakim tytułem kojarzy mi się reżyserski debiut Paula Dano. To nowa wersja fenomenalnej "Drogi do szczęścia". I fakt, że "Kraina wielkiego nieba" przywodzi na myśl dramat Sama Mendesa, który jest dla mnie jednym z najlepszych filmów niech dowodzi temu, że naprawdę warto wybrać się na nią do kina. A przed zaledwie 34-letnim Dano zapewne jeszcze bardzo wiele reżyserskich hitów. 



    (Źródła: ars.pl i polki.pl)

    Continue Reading

    W swoim pełnometrażowym debiucie Michael Pearce chce opowiedzieć o mrocznych zakamarkach ludzkiej psychiki. Za głównych bohaterów obiera dwoje outsiderów: żyjącego z dala od ludzi Pascala oraz próbującą wyrwać się z rodzinnego domu Moll. Oboje skrywają tajemnice, których wyznanie może całkowicie zmienić ich egzystencję.

    (Źródło: cda.pl)

    Pascal i Moll uciekają. On przed światem chowając się w domku pod lasem, pod osłoną nocy polując na dzikie zwierzęta i niechętnie zawiązując kontakt z innymi. Ona przed rodziną. Próbuje wyrwać się z objęć apodyktycznej matki "rozwiązującej" problemy z córką za pomocą emocjonalnego szantażu i marzy o wolności. Uciekają nie tylko przed rodziną, policją, pełną niepokoju lokalną społecznością, ostrzałem mediów, ale i przed samymi sobą. Żadne z nich nie chce stanąć oko w oko z prawdą o własnej naturze i jej skłonnościach. Oszukują się, idą w zaparte, żyją w iluzji. 
    Oboje skrywają tajemnice, których nie chcą publicznie wyznać. Dokonali czynów, za które wielu chciałoby się zemścić. Okazuje się więc, że nie tylko tajemniczy nieznajomy ma na swoim koncie jakieś niechlubne dokonania, ale i na pozór przyzwoita, nieco nawet wycofana i małomówna Moll, przeskrobała coś. I co więcej, pod wpływem "typa spod ciemnej gwiazdy" wyzwala się w niej buntownicza natura, czego nie może zaakceptować despotyczna matka.

    (Źródło: youtube.com)

    Brytyjska produkcja oscyluje gatunkowo między thrillerem, kryminałem a horrorem. Ma w sobie również wątek romantyczny, który podbija dramaturgię losów Pascala i Moll. Nie zawsze to wychodzi, ale nutka mroku zdecydowanie wybrzmiewa z ekranu. Głównie za sprawą przeszywającej muzyki oraz specyficznych ujęć przypominających działanie natrętnego adoratora, swoistego stalkera. Albo po prostu dziką bestię szykującą się do ataku na swoją ofiarę. Nic więc dziwnego, że oryginalny tytuł produkcji to właśnie "Beast". Pytanie jednak które z tych dwojga: Pascal czy Moll jest bestią. A może oboje?

    Odpowiedzi na to pytanie oczywiście nie zdradzę. Nie tak łatwo jednak ją znaleźć, gdyż obie postacie zostały dobrze zaprezentowane. Szkoda tylko, że Moll została trochę niedopracowana, bo osobiście miałam z nią pewien problem. Bohaterka wydaje się być młodą kobietą, choć matka traktuje ją jak nastolatkę, a przez to nie do końca wiemy kim jest Moll i nie możemy właściwie odczytać jej charakteru. Gdyby nie to, i gdyby autorzy scenariusza zdecydowali się na nierozpraszanie widza pobocznymi wątkami, a sam finał napisali bardziej realistycznie, całość mogłaby być naprawdę dobra. A tak mamy całkiem niezły, ale wciąż zbyt chaotyczny debiut młodego reżysera, który dotychczas próbował sił wyłącznie w krótkometrażowych produkcjach.



    (Źródła: film.dziennik.pl, kinopalacowe.pl i cojestgrane.pl)

    Continue Reading

    Dla tych, którzy szukają filmowej inspiracji na Walentynkowy seans w zaciszu domowych. Dla tych, którzy po prostu uwielbiają romantyczne produkcje. Jak również i dla tych, którzy zamierzają pośmiać się trochę z ckliwości i miłosnych uniesień pokazywanych na dużym i małym ekranie. Dla wszystkich Was - małe zestawienie 12 najlepszych love movies <3 


    Lojalnie uprzedzam - lista jest do bólu subiektywna i niektóre z pozycji są bardziej gorzkie niż słodkie, ale przedstawiają realny obraz miłości, która nie zawsze jest łatwa.

    PAMIĘTNIK, reż. Nick Cassavetes
    Klasyk. Przynajmniej dla większości dwudziestolatek. Melodramat o staruszku, który żonie cierpiącej na Alzheimera, przypomina historię ich miłości. Wzruszająca fabuła opowiedziana w formie retrospekcji, z uroczą Rachel Adams i przystojnym Ryanem Goslingiem w rolach głównych. Co wrażliwsi: miejcie przy sobie paczkę chusteczek.


    (Źródło: film.onet.pl)

    LOVE ACTUALLY, reż. Richard Curtis
    Mój bożonarodzeniowy "must see". Kompilacja wielu miłosnych historii w każdym możliwym wydaniu (miłość nastoletnia, platoniczna, małżeńska, cielesna, niespełniona, zakazana). Film zabawny, romantyczny, ale bez przesadnej słodyczy. Bardzo dobre kino, do którego się wraca.


    (Źródło: youtube.com)

    BLIŻEJ, reż. Mike Nicols
    To zupełnie inny rodzaj filmu. Tu dostajemy więcej smutku i goryczy niż radosnych, miłosnych uniesień. Nicols opowiada o ciemnych stronach uczucia: o tym, w których momentach miłość sprawia, że ranimy tych, których niegdyś darzyliśmy ogromnymi pokładami dobra i ciepła. 


    (Źródło: youtube.com)

    ONCE, reż. John Carney

    U Carneya dostajemy historię rodzącego się uczucia, które nie powinno mieć miejsca. Uczucia, które nie zostaje na siłę upiększane. W "Once" tak bohaterowie, jak i ich rzeczywistość, są bliskie nam - widzom. Mamy wrażenie, jakby ta historia była dokumentem wypełnionym wspaniałym soundtrackiem.


    (Źródło: bbc.co.uk)

    ŻYCIE JEST PIĘKNE, reż. Roberto Benigni
    Kolejna nietypowa opowieść o miłości. O miłości małżeńskiej w ekstremalnych czasach. Ale przede wszystkim o ogromnej miłości ojcowskiej, która nie zna żadnych granic. Wielkie pokłady optymizmu i ciepła wybijają z tej na wskroś smutnej historii. Pozycja absolutnie obowiązkowa!


    (Źródło: fdb.pl)

    DROGA DO SZCZĘŚCIA, reż. Sam Mendes

    Trudny film, bo zamiast o słodkiej miłość mówi o takiej, która trafiła na wyboistą drogę. Para głównych bohaterów boryka się z codziennością. Mendes pokazuje małżeństwo w fazie, gdy romantyczne uniesienia już się ulotniły, a walka o realizację wspólnych marzeń zderza się z przyziemnymi problemami. Choć mamy tu sporo goryczy, przebija się nutka optymizmu, choćby w słowach April: "Jeśli życie pełnią życia jest szaleństwem, mogę być kompletną wariatką".


    (Źródło: film.interia.pl)

    HOLIDAY, reż. Nancy Meyers

    Drugi z ulubionych świątecznych tytułów. "Holiday" to lekka, przyjemna i zabawna propozycja dla tych, którzy cenią sobie romantyzm w dawce umiarkowanej. Nie ma tu niestrawnej ckliwości. Jest za to pełna uroku ścieżka dźwiękowa i bohaterowie, do których pałamy szczerą sympatią. Seans na pewno pozytywnie Was nastroi.


    (Źródło: youtube.com)

    BLUE VALENTINE, reż. Derek Cianfrance

    Słodko-gorzka opowieść o miłości. Od chwili niespodziewanego zauroczenia, poprzez namiętny romans aż do chwil wygasania uczucia. Cytat przewodni tej produkcji to: "Jak możesz zaufać swoimi uczuciom, skoro one tak szybko mogą wyparować?".


    (Źródło: tumblr.com)

    DIRTY DANCING, reż. Emile Ardolino

    Ze wszystkich tanecznych filmów o miłości, najbardziej lubię właśnie ten! "Dirty dancing" to istny klasyk! Choć pod względem aktorskim nie jest to majstersztyk, to zapewne i wielu z Was ma ogromny sentyment do losów niewinnej Babe i zawadiackiego Johnny'ego. To jeden z tych filmów, które tak Ty, jak i Twoja mama, znacie na pamięć :) 
    BTW do dzisiaj zastanawiam się jak bardzo musiało ponieść tłumacza, który wymyślił "wspaniały" polski tytuł - "Wirujący seks" :D


    (Źródło: youtube.com)

    PLANETA SINGLI, reż. Mitja Okorn

    Jeśli chodzi o nowości rodzimego kina, to zdecydowanie "Planeta singli" jest najlepszym filmem o miłości. Autorski scenariusz, dobre dialogi, ciekawe postacie wiarygodnie odegrane przez Agnieszkę Więdłochę i Macieja Stuhra oraz spora doza nieprzekombinowanego humoru. Do tego pierwiastek romantyczny w ilości bardzo odpowiedniej. Jeśli jeszcze nie widzieliście, serdecznie polecam!


    (Źródło: multikino.pl)

    RUST AND BONE, reż. Jacques Audiard

    Do dzisiaj ubolewam, że "Rust and bone" nie wszedł do polskiej dystrybucji. Cudowne kino o miłości, która narodziła się mimo wszystko. Genialna fabuła i  fantastyczne aktorstwo. To film, którego zdecydowanie nie powinniście przegapić, choć uprzedzam: nie jest cukierkowy. 


    (Źródło: youtube.com)

    TRYLOGIA LINKLATERA (PRZED WSCHODEM SŁOŃCA, PRZED PÓŁNOCĄ, PRZED ZACHODEM SŁOŃCA), reż. Richard Linklater
    Mój zdecydowany faworyt! Trylogia Linklatera przed laty skradła moje serce i wciąż nie trafiłam na produkcję, którą mogłabym uznać lepszym filmem o miłości. Pierwsza część to miłość stricte romantyczna, idylliczna, nieco ckliwa, ale dzięki wspaniałemu duetowi Ethan Hawke i Julie Delpy jest bardzo lekko strawna :) Sequel ma w sobie więcej pragmatyzmu, ostrożności, rzekomego rozsądku. Bohaterowie są bardziej zachowawczy i przez to nie tak skorzy do uczuciowych wyznań. Ostatnia odsłona to obraz miłości dojrzałej, w której serdeczność, troska o drugą osobę oraz namiętność miesza się z wszystkim tym, co niesie szara codzienność (zmęczenie, wzajemne pretensje, żal). Seans tych trzech części to niebywały ładunek emocjonalny! 


    (Źródło: filmowo.com.pl)

    Continue Reading

    Jak zwykle przewrotnie, jak zwykle pod prąd. Tym razem zbieram 7 głównych powodów, dla których NIE OBEJRZĘ najgłośniejszej premiery tego roku - "50 twarzy Greya". Zaciekawieni? No to czytajcie!

    (Źródło: facebook.com)

    #1
    Nazwisko pani reżyser niczego mi nie mówi. I nie jest to może największy zarzut świata, bo przecież niejednokrotnie z radością podpatruję co robią debiutanci lub ci twórcy, których prac do tej pory nie widziałam. Jednak w przypadku Sam Taylor-Johnson odnoszę (być może błędne i absolutnie niesprawiedliwe) wrażenie, jakby nie była to niechęć zupełnie bezpodstawna ;) Jej dotychczasowa filmografia nie wygląda na taką, która trafiłaby w mój gust.

    (Źródło: thetimes.co.uk)

    #2
    Całość powstała na bazie książki, której... nie chciałabym przeczytać. Głosy niektórych znajomych, będących po lekturze "50 twarzy Greya", nie brzmią zbyt pochlebnie. Fragmenty pojawiające się w różnych recenzjach czy artykułach prasowych prezentują się dość podobnie. Jeśli punkt wyjścia - w postaci powieści - nie zachwyca/intryguje/zadziwia/porusza, to mam sporą obawę, czy aby scenariusz ma realne szanse na bycie lepszym tworem...

    (Źródło: adweek.com)

    #3
    Argument z książką i scenariuszem prowadzi nas do kolejnego punktu - scenarzystki. Kelly Marcel ma na swoim koncie całkiem niechlubną pracę nad filmem nijakim i nudnym. Mowa o "Ratując pana Banksy", w którym choć zagrał dobry duet: Tom Hanks i Emma Thompson, w zasadzie nic nie jest udane. Strach się bać, jak więc mógłby wyjść nieszczęsny Grey...

    (Źródło: standard.co.uk)

    #4
    Czynnikiem działającym na intensyfikację mojej niechęci do danej premiery bywa... zbyt nachalna reklama. Filmy, które są usilnie promowane, odrzucają mnie. I w 90% nie chadzam na nie do kina. Wszelkie "Hobbity", "Igrzyska śmierci" czy inne "Xmeny" są od razu skreślone. Rzadko kiedy jestem w stanie się przemóc, by sprawdzić taką wydmuszkę (niestety dość często produkcje te są niespecjalne). Przykładami filmów, które obejrzałam w pierwszych dniach od premiery mimo reklamowego szaleństwa, mogą być "Interstellar" czy "Nimfomanka cz. I". Ale i one (a zwłaszcza drugi tytuł) zawiodły mnie! Z tego powodu mam poważne obawy, że i teraz historia się powtórzy...

    (Źródło: film.wp.pl)

    #5
    Logicznym skutkiem punktu 4, czyli marketingowej nagonki, jest oczywiście dziki tłum w kinach. Rozumiem, że to "sukces" filmu. Że producent skacze z radości, aktorzy są dumni, dystrybutor zaciera ręce myśląc o finansach, a dyrekcja kina gratuluje sobie wyboru dobrego repertuaru na dany weekend. Ale sama myśl o oczekiwaniu kilkunastu minut w wielkiej kolejce do kina, przepychanie się między dziesiątki/setki psychofanek bohatera dość wątpliwej powieści, a później wysłuchiwanie ich licznych "ochów i achów" sprawia, że już teraz mówię głośno: "Nie, dziękuję".


    (Źródła: polityka.pl i thevisitorium.com)

    #6
    Szczerze przyznam, że w produkcji brakuje jakiegokolwiek mocnego punktu. Czegoś, co przyciągałoby do kina. Czynnika, który generowałby wielkie zainteresowanie tytułem. Oczywiście jest nim pierwowzór fabuły w postaci książki, ale dla kogoś, kto jej nie czytał (i nie zamierza czytać!), nie ma niczego, co mimo nieznajomości fabuły i braku dzikiego zafascynowania losami Greya i Anastazji, skłaniałoby do seansu.
    Co więcej, wybrani aktorzy to nie są reprezentanci pierwszej ligi. Tak, wiem - ci najlepsi i tak odrzuciliby angaż w czymś takim. Ale ani Jamie Dornan, ani Dakota Johnson nie dają mi poczucia, że w trakcie projekcji zobaczę na ekranie kogoś z wielkim potencjałem... Wybaczcie...

    (Źródło: fanpop.com)

    #7
    Last but not least.... W tekście osoby, dla której filmy romantyczne zdecydowanie nie są ulubionym gatunkiem, ostatni argument może zabrzmieć trochę nieprzekonująco, ale co tam! Taka jest prawda! Wielka szkoda, że w dzisiejszych czasach, w święto zakochanych (bez względu na to, czy je lubimy, czy też nie, czy celebrujemy z radością, czy jednak się z nich nabijamy potwierdzając udział w fejsbukowych wydarzeniach typu "W Walentynki piję wódkę") na pierwszy plan wysuwa się coś, co ma być rzekomo perwersyjną produkcją zamiast filmu typowo słodkiego, klimatycznego, urokliwego. Wielka szkoda! Akurat w walentynkowy weekend do kin mogłaby trafiać porządna, ciepła i urocza (oczywiście zakończona happy endem!) historia miłosna. 

    (Źródło: nydailynews.com)

    I na koniec jeszcze takie tam ;)

    (Źródło: 50ayear.com)
    Continue Reading

    Po palestyński dramat sięgnęłam z zainteresowaniem. Nagroda Specjalna Jury w sekcji Un Certain Regard na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes oraz nominacja do Oskara w kategorii "Najlepszy Film Nieanglojęzyczny" działają na wyobraźnię chyba każdego miłośnika kina. Tym bardziej, że film miał dotyczyć przede wszystkim uniwersalnych problemów wielu współczesnych narodów zmagających się z wojenną codziennością. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że "Omar" niezwykle mocno chwyta za serce i głęboko zapada w pamięć.

    (Źródło: bocamag.com)

    Tytułowy bohater jest palestyńskim piekarzem. Wychował się na jednym osiedlu ze swoimi przyjaciółmi - Tarekiem i Amjadem. Z czasem jednak chłopców rozdzielił wysoki mur. Mimo wszystko Omar codziennie przekracza tę betonową granicę, narażając własne życie. Ciągnie go do kolegów, ale także do ukochanej Nadii, młodszej siostry Tareka, z którą planuje wkrótce wziąć ślub. 
    Działa również w lokalnej bojówce. Uczy się strzelania, walki wręcz. Kolejne akcje dywersyjne wymierzone w izraelskie siły kierują jego losy w złą stronę. Omar zostaje schwytany i osadzony w więzieniu. Po okrutnych torturach zostaje mu przedstawiona propozycja nie do odrzucenia. Chłopak staje przed trudnym wyborem: honor czy miłość i przyjaźń?
    (Źródło: youtube.com)
    Już po pierwszych minutach seansu widziałam jedno - to kawał bardzo dobrego kina! Na taką opinię złożyło się co najmniej kilka solidnych, dopracowanych elementów. W tej układance mamy bowiem: wymowne zdjęcia, świetne kreacje aktorskie, genialną fabułę oraz reżyserski kunszt na najwyższym poziomie. 

    Po pierwsze Hany Abu Assad podejmuje wciąż aktualny temat - konflikt arabsko-izrealski. Owszem, jest on mu bliski z racji pochodzenia (reżyser jest Palestyńczykiem), ale tą decyzją pokazuje, że nie odcina się od swoich korzeni i nie porzuca produkcji o narodowych problemach na rzecz tych na wskroś hollywoodzkich (lekkich, miłych i przyjemnych).

    (Źródło: filmlinc.com)

    Poza tym sedno historii stanowi jednak los człowieka. Jego dylematy, pragnienia, lęki. Wszystko to, z czym każdy z nas zmaga się we własnym życiu, a co na tle wojny nabiera swoistego dramatyzmu. Cała fabuła "Omara" została osnuta wokół uniwersalnych kwestii - miłości, przyjaźni, zdrady, honoru, patriotyzmu, zaufania. Świadomość, że główny bohater z jednej strony stawia czoła politycznym wrogom, z drugiej zaś nieustannie pokonuje kolejne życiowe przeciwności (tak niespodziewane, i tak bolesne) sprawia, że poziom jego tragizmu w pewnym momencie sięga zenitu. Wtedy pojawiają się łzy. I to nie tylko na jego twarzy, ale także na naszej. Spływają nieśmiało po policzku. A to jeszcze nie koniec "przygód"...

    (Źródło: denverpost.com)

    "Omar" to rewelacyjna kompilacja gatunków filmowych. Łączy w sobie to, co najlepsze w klasycznym romansie, dramacie społecznym, kinie akcji i politycznym thrillerze. Za pomocą subtelnego obrazu widzimy zarówno ogromną brutalność, jak i niesamowitą namiętność, które pokazano bez scen dosłownej przemocy czy pocałunku/seksu. Ta zachowawczość formy zwiększa poziom naszych emocji, zaangażowania w toczącą się akcję. Sprawia, że jeszcze bardziej kibicujemy Omarowi. 

    (Źródło: hollywoodreporter.com)

    Największą zaletą filmu jest zaprezentowanie profilu współczesnego bohatera tragicznego oraz podjęcie zagadnień aksjologicznych, przed którymi staje tytułowy Omar. Kolejne wydarzenia z jego życia skłaniają nas do refleksji, która trwa nawet po seansie. 

    Jeśli można cokolwiek zarzucić najnowszej produkcji Hany Abu Assada, to jest to z pewnością brak bezstronności. Reżyser nie podszedł do problemu obiektywnie. Nie stara się znaleźć "złotego środa" w pokazaniu skomplikowanych relacji palestyńsko-izraelskich. Ale trudno mu się dziwić, skoro film ten jest opowieścią o jego narodzie.
    Nawet jeśli w niektórych scenach zbyt pochlebnie przedstawia palestyńskich bojowników, a za brutalnie prezentuje sylwetki Izraelczyków, to "Omar" jest tym tytułem, który musicie zobaczyć!

    (Źródło: electronicintifada.net)

    Continue Reading
    W weekend obejrzałam przepiękny melodramat! "Okna" Ferzana Ozpetka to produkcja z 2003 roku, którą uhonorowano 5 nagrodami Donatello (zwane włoskimi Oskarami). Czym mnie zachwycił, a co sprawiło, że (przypuszczalnie) porwał i krytyków? 

    (Źródło: premiere.fr)
    Film opowiada dwie równoległe historie: losy Giovanny - młodej mężatki znużonej codziennością oraz Davide'a - starca rozpatrującego swoje życie w kategoriach sukcesów i porażek. Przypadkowe spotkanie tych dwojga burzy stabilizację (a może raczej monotonię?) życia Giovanny. Kobieta zaczyna zastanawiać się nad dotychczasowymi wyborami, niewykorzystanymi okazjami, niespełnionymi marzeniami.

    (Źródło: settemuse.it)

    Co dla mnie najistotniejsze, w filmie widzimy jak często - w imię dobra ogółu (rodziny, znajomych) - ludzie rezygnują z siebie, ze swoich potrzeb i planów. Reżyser bezbłędnie prezentuje małe i duże ludzkie dramaty. Jak napisano w jednej z recenzji: 


    "Ozpetka pokazuje bohaterów szukających szczęścia, niespełnionych w miłości, prowadzących walkę z własnymi marzeniami i nie można odmówić mu daru przekonywania. Codzienność pokazana w 'Oknach' wzrusza i zastanawia. Może dlatego, że wbrew pozorom najbardziej bolesne są właśnie nasze małe dramaty."

    Zdecydowanie zgadzam się z tą opinią. Trudne losy miłosne bohaterów chwytają za serce. Ale to, co naprawdę na długo pozostaje w głowie, jest myśl: "Czy moje życie też jest pełne przegapionych szans? Czy na końcu swych dni będę żałował(a) najważniejszych decyzji albo niewykorzystanych okazji?".

    (Źródło: multytheme.com)

    PS Co wzmaga uczucie pewnej melancholii i odrobiny smutku, są dość urokliwe zdjęcia włoskiego miasteczka oraz przejmująca muzyka. Przyznam, że chętnie do niej wracam! :)

    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      5 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top