facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Największe zaskoczenie Festiwalu Kamera Akcja? Z pewnością "Legenda Kaspara Hausera"! Przedziwna opowieść rozegrana na prawie bezludnej wyspie w bliżej niezbadanym czasie i miejscu zaskakuje na każdym kroku. A tak niewiele brakowało i bym jej w ogóle nie zobaczyła...

    (Źródła: film.org.pl)

    Dystrybutor opisał swój film następująco:

    "Filmowy Kaspar Hauser, ubrany w dres i słuchawki, pojawia się na prawie bezludnej plaży na wyspie "X" nad morzem "Y" w roku "0". Szeryf (w tej roli Vincenta Gallo), który jest jednocześnie DJ-em, rozpoznaje w nim Mesjasza. Księżna władająca niewielką społecznością czuje się zagrożona przez blond chłopca i wysyła przeciw niemu kryminalistę, wielkiego fana disco, o znamiennym imieniu The Pusher (w tej roli także Vincent Gallo), aby rozwiązał problem Kaspara."


    O czym jest moim zdaniem? To oderwana od rzeczywistości próba przedstawienia niesamowitych losów rzekomo prawdziwej postaci. Niecodzienna biografia Kaspara, który w XIX wieku uchodził za "sierotę Europy". Podejrzewano jego królewskie pochodzenia, ale ostatecznie nic nie jest pewna. Wielka niewiadoma pozostaje do dziś. I pewnie dlatego tak fascynuje różnych artystów.


    (Źródło: youtube.com)
    Inspiracji postacią Kaspara ostatnio zaczerpnął włoski reżyser Davide Manuli, który stworzył również scenariusz filmu. Filmu, który już na pierwszy rzut oka jest niebywały. Dla jednych to surrealistyczny teledysk techno, dla innych western fantasy, dla kolejnych dramat muzyczny. Jak widać skategoryzowanie produkcji nie jest łatwym zadaniem. Podobnie jak sam seans. 

    Obraz jest na tyle zakręcony, że część widowni może mieć z nim problem. Wiadomo - kino artystyczne nie jest dla wszystkich. Osobiście nie dopisuję się do listy jego największych fanek, ale seans "Legend Kaspara Hausera" wspominam rewelacyjnie! 


    (Źródła: stopklatka.pl i filmweb.pl)

    Warstwa wizualna zaskakuje. Czarno-białe obrazy perfekcyjnie wykadrowane i popkulturalny misz-masz modowy bez dwóch zdań wyróżniają "Legendy Kaspara Hausera" na tle większości premier ostatnich miesięcy. Jeśli do tego dodamy genialną Silvię Calderoni wcielającą się w tytułowego bohatera oraz zachwycającego Vincenta Gallo w podwójnej roli (Szeryf i The Pushera), to mamy mistrzostwo świata! Dosłownie. 

    Ich postacie są na dwóch różnych biegunach. Kaspar niewiele mówi, właściwie powtarza frazy, które usłyszał od innych. Żyje w swoim świecie, izoluje się od tłumu, nie rozmawia z ludźmi. Jedyne co robi, to słucha muzyki i tańczy. 
    Natomiast Szeryf jest nadaktywny. Nieustannie mówi, wszędzie go pełno. Odgrywa rolę wodza, swoistego przywódcy i mentora. Troszczy się o Kaspara. Ta relacja jest trudna do odgadnięcia. Nie wiadomo do końca, czy Szeryf traktuje go jako swojego syna, ucznia czy Mesjasza.


    (Źródła: film.wp.pl i kinoluna.novekino.pl)
    "Legenda Kaspara Hausera" to film, do którego na pewno... nie wrócę! :-) Jest tak pokręcony, że ponownego seansu zapewne nie zniosę, lecz nie jest to równe jakimkolwiek rozczarowaniom. Co to, to nie! Seans odbyty podczas FKA wspominam bardzo pozytywnie ze względu głównie na oryginalne, artystyczne podejście, imponujące aktorstwo oraz... świetną muzykę. Tym bardziej, że jest ona bardzo ważną częścią składową produkcji. Zostaje w głowie widza na dłuuugo po projekcji - za mną "chodzi" już od ponad tygodnia i końca nie widać :)
    Wszystkim chcącym odkrywać nowe, filmowe trendy, polecam najnowszą produkcję Davide'a Manuliego. Bądźcie jednak wyrozumiali - to nie będzie super lekki seans :)

    Continue Reading

    Mała miejscowość gdzieś w Polsce B. Typowa prowincja, w której część mieszkańców okolicznych wiosek zna się lub chociaż kojarzy z widzenia. Miejsce, w którym wpływowi, majętni ludzie mogą wszystko, a biedni ledwo wiążą koniec z końcem. W tym dość posępnym otoczeniu, późnojesienną porą lokalni policjanci znajdują ciało młodej kobiety. Zagadkowe okoliczności jej śmierci oraz niespodziewane zaginięcie dwóch funkcjonariuszy sprawiają, że atmosfera na komendzie się zagęszcza i nie wiadomo już komu można ufać.


    (Źródło: stopklatka.pl)
    O dobry polski kryminał ostatnimi czasy było dość trudno. Szczerze? Nie przychodzi mi do głowy wiele tytułów, które pasowałyby do tego gatunku i jednocześnie zasługiwały na miano naprawdę solidnych. "Układ zamknięty", "Uwikłanie", może jeszcze "Sęp". I chyba nic poza tym. Jednak "Jeziorak" Michała Otłowskiego wynosi polskie kino gatunkowe na nowy, wyższy poziom. I nie ma w tym stwierdzeniu żadnego wyolbrzymienia.



    (Źródła: culture.pl i polskieradio.pl)
    Film przekonuje mnie z wielu powodów. Z jednej strony mamy dobrą intrygę. Nie taką, którą przeciętny widz rozwiąże po pierwszych kilkunastu minutach seansów (czy nawet po obejrzeniu samego trailera!). Fabuła wciąga i trzyma w napięciu. Jest dopracowana, wręcz przerażająco prawdopodobna. I to jest jeden z lepszych elementów produkcji!

    Oprócz tego fajnym zabiegiem jest postawienie na nowe twarze albo aktorów zwykle spychanych do ról drugoplanowych w średnich filmach telewizyjnych. Nie ma tu miejsca dla serialowych gwiazdek czy aktoreczek śpiewających kolędy i tańczących na łyżwach. Chabior, Bonaszewski, Simlat, Bluszcz - jak dla mnie to jedne z bardziej wyrazistych i jednocześnie wciąż niedocenianych nazwisk.
    Także główna para aktorska - Jowita Budnik i Sebastian Fabijański, sprawdza się niemalże wzorcowo. Właściwie nie można im niczego zarzucić.


    (Źródło: youtube.com)
    Otłowski świetnie wykorzystał potencjał północno-wschodniej Polski. Osadzenie fabuły w mazurskich lasach, które jesienią są spowite mgłą, było genialne. Niektóre ujęcia przypominają nam dobre, amerykańskie kino kryminalne/grozy. Czujemy się tak, jakbyśmy byli osamotnieni w wielkim, ciemnym, nieznanym lesie, którego pustka aż dudni nam w uszach. Kilka takich kadrów sprawiło, że naprawdę zrobiło mi się nieswojo podczas seansu.
    A takich momentów napięcia i złowrogiej ciszy jest znacznie więcej!




    (Źródło: filmweb.pl)
    Od "Jezioraka" od początku sporo oczekiwałam. Szłam na przedpremierowy pokaz z nadzieją na kawał porządnego kina i mocnych wrażeń. Zwykle, gdy mam takie nastawienie wychodzę nie do końca usatysfakcjonowana. Powody bywają różne: słaby scenariusz, kulawe aktorstwo, drętwe dialogi albo irytujący aktor. Na szczęście tym razem nie zawiodłam się. Ba, czekam na więcej podobnych tytułów. I liczę, że wreszcie polskie kino gatunkowe na dobre się rozkręci.

    Continue Reading

    Sześć samodzielnych historii. Sześć szaleńczych losów tak różnych bohaterów. Sześć powodów do śmiechu. Pytanie tylko, czy tak szczerego, że film zasługuje na miano najlepszej komedii roku. 

    (Źródło: dwabrzegi.pl)
    Czym są "Dzikie historie"? To mozaika postaci i ich przedziwnych losów. Mamy do czynienia z pasażerami samolotu, którzy w przeszłości dość drastycznie dali się we znaki Gabrielowi... pierwszemu pilotowi rejsu, dziewczyną, która chce zemścić się na lokalnym szefie mafii, zdradzoną, temperamentną panną młodą czy sfrustrowanym biurokracją inżynierem dużej firmy budowlanej.
    Każdy z bohaterów boryka się z innym problemem. Każdy nieco inaczej reaguje na stres. Ich zmagania z absurdami codzienności obserwujemy uważnie, z nieskrywanym zaciekawienie i radością. Jak to się wszystko skończy?

    (Źródło: youtube.com)

    Owszem "Dzikie historie" są filmem dokumentującym ludzkie słabości, ich kryzysowe momenty, drażliwe sytuacje czy chwile zwątpenia. Dzięki temu możemy przyjrzeć się całkiem interesującej plejadzie hiszpańskojęzycznych gwiazd. Niektóre twarze są nam znane, z innymi spotykamy się po raz pierwszy. Nie ma jednak postaci, która byłaby zagrana byle jak, sztucznie.


    (Źródła: dwabrzegi.pl i kinozorza.pl)

    Podobnie jest z resztą filmowych elementów. Wszystko tutaj składa się w spójną całość. Irracjonalne wydarzenia są zaprezentowane w sposób trzymający w napięciu. I to nawet bardzo! Szczególnie widać to w części zatytułowanej "El más fuerte" o szaleńczym pościgu dwóch kierowców. Tam (i nie tylko w tej części) kolor, dynamika pracy kamery czy muzyka tylko wzmacniają to uczucie.  



    (Źródła: ock.org.pl, stopklatka.pl i muranow.gutekfilm.pl)

    Czy faktycznie "Dzikie historie" są tak brawurową komedią? Czy taka dawka czarnego humoru jest wystarczająco obfita? Raczej nie

    Choć w zasadzie nie mam żadnego, wielkiego zarzutu do tej produkcji, a i sam seans uważam za bardzo udany, to całość nie przekonuje mnie tak jednoznacznie. Odnoszę bowiem wrażenie, że produkcyjne działania Almodóvara niejako zdefiniowały wygląd filmu. Liczyłam, że zobaczę nieco inny wycinek hiszpańskojęzycznego kina. Coś, z czym do tej pory się nie spotkałam. Chciałam powiewu świeżości, bo dotychczas 
    nie widziałam żadnej produkcji Szifróna. Niestety, nie stworzył zupełnie nowego obrazu czarnej komedii. Finalnie widz dostaje mieszankę akcji zaczerpniętej z Quentina Tarantino z hiszpańskim kolorytem i estetyką od Pedra Almodóvara. Mieszankę solidną, naprawdę zabawną, ale jednak - dla mnie - wciąż nieco odtwórczą...


    (Źródło: natemat.pl)


    *Film obejrzany dzięki uprzejmości dystrybutora Gutek Film, za co dziękuję :-)
    Continue Reading

    Weekendowa uczta kinomanów dobiegła końca. Przez cztery, październikowe dni mogliśmy zanurzyć się w świecie kina. Zobaczyć kultowe tytuły i te, które dopiero czekają na swoją premierę, spotkać się z miłośnikami X muzy oraz wziąć udział w innych, okołofilmowych wydarzeniach. Jak było? To chyba oczywiste - było rewelacyjnie, bo Festiwal Kamera Akcja został świetnie przygotowany!


    Choć impreza zaczęła się już w czwartek popołudniu, mogłam dołączyć do niej dopiero w piątkowy wieczór. Przegapiłam z tego powodu kilka naprawdę fajnych punktów programu tj. panel dyskusyjny o strategiach marketingowych wykorzystywanych w kinie ("Kinomani to kupią") czy pokaz "Małych sztuczek" wraz z warsztatem poświęconym współpracy na linii producent - twórca - dystrybutor. Najbardziej jednak żałuję chyba tego, że nie zdążyłam zobaczyć żadnego filmu kostarykańskiego, a tak bardzo chciałabym poznać tę kinematografię! (Może uda mi się nadrobić to stosunkowo sprawnie i bezproblemowo...)



    Jak wyglądał przebieg całej imprezy? Wyśmienicie! Każdy uczestnik mógł dopasować plan gry do swoich potrzeb, zainteresowań i dostępności czasowej. Atrakcje zaplanowano od świtu (10 to jednak bardzo wczesna pora!) do późnych godzin nocnych. 
    Przebieraliśmy w co najmniej kilku sekcjach filmowych (m.in. Konkurs Etiud i Animacji, Ryczący Lew - Złota Era Hollywood czy Niewinni Winowajcy: Ruben Östlund), panelach dyskusyjnych, spotkaniach warsztatowych i innych eventach. Podczas FKA obejrzałam 4 filmy, w tym przedpremierowego "Lewiatana" (!), które - bardziej lub mniej - przypadły mi do gustu (całkiem wysokie noty na Filmwebie, a recenzje wkrótce ;)).



    Jednak wbrew pozorom nie samymi filmami żyją kinomaniacy! Każdego dnia pogrążaliśmy się w głębokiej dyskusji o kinie. Raz były poruszane aspekty marketingowe, innym razem reklamowe bądź ekonomiczne tej branży. O codzienności zawodowej w przemyśle filmowym mówili zarówno krytycy, badacze kina, jak i twórcy oraz dystrybutorzy. Bardzo podobało mi się wystąpienie Joanny Łapińskiej, dyrektorki artystycznej Festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty oraz Joanny Tereszczuk ze Spectatora w ramach panelu "Krytyk w markecie", poświęconego procesowi kupowania filmów przez dystrybutorów.

    Oprócz tego dotarły do mnie słuchy, że ciekawych rzeczy związanych z postprodukcją, można było dowiedzieć się na warsztatach pt. "Jak pisać o dźwięku w filmie?". Dwaj specjaliści w dziedzinie dźwięku, tłumaczyli jak to się wszystko odbywa, co jest czym i z jakich powodów zmysł słuchu również jest istotny w kinie. Wieczorami natomiast odbywały się afterparty.




    Co jeszcze zachwyciło mnie na FKA? Odpowiedź jest prosta! Świetnie bawiłam się na "Spacerze po Fabryce Snów". Wycieczka po Łódzkiej Wytwórni Filmowej była dla mnie niesamowitym przeżyciem! Mogłam - pod okiem pana Tadeusza Wijata, wieloletniego pracownika tej instytucji, szefa oddziału Filmoteki Polskiej i współautora książki poświęconej Wytwórni Filmów Fabularnych - zwiedzić historyczne budynki dla polskiej kinematografii. 

    Czym wyróżniają się sale nagraniowe TOYA Studios? Dlatego archiwum Filmoteki Narodowej jest właśnie w Łodzi? Jakie kultowe filmy i seriale możemy znaleźć w jego zasobach? I które miejsce wytwórni było 50 lat temu odpowiednikiem dzisiejszego forum internetowego? To wszystko, a nawet znacznie więcej dowiedzieliśmy dosłownie z pierwszej ręki, od osób, które większość swojego życia spędziły w tym kultowym miejscu. 
    Gdyby innego dnia była okazja odbycia podobnej wycieczki po ulicach Łodzi z równie kompetentnym i miłym przewodnikiem, byłabym w 200% usatysfakcjonowana :) Może za rok się uda! :)






    Dla blogerów przygotowano akcje specjalne. Jedną z atrakcji były "Szybkie randki", czyli 15-minutowe spotkania z krytykami filmowymi. Krótka wymiana zdań pozwoliła dowiedzieć się, jakie wydarzenia były najistotniejsze dla naszych rozmówców, które filmy są ich ulubionymi, a do których tytułów - choć są trochę żenujące - z radością wracają. Porozmawialiśmy o przyczynie/źródle filmowej pasji oraz kondycji polskiego kina. Było bardzo interesująco i inspirująco. Dziękujemy za ciepłe słowa, dobre rady i poświęcony czas :-)

    Wisienką na torcie zostało III Ogólnopolskie Spotkanie Blogerów Filmowych. Do naszej ekipy dołączyło kilka nowych osób, których do tej pory (w większości) nigdy nie spotkaliśmy. Kolejny zlot był okazją do przedyskutowania wrażeń po dobiegającym końca festiwalu oraz wstępnym umówieniu się na kolejny blogerski meeting.




    Jak więc oceniam udział w Festiwalu Kamera Akcja? Naprawdę wysoko! To mój pierwszy wyjazdowy festiwal filmowy i zdecydowanie złapałam bakcyla do takich podróży. Szeroki wybór filmów, wiele interesujących wydarzeń z udziałem ciekawych gości. Na pewno tu wrócę! :-)


    *Większość zdjęć pochodzi od sztabu fotografów Festiwalu Kamera Akcja.
    Continue Reading

    W czwartek rozpoczęła się kolejna edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Jedno z najważniejszych wydarzeń filmowych kraju. W tym roku obchodzi swoje 30lecie. Ponownie będziemy mogli obejrzeć jedne z najbardziej oczekiwanych premier światowych czy europejskich, ponownie spotkamy się z filmowcami z pięciu kontynentów i poznajmy ich produkcje pochodzące z 59 krajów! Na co szczególnie warto zwrócić uwagę? Co sama zamierzam obejrzeć?


    (Źródło: wff.pl)
    BRUDNY SZMAL (USA)
    reż. Michael R. Roskam
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Jeden z ostatnich występów Jamesa Gandolfini + fabuła na podstawie opowiadania autora "Rzeki tajemnic" i "Wyspy skazańców".

    UNLUCKY PLAZA (Singapur)
    reż. Ken Kwek
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Azjatyckie kino, które potraktuję jak wstęp do Festiwalu Pięciu Smaków. Film na bazie wydarzeń prawdziwych. Kolejna czarna komedia o niebywałych konsekwencjach pewnych decyzji głównych bohaterów.


    (Źródło: todayonline.com)
    W PÓŁ DROGI (Belgia)
    reż. Geoffrey Enthoven
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Poprzedni film Enthovena ("Hasta la vista") bardzo mi się podobał. Na tyle, że z chęcią obejrzę jego kolejną produkcję. Tym razem o perypetiach mężczyzny w średnim wieku, który jest w trakcie rozwodu.

    POLSKIE GÓWNO (Polska)
    reż. Grzegorz Jankowski
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Do seansu przekonuje mnie kilka elementów: tematyka polskiego showbiznesu, udział śmietanki polskich aktorów i kabareciarzy oraz Nagroda Publiczności w sekcji "Inne Spojrzenia" w Gdyni.


    (Źródło: m.dziennik.pl)
    CARMINA I AMEN (Hiszpania)
    reż. Paco Leon
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Połączenie dramatu i czarnej komedii to coś, na co chętnie się skuszę. Tym bardziej, że jest to produkcja hiszpańska. Dodajmy jednak - nie byle jaka! "Carmin i amen" nagrodzono za najlepszy scenariusz oraz najlepszą aktorkę drugoplanową na festiwal filmowym w Maladze.

    MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA (Francja)
    reż. Thomas Cailley
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Francuski dramat o miłości. To chyba coś, na czym - kto jak kto - ale Francuzi znają się dość dobrze :) Dwoje kontrastujących ze sobą bohaterów i jedna, łącząca ich miłość. Czy mimo wielu różnic możemy być razem i stworzyć wspólny świat? Film znalazł się w sekcji "Okrycia" i szczerze liczę na to, że będzie jednym z moich odkryć.

    MAPY GWIAZD (Kanada, Niemcy)
    reż. David Cronenberg
    Dlaczego chcę go zobaczyć? O tym filmie jest tak głośno, że nie można go pominąć! Mroczna i bezlitosna satyra na Hollywood. Do tego mamy zebranie śmietanki aktorskiej (Moore, Cusack, Wasikowska). Brzmi rewelacyjnie!


    (Źródło: film.onet.pl)
    WITAMY W KLUBIE (Niemcy)
    reż. Andreas Schimmelbusch
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Miks dramatu z czarną komedią. Opowieść o nieprzewidzianej miłości w przedziwnym czasie i miejscu.

    CUD (Kanada)
    reż. Daniel Grou
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Przekonał mnie już sam opis filmu. Uwielbiam produkcje pokazujące, jak nasze życie dzieje się równolegle do życia innych, jak kolejne losu się krzyżują i wpływają na życie innych ludzi. A poza tym w "Cudzie" występuje Xavier Dolan i Anne Dorval.

    CHŁÓD W LIPCU (USA)
    reż. Jim Mickle
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Głównie intrygująca opowieść oraz doborowa obsada. Ponadto fascynuje mnie amerykański thriller/kryminał. Liczę na coś tak dobrego jak "Labirynt" czy ostatnio mocno promowana "Zaginiona dziewczyna".


    (Źródło: impawards.com)
    GWIAZDA (Rosja)
    reż. Anna Melikian
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Historia splecenia losów dwóch zupełnie różnych postaci może skończyć się ciekawie. Tym bardziej, że mówi o przeznaczeniu, samoakceptacji i kruchości istnienia.

    OBCE CIAŁO (Polska, Rosja, Włochy)
    reż. Krzysztof Zanussi
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Dramat psychologiczny obrazujący zderzenie korporacyjnego cynizmu z młodzieńczym idealizmem (tak produkcji mówi sam reżyser). Jak dla mnie bardzo ważny i aktualny (!!!) temat.


    (Źródło: wnas.pl)
    BRUD (Wlk. Brytania)
    reż. Jon S. Baird
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Genialna rola Jamesa McAvoy!

    KONSEKWENCJE (Turcja)
    reż. Ozan Aciktan
    Dlaczego chcę go zobaczyć? Przyznam, że tureckie kino do tej pory mnie nie zafascynowało. Zdecyduję się jednak na kolejne podejście do tej kinematografii, ponieważ wyjątkowo spodobał mi się opis filmu Ozana Aciktana. Pytanie "Czy w życiu kierować się sercem czy rozumem?" jest jednym z najistotniejszych, jakie musimy sobie postawić. Ciekawi mnie, jaką odpowiedź zaprezentuje reżyser.

    FOTOGRAF (Polska)
    reż. Waldemar Krzystek
    Dlaczego chcę go zobaczyć? "Małą Moskwę" - poprzedni film Krzystka - uważam za udaną produkcję. Na "Fotografa" zdecyduję się (nawet jeśli nie w ramach WFF, to i tak go zobaczę) ze względu na docenienie drugoplanowej aktorki (Złoty Lew w Gdyni), udział Tomasza Kota, (który nie ma chyba za sobą angażu w słabym projekcie) oraz zainteresowanie, jak wypadł polski kryminał.


    (Źródło: film.interia.pl)

    Continue Reading
    Do "Mommy" podchodziłam trochę nieufnie. Z dystansem. A nawet z obawą, że nie porwie mnie reżyserski kunszt tak chwalonego Xaviera Dolana. Pierwsze spotkanie z jego twórczością - "Wyśnione miłości", nie należało do wyjątkowych. Ot, solidna produkcja, pod kilkoma względami wręcz rewelacyjna, ale bez czegoś, co pozwoliłoby mi rozkochać się w tej stylistyce. Jak było z jego najnowszym filmem?
    (Źródło: indiewire.com)
    "Mommy" zadziwia i intryguje. Od samego początku. Już pierwsze kadry zdają się mówić: "Oto drogi widzu, masz okazję skosztować wyjątkowego kina". Dosłownie pierwsze minuty wydają się iście "dolanowskie". Chociaż jako osoba, która nie miała do tej pory z młodym reżyserem zbyt wiele do czynienia, mogę trochę wyolbrzymiać :-)
    (Źródło: youtube.com)
    W niecodziennych okolicznościach (wypadek samochodowy) poznajemy Die, matkę głównego bohatera - nastoletniego Steve'a. Chłopak zmaga się z problemami psychicznymi. Przebywa w specjalistycznym ośrodku, w którym ma dojść ze sobą do ładu. Jednak po podpaleniu części budynku i spowodowaniu poważnych obrażeń u jednego z kolegów, zmuszony jest opuścić placówkę. Trafia pod opiekę matki, a ta nie wie od czego powinna zacząć budowanie ich relacji.

    (Źródło: awardsdaily.com)
    "Mommy" to dwugodzinny dramat skupiający się na dwóch głównych kwestiach. Z jednej strony widzimy studium nad osobami z ADHD (i być może jeszcze innymi chorobami psychicznymi), z drugiej Dolan pokazuje codzienne zmagania matki. Co ciekawe, po głębszym zastanowieniu się na postacią Die, dochodzimy do wniosku, że wbrew pozorom nie jest to portret matki reprezentanta tzn. trudnej młodzieży. To portret niemal każdej matki. Mamy tu bowiem okres zachwycania się postępami, jaki robi dziecko, załamywania rąk nad jego złymi wyborami, nadzieję na szczęśliwe zakończenie problemów. Są chwile poczucia osamotnienia, czas dokonywania odważnych, drastycznych decyzji i długi okres podejmowania trudu codziennych obowiązków. Po prostu życie. 
    (Źródło: cultmontreal.com)
    Wiele elementów użytych przez młodego reżysera zasługuje na pochwałę. Jednak w pierwszej kolejności muszę wspomnieć o wprost kapitalnej kompilacja przedstawiającej możliwy scenariusz życia Steve'a. To zbiór scen potencjalnej przyszłości, których szczerze życzy sobie jego matka. Te kilka minut dorastania głównego bohatera (czasy studenckie, zaręczyny, ślub) wypełnione jest miłością, troską, ciepłem i radością. Na wskroś przenika matczyna nadzieja na znalezienie rozwiązania dotychczasowych problemów wychowawczych. To trochę idylla. Ale przepiękna. Tak pod względem treści obrazków, jak i formy ich przedstawienia. 

    No właśnie, kluczowa jest tu także forma. Zarówno ten kolaż potencjalnej, lecz jednak utopijnej przyszłości Steve'a, jak i scena błogiej zabawy trójki głównych bohaterów (matka, syn i sąsiadka), nakręcone są w formacie panoramicznym (16:9). Jest to o tyle wymowne, że pozostała część filmu została zaprezentowana w wymiarach 4x4. Odczytuję to jako poczucie całkowitego spełnienia, bezmiaru wolności, pełnego szczęścia, jakie ma w sobie człowiek w tych nielicznych chwilach życia, po zrobieniu milowych kroków rzutujących na wygląd naszego dalszego losu.
    (Źródło: movies.mxdwn.com)
    Co jeszcze powinno zostać docenione? Niewątpliwie aktorstwo! Kunszt Anne Dorval (grającej Die) oraz Suzanne Clément (Kyla) jest wręcz niewypowiedziany. To prawdziwa przyjemność oglądać je na ekranie. Ich postacie są bez dwóch zdań prawdziwe. Styl bycia głównej bohaterki jest nie do podrobienia (aktorka chyba aż przesiąkła charakterystycznym chodem czy gestykulacją granej postaci), podobnie jak sposób mówienia Kyli (artykulacja poszczególnych słów wymagała na pewno bardzo długiej i męczącej pracy, której efekty zachwycają widza!).
    Nie można jednak nie wspomnieć o Antoine-Olivierze Pilonie. Jest niewątpliwie zdolny, szalenie wiarygodny. Dla mnie to objawienie roku! Niewiele postaci tak głęboko zapadło mi w pamięć - to wielkie odkrycie i niesamowity potencjał!

    (Źródło: theguardian.com)
    Czy cudowne dziecko kanadyjskiego kina porwało mnie swoim dziełem? Nie do końca. Chylę czoła za świetny pomysł, charakterystyczne postacie, dopracowane najmniejsze elementy. Perfekcyjne współgranie muzyki z obrazem zachwyca, artystyczne niuanse warstwy wizualnej zyskują moją aprobatę (zabawy światłem, kadrowaniem, kolorem czy ruchem kamery). Mimo tylu zalet całość bardziej tratuję jako poprawną i po prostu interesującą niż zapierającą dech w piersiach. Bez względu na to czuję, że "Mommy" ma bardzo duże szanse na Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny.

    Continue Reading

    Tytuły ostatnich produkcji Patryka Vegi skutecznie odstraszały mnie od seansów. Trailery "Ciacha" czy "Hansa Klossa" były tak koszmarnym przeżyciem, że na obejrzenia całości nigdy się nie zdecydowałam. Długo natomiast żałowałam spotkania z "Last minute", które uważam za jedną z największych pomyłek wszech czasów i totalną klapę (fatalne jest aktorstwo, słaby scenariusz, żenujące dialogi - dosłownie wszystko w tym filmie leży!). Wciąż pamiętam jednak genialnego "Pitbulla" i to on był impulsem, który pchnął mnie do kina.

    (Źródło: film.interia.pl)
    Akcja "Służb specjalnych" rozgrywa się we współczesnej Polsce. Kiedy Wojskowe Służby Informacyjne zostają zlikwidowane, ludzie władzy czują się bezkarni. Mają świadomość, że w ten sposób pozbawiono Polskę oczu i uszu. Bardzo szybko zostaje więc powołana nowa, tajna jednostka do zadań specjalnych, w której skład wchodzą świetnie wyszkoleni agenci: niepokorna, wyrzucona z ABW podporucznik Ola Lach (w tej roli świetna Olga Bołądź), Marian Bońka, były pułkownik SB zbliżający się do emerytury (kapitalny Janusz Chabior) oraz ambitny kapitan Janusz Cerat, który wielokrotnie służył w Afganistanie (zachwycający Wojciech Zieliński). Otrzymują ważne, trudne zadania, z którymi radzą sobie niemal zawsze perfekcyjnie. Pewnego dnia odkryją jednak, że tak naprawdę nie wiedzą dla kogo pracują...
    (Źródło: youtube.com)
    Jasnych stron produkcji jest naprawdę wiele! Rewelacyjnie zapętlona fabuła, idealne osadzenie jej w prawdziwych wydarzeniach współczesnej Polski, świetne dialogi ociekające prawdziwością i aktorstwo najwyższych lotów (trójka głównych aktorów spisuje się na medal, a drugoplanowe role Agaty Kuleszy, Andrzeja Grabowskiego czy Eryka Lubosa to istne perełki!). To sprawia, że dwugodzinny seans wciąga widza, nie pozwalając na jakiekolwiek znużenia. Podążamy intryga za intrygą, spisek za spiskiem dążąc - jak się wydaje - do rozwiązania najważniejszej zagadki, znalezienia odpowiedzi na najistotniejsze pytanie: "Kto za tym wszystkim stoi?".


    (Źródła: filmweb.pl i natemat.pl)
    Choć język, którym posługują się głównie bohaterowie pełen jest przeróżnych przekleństw, nie mamy wrażenia, jakby jego zwulgaryzowanie było zrobione na siłę. Podobne rozpatrujemy korpomowę, której używa żona kapitana Cerata. Nieustanne "ASAPy, briefy, challenge" precyzyjnie wyjaśniają, że mamy do czynienia z typową warszawską karierowiczką i stanowią nieliczne momenty, które szczerze bawią widownię. Obawiam się jednak, że dla większości polskiego społeczeństwa (ludzi z mniejszych miast, w wieku 40+) te sceny nie będą zrozumiałe.

    (Źródło: film.interia.pl)
    Całość ma pewne niedociągnięcia czy błędy. Największym zarzutem jest zdeprecjonowanie inteligencji i świadomości społeczno-politycznej widza. Jeśli "Służby specjalne" powstały dla osób rozsądnych, zainteresowanych sytuacją Polski, to reżyser strzelił sobie w nogę wprowadzając napisy wyjaśniające niemal każde słowo wypowiadane przez agentów specjalnych. Jeśli jednak produkcja jest dedykowana osobom niezorientowanym w temacie politycznych wydarzeń ostatnich lat, to mamy podwójne faux pas: z jednej strony ci niezorientowani mogą poczuć się jak głupcy, z drugiej ci, którzy wiedzą o co chodzi, mogą poczuć się jak wśród głupców. Tak czy siak prowadzenie widza za rączkę nigdy nie jest dobrym wyjściem.  

    (Źródło: film.onet.pl)
    Dla niektórych minusem jest również mocne upolitycznienie filmu. Bowiem co najmniej kilka najważniejszych postaci możemy bez trudu rozpoznać: Lepper, Macierewicz, Solorz-Żak. Jednak sam reżyser określa "Służby specjalne" mianem political fiction. Oznacza to, że istniejące w społeczeństwie teorie spiskowe i miejskie legendy znalazły rację bytu w filmowej fabule dotyczącej politycznej i ekonomicznej sytuacji Polski. I przyznam, że z tymi teoriami i legendami można się zgadzać lub nie, ale naprawdę nieźle ogląda się je na ekranie.  

    (Źródło: stopklatka.pl)
    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top