facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Głosów, że to najlepszy polski serial od dawna nie brakuje. I rzeczywiście, twórcy "Ślepnąc od świateł" wysoko postawili poprzeczkę. Produkcję zrealizowano na hollywoodzkim poziomie: zdjęcia, muzyka, montaż. Wszystko jest dopieszczone w najmniejszym szczególe, wszystko idealnie obmyślono i wypracowano. Bez żadnych wątpliwości kolejni krytycy i zwykli widzowie stawiają najwyższe noty. Podobnie, bez wahania, zrobiłam i ja, choć serial ma też swoje minusy.

    (Źródło: media2.pl)

    Powieść Jakuba Żulczyka powala. Pamiętam, że tuż po tym, gdy została wydana, połknęłam ją w zaledwie kilka dni. Czytałam w metrze, w poczekalni u lekarza, w kolejce do kasy w markecie, do obiadu, podczas kąpieli, przed snem, zamiast snu. Dosłownie wszędzie, we wszystkich okolicznościach. Bo losy Kuby, warszawskiego dilera, który usilnie dystansuje się od ludzi ze światka, w którym się obraca: brutalnych gangsterów, żądnych uwagi celebrytów, bananowej młodzieży, sprytnych przedsiębiorców, znanych polityków, fascynują, poruszają i niezwykle wciągają.

    Do serialu zasiadłam więc ze sporymi oczekiwaniami. Ale niebezpodstawnymi. W końcu za reżyserię odpowiada jeden z najodważniejszych polskich twórców - Krzysztof Skonieczny, którego "Hardkor disco" to jeden z lepszych reżyserskich debiutów ostatnich lat, a nad scenariuszem pracował sam Żulczyk Poza tym w obsadzie widzimy śmietankę polskiego kina: Więckiewicz, Frycz, Chabior, Lubos. Do tego dawno niewidziany Cezary Pazura, który przekonująco wypada w roli najsłynniejszego polskiego prezentera. Jest kogo podziwiać!

    (Źródło: youtube.com)

    Poza plejadą gwiazd nowa produkcja HBO zaskakuje nadzwyczaj dobrą realizacją. Wizualnie "Ślepnąc od świateł" to perełka! Mamy zdjęcia, które momentami zapierają dech w piersi, fantastyczną grę kolorami i światłem, genialną ścieżkę dźwiękową, bardzo dobry montaż. To wszystko sprawia, że zakochujemy się w obrazkach, które serwują nam twórcy. 

    Tym większy jest więc zgrzyt pojawiający się, gdy główny bohater zagrany przez Kamila Nożyńskiego... zaczyna mówić. Czuć, że nie jest to profesjonalista. Co więcej, mamy wrażenie, że Skonieczny wybrał do tej roli kogoś, kto w ogóle nie utrzymałby się z grania, bo wypada w tym fatalnie. I o ile na początku serialu jesteśmy w stanie wybaczyć bohaterowi tę drętwotę, tłumacząc ją sobie zdystansowaną postawą wobec świata i naturą introwertyczką, o tyle w dalszych odcinkach, kiedy to postać Kuby przechodzi metamorfozę, sztuczne gesty i recytowane słowa zaczynają naprawdę drażnić. 
    Wiem, Nożyński jest naturszczykiem, za to z magnetycznym głosem i aparycją przywołująca na myśl młodego Daniela Craiga. Ale i to nie rozgrzesza go z ekranowego sztywniactwa. Ono razi tym bardziej, że Nożyńskiemu partnerują świetni aktorzy, u których nie ma nawet cienia fałszu. Bywa, że drugi plan jest lepszy od pierwszego, kiedy na ekranie mamy i Nożyńskiego, i Więckiewicz, Frycza czy Chabiora.



    (Źródła: film.interia.pl i vogue.pl)

    Dla wielu angaż Nożyńskiego jest największym błędem produkcji, który odbija się na gorszym odbiorze serialu i finalnie jego niższą oceną. Nie powiem, i mnie trochę boli to bezrefleksyjne wyrzucanie z siebie kwestii napisanych dla Kuby. W ostatecznym rozrachunku nie mogę jednak nie docenić tego, co ekipie wyszło fantastycznie! A tych plusików jest co niemiara! Nawet czołówka jest mistrzostwem. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio zrobiła na mnie aż takie wrażenie. Chyba przy premierze "Skyfall", więc kilka ładnych lat temu. 

    Nie można też zapomnieć o tym, że "Ślepnąc od świateł" to tak portret outsidera-dilera, który zupełnie nie przystaje do rzeczywistości będącej dla niego tak naprawdę środowiskiem naturalnym, jak i jego klienteli, a nade wszystkim - zepsutego miasta, w którym się obraca. To doskonały, mroczny, wręcz apokalipotyczny, obraz Warszawy, w której źli ludzie mają władzę, pieniądze, wpływy. To portret miasta bez nadziei, w którym gwiazdkowym prezentem jest porcja najlepszej koki, rację ma ten, kto używa argumentu siły, a miłość można kupić. Smutne to miasto. Nic więc dziwnego, że tacy też są bohaterowie "Ślepnąc od świateł".



    (Źródła: film.wp.pl, media2.pl i pomorska.pl)

    Continue Reading

    Momentalnie, jeden po drugim, powstają kolejne filmy Patryka Vegi. Od 7 lat reżyser co roku wypuszcza co najmniej jedną produkcję. Tylko od 2015 były to "Służby specjalne", dwie odsłony Pitbulla, "Botoks", krótkometrażowy "Czerwony punkt" oraz najnowsza - "Kobiety mafii", która do kin weszła wczoraj. 

    (Źródło: film.interia.pl)

    O czym jest film? O ostrych babkach! Kobietach bez skrupułów, które z wygodnictwa lub rzekomego braku wyboru zdecydowały się stanąć po ciemnej stronie mocy. Główną bohaterką gra Olga Bołądź. Jej Bella to funkcjonariuszka ABW, która pod przykrywką dziewczyny z klubu go-go romansującej z gangsterem, ma rozbić grupę przestępczą. Dookoła niej pojawiają się inne bohaterki: niania z mroczną przeszłością (Agnieszka Dygant), rozkoszna niunia gangstera (Katarzyna Warnke) czy rozpuszczona córka szefa mafii (Julia Wieniawa). Każda z nich prezentuje inny wycinek żeńskiej wersji mafii, a są one dość ciekawe.

    (Źródło: youtube.com)

    Tym razem niby Vega się postarał. Fabuła nie jest tak chaotyczna, jak to bywało w jego poprzednich produkcjach, a bohaterowie już nie rzucają k***ami na prawo i lewo. Wciąż daleko jednak do ideału. O ile przy pierwszej odsłonie nowego Pitbulla broniłam Vegi, zwracałam uwagę na dobre tempo akcji, niezły scenariusz i bardzo dobrą rolę Mai Ostaszewskiej (cała recenzja "Pitbull. Nowe porządki" jest TU), tak teraz jestem nieco rozczarowana. Albo inaczej: nic mnie nie zaskoczyłam, dostałam bardzo podobne wątki co w dwóch ostatnich Pitbullach. Reżyser nadal bazuje na tych samych schematach dotyczących postaci: śmieszny osiłek, głupia i próżna kobieta, przystojny cwaniaczek. Ile można?!

    Znamienne jest również to, że znów mamy tę samą obsadę. Jakby w Polsce nie było innych aktorów. Wróć: są, ale współpraca z Patrykiem Vegą nie brzmi dla nich zachęcająco. Ciekawe dlaczego skoro cały czas produkuje takie samo kino akcji...


    (Źródła: film.interia.pl)

    Nie jest tak, że w "Kobietach mafii" wszystko wyszło słabo. Bywały elementy lepsze (jak zwykle Chabior i Popławska), bywały i gorsze (Oświeciński). Cały czas mam problem z Fabijańskim, który w każdym wcieleniu jest taki sam. Bołądź jak zwykle mnie nie przekonuje, a postać Warnke (choć dobrze napisania i naprawdę fajnie zagrana) została za bardzo wyeksponowana, przez co straciła swoją siłę i wiarygodność.

    Koniec końców "Kobiety mafii" dostaną ode mnie notę dla typowego średniaka - 5/10. Tym, którzy liczą na dość niezłą sensację, mogę polecić nowy obraz Vegi. Tylko pod warunkiem, że nie będą mieli zbyt wygórowanych oczekiwań. W przeciwnym wypadku opuszczą kino z niesmakiem.

    (Źródło: se.pl)

    Continue Reading

    Tytuły ostatnich produkcji Patryka Vegi skutecznie odstraszały mnie od seansów. Trailery "Ciacha" czy "Hansa Klossa" były tak koszmarnym przeżyciem, że na obejrzenia całości nigdy się nie zdecydowałam. Długo natomiast żałowałam spotkania z "Last minute", które uważam za jedną z największych pomyłek wszech czasów i totalną klapę (fatalne jest aktorstwo, słaby scenariusz, żenujące dialogi - dosłownie wszystko w tym filmie leży!). Wciąż pamiętam jednak genialnego "Pitbulla" i to on był impulsem, który pchnął mnie do kina.

    (Źródło: film.interia.pl)
    Akcja "Służb specjalnych" rozgrywa się we współczesnej Polsce. Kiedy Wojskowe Służby Informacyjne zostają zlikwidowane, ludzie władzy czują się bezkarni. Mają świadomość, że w ten sposób pozbawiono Polskę oczu i uszu. Bardzo szybko zostaje więc powołana nowa, tajna jednostka do zadań specjalnych, w której skład wchodzą świetnie wyszkoleni agenci: niepokorna, wyrzucona z ABW podporucznik Ola Lach (w tej roli świetna Olga Bołądź), Marian Bońka, były pułkownik SB zbliżający się do emerytury (kapitalny Janusz Chabior) oraz ambitny kapitan Janusz Cerat, który wielokrotnie służył w Afganistanie (zachwycający Wojciech Zieliński). Otrzymują ważne, trudne zadania, z którymi radzą sobie niemal zawsze perfekcyjnie. Pewnego dnia odkryją jednak, że tak naprawdę nie wiedzą dla kogo pracują...
    (Źródło: youtube.com)
    Jasnych stron produkcji jest naprawdę wiele! Rewelacyjnie zapętlona fabuła, idealne osadzenie jej w prawdziwych wydarzeniach współczesnej Polski, świetne dialogi ociekające prawdziwością i aktorstwo najwyższych lotów (trójka głównych aktorów spisuje się na medal, a drugoplanowe role Agaty Kuleszy, Andrzeja Grabowskiego czy Eryka Lubosa to istne perełki!). To sprawia, że dwugodzinny seans wciąga widza, nie pozwalając na jakiekolwiek znużenia. Podążamy intryga za intrygą, spisek za spiskiem dążąc - jak się wydaje - do rozwiązania najważniejszej zagadki, znalezienia odpowiedzi na najistotniejsze pytanie: "Kto za tym wszystkim stoi?".


    (Źródła: filmweb.pl i natemat.pl)
    Choć język, którym posługują się głównie bohaterowie pełen jest przeróżnych przekleństw, nie mamy wrażenia, jakby jego zwulgaryzowanie było zrobione na siłę. Podobne rozpatrujemy korpomowę, której używa żona kapitana Cerata. Nieustanne "ASAPy, briefy, challenge" precyzyjnie wyjaśniają, że mamy do czynienia z typową warszawską karierowiczką i stanowią nieliczne momenty, które szczerze bawią widownię. Obawiam się jednak, że dla większości polskiego społeczeństwa (ludzi z mniejszych miast, w wieku 40+) te sceny nie będą zrozumiałe.

    (Źródło: film.interia.pl)
    Całość ma pewne niedociągnięcia czy błędy. Największym zarzutem jest zdeprecjonowanie inteligencji i świadomości społeczno-politycznej widza. Jeśli "Służby specjalne" powstały dla osób rozsądnych, zainteresowanych sytuacją Polski, to reżyser strzelił sobie w nogę wprowadzając napisy wyjaśniające niemal każde słowo wypowiadane przez agentów specjalnych. Jeśli jednak produkcja jest dedykowana osobom niezorientowanym w temacie politycznych wydarzeń ostatnich lat, to mamy podwójne faux pas: z jednej strony ci niezorientowani mogą poczuć się jak głupcy, z drugiej ci, którzy wiedzą o co chodzi, mogą poczuć się jak wśród głupców. Tak czy siak prowadzenie widza za rączkę nigdy nie jest dobrym wyjściem.  

    (Źródło: film.onet.pl)
    Dla niektórych minusem jest również mocne upolitycznienie filmu. Bowiem co najmniej kilka najważniejszych postaci możemy bez trudu rozpoznać: Lepper, Macierewicz, Solorz-Żak. Jednak sam reżyser określa "Służby specjalne" mianem political fiction. Oznacza to, że istniejące w społeczeństwie teorie spiskowe i miejskie legendy znalazły rację bytu w filmowej fabule dotyczącej politycznej i ekonomicznej sytuacji Polski. I przyznam, że z tymi teoriami i legendami można się zgadzać lub nie, ale naprawdę nieźle ogląda się je na ekranie.  

    (Źródło: stopklatka.pl)
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      5 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top