facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Komedia Susanny Fogel z Milą Kunis i Kate McKinnon w rolach głównych nie jest wysokich lotów. Żarty słowne i sytuacyjne gagi, jakimi raczą nas twórcy "Szpiega, który mnie rzucił" są dość proste i przewidywalne. Niemniej nie żałuję tego seansu. 

    (Źródło: twoje-kino.pl)

    Przyznaję bez bicia: czasami wakacyjną porą mam ochotę na lekki seans iście rozrywkowy, niewymagający ode mnie zbytniego zagłębiania się w prezentowaną fabułę. Zwiastuny nowości z Kunis w roli porzuconej dziewczyny szpiega wydały się niemal idealną propozycją na letni wypad do kina. Zwłaszcza, że to komedia, czyli mój ulubiony gatunek na niczym niezmącony filmowy relaks. 

    (Źródło: youtube.com)

    Choć historia dziewczyny porzuconej przez SMSa, która nagle, z dnia na dzień, ma odbyć superważną misję, nie jest ani przekonująca, ani zbytnio dopracowana, to ogląda się ją dość nieźle. Trudno powiedzieć czego to jest zasługa. Jak dla mnie chyba największą zaletą produkcji pozostaje angaż Mili Kunis, którą naprawdę lubię. Z tego też powodu podświadomie przymykam oko na wszelkie niedociągnięcia. Bo co tu ukrywać, jest ich całkiem sporo.
    Przede wszystkim za minus możemy traktować średni scenariusz. Dialogi także nie wypadają lepiej. Jednak najsłabszym punktem jest chyba tytułowy szpieg, w którego wcielił się drewniany Justin Theroux. 

    To, czy "Szpieg, który mnie rzucił" przypadnie Wam do gustu zależy (jak zawsze) od Waszego nastawienia. Jeśli nie macie zbyt wysokich oczekiwań, a przeciętna produkcja komedia jest w stanie choć trochę Was rozbawić, będziecie całkiem ukontentowani.



    (Źródła: sdksanok.pl i radioeska.pl)

    Continue Reading

    Drugiej odsłony "Sicario" wyczekiwałam z nieskrywanym zaciekawieniem. Jedynka bowiem naprawdę mnie zaskoczyłam. Nie liczyłam, że ta produkcja tak bardzo przypadnie mi do gustu. Tym większe było też teraz moje rozczarowanie, gdy okazało się, że sequel jest marną próbą powtórzenia sukcesu pierwszej części.



    (Źródło: gumroad.com)


    Sytuacja na granicy amerykańsko-meksykańskiej robi się coraz bardziej nieprzewidywalna. Kartele przemycają przez nią, wśród zwykłych imigrantów, niebezpiecznych terrorystów dokonujących zamachów na terenie USA. Dwaj spece od zadań trudnych: Matt i Alejandro, ponownie łączą siły, by powstrzymać rosnących w siłę przestępców. Zadanie jednak okazuje się bardziej skomplikowane niż początkowo myśleli.



    (Źródło: youtube.com)

    Angaż Benicio del Toro był jak dla mnie świetną zagrywką. Kto nie chciałby zobaczyć tego fantastycznego aktora w nowej odsłonie? No właśnie, nie ma takich widzów. Josh Brolin, z drugoplanowym (niemal epizodycznym) wsparciem Catherine Keener, to również dobra propozycja. Okazuje się jednak, że nawet solidne aktorskie wsparcie niewiele może, gdy scenariusz napisano niemal na kolanie. Błędów jest cała masa: akcja rozwija się niemiłosiernie długo, wielość wątków zaczyna irytować (zwłaszcza, że ich jakość pozostawia wiele do życzenia), a w pewnym momencie nawet już nuży. Na domiar złego spada tempo produkcji, a czas jej trwania również nie sprzyja wystawieniu  pozytywnej oceny całości. 

    Ilekroć przychodzi mi obejrzeć bardzo przeciętny sequel myślę sobie, że duży błąd zrobił ktoś, kto podjął decyzję o jego kręceniu. Bo nie sposób, żeby niespecjalna produkcja odnosząca się do wcześniej powstałego, tak dobrze przyjętego filmu, mogła zostać sukcesem. Najwyżej kasowym, ale dla mnie jako wielbiciela kina dobrego (bez względu na to, czy jest to kino ambitne, czy solidne kino klasy B), sukces kasowy jest zdecydowanie mniej ważny niż ten - nazwijmy go - rankingowy (pomyśle recenzje, wysokie noty, ogólny zachwyt widowni). Tak też jest w przypadku "Sicario 2: Soldado". Ten naprawdę słaby scenariusz powinien trafić do kosza, bo seans, na którym co chwilę widz spogląda na zegarek jest tym, co nigdy nie powinno mieć miejsca.




    (Źródło: dailtymotion.com, kultura.onet.pl i theguardian.com)

    Continue Reading

    Bylejakość scenariusza, nijacy bohaterowie i niewielka dawka średniej jakości humoru. Taki właśnie jest nowy obraz Nasha Edgertona ("Matrix: Reaktywacja", "Wróg numer jeden"). Aż dziw, że w produkcji pojawia się Charlize Theron, która ma nosa do świetnych przedsięwzięć.


    (Źródło: gazetalubuska.pl)

    Harold to zwyczajny Kowalski. Tyle, że w amerykańskiej rzeczywistości. Ma pracę, która okazuje się być mało stabilna, żonę, dom, sporo długów i przyjaciela, który jednak nie jest wobec niego fair. Jest trochę taką ofiarą losu, wiecznym przegranym, który boi się swojego cienia. Stara się jednak być uprzejmy dla innych, a swoje obowiązki wykonywać solidnie. Gdy jednak odkrywa, że wszyscy go oszukują, stawia wszystko na jedną kartę i: pozoruje własne porwanie! Ta decyzja pociąga za sobą wiele nieoczekiwanych konsekwencji wpływających na wszystkich bohaterów.


    (Źródło: youtube.com)

    Nie ukrywam, że poza produkcjami wysokich lotów, filmami nagradzanymi na najważniejszych festiwalach i niszowymi produkcjami głównie europejskimi, chętnie sięgam też po obrazy stricte rozrywkowe. Komedie i filmy akcji to moje ulubione gatunki na seans relaksacyjny.
    Z niemałą przyjemnością wybrałam się więc na nowość od Nasha Edgertona. I naprawdę się zawiodłam!

    Bylejakość scenariusza, nijacy bohaterowie i niewielka dawka średniej jakości humoru. Taki właśnie jest nowy obraz Nasha Edgertona. Aż dziw, że w produkcji pojawia się Charlize Theron, która ma nosa do świetnych przedsięwzięć, bo tym razem dostajemy istną klapę! Przez blisko 2 godziny czekamy na jakąkolwiek akcję. A gdy coś zaczyna się dziać, nie trzyma się kupy. Albo jest zupełnie nieśmieszna. Zabawne momenty można zliczyć na palcach jednej ręki, a ich jakość jest najwyżej przeciętna.

    Zabrakło pomysłu, dobrego montażu i dialogów na poziomie. Jak mawiają stali bywalce internetowych czeluści, mocne 2.




    (Źródła: hollywoodreporter.com, indiewire.com i fdb.pl)

    Continue Reading

    Powierzenie kontynuacji przygód Despero Władysławowi Pasikowskiemu nie było najlepszym posunięciem. Reżyser znany z zamiłowania do policyjnych i wojskowych wątków w kinie proponuje niby coś innego niż w ostatnich latach na dużym ekranie przedstawiał Patryk Vega, jednak nadal nie jest to poziom historii Pitbulla z 2005 roku. Nie brakuje tu jasnych stron (niezła fabuła, fajny klimat, dobre aktorstwo: Dorociński, Woronowicz, Kuna), ale nie zabrakło także uchybień, które psują zabawę.

    (Źródło: film.onet.pl)

    Po latach do zadań specjalnych wraca Despero (Marcin Dorociński). Dostaje propozycję odgrywania roli gangstera robiącego interesy z Rosjanami - Hycla. Partnerują mu Metyl, którego charakteryzuje słabość do alkoholu i Nielat (zwany teraz Quantico) po przeszkoleniu przez samo FBI, nadzorując akcję przy policyjnej pracy w terenie. Zadanie nie jest łatwe, bo Despero jako wtyczka ma zbliżyć się szefa pruszkowskiej mafii - Gawrona (Cezary Pazura), który rzekomo zlecił zabójstwo Soczka, byłego partnera Majami, prowadzącego ważne śledztwo. Sprawa stopniowo się komplikuje, dwa zwaśnione gangi zaczynają prawdziwą wojnę, a nasz bohater nie odpuszcza licząc, że uda mu się schwytać jak najwięcej przestępców za jednym zamachem.

    (Źródło: youtube.com)

    Wszyscy zastanawiają się, czy nowemu Pitbullowi bliżej do tego z 2005 roku, tych z ostatnich lat twórczości Vegi, a może bardziej do sławnych "Psów" Pasikowskiego, który to wyreżyserował przecież "Ostatniego psa". Niełatwo powiedzieć. Film nie jest utrzymany w konwencji obrazów Patryka Vegi: nie ma tu tak mocno komediowych wątków i postaci, jakie pojawiały się (nawet dość często) w "Nowych porządkach" czy "Niebezpiecznych kobietach". Klimat dużo bardziej pasuje do starych filmów Pasikowskiego, gdzie jest dość surowo, a bohaterowie są styrani życiem. W odróżnieniu jednak od filmów Vegi, w "Ostatnim psie" gorzej wypadają niektóre dialogi. Można wiele niezbyt dobrych rzeczy powiedzieć o reżyserze "Botoksu", ale niewątpliwie ma on do nich ucho. 

    Zdecydowanie na plus można ocenić trzy głównej postacie. Sam Dorociński jako Despero bardzo mi odpowiadał, ale może to kwestia osobistych sympatii. Fajnie ogląda się Woronowicza, który od dłuższego czasu nie znika z dużego ekranu, a co lepsze - niemal zawsze świetnie się na nim prezentuje (bez względu na to,czy odkrywa rolę dramatyczną, czy komediową). W moim odczuciu na uznanie zasługuje także Izabela Kuna, wcielająca się w postać żony policjanta Soczka - Reginę. 
    Mówiąc o dobrych stronach produkcji warto zauważyć, że (w przeciwieństwie np. do trzeciej odsłony Pitbulla Vegi - "Niebezpiecznych kobiet"), tu fabuła trzyma się kupy. Poszczególne wątki rozpoczynają się i zostają doprowadzone do końca, każda postać pojawia się z określonego powodu. 

    W opozycji do rewelacyjnej Kuny jest Doda. Maniera, z jaką się wypowiada oraz przerysowana złość czy czasami nawet agresja potęgują tylko sztuczność tej postaci. Postaci, która z definicji jest trochę kulawa, bo widz nie wiem z jakiego powodu Mira - początkowo kelnerka w modnej kawiarni - wiąże się z gangsterem, by z czasem zasiąść u sterów mafijnego biznesu. W dodatku wątek miłosny Gaworna z Mirą jest tak naciągany, że już bardziej naiwny być nie mógł. Rozumiem, że twórcy mogli chcieć pokazać, że panom z półświatka zależy głównie na atrakcyjnym wyglądzie partnerki, ale to, co zaprezentowano w filmie jest do bólu płaskie, nienaturalne, po prostu słabe.
    Niestety mankamenty scenariuszowe w odniesieniu do głównej postaci kobiecej są na tyle rażące, że psują cały odbiór dość przyzwoitego filmu akcji. Z tego względu dla mnie "Pitbull. Ostatni pies" zasługuje zaledwie na 5 gwiazdek w 10-stopniowej skali.



    (Źródła: fakt.pl, dziennikzachodni.pl i plejada.pl)
    Continue Reading

    Choć nie było mnie to dość dawno, nie znaczy, że odcięłam się do kina. Co to, to nie! Obejrzałam kilka seriali i śledziłam poniektóre nowości. Poniżej krótkie zestawienie tego, co przewinęło się przez polskie kina na początku lata: w czerwcu i lipcu.


    (Źródło: filmibeat.com)
    Nie będzie długiej recenzji każdej z poniższych pozycji. Raczej skondensowane przemyślenia na temat poszczególnych filmów. Jedne seanse były bardziej udane, inne mniej. O tym, co warto nadrobić (jeszcze w kinach lub za moment na VOD) dowiesz się czytając. Więc zaczynamy!


    MUMIA (reż. Alex Kurtzman)

    Fanką fantasy nigdy nie byłam, ale fakt, że scenarzysta "Transformersów" zabrał się za reżyserię kolejnej części przygód o mumii (wersji powrotu mumii było już co najmniej kilka), nawet mnie skusił. Fabuła oczywiście należy do absurdalnych, ale tego trzeba było się przecież spodziewać. Jest trochę strachów, nie brakuje zwrotów akcji oraz twarzy jeszcze bardziej odmłodzonego Toma Cruise'a. 

    PS Jeśli w trakcie projekcji zaczniecie się nudzić, polecam rozpoczęcie pewnej zabawy polecającej na zliczeniu ile razy z ust bohaterów padnie imię "Jenny" :) 


    (Źrodło: youtube.com)

    AQUARIUS (reż. Kleber Mendonça Filho)

    Brazylijski dramat nominowany do Złotej Palmy oraz Cezara? To brzmi dumnie. I zachęcająco zwłaszcza, jeśli lubi się kino południowoamerykańskie. Niestety okazało się, że losy emerytowanej dziennikarki prowadzącej nierówną walkę z bezdusznym właścicielem niemal opuszczonego osiedla nie są intrygujące. Widzowi niełatwo jest wytrwać do końca dwugodzinnego seansu, gdy tempo akcji nie dość, że nie rozwija się, to jeszcze spada i brak wątków, które tę uwagę by utrzymywały. Gdyby nie świetna Sonia Braga oraz całkiem udany finał, nie zaliczyłabym tej produkcji do zbyt udanych. 


    (Źródło: variety.com)

    BABY DRIVER (reż. Edgar Wright)

    Jeśli po "La La Land" masz awersję do musicali (albo miałeś ją jeszcze przed filmem Damiena Chazelle'a), polecam nowość od reżysera m.in. "Ostrych psów". To urocza kompilacja kina akcji, musicalu oraz komedii z wątkiem romantycznym. Twórcy dają nam sporą dawkę humoru, wartkie tempo, świetny montaż oraz bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową. Przyjemne kino rozrywkowe, w którym naprawdę miło jest zobaczyć Kevina Spacey.

    (Źrodło: youtube.com)


    W STARYM, DOBRYM STYLU (reż. Zach Braff)

    Po raz kolejny Zach Braff, znany m.in. z "Powrotu do Garden State" czy serialu "Scrubs", stanął po drugiej stronie kamery. Tym razem zabrał się za reżyserię komedii o szalonych dziadkach, którzy postanawiają obrobić bank, by móc wieść spokojne życie na emeryturze. I mimo że starszych panów gra przyjazna trójka: Morgan Freeman, Michael Caine oraz Alan Arkin), a całość pod względem fabularnym i montażowym troszkę przypomina "Ocean's 11", to film jest po prostu poprawny. 

    (Źródło: eska.pl)

    OLD FASHIONED (reż. Rik Swartzwelder)

    To miało być niszowe kino amerykańskie. Takie z misją. O tym, że w życiu chodzi o coś więcej niż romans z Tindera. Niestety wyszła parodia staromodnego nurtu randkowania, kiedy to para długimi tygodniami poznaje się, by móc wreszcie chwycić się za ręce czy pocałować. Nie dość, że fabuła jest nieco prześmiewcza (i to z pewnością nie było zamierzone!), a dialogi dość drętwe, to w dodatku bohaterowie irytują swoim sposobem bycia: Clay tajemniczością, niezrozumiałym uporem (wręcz sztywniactwem) oraz sztywnością, a Amber zdaje się być po prostu zupełnie oderwana od rzeczywistości (połączenie szalonej, romantycznej, impulsywnej, a zarazem cierpliwej kobiety). 

    (Źródło: youtube.com)


    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      3 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top