facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    O "Love" było głośno od samego początku. O filmie mówiło się o jeszcze zanim powstał. A od chwili premierowego pokazu w Cannes temat najnowszej produkcji Gaspara Noe (znanego m.in. z głośnych, kontrowersyjnych obrazów jak "Nieodwracalne" czy "Wkraczając w pustkę") co jakiś czas powracał, za każdym razem budząc więcej emocji. Wszystko z powodu tematyki filmu, którą jest miłość - ta cielesna.

    (Źródło: fdb.pl)

    Główny bohater, dwudziestokilkuletni Murthy, ma dziewczynę i dziecko. Niespecjalnie jest zadowolony z miejsca, w którym aktualnie znajduje się jego życie, co dość wyraźnie podkreśla swoją narzekającą postawą. Ale samopoczucie bohatera dość szybko zmienia się pod wpływem niespodziewanego telefonu od matki byłej dziewczyny. Zmienia, choć nie do końca wiadomo, czy na lepsze. Miejsce marudzenia na rzeczywistość zastępuje bowiem nostalgia za ukochaną Electrą i tym, co łączyło go z nią. Nostalgia zmierzająca do depresji.

    (Źródło: youtube.com)

    W filmie nie brakuje jasnych punktów. Niewątpliwie duży plus stanowi elektryzująca muzyka. Z jednej strony pobudza nas, fascynuje i intryguje, wciągając w aurę namiętności permanentnie unoszącą się nad głównymi bohaterami, z drugiej zaś wzbudza melancholię w rezultacie skłaniając do refleksji nad kondycją współczesnych związków. I za to twórcom należą się pokłony.

    Nowy obraz Gaspara Noe zaskakuje czymś jeszcze. To nie jest - jak mówi/pisze wielu - film pornograficzny. Owszem, scen seksu w nim nie brakuje. Mamy na ekranie pokazane prawie wszystko. Ale sednem tej historii jest relacja. Więź łącząca bohaterów. A raczej brak tej więzi. Murthy'ego i Electrę scala wyłącznie seks. Zrywając z cielesnością, nie mają ze sobą niczego wspólnego. Ich znajomość opiera się na licznych, urozmaiconych stosunkach seksualnych i tylko na nich skupia. Prowadzi to do obsesji głównego bohatera, który staje się zaborczy i zazdrosny o swoją dziewczynę. 


    (Źródła: letempsdetruitto.net i csw.torun.pl)

    Doceniam nawet takie drobnostki jak perfekcyjnie wypracowane kadry, rewelacyjnie dobrana (i spójna!) kolorystyka czy zastosowanie symbolicznych imion bohaterów. Choć reżyser przyznał, że przypisywał swoim postaciom imiona czy ksywki najbliższych (i w sam film zaangażował znajomych, by - jak określił - "stworzyć na planie rodzinną atmosferę"), wciąż dopatruję się w tym działaniu większej głębi. Bo choćby Murthy (patrz: prawo Murthy'ego) w rzeczywistości dąży do nieustannej katastrofy, a Electra jest postacią iście magnetyczną, wręcz hipnotyzującą.
    Bardzo podobały mi się sceny nawiązujące do "Ostatniego tanga w Paryżu", które to przed ponad 40 laty zaszokowało miłośników kina.


    Niestety "Love" ma też minusy. Największymi z nich są mocno kulejące dialogi i słabe kreacje aktorskie. Podziwiam odwagę młodych ludzi grających pierwszoplanowe role, ale przez cały film boleśnie słychać, że należą oni do naturszczyków. W wielu scenach z wielką sztucznością wypowiadają swoje kwestie, które same w sobie nie są udane, bo pisano je chyba z doskoku. Brzmią prostacko i przewidywalnie. 

    (Źródło: indiewire.com)

    Niełatwo o rzetelne podsumowanie. Przedpremierowy seans wspominam dobrze, ale ponownie nie obejrzałabym "Love". Przy realizacji tego filmu reżyser podjął się sporego wyzwania. Nie dość, że na warsztat wziął trudny temat, to jeszcze starał się pokazać go w sposób najbardziej dosłowny i co więcej, zaangażował do projektu amatorów. Eksperyment ten można uznać za udany, choć wielkiego sukcesu nie widać. Niech dowodem tego raczej udanego doświadczenia będzie fakt, że chyba każdy opuszczał salę kinową z głową pełną refleksji dotyczących m.in. tego, czym jest prawdziwa miłość, gdzie zaczyna się mania/obsesja, na ile seks jest dopełnieniem, a na ile istotą miłości oraz czy - i ewentualnie gdzie oraz jakie - powinny być granice wolności w związku.

    (Źródło: blogs.indiewire.com)

    Continue Reading

    Okazuje się, że można! Zrobić lekki, zabawny i dość błyskotliwy film o seksie. Bez kloacznych żartów i obleśnych gestów. Dobrą rozrywkę dostarcza Josh Lawson w najnowszej produkcji pt. "To właśnie seks".

    (Źródło: fdb.pl)
    Patrząc na to, co niemal nagminnie dostarczają nam głównie amerykańscy reżyserzy, Lawson porwał się z motyką na Słońce. Zamarzył o stworzeniu filmu o seksualnych fantazjach i nietypowych fetyszach, któremu daleko byłoby do produkcji rodem z Hollywood ostatnich lat. Jak widać jednak, dla chcącego nic trudnego! Zgrabny scenariusz, ciekawe postacie i niezłe dialogi pozwalają widzom na szczery śmiech. A to coś, czego pragnie każdy reżyser komedii.


    (Źródła: film.interia.pl i kinoluna.pl)

    "To właśnie seks" przedstawia przygody kilku par. Ich życie codzienne i łóżkowe perypetie, zwykle wiążące się z jakimś nieporozumieniem bądź niedopasowaniem. Danowi i Evie problemy stwarza komunikowanie swoich potrzeb, Paul nie rozumie fantazji Maeve, Phil ma oziębłą żonę, a Rowena nagle odkrywa przedziwny fetysz, którego nieświadomy jest jej mąż Richard.

    Film mówi o największych sekretach, skrywanych pragnieniach erotycznych, o których boimy się powiedzieć nawet partnerowi/partnerce. O tym, co nas kręci, czego chcielibyśmy spróbować, ale ogranicza nas wstyd, nieśmiałość, obawa przed byciem ocenianym, pruderyjność, nieumiejętność komunikacji itp. To wbrew pozorom mądry film podejmujący istotny temat. Reżyser za pomocą komediowej formuły chce pokazać, że każdy z nas ma inne potrzeby i nie powinniśmy mieć obaw przed mówieniem o nich. Co więcej, skoro wszyscy mamy swoje dziwactwa, nie należy z ich powodu piętnować innych.


    (Źródło: stopklatka.pl)
    Chwilami całość przypominała mi nieco "Dzikie historie" Damiána Szifróna. Mamy segmentację fabularną, absurdalne gagi sytuacyjne, splątanie losów kilku bohaterów różnych części filmu i czarny humor. Niektóre sceny były jednak znacznie cieplejsze, bardziej urocze. Szczególnie udany  - tak pod względem emocjonalnym, aktorskim, jak i humorystycznym - jest wątek Monici i Sama odbywający się przez Skype'a. Bohaterowie (on - głuchy chłopak pragnący dodzwonić się do gorącej linii, ona - tłumaczka migowego w telefonicznym centrum pomocy) prowadzą wyjątkowo niecodzienny dialog. I niezwykle krępujący! Mimo nietypowej sytuacji, wśród rumieńców i ogólnego zawstydzenia, widzimy, że możliwe jest dostrzeżenie błysku w oku drugiej osoby. Niewątpliwie, scena ta jest świetnie zagrana - i to bez wypowiedzenia chociażby słowa! :)

    Niestety Lawsonowi ewidentnie zabrakło spoiwa w postaci myśli przewodniej silnie wybrzmiewającej pod koniec seansu. Można odnieść wrażenie, że film się zwyczajnie urywa. I to bez konkretnej puenty. Szkoda, bo brak tego elementu trochę umniejsza zabawę i powoduje, że finalna nota jest nieco niższa niż się początkowo spodziewałam.

    Niemniej "To właśnie seks" jest produkcją, na którą warto się wybrać. Gwarantuje sporą dawkę dobrego humoru na poziomie i kilka ciekawych spostrzeżeń na temat nas samych. 

    (Źródło: stopklatka.pl)
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      3 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top