facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Pasikowski znów zabrał się za kino sensacyjne. Po bardzo dobrych tytułach ("Pokłosie" i "Jack Strong") zaliczył sporą wpadkę w postaci filmu "Pitbull. Ostatni pies". Na szczęście obraz o Janie Nowaku-Jeziorańskim jest swoistym odkupieniem winy. Mimo że nie jest to produkcja idealna, ogląda się ją z dużym zainteresowaniem do samych napisów końcowych. I choć przygotowano ją z myślą o szkolnych wycieczkach, to seans przypada do gustu również starszym widzom.


    (Źródło: muzeum1939.pl)

    Jaki jest tytułowy bohater? Na pewno niezłomny. Jego upór oraz zaangażowanie w wypełnienie powierzonej misji są ogromne. Momentami bywa nieco zbyt pewny siebie, ale szybko wybaczamy tę zuchwałość, bo Jan Nowak (Philippe Tłokiński) ma w sobie również sporo uroku osobistego. 


    (Źródło: youtube.com)

    "Kurier" to przykład pewnego miksu kina historycznego i sensacyjnego. Co prawda nie zawsze akcja mknie z wielkim rozpędem, ale mimo wszystko seans mija naprawdę miło. A dość długa opowieść zupełnie się nie dłuży.

    Pasikowski zaangażował naprawdę szerokie grono dobrych, rodzimych aktorów. Na ekranie zobaczymy Mirosława Bakę, Adama Woronowicza, Tomasza Schuchardta czy Wojciecha Zielińskiego. Przyjemnie widzieć Jana Frycza w nowej, generalskiej odsłonie. To bardzo odświeżające dla tych widzów, którzy pamiętają jego Dareczka ze "Ślepnąc od świateł". Angaż śmietanki aktorskiej nie był jedynie zabiegiem mającym odciągnąć wzrok od wielkich mankamentów filmu. "Kurier" ma pewne niedoróbki, które na szczęście nie psują całego seansu. To, co najbardziej rzuca się w oczy, to dwa dość słabo zrobione efekty specjalne (w postaci płonącego samolotu i panoramy Londynu). Pozostała część postprodukcyjnej pracy nie powinna być czymś, do czego przyczepią się hejterzy. Jeszcze dziś doskonale pamiętam morze zarzutów o wątpliwą jakość efektów specjalnych pojawiających się w "Mieście 44". Wierzę, że przy "Kurierze" takiej nagonki nie będzie.

    W trakcie projekcji daje się wyczuć, że produkcja w znacznej mierze powstała z myślą o edukacji młodych pokoleń. Starsi widzowie wyczują ten zamysł tak w dialogach, którym nie brakuje dosłowności, jak i innych, dość ugrzecznionych scenach. Wycieczek szkolnych na "Kuriera" z pewnością będzie sporo. I dobrze, bo warto kształcić młodzież o nie tak dawnych wydarzeniach historycznych naszego kraju, które w formie audiowizualnej mogą być dla nich ciekawsze i dużo łatwiejsze do zrozumienia oraz zapamiętania. Jestem więc w stanie zaakceptować tę dużą dozę swoistej przyzwoitości w scenariuszu dla wyższego celu. 

    Wracając jeszcze do obsady aktorskiej należy wspomnieć, że tak pierwszy, jak i drugi plan sprostał swojemu zadaniu. Nie ma ewidentnie słabszych postaci czy gorszych kreacji (choć oczywiście Michael Terry w roli Winstona Churchilla już w przedbiegach ustępuje genialnemu Gary'emu Oldmanowi w "Czasie mroku"!), a ekipa filmowa oraz przedstawiciele Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest współproducentem produkcji, zadbali o to, by wszystkie meble, stroje, rekwizyty były naprawdę wierne oryginałom. To wszystko wspaniale zbudowało klimat wojennej Warszawy, którą możemy obserwować chwilę przed wybuchem powstania. 





    (Źródła: antyradio.pl, rmf24.pl i warszawa.wyborcza.pl)

    Continue Reading

    To jeden z tych polskich filmów, na które niemal wszyscy czekali. To jeden z tych rodzimych reżyserów, którego wszyscy znają i doceniają. To także jedno z tych wydarzeń, które jest dla nas, Polaków, bardzo ważne. I trudne zarazem. I co tu dużo mówić, trudno się również ogląda ekranizację rzezi wołyńskiej, bo obraz Smarzowskiego jest taki jak całe jego kino: mocny, dosłowny, na wskroś autentyczny.

    (Źródło: filmweb.pl)
    Najnowszy film Smarzowskiego to próba przedstawienia wydarzeń, które rozpoczęły się latem 1943. Reżyser w bardzo naturalistyczny wręcz sposób pokazuje najbardziej drastyczne momenty czystki etnicznej na Ukrainie. Już sam zwiastun wbija nas w fotel! Sami zobaczcie!

    (Źródło: youtube.com)

    Tym, co najmocniej wyróżnia "Wołyń" na tle wielu innych produkcji historycznych, jest autentyczność. Tak cała scenografia i charakteryzacja, jak również dosłowność scen walki, niezwykle silnie przemawia do widza. Dzięki temu czujemy się bardziej związani z bohaterami filmu, ponieważ ten tak realny obraz odczytujemy niemalże jak dokument, a nie fabułę osadzoną na tle prawdziwych zdarzeń. Owa realność sprawia, że film staje się brutalny, a przez to i emocjonalny. Bo myślę, że mało kto jest w stanie patrzeć na sceny podpalania dziecka, odcinania kobiecie głowy czy wieszania na stryczku bez mrugnięcia okiem, bez drżenia serca.

    Ta autentyczność występuje z pewnością na poziomie obrazu. Jeśli zaś chodzi o prawdę historyczną nie jestem specjalistą, by wygłaszać opinię, czy "Wołyń" Smarzowskiego jest obiektywnym przedstawieniem zdarzeń, czy jednak wybiela Polaków. Jednak śledząc bacznie to, co działo się na ekranie, odniosłam wrażenie, że reżyser próbował być fair. Nie zrobił z bohaterów polskiego pochodzenia jedynie prawych obywateli i dobrych katolików. Pokazał także tych mściwych, zawistnych, żądnych pieniędzy i bezpieczeństwa kosztem lojalności czy zwyczajnej, ludzkiej przyzwoitości. Podobnie też postąpił z przedstawicielami drugiej strony barykady - wśród postaci ukraińskich możemy znaleźć i tych, którzy opowiadają się za dobrem, miłością, pokojem. 


    (Źródło: filmwolyn.org)
    Co nietypowe, w "Wołyniu" przez długi czas panuje cisza. Może nie dosłowna, ale taka pozbawiona dialogów. Nie ma tu długich rozmów między bohaterami czy wielkich monologów. W pewnym momencie orientujemy się, że główna bohaterka wyraża nam siebie przede wszystkim postawą, spojrzeniem, grymasem, czynami. Że jej wypowiedzi są sporadyczne, bo słowa tylko jakby dopełniają jej działania. 

    Film nie jest jednak idealny. Akcja rozwija się nieco zbyt wolno, a całość jest zdecydowanie za długa. Mniej więcej w połowie seansu dochodzimy do wniosku, że nasza bohaterka - Zosia, jest dziewczyną ściągającą na siebie wszystkie nieszczęścia świata. Oczywiście zabieg ten miał na celu pokazanie, jak z wieloma trudnymi, czasami krytycznymi sytuacjami musieli zmagać się wówczas Polacy zamieszkujący Wołyń. Odnoszę więc wrażenie, że bardziej wnikliwe i jasne dla widza-laika przedstawienie sytuacji społeczno-politycznej, która doprowadziła do rzezi wołyńskiej, szybsze tempo akcji oraz rozbicie wszystkich przedziwnych zdarzeń na większą liczbę bohaterów niż obrazowanie ich na przykładzie jednej, biednej Zosi, dodałoby jakieś energii całej produkcji, która de facto jest naprawdę dobra. A co najważniejsze budzi w nas emocje, z którymi musimy sobie poradzić oraz skłania do refleksji, a o to przecież chodzi w kinie nienastawionym wyłącznie na rozrywkę.



    (Źródło: filmwolyn.org)
    Continue Reading
    Kiedy rozpoczynano prace nad "Bitwą pod Wiedniem", liczyłam na solidną produkcję opowiadającą o jednym z bardzo chlubnych zwycięstw polskiej husarii. Nie czekałam na wybitny obraz ze świetnymi kreacjami aktorskimi, który zawojuje Europę zdobywając laury na różnych festiwalach. Sądziłam jedynie, że twórcy przedstawią w interesujący sposób wydarzenie, które dla młodych jest baaaardzo odległe (jak za króla Ćwieczka), a które - nie bójmy się tego powiedzieć - niejako zadecydowało o rzeczywistości w jakiej żyjemy. (Gdyby nie odsiecz wiedeńska do Europy wdarliby się Turcy, którzy - poprzez liczne grabieże - zwalczaliby chrześcijaństwo wprowadzając na jego miejsce islam). 

    Niestety, jak się okazało, moja wiara w wysoką jakość tego tytułu była wręcz naiwna. Zdaniem niektórych już sama nazwa zwiastowała katastrofę (skojarzenia z "Bitwą Warszawską", będącą dla wielu największą porażką polskiej kinematografii ostatnich lat, okazały się nieprzypadkowe). 



                                                   


    Plakaty i zwiastuny sugerują, że głównym wątkiem "Bitwy pod Wiedniem" jest udział polskich wojsk w pojedynku z Turkami. W rzeczywistości jednak polsko-włoska produkcja przedstawia głównie losy Marco z Aviano, mistyka czyniącego cuda (uzdrawia chromych, przywraca wzrok ślepym itp.). Więcej jest o nim niż o samej polskiej wyprawie do Wiednia, a to sprawia, że film ma inny wymiar. Poza tym, w moim odczuciu bardzo kuleje scenariusz, efekty specjalne są rodem z lat 90., a dialogi tak patetyczne, że aż żenujące. To wszystko sprawia, że film trwający ponad 2 godziny koszmarnie się dłuży!

    Jeśli więc zamierzacie potraktować film jako lekcję historii, niewątpliwie będziecie zawiedzeni. Bowiem obraz ten będzie znośny tylko, gdy obejrzy się go jako parodię filmów historycznych.

    Wszystkim miłośnikom kina historycznego z dobrego serca odradzam pójście na ten film. No chyba, że potrzebujecie sporej dawki śmiechu. Ale zaznaczam: będzie to śmiech przez łzy.



    Inne recenzje "Bitwy pod Wiedniem" znajdziecie tutaj:


    http://kultura.gazeta.pl/kultura/1,114548,12653461,Wpadki_historyczne_i_efekty_jak_sprzed_10_lat_to_nie.html

    http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=91346
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      5 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top