facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    "Zwariować ze szczęścia" to idealny przykład na to, że włoskie kino nie tylko bawi. Paolo Virzì udowadnia, że opowieść o kobietach borykających się z problemami psychicznymi nie jest daleka nam wszystkim, potencjalnie zdrowym na umyśle, a jego bohaterki pokazują jak olbrzymią siłę napędową w życiu człowieka stanowi wsparcie drugiej osoby, czyli po prostu przyjaźń.

    (Źródło: pulseradio.mk)

    Reżyser zderza ze sobą dwie kompletnie różne bohaterki. Beatrice (w tej roli Valeria Bruni Tedeschi) jest pełna życia i hałaśliwa. To egoistka i mitomanka, która musi być w centrum uwagi. Nieustannie podkreśla swoje arystokratyczne pochodzenie, mocno aspiruje do świata elit i za każdym razem przypomina jak wpływowych posiada przyjaciół. Choć została zdradzona i opuszczona przez najbliższych, nie traci optymizmu. W swoim szaleństwie pozostaje jednak prawdziwa. W życiu po prostu dąży do tego, by być szczęśliwa. Z kolei Donatella (Micaela Ramazzotti) to przeraźliwie smutna i strachliwa osoba. Jej wychudzona postać wyolbrzymia jeszcze wycofanie bohaterki. Widzimy, że jest absolutnym przeciwieństwem Beatrice: unika ludzi, nie mówi o sobie, jest pogrążona w żałobie. 

    Niespodziewana przyjaźń, która zaczyna kiełkować między bohaterkami nie należy do łatwych. Ale jak sami wiemy rzadko kiedy mamy róże bez kolców. I bardzo dobrze, że Virzì nie koloryzuje tej relacji. Początki są trudne, z czasem jednak obie panie zbliżają się do siebie. Chcąc nie chcąc wyjawiają też zbyt długo skrywane tajemnice, a dzięki temu wzmacniają łączące je więź. 

    (Źródło: youtube.com)

    To, co proponuje nam w swoim najnowszym obrazie Virzì z pozoru jest lekkie i humorystyczne. Kiedy jednak zgłębiamy się w losy przedstawionych nam postaci, dostajemy ciekawe, ponadczasowe prawdy dotyczące przyjaźni. Historia Beatrice i Donatelli udowadnia, że wsparcie drugiej osoby dodaje nam energii do działania oraz dostarcza nadzieję, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. Niejednokrotnie wymaga od nas doświadczenia jakiejś zmiany, by móc spojrzeć na daną sytuację z innego punktu widzenia.  
    "Zwariować ze szczęścia" to też opowieść o tym, że każdy z nas skrywa w sobie pewną ranę, która może zaleczyć się dopiero, gdy zostanie pokazana komuś innemu. I chyba dlatego reżyser sięgnął też po klasykę. W jednej ze scen przywołuje nam na myśl kultowy dramat pt. "Thelma i Louise", w którym to doświadczone przez życie i zranione przez mężczyzn bohaterki, wyruszają w podróż po lepsze jutro. Jego bohaterki czynią podobnie - ich przemiana ma miejsce w drodze. 

    Chociaż seans poprzedniego filmu włoskiego twórcy ("Kapitał ludzki") nie wspominam najlepiej, nowość Virziego wypada zdecydowanie lepiej! To zabawny, ale skłaniający do refleksji komediodramat, którego plusów nie sposób wymienić jednym tchem. Ma solidny scenariusz, który najpierw intryguje, potem bawi i uczy, na końcu zaś wnosi elementy nostalgii i tym samym skłania nas do refleksji, świetne dialogi oraz wyraziste postacie fantastycznie zagrane. Zapewniam, obejrzycie go z przyjemnością! 


    (Źródła: fdb.pl i prawiekino.pl)

    Continue Reading

    Kwestia uczciwości w związkach od zawsze potrafiła budzić emocje. Wiąże się bowiem z zaufaniem oraz lojalnością wobec drugiej osoby. W dobie błyskawicznego rozwoju technologii, kiedy to szybko i łatwo można wejść w relację z kimś trzecim (i równie szybko i łatwo to ukryć lub odkryć), staje się jeszcze trudniejsza, a przez to też ciekawsza. Paolo Genovese wykorzystuje zagadnienie owej uczciwości w komediodramacie "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie". I przyznam, że robi to naprawdę intrygująco! 


                                                                                    (Źródło: nowehoryzonty.pl)

    Mamy tu miłe spotkanie grupy przyjaciół. Podczas pewnej kolacji (a jak możemy się domyślać bohaterowie odbywają takie spotkania dość regularnie) gospodyni proponuje oryginalną zabawę. Gra ma polegać na dzieleniu się ze wszystkimi uczestnikami wieczoru.... wszelkimi powiadomieniami, jakie pojawiają się za pośrednictwem telefonu! Jedni chętniej, drudzy z nieskrywaną obawą, kładą telefony na stole i zaczynają czytać SMSy, wiadomości z WhatsAppa, maile...

    (Źródło: youtube.com)

    Początkowa komedia stopniowo zyskuje cechy dramatu, staje się wręcz melancholijna. I to głównie w kontekście przesłania, jakie za sobą niesie, bo akcja  nadal gna wartko do przodu. Do tego stopnia, że momentami nie wiemy co się może wydarzyć za chwilę, jaką kolejną rewelację przyniesie nowa wiadomość. Czujemy tylko, że tych niespodzianek (nie dla wszystkich dobrych) jest coraz więcej. 
    Wraz z rozwojem kolacji rzedną więc miny bohaterom, a miejsce ich uśmiechów zajmuje grymas rozczarowania i łzy.

    Pod względem technikaliów swoją formułą obraz Genovese bardzo przypomina "Rzeź" Polańskiego. Historia bowiem rozgrywa się w okrojonym gronie bohaterów w bardzo ograniczonej przestrzeni. Nie ma tu scen akcji czy dynamicznego montażu. Najważniejsze są słowa - to one odgrywają najistotniejszą rolę. Dzięki temu właśnie dostajemy też charakterystyczne postacie. W "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" każdy jest "jakiś", nie ma miałkich bohaterów. Szczególnie mocno zarysowano postacie męskie, choć mnie urzekła kreacja Kasi Smutniak, która jako matka buntowniczej 17-latki pięknie oddaje wszystkie te emocje, kryjące się w matczynym sercu tak boleśnie ranionym przez dorastającą córkę.

    Reżyser raczy nas wieloma dobrymi elementami: nade wszystko świetnymi dialogami (trafne metafory dotyczące codziennego życia przeplatają się z zabawnymi wtrąceniami), przekonującą grą aktorską, klimatycznymi zdjęciami oraz mądrą puentą pokazaną w dość zaskakującym finale produkcji.
    Najnowsza propozycja Genovese pokazuje, że z pozoru niewinna gra odsłania hipokryzję. O ile wszyscy bohaterowie czują się bezpieczni ze swoimi "małymi tajemnicami" i wówczas chętnie rozprawiają na temat prawdomówności i wierności, zapewniając partnerów o dozgonnej szczerości i miłości, o tyle odarcie ich z sekretów sprawia, że wychodzą na oszustów, manipulantów, dwulicowych dupków. Pozostaje tylko pytanie, na ile jesteśmy podobni do postaci z "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"...


    (Źródła: cojestgrane.pl i kinonh.pl) 

    Continue Reading

    "Witaj królu złoty!" - takim zawołaniem chciałam przywitać Paolo Sorrentino i jego najnowszą produkcję - "Młodość". Twórczość Włocha jest bowiem namacalnym dowodem na to, że współczesne kino stać na więcej! Oraz że część publiczności łaknie wręcz artyzmu w filmach. Artyzmu, który przypomina, że kinematografia to nie tylko rozrywka, a najmłodsza z muz.

    (Źródło: moviesroom.pl)

    Po "Wielkim pięknie" z drżeniem serca przyglądałam się fotosom z planu ostatniego dzieła Sorrentino. Z pewną obawą oglądałam kolejne zwiastuny. Nie bez powodu mówi się, że właśnie ten, kto wysoko zaszedł, może zaliczyć bolesny upadek. A co tu ukrywać -"Wielkim pięknem" włoski reżyser wdarł się na festiwalowe piedestały i do serc setek tysięcy widzów. Wydawać by się więc mogło, że sromotna klęska jest bliżej niż ponowny triumf.


    (Źródła: film.dziennik.pl i film.onet.pl)

    Filmy Sorrentino przepełnione są uczuciami. Te pozytywne, jak radość, poczucie spełnienia, szczęście, miłość, reżyser sprawnie przeplata tymi bolesnymi: smutkiem, żalem, nostalgią, bezradnością. I jeśli miałabym określić co najbardziej urzeka mnie w jego kinie, to jest to właśnie ta mieszanka. Dostaniemy ją u wielu innych twórców, jednak nieliczni potrafią zaserwować ją w tak estetyczny, subtelny, a zarazem jednoznaczny i mocno zaznaczający swą obecność, sposób. 
    Emocje stanowią jeden z ważniejszych i większych zalet kina Sorrentino. Kolejną z pewnością są rewelacyjne kadry, wspaniałe zdjęcia i genialna muzyka towarzysząca nam długo po seansie. Zresztą, sami zobaczcie i posłuchajcie.


    (Źródło: youtube.com)

    "Młodości" nie da się chyba ocenić bez nawiązania do "Wielkiego piękna". I bez porównywania tych tytułów. Oba na warsztat biorą ludzie życie. Przedstawiają bohaterów dokonujących najważniejszego podsumowania - rozrachunku z sensu własnego istnienia. Z tym, że bohater "Młodości"- wybitny kompozytor Fred Ballinger (Michael Caine) rozlicza się ze swojej przeszłości z nostalgią. Z pewną melancholią wspomina młodość, z odrobiną wyrzutów sumienia i żalu mówi o żonie, którą niejednokrotnie ranił, z poczuciem winy patrzy na siebie jako na ojca, który nie potrafił sprostać tej roli. Równie sentymentalnie o minionych czasach myśli jego najlepszy przyjaciel - niegdyś wielki reżyser Mick (Harvey Keitel). Lecz w jego głosie czuć ekscytację życiem. Sceny, w których wraz z młodymi filmowcami próbuje dopracować scenariusz nowego filmu, pokazują go w roli mentora. Jednak nie tylko tego zawodowego. Przede wszystkim jako nauczyciela życia, dobrego wujka, mędrca.

    To właśnie bardzo przekonało mnie do postaci Micka. Jego pasja, chęć życia, umiejętność dostrzegania drobiazgów, potrzeba odkrywania nowych miejsc, rzeczy i ludzi staje trochę w kontrze z tym, co prezentuje Fred - nieco wycofany, zachowawczy, dość małomówny. Ale i w nim widać fascynację życiem. I czułość, z jaką wraca do przeszłych doświadczeń.


    (Źródło: filmweb,pl i wyborcza.pl)

    Przy okazji rozliczania się bohaterów z przeszłością nie brakuje filozoficznych nawiązań. Reżyser stawia różne pytania. Jedne są wręcz egzystencjalne, inne po prostu ważne. Niektóre padają wprost, części musimy się domyślać, wytężać słuch, by je zarejestrować. Z tego powodu seans "Młodości" to świetna okazja do zastanowienie się nad odpowiedziami na owe pytania oraz tym, co jest dla nas najważniejsze w życiu.

    (Źródło: vimeo.com)

    Refleksji, tak w czasie projekcji, jak i po niej, sprzyja cudowna oprawa wizualno-techniczna filmu. Perfekcyjne kadry (wykonywane zapewne z wielkim pietyzmem) w połączeniu z przepięknymi zdjęciami potrafiącymi w jednym ujęciu przekazać całe morze myśli i emocji są czymś, co bez wątpienia wyróżnia dzieła Sorrentino. Za warstwę zdjęciową odpowiada u niego po raz kolejny Luca Bigazzi noszący w sobie - jak widać! - olbrzymi talent. Na szczęście jest on wyokrzystany, więc możemy podziwiać go na ekranie.
    Jego obrazy zyskują dodatkową moc i jeszcze większą pełnię dzięki połączeniu ich ze świetną muzyką. Przy realizacji "Młodości" tą częścią zajmował się David Lang, którego utwór "I lie" ze względu na swój kunszt igłębię za każdym razem wywołuje u mnie dreszcze.

    Ten właśnie muzyczno-zdjęciowy artyzm dopełniający z jednej strony dość lekką i wydawałoby się przeciętną, z drugiej zaś niebywale kompleksową fabułę, w dodatku zaopatrzoną w filozoficzno-literackie odniesienia, sprawia, że opowieść od Sorrentino zyskuje od niejednego widza status kultowej już minutę po seansie. A w niektórych przypadkach i przed nim.

    (Źródło: wyborcza.pl)

    Continue Reading

    „Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu, lecz człowiekiem wartościowym.” Zdaje się, że błyskotliwa myśl Alberta Einsteina perfekcyjnie oddaje przesłanie najnowszego filmu Paolo Virziego. Bo fabuła "Kapitału ludzkiego" dość przewrotnie porusza tematykę sensu naszego istnienia. Z pozoru koncentrując się wyłącznie na aspekcie zabezpieczenia bytu pod względem finansowo-ubezpieczeniowego reżyser chce powiedzieć o sprawach naprawdę ważnych.

    (Źródło: dwabrzegi.pl)
    Wszystko zaczyna się w noc wigilijną. Powracający z pracy kelner zostaje potrącony przez nieznany samochód. Kierowca nie udziela pomocy, a wypadek rowerzysty staje się pretekstem do przedstawienia, za pomocą opowieści o dwóch rodzinach, czym jest we współczesnym świecie kapitał ludzki, ile jest warte życie człowieka i czy cenimy jeszcze cokolwiek poza pieniędzmi. 


    (Źródło: youtube.com)
    Losy rodziny Bernaschich i Ossola poznajemy za pomocą jednej historii opowiedzianej z perspektywy różnych osób. Zabieg ten pozwala w subtelny sposób zobrazować prawdziwe wydarzenia ostatnich tygodni życia głównych bohaterów. Kim oni są? To przedstawiciele dwóch raczej skrajnych światów. Bernaschi są zamożni, sławni i poważani. Na pierwszy rzut oka ich życie jest wprost usłane różami. Natomiast państwo Ossola to przeciętna rodzina ze zwykłymi - większymi i mniejszymi - problemami, a także dość sporymi aspiracjami. Łączy ich młodzieńczy związek ich nastoletnich dzieci - nieco zadufanego, a jednocześnie zagubionego Massimiliano oraz roztropnego Sereny.

    Przedstawienie 
    zdarzeń poprzedzających nieszczęsny wypadek pozwala odkryć jakimi ludźmi są bohaterowie filmu oraz jakie wartości cenią najbardziej. Dokładnie obserwujemy kto jest lekkoduchem, a kto czuje się osamotniony, przytłoczony odpowiedzialnością lub niezrozumiały przez najbliższych. A zastosowana retrospekcja tylko zmaga napięcie spowodowane odgadywaniem, kto jest winny tragedii.


    (Źródła: wroclaw.gazeta.pl i stopklatka.pl)
    Szczególnie wyraziste są dwie postacie: Dino (ojciec Sereny) marzący o dołączeniu do elitarnego klanu najbogatszych oraz Carla (matka Massimiliana) niemogąca odnaleźć się w swoim życiu. Łączy ich chęć jak najlepszego zadbania o swoje jedyne dziecko. Oboje robią to niezwykle nieporadnie. Dina zaślepia bezmierna zachłanność, zaś Carlę ogranicza jej rażąca nieudolność w kontaktach międzyludzkich.



    (Źródła: dwabrzegi.pl i kinoactive.pl)
    Choć film ma mądre przesłanie, został zbudowany w sposób przemyślany, a w rezultacie ogląda się go dość dobrze, nie porwał mnie. W trybie ad hoc po seansie nie pojawiło się w mojej głowie milion pytań czy refleksji dotyczących moralnej kondycji współczesnych społeczeństw (temat jest na tyle uniwersalny, że bez problemu włoskie realia możemy przenieść na polski grunt). Nie rozumiem więc plasowania "Kapitału ludzkiego" nad ostatnim dziełem Paola Sorrentino, którym wciąż jestem szczerze zafascynowana. "Wielkie piękno" z jednej strony tak artystycznie, z drugiej zaś niezwykle mocno i brutalnie pokazuje nasze zepsucie, zakłamanie i zagubienie w świecie, że porównywanie go z produkcją Virziego jest nie na miejscu. I nie deprecjonuję tutaj tego drugiego tytułu. Po prostu biorąc pod uwagę genialną, dopracowaną formę estetyczną "Wielkiego piękna", to właśnie ono jest dla mnie dziełem pełnym. 

    (Źródło: stopklatka.pl)
    W "Kapitale ludzkim" z pewnością zachwyca jednak rola Valerii Bruni Tedeschi (Carla), która rewelacyjnie wciela się w postać zblazowanej, zniechęconej życiem "pięknej i bogatej". Przez to, że jej bohaterka nie zna smaku prawdziwej porażki, niedoli i smutku, nie umie również docenić tego, co posiada. Otaczanie się zakłamanymi ludźmi i ciągłe odgrywanie różnych ról (pożądanych przez męża, jego współpracowników, przyjaciółki, opinię publiczną) sprawiło, że jej relacje z najbliższymi są również szczere i głębokie, co kurtuazyjna wymiana zdań z listonoszem. I to - w moim odczuciu - najbardziej może zaboleć widza. Bo w ogólnym rozrachunku zdecydowana większość z nas może przecież zarzucić sobie choć sporadyczne rozwijanie pasji czy powiększanie majątku kosztem czasu dla najbliższych.


    (Źródło: dwabrzegi.pl)

    Continue Reading
    W weekend obejrzałam przepiękny melodramat! "Okna" Ferzana Ozpetka to produkcja z 2003 roku, którą uhonorowano 5 nagrodami Donatello (zwane włoskimi Oskarami). Czym mnie zachwycił, a co sprawiło, że (przypuszczalnie) porwał i krytyków? 

    (Źródło: premiere.fr)
    Film opowiada dwie równoległe historie: losy Giovanny - młodej mężatki znużonej codziennością oraz Davide'a - starca rozpatrującego swoje życie w kategoriach sukcesów i porażek. Przypadkowe spotkanie tych dwojga burzy stabilizację (a może raczej monotonię?) życia Giovanny. Kobieta zaczyna zastanawiać się nad dotychczasowymi wyborami, niewykorzystanymi okazjami, niespełnionymi marzeniami.

    (Źródło: settemuse.it)

    Co dla mnie najistotniejsze, w filmie widzimy jak często - w imię dobra ogółu (rodziny, znajomych) - ludzie rezygnują z siebie, ze swoich potrzeb i planów. Reżyser bezbłędnie prezentuje małe i duże ludzkie dramaty. Jak napisano w jednej z recenzji: 


    "Ozpetka pokazuje bohaterów szukających szczęścia, niespełnionych w miłości, prowadzących walkę z własnymi marzeniami i nie można odmówić mu daru przekonywania. Codzienność pokazana w 'Oknach' wzrusza i zastanawia. Może dlatego, że wbrew pozorom najbardziej bolesne są właśnie nasze małe dramaty."

    Zdecydowanie zgadzam się z tą opinią. Trudne losy miłosne bohaterów chwytają za serce. Ale to, co naprawdę na długo pozostaje w głowie, jest myśl: "Czy moje życie też jest pełne przegapionych szans? Czy na końcu swych dni będę żałował(a) najważniejszych decyzji albo niewykorzystanych okazji?".

    (Źródło: multytheme.com)

    PS Co wzmaga uczucie pewnej melancholii i odrobiny smutku, są dość urokliwe zdjęcia włoskiego miasteczka oraz przejmująca muzyka. Przyznam, że chętnie do niej wracam! :)

    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      5 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top