facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Geniusz, wirtuoz, najwspanialszy tenor w historii. Między innymi określeniami nazywano Pavarottiego niemal od początku muzycznej kariery. Choć twierdził, że jego ojciec miał zdecydowanie lepszy głos, to Luciano zyskał międzynarodowy rozgłos, uznanie znawców muzyki klasycznej oraz serca milionów zwykłych śmiertelników. O powodach, dla których był kochany przez tłumy opowiadają jego najbliżsi w dokumencie autorstwa Rona Howarda. Dokumencie, którego nie możecie przegapić!

    (Źródło: rozrywka.resinet.pl)

    Szczerze? Produkcja o Luciano Pavarottim kompletnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się tego, że będzie tak wzruszająca i tak wciągająca! To naprawdę jeden z najlepszych filmów dokumentalnych, które widziałam w ostatnim czasie. 
    Reżyser dopuścił w nim do głosu szerokie grono osób: pierwszą i drugą żonę artysty, jego córki, menadżerów, innych muzyków, z którymi współpracował wielki śpiewak. Dwugodzinny film przepełniony jest więc przeróżnymi materiałami. Widzimy skróty najważniejszych występów mistrza, sporo rodzinnych fotografii, w tym zdjęcia małego Luciano. Nie brakuje też przebitek z rozmów z maestro. Dostajemy więc dość kompleksowy obraz bohatera, wraz z jasnymi i ciemnymi stronami włoskiego tenora. To wszystko daje nam poczucie, że możemy wręcz od podszewki poznać wielkiego artystę. 

    (Źródło: youtube.com)

    Wrażenie to zostaje spotęgowane dzięki fantastycznej osobowości Pavarottiego. Jego pogodne usposobienie, zamiłowanie do żartów oraz czarujący uśmiech sprawiają, że nie sposób nie polubić go jako człowieka. Choć ma na swoim koncie kilka rys jako widzowie mamy poczucie, że zostają one gdzieś w tyle, że nie warto do nich wracać, że nikt z nas nie jest krystaliczny, więc możemy je puścić w niepamięć. W filmie widzimy w bohaterze z jednej strony wielkiego artystę, światowej sławy solistę, z drugiej zaś zwykłego człowieka, który ma swoje zalety i wady. 

    Osobiście dokument Howarda kompletnie mnie oczarował! Jestem zachwycona tym radosnym podejściem do życia wynikającym w dużej mierze z włoskiego pochodzenia muzyka. Oprócz tego urzekła mnie ogromna pokora i jeszcze większa empatia mistrza. Dzięki tym cechom jawi się on jako swoisty ambasador potrzebujących. Szczególnie zaś intensywnie działa na rzecz chorych, biednych, osieroconych dzieci oraz wszystkich dotkniętych jarzmem wojny.
    Co ciekawe film ten można odebrać dwojako. Oczywiście to historia wspaniałego śpiewaka operowego, ale także opowieść o tym, że warto mieć marzenia i o nie walczyć, a w życiu kierować się kilkoma głównymi zasadami: szanować ludzi, z zaangażowaniem robić to, co się kocha oraz starać się nieść dobro.

    Jeśli więc cenicie sobie dokumentalno-biograficzne materiały z odrobiną wzruszenia i sporą dawką fenomenalnej muzyki, "Pavarotti" jest tym, co musicie obejrzeć. Łezka w oku, ciarki i mnóstwo pozytywnej energii gwarantowane! 


    (Źródła: theirishtime.com i kultura.onet.pl)

    Continue Reading

    W "Mojej gwieździe: Teen Spirit" Max Minghella udowadnia, że wie jak robi się dobre filmy. Jego debiut reżyserski jest naprawdę udany! W dużej mierze to zasługa genialnej Elle Fanning, która fantastycznie zagrała nieco zakompleksioną, lecz bardzo utalentowaną młodą Polkę wychowującą się na małej, brytyjskiej wyspie. Właśnie ze względu na Elle powinniście czym prędzej nadrobić seans.



    (Źródło: pinterest.com)

    Violet ma 17 lat i kocha śpiewać. Jej zamiłowanie to nie wszystko, bo oprócz niego ma też ogromny talent wokalny. Muzyka jest jej sposobem radzenia sobie ze stresem, samotnością i nastoletnim buntem. Stanowi  formę ucieczki z niełatwej codzienności (szkoła, dorywcza praca w barze, pomoc matce w domowych obowiązkach) do lepszego świata. 

    Kiedy więc dostrzega billboard ogłaszający nabór do nowej edycji muzycznego talent show, błyskawicznie postanawia stawić się na castingu. Walka o miejsce w finale jest bardzo wyrównana. Nie wszystko idzie po myśli Violet, która wbrew matce przystępuje do konkursu. Czy uda jej się spełnić swoje marzenie, wystąpić na wielkiej scenie, oczarować publiczność i wygrać kontrakt?



    (Źródło: youtube.com)

    O sile "Mojej gwiazdy: Teen Spirit" dowodzi kilka rzeczy. Przede wszystkim to fajny scenariusz. Nigdy mamy tu typową outsiderkę, nieco zahukaną, niezbyt pewną siebie, która staje do walki o swoje marzenia, jednak sposób zaprezentowania tej, wydawałoby się dość wtórnej opowieści, jest na tyle ciekawy, że z przyjemnością przyglądamy się zmaganiom głównej bohaterki. I to bohaterki świetnie zagranej! Bo kto jak kto, ale Elle Fanning rewelacyjnie spisała się w swojej roli! Jest krucha i silna zarazem. Trochę wycofana, ale i odważna, kiedy trzeba. W finałowej scenie emanuje taką energią, że nie sposób spuścić ją z oczu!

    Drugim bohaterem filmu jest... muzyka. To ona nadaje klimat produkcji. Odzwierciedla to, co siedzi w głowie Violet: jej strach, wrażliwość, ale też wolę walki. Popowe dźwięki, częściowo wyciągnięte sprzed 15 lat, sprawiają, że nie raz, nie dwa, tupniemy nóżką podczas seansu. To zdecydowanie dobry znak dla filmu muzycznego.

    Omawiając "Moją gwiazdę: Teen Spirit" nie można zapomnieć o tym, który ją wymyślić. I zrealizował. Max Minghella, bo on jest scenarzystą oraz reżyserem produkcji, naprawdę dobrze się spisał. Zaproponował całkiem udaną wersję historii, którą niby widzieliśmy już na ekranie wiele razy, ale w zupełnie nowej odsłonie. Pomysł okazał się chyba strzałem w dziesiątkę, bo reżyserski debiut ogląda się bardzo przyjemnie, co zawdzięczamy - poza świetną Elle i dość dobrym scenariuszem, kawałkowi niezłej muzyki i fajnemu montażowi.




    (Źródła: stylowy.net, kultura.gaztea.pl i rollingstone.com)


    Continue Reading

    Podróż, w którą zabiera nas Peter Farrelly będziemy z nostalgią wspinać bardzo długo. Jego "Green Book", robiący furorę na wielu festiwalowych eventach, to klasyczne kino drogi, w którym nieistotny jest cel wędrówki, ale sam fakt podróżowania, wpływający na zmianę postaw głównych bohaterów. A ci w filmie są wprost fenomenalni!

    (Źródło: moviebabblesreviews.com)

    Tony (Viggo Mortensen) pochodzi z włoskiej rodziny. Mieszka na Bronxie, gdzie pracuje jako ochroniarz w nocnym klubie. Zajmuje się selekcją przy wejściu, bezpieczeństwem wewnątrz budynku i rozwiązywaniem wszelkich konfliktów. Nie boi się używania siły fizycznej. W końcu za to mu płacą. Kiedy lokal zostaje zamknięty na czas remontu, mężczyzna rozgląda się za nowym zajęciem. Tymczasowe zatrudnienie dostaje u tajemniczego pianisty doktora Shirley'a (Mahershala Ali), z którym ma wyruszyć w dwumiesięczną trasę koncertową po Głębokim Południu. Dla obu będzie to jedna z najważniejszych podróży ich życia.


    (Źródło: youtube.com)

    "Green Book" to przede wszystkim film rasizmie. O tym, jak wyglądały realia lat 60. O tym, że kolor skóry definiował to kim możesz zostać, do którego baru pozwolą Ci wejść czy w którym sklepie możesz zrobić zakupy.  Ale to również obraz o tym, że każdy z nas jest inny, a segregacja po kolorze skóry jest tak samo bezsensowna jak np. po kształcie nosa czy kolorze oczu. Tony i dr Shirley są kompletnie różni. Wzrastali w odmiennych środowiskach, mają inne talenty, co innego uznają za sukces czy porażkę. Ale łączy ich jedno: oba pragną szacunku. Chcą być godnie traktowani. Wspólna podróż przez Głębokie Południe Stanów Zjednoczonych otwiera im oczy na wszelkie przejawy dyskryminacji. Tony uświadamia sobie jak nieludzkie jest ocenianie innych na podstawie koloru skóry i jak wprowadzenie odrobiny ogłady w swoim zachowaniu może zmienić człowieka. Dr Shirley za to zyskuje odwagę, by naprawdę być sobą i zawalczyć o to, by ci, którzy doceniają jego ogromny talent naprawdę traktowali go jak równego sobie.


    (Źródła: moviebabblesreviews.com i filmthreat.com)

    Największym komplementem dla twórców "Green Book" możemy chyba uznać to, że seans mija nam niepostrzeżenie. To jak z lekturą rewelacyjnej książki: zaczynamy czytać i zanim się obejrzymy, przeczytamy całą z wypiekami na twarzy nie zdając sobie sprawy, że minęło kilka godzin. Bo choć nowość Farrelly'ego trwa ponad 2 godziny, to absolutnie nie wiemy kiedy ten czas płynie. Moglibyśmy jeszcze dłużej siedzieć w kinie i podążać za bohaterami, którzy momentalnie zdobyli naszą sympatię.

    To niesamowite, że reżyser z - mówiąc dość delikatnie - raczej niezbyt błyskotliwym dorobkiem ("Bez smyczy", "Dziewczyna moich koszmarów") stworzył obraz wręcz wyśmienity. Mocną stroną jest bardzo dobry scenariusz. Opowieść o rodzącej się przyjaźni Tony'ego z doktorem Shirley idealnie wyważono. Mamy dobrze skrojony dramat z kilkoma kluczowymi zdarzeniami, jakie zachodzą między głównymi bohaterami oraz sporą dawką lekkiego humoru. W ten sposób widz ma wrażenie, że ogląda dość przyjemne dzieło, które jednak w dużej mierze ma nas wzruszyć, ale i czegoś nauczyć. 


    (Źródła: moviebabblesreviews.com i filmthreat.com)
    Continue Reading

    Co tu dużo pisać. Wpis o muzyce filmowej chyba od zawsze jest tym, który najchętniej - i najczęściej! - czytacie (wpis znajdziesz TU). Skoro okazuje się, że tak bardzo lubicie poznawać znakomite filmowe ścieżki dźwiękowe, przygotowałam kolejne zestawienie, a w nim 25 fenomenalnych utworów z filmów starych i nowych. Zestawienie jak zwykle subiektywne i totalnie nierankingowe. Mam nadzieję, że zainspiruje Was do szukania kolejnych, fantastycznych kawałków z przeróżnych produkcji filmowych.


    (Źródło: whatyoutalkingabout.com)

    25. RYDWANY OGNIA
    Jeden z przykładów tak genialnej ścieżki dźwiękowej, którą doskonale rozpoznajesz nawet, gdy nie wiesz z jakiego filmu pochodzi. Albo nigdy go nie widziałeś. Mam podobnie, bo seans "Rydwanów ognia" wciąż przede mną, a kawałek .... znam doskonale!


    (Źródło: youtube.com)


    24. POCAHONTAS
    Powrót do dzieciństwa, część pierwsza. Ok, przyznaję się bez bicia: uwielbiam ten kawałek! Raz na jakiś czas odpalam sobie na YT na cały regulator i słucham nonstop. Tak przez pół godziny :D Też tak macie? :>



    (Źródło: youtube.com)


    23. POWRÓT DO BRIEDSHEAD
    Raczej mało znany film, ale z muzyką, która z jakiegoś powodu wpadła mi w uszy. I do której wracam od lat. 


    (Źródło: youtube.com)


    22. REQUIEM DLA SNU
    Kultowy utwór. Kultowy film. Nie mogło go zabraknąć na tej liście. 


    (Źródło: youtube.com)


    21. MANCHESTER BY THE SEA
    Film Kennetha Longerana zrobił furorę. Głównie za sprawą rewelacyjnej, przejmującej fabule i genialnej obsadzie. Niemniej niemałą zasługę ma tu także fantastyczna muzyka, która potęguje doznania widza. Posłuchajcie sami. 



    (Źródło: youtube.com)


    20. STRAŻNICY GALAKTYKI
    W ostatnich latach "Strażnicy Galaktyki" podbili wiele serc. O ile sam film niekoniecznie zdobył moje, to jego ścieżka dźwiękowa bardzo mi się spodobała. I lubię po nią sięgać, by poprawić sobie nastrój :) 



    (Źródło: youtube.com)


    19. BRAVEHEART. WALECZNE SERCE
    Film kojarzę dość średnio, bo widziałam go, gdy byłam mała. Ale muzykę znam doskonale. Przyznajcie szczerze: jest ktoś, kto jej nie zna? :>



    (Źródło: youtube.com)


    18. INCEPCJA
    Hans Zimmer. Po raz pierwszy na tej liście. Wirtuoz, który w każdym utworze daje popis swoich umiejętności kompozytorskich. W "Incepcji" również. 



    (Źródło: youtube.com)


    17. BODYGUARD
    Czy ktoś nie kojarzy tego hitu? Rewelacyjna Whitney Houston w średniej produkcji śpiewa kultową piosenkę. To wykonanie pozostanie z nami na zawsze - dziękujemy Ci za to Whitney!



    (Źródło: youtube.com)


    16. LA LA LAND
    Musicalowa forma nie jest dla wszystkich. Ale świetną muzykę doceni chyba każdy. Dla tych, którzy nie przepadają za smętnymi kawałkami specjalnie wybrałam energiczną nutę. A miłośnikom nowości od Damiena Chazelle'a podrzucam cały soundtrack - jest TUTAJ :)



    (Źródło: youtube.com)


    15. DUNKIERKA
    Nowość, a już wskoczyła do zestawienia najlepszych utworów muzycznych. Z jakiego powodu? Bo to, co z widzem po raz kolejny robi Hans Zimmer, za sprawą swojej muzyki, jest niesamowite! Posłuchajcie sami!


    (Źródło: youtube.com)



    14. KRÓL LEW
    Kolejny hit mojego dzieciństwa. Utwór, który każdy zna i chyba każdy kocha. Więcej nie muszę pisać - po prostu odpalcie sobie Elthona Johna na cały regulator :)



    (Źródło: youtube.com)


    13. ZACZNIJMY OD NOWA
    Po "Once" dałam szansę filmom muzycznym. I nie żałuję. "Zacznijmy od nowa" to rewelacyjny przykład na to, że seans może być wartościowy i przyjemny, a przy tym pełen świetnej muzyki. Dla fanów Adama Levine'a oraz śpiewającej Keiry Knightley cała ścieżka dźwiękowa jest TU.


    (Źródło: youtube.com)


    12. DRIVE
    Czy jest ktoś, kto nie słyszał tego kawałka? Nawet jeśli konwencja, w której zrobiono genialnego "Drive'a" nie podoba Ci się, to muzyka Kavinsky'ego śmiało znaleźć się na Twojej playliście pt. "Ulubione". Dlaczego? Wystarczy posłuchać dowolnego utworu. Choćby poniższego.


    (Źródło: youtube.com)


    11. CADILLAC RECORDS
    Film jest całkiem niezły, ale to wykonanie wspaniałego utworu Etty James przez Beyonce zapadło mi w pamięci. I przyznaję, co jakiś czas lubię do niego wrócić.


    (Źródło: youtube.com)


    10. INTERSTELLAR
    Produkcja raczej nie należy do moich ulubionych. Bawi mnie jej pastisz. Lecz z ręką na sercu przyznaję, że muzyka daje radę! Bo jak może nie dawać, skoro tworzył ją Hans Zimmer :) Po raz trzeci w tym zestawieniu, chapeau bas Mistrzu!


    (Źródło: youtube.com)


    9. LEON ZAWODOWIEC
    Znakomity film, znakomita muzyka. Kawałek Stinga podbija serca od lat! A po raz pierwszy usłyszeliśmy go właśnie w "Leonie zawodowcu", ponad 13 lat temu. Niesamowite, że wciąż nas porusza.


    (Źródło: youtube.com)


    8. SKYFALL
    Pana Bonda uwielbiam od dziecka. Panią Adele odkryłam jako nastolatka. Połączenie dwóch postaci, które baaaardzo cenię jest mistrzowskie! Nie bez powodu piosenka "Skyfall" zgarnęła w 2013 roku Oskara.


    (Źródło: youtube.com)



    7. CINEMA PARADISO
    Utwór ukochanego kompozytora z ukochanego filmu. W tych nutkach można się zakochać! W końcu tytuł motywu przewodniego z "Cinema Paradiso" to "Love".


    (Źródło: youtube.com)




    6. JURASSIC PARK
    Nie ma co, w kultowych filmach mamy genialną muzykę! A "Jurassic Park" jest tego idealnym przykładem. 



    (Źródło: youtube.com)


    5. HOBBIT
    Nigdy nie byłam miłośniczką powieści Tolkiena. Ani ekranizacji jego twórczości. Nie zmienia to jednak faktu, że kawałek promujący "Hobbita" jest naprawdę świetny. Wpada w uchu i... zostaje w głowie na długo. Aż chce się wyruszyć w podróż :)


    (Źródło: youtube.com)


    4. 2001: ODYSEJA KOSMICZNA
    Z panem Stanleyem Kubrickiem nie jest mi po drodze. Ale nie przeszkadza to zachwycić się muzycznym motywem przewodnim z jego najbardziej znanego filmu - "Odysei kosmicznej". Posłuchajcie sami!


    (Źródło: youtube.com)



    3. FOOTLOOSE
    Większość piosenek z filmów, które cenię ponad wszystko jest co najmniej nostalgiczna. Jeśli nie po prostu przeszywająco smutna. To jeden z nielicznych wyjątków - taneczny hit z "Footloose", który towarzyszy mi odkąd pamiętam. Oooo tak, mam do niego ogromny sentyment!



    (Źródło: youtube.com)


    2. GRAWITACJA
    Johna Mayera kocham całym sercem. I chociaż "Grawitacja" poza dosłownie kilkoma ciekawymi efektami w 3D nie ma wiele do zaoferowania, to kawałek przewodni jest mistrzowski!


    (Źródło: youtube.com)



    1. WIELKIE PIĘKNO
    Absolutny hit! Do dziś pamiętam seans "Wielkiego piękna" i to, jak wielkie zrobił na mnie wrażenie. Również za sprawą fenomenalnej muzyki. Do soundtracka wracam co jakiś czas i wciąż marzę o dodaniu go do domowej kolekcji płytowej :)



    (Źródło: youtube.com)

    Continue Reading

    Kontrowersyjna? Wulgarna? Szalona? Możliwe. Ale na pewno także niebywale wrażliwa, niesamowicie serdeczna, a przy tym niezwykle utalentowana. Taki portret jednej z największych (jeśli nie największej!) wokalistki jazzowej XXI wieku wyłania się z filmu pt. "Amy", który do polskich kin zawita już w jutro. Warto było czekać!


    Pierwsze skojarzenie z Amy Winehouse to morze alkoholu i sterta prochów. Na drugim planie jawią się grube melanże, skandale prasowe i zawiłe uczuciowe perypetie. Dopiero w tle pobrzmiewa muzyka. Głęboka, sentymentalna, pełna smutku i żalu. Poruszająca. Ale ta prawdziwa Amy to właśnie muzyka. To muzyka była sednem jej życia. Ona stanowiła centrum. Ona była motorem jej działań. Niestety chwilami ulegała detronizacji i stąd rodziły się problemy genialnej wokalistki. O tym właśnie dowiadujemy się z obrazu Asifa Kapadii, który przygotował dokument poświęcony Winehouse.


    (Źródło: youtube.com)
    Idąc na przedpremierowy pokaz nie miałam specjalnych oczekiwań. Owszem, o filmie było głośno i od dłuższego czasu chciałam go zobaczyć, ale zdecydowanie nie zaliczam się ani do zagorzałych fanek muzyki Winehouse, ani do wielbicielek jej samej. Kilka utworów znałam i nawet lubiłam. Nie miałam jednak jej płyt, nie oglądałam nagrań z koncertów, nie śledziłam jej życia w Internecie. Nic z tych rzeczy. 

    Tym bardziej zaskoczył mnie ten obraz! Przed seansem nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. Laurki zdolnej piosenkarki, która zbyt młodo umarła? Perfekcyjnego wyciskacza łez dla jej najwierniejszych fanów? A może kompilacji żenujących nagrań i zdjęć przedstawiających artystkę w jak najgorszym świetle, by produkcja zyskała wielki rozgłos dzięki kontrowersji? I znowu pudło! "Amy" jest czymś całkowicie innym i dzięki temu absolutnie rozłożyła mnie na łopatki!


    (Źródło: theguardian.com)

    Z obrazu Kapadii wyłania się nieśmiała, a zarazem nieco szalona nastolatka. Z dość normalnego domu, z typowymi przyjaciółmi. Pogodna, bardzo serdeczna i ogromnie utalentowana. Przypadkowo odkryta i wciągnięta do branży przez zaprzyjaźnionego menadżera, z którym zawodowo była związana przez długie lata.
    Widzimy dziewczynę, która stopniowo spełnia swoje marzenia, a każdy kolejny sukces przyjmuje ze szczerym niedowierzeniem. Daleko jej do młodocianych artystów, których od niemowlęctwa wychowywano na gwiazdy. Amy nie zadziera nosa, nie rozpiera jej pycha, nie uderza woda sodowa. Ale niezmiernie raduje fakt, że ludziom podoba się jej muzyka. Że może zarabiać robiąc to, co naprawdę kocha. I w czym jest bardzo dobra.

    Niestety już na tym etapie, a nawet nieco wcześniej, Amy ciągnęło do dużych dawek mocnego alkoholu oraz regularnego palenia marihuany, którą po jakimś czasie zamieniła na silniejsze używki. Do tego zestawu można dołożyć problemy z odżywianiem i  długotrwałą depresję. To nic innego jak perfekcyjna recepta na wyniszczenie organizmu. Zwłaszcza, gdy nikt nie dostrzega problemów, kiedy nikt nie reaguje na kolejne sygnały ostrzegawcze. Przykład Winehouse pokazuje, że nawet będąc otoczonym rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami, można zostać zupełnie samemu ze swoimi kłopotami. Skutecznie odgrywać rolę człowieka radzącego sobie w życiu i niewymagającego pomocy.




    (Źródła: dailymail.co.uk i vibe.com)
    Przemieszanie wątków muzycznych z zakulisowymi losami Winehouse zostało skrupulatnie przygotowane. Kapadia serwuje nam bardzo uporządkowany obraz jej życia, posiłkując się głównie nagraniami archiwalnymi. Nie zostawia tu wiele miejsca na odautorski komentarz. Wycinki z życia wokalistki okrasza wypowiedziami najbliższych, by nie tracić wiarygodności filmu. W ten sposób jeszcze mocniej wstrząsa widzem. Bo siedząc w kinowym fotelu człowiek uzmysławia sobie kilka istotnych kwestii. To, że nikt - we właściwym momencie - nie wyciągnął pomocnej dłoni do uzależnionej Amy. To, że wokalistka wplątała się w patologiczną relację z późniejszym mężem - Blake'iem, momentami rezygnując z autonomii na rzecz trwania w tym związku. To, że dla wielu rzekomo bliskich osób była jedynie skarbonką, maszynką do zarabiania pieniędzy. 

    "Amy" ogląda się bardzo dobrze. To jeden z tych dokumentów, który na dłużej zostaje w naszej głowie. Za bardzo wartościowe uważam pokazanie - dla wielu - zupełnie nieznanych początków kariery Winehouse, przywołanie jej pierwszych występów i zaprezentowanie wypowiedzi o dalekosiężnych planach i zawodowych marzeniach. Film pozwala więc odkryć prawdziwą Amy, z jej wrodzoną nieśmiałością, niespotykaną w XXI wieku autentycznością oraz niepopularną miłością do dobrej muzyki. A poza tym wszystkim z jej ogromną potrzebą bycia kochaną. Ponieważ dla mnie z obrazu Kapadii dość jasno wybrzmiewa, że większość problemów Winehouse zrodziło się z potrzeby zaistnienia , bycia dostrzeżoną, pokochaną. Bez granic.
     

    (Źródło: wallpaperup.com)
    Na koniec zostawiam Was z kawałkiem, który chyba najbardziej kojarzy mi się z Winehouse i mam wrażenie, że idealnie pasuje do filmu, stanowiąc niejako podsumowanie tak jej muzycznych dokonań, jak i życiowych perypetii.


    (Źródło: youtube.com)
    Continue Reading

    Konkursowe szaleństwo trwa! Masz ochotę na ciepłą, rodzinną komedię? Nic prostszego! Wystarczy odpowiedzieć na pytanie, by zgarnąć podwójne zaproszenie na przedpremierowy seans „Rozumiemy się bez słów”!

    (Źródło: metronews.fr)

    Francuska produkcja zdobyła moje serce momentalnie.
    Od pierwszych sekund zwiastuna wiedziałam, że ten film MUSZĘ obejrzeć. Co mnie przekonało? Ogromne, bijące z ekranu ciepło, lekka forma, morze fajnych emocji oraz mądra myśl przewodnia.


    (Źródła: europe1.fr i film.wp.pl)

    O czym opowiada dzieło reżysera „Niewiernych”? O nastoletniej Pauli, która za namową nauczyciela muzyki, postanawia wziąć udział w konkursie wokalnym. Dziewczyna pochodzi z głuchoniemej rodziny i nie do końca wierzy w swój wielki talent. Co więcej – wygrana w plebiscycie wiąże się z przeprowadzką do Paryża, by w stolicy ćwiczyć śpiew w jednej z najlepszych szkół muzycznych. Czy podejmie wyzwanie? Czy rodzice nie staną na drodze do realizacji jej marzeń?

    (Źródło: youtube.com)

    Jeśli powyższy zaledwie urywek historii Pauli i jej rodziny spodobał Ci się tak bardzo jak mi, możesz odetchnąć z ulgą i zobaczyć „Rozumiemy się bez słów” przed premierą!
    Wystarczy odpowiedzieć na pytanie:

    Którego francuskiego aktora/aktorkę lubisz najbardziej?Odpowiedź uzasadnij.


    Na Wasze zgłoszenia, zostawione w komentarzach pod wpisem, czekam do piątku 01.05 do godziny 18:00. Wyniki zostaną opublikowane wieczorem. Pamiętajcie o podawaniu imienia oraz adresu e-mail, abym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. :)

    Nagrodą jest podwójna wejściówka na „Rozumiemy się bez słów”. Seans w niedzielę 3.05 o godzinie 18:15 w Kinie Atlantic.

    EDIT: Bilety otrzymuje Arkadiusz Kleniewski. Gratuluję!


    Powodzenia! 
    Continue Reading

    Ludzie i konie. Konie i ludzie. A to wszystko w islandzkim plenerze. Spokojnym, cichym, wręcz opustoszonym. Czy prawie liryczna opowieść o tym, co dzieli i łączy nas z końmi jest w stanie podbić serca Polaków? Przekonamy się za miesiąc, bo pod koniec lutego niszowa produkcja wejdzie do rodzimych kin.

    (Źródło: dwabrzegi.pl)
    Z ręką na sercu przyznaję: niezmiernie bałam się seansu "O koniach i ludziach". Choć Benedikt Erlingsson może poszczycić się nagrodą dla najlepszego debiutu reżyserskiego zdobytą na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w San Sebastián, obawiałam się pretensjonalnego kina artystycznego, którego dodajmy nie jestem fanką. Rzekomej perełki, której nie będę w stanie docenić, w której nie dostrzegę ani głębszego przesłania ani artyzmu. Fakt, nie jestem w stanie godzinami rozprawiać o wielkiej wartości tej produkcji. Niemniej seans uważam za ciekawe doświadczenie :-)


    (Źródło: youtube.com)

    Film to dość dziwny. A może "dziwny" to wciąż za mało powiedziane? Odniosłam wrażenie, że "O koniach i ludziach" jest niemalże dokumentalnym portretem islandzkich realiów z subtelną ich fabularyzacją. Obserwujemy codzienność mieszkańców jednego z najpiękniejszych, a jednocześnie najmniej popularnych i najspokojniejszych obszarów świata. W swoich rozmowach i czynach są dość powściągliwi, zachowawczy, co rewelacyjnie skontrastowano z postacią hiszpańskiego turysty szukającego swojego miejsca właśnie na Islandii. 

    Za pomocą kilku segmentów opowieści, które wzajemnie się przenikają, widzimy próbę porównania ludzi i koni. Trudno jednoznacznie określić, jakie jest przesłanie tej produkcji. Po części przypomina, że wszyscy jesteśmy zwierzętami. Mamy swoje instynkty, czasami biologia bierze górę nawet nad naszym ludzkim rozumem. Ale reżyser powstrzymuje się od krytycyzmu czy oceniania. Zostawia za to miejsce na refleksję. Z drugiej strony wyraźnie widzimy, że to człowiek panuje nad zwierzęciem, które powinno być mu podporządkowane. Konie, (a w domyśle i reszta fauny), są pewnym narzędziem w rękach człowieka, służą mu do osiągnięcia pewnych celów. Co nie zwalnia nas z dbania o jego dobro, traktowania z troską. 


    (Źródła: stopklatka.pl i dkferoica.mokskierniewice.pl)

    Dywagując o walorach technicznych należy zwrócić uwagę na 3 aspekty: porywającą, nostalgiczną (ale i momentami dość skoczną) muzykę, przepiękne zdjęcia urzekającej Islandii ujęte w precyzyjne kadry oraz zabieg rozpoczynania kolejnych fragmentów opowieści od ujęcia końskiego oka. Każdy nowy segment zaczyna się właśnie głębokim spojrzeniem w oczy zwierzęcia. 

    Czy "O koniach i ludziach" trafi do każdego widza? Na pewno nie. Ale tak jest z każdą produkcją. Jedna idealnie wpisuje się w gusta romantyków, inna odpowiada miłośnikom kina akcji czy grozy. Ci, którzy cenią niszowe produkcje, lubią odkrywać coś zupełnie nowego albo po prostu chcą sprawdzić, jak Erlingsson potraktował temat przyrównania ludzi i zwierząt, powinni udać się na ten seans. Kilka scen Was rozbawi, jedna z pewnością zszokuje, więc bez obaw - nikt nie powinien zostać obojętny wobec tej ciekawej i niecodziennej filmowej propozycji. 


    (Źródła: dwabrzegi.pl i dkferoica.mokskierniewice.pl)

    Continue Reading
    Chcecie obejrzeć naprawdę dobry dokument? Pragniecie poznać historię niesamowicie utalentowanych kobiet, które nie zrobiły wielkiej kariery? A przy tym macie ochotę posłuchać porządnej dawki wprost genialnej muzyki? Koniecznie idźcie na „O krok od sławy” – to istny hit lata!


    Na wstępie słowo wyjaśnienia. To nie będzie słodka historyjka fabularna o pięknych, młodych dziewczynach, które mimo wielu przeszkód, osiągnęły swój cel. To dokument, więc mamy miejsce na łzy, rozczarowanie, smutek, złość, zazdrość i gniew. Bo takie właśnie jest życie. Morgan Neville pokazuje całe spektrum emocji, które noszą w sobie mistrzynie drugiego planu.

    Bohaterki „O krok od sławy” to jednak wspaniałe kobiety. Są nie tylko niesamowicie utalentowane (dźwięki, które wydobywa z siebie Lisa Fischer sprawią, że spadną Wam kapcie!), ale również pracowite, oddane, systematyczne i pokorne. Nie ma w nich ani krzty zadufania czy pychy. Wszystko co robią, czynią z pasji. Chcą być sławne, doceniane, zauważone, ale nie kosztem czyjejś krzywdy albo zaprzedania swoich wartości. Nie zamierzają podkładać „świń” innym piosenkarzom czy podlizywać się wpływowym ludziom. Są sobą i takie pragną pozostać do końca. Bez względu na to, gdzie taka taktyka ich zaprowadzi.

    (Źródło: film.interia.pl)

    Zbiór wywiadów pokazuje nam bezimienne gwiazdy muzyki. Gwiazdy największego kalibru. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że znamy ich głosy, ich partie w naszych ulubionych kawałkach, a nie kojarzymy twarzy czy nazwisk. Darlene Love, Claudia Lennear, Lisa Fischer, Judith Hill czy Merry Clayton – to wspaniałe piosenkarki, których brzmienia nie są nam obce! Niektóre tworzą do dziś, inne są prekursorkami chórków, jakie występują u współczesnych artystów. 


    To ci artyści – Mike Jagger, Sting, Bruce Springsteen, Stevie Wonder – wychwalają je. I nie jest to zwykłe „słodzenie”, nie ma w tych fałszu. Widać, że zdają sobie sprawę, iż trafili na niezwykłe piosenkarki, którym – z różnych względów – nie było dane zrobić solowej kariery. Jedne miały na utrzymaniu rodziny, inne nie goniły szaleńczo za producentami, jeszcze inne wydały płyty, które po prostu się nie sprzedawały. W ich oczach wciąż widać jednak wielką miłość do muzyki i chęć tworzenia.

    (Źródło: vimeo.com)

    Osobiście odbieram ten dokument także w kategorii pozamuzycznej. Bo choć głównie to losy wielkich piosenkarek, które są nieznane dla świata, istny hołd dla wszystkich artystów muzyki lat. 60., 70. i 80., to gdzieś tam głęboko odczytuję „O krok od sławy” jeszcze jako przesłanie do nas wszystkich. Przesłanie, by robić w życiu to, co się kocha. Bez względu na to, jak dużo osób docenia nasz talent i zaangażowanie. Bez względu na to, czy pasja przynosi nam miliony i światowy rozgłos. Warto pozostać wiernym sobie, swoim ideałom i nie porzucać marzeń. Czasem – jak pokazują losy Darlene Love – przez dziesięciolecia można na pozór bez skutku tworzyć i w pewnej chwili, zupełnie nieoczekiwanie, kiedy już właściwie poddaliśmy się walkowerem, z ogromną siłą odżywa nadzieja i mamy odwagę jeszcze raz podążyć za marzeniami.


    (Źródło: filmweb.pl)





    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      3 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top