facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    To jedna z najgorętszych produkcji Netflixa w ostatnim czasie. Wydawałoby się, że dostaniemy coś w stylu "13 powodów", ale w wersji komediowej, a tu... duże zaskoczenie! Bo "Sex Education" nie jest typowym serialem dla młodzieży. To propozycja w zasadzie dla wszystkich. Świetnie napisana, bardzo dobrze poprowadzona, genialnie zrealizowana. Istna perełka!

    (Źródło: jedenelement.pl)

    Nastoletni Otis, syn pary terapeutów, lubi żyć w cieniu. W przeciwieństwie do swojego przyjaciela, Erica, nie chce się wyróżniać strojem, fryzurą, makijażem. Unika spotkań z nieznajomymi, nie ciągnie go do uczestnictwa w imprezach. O dziwo, gdy trafia na Maeve uznawaną za szkolną łobuziarę, a w rzeczywistości inteligentną, pracowitą feministkę o nieco buntowniczym wyglądzie, wszystko się zmienia. Oboje "otwierają" szkolną poradnię seksualną zwaną kliniką. Po rady Otisa ustawia się kolejka koleżanek i kolegów ze szkolnej ławki. Chłopak, dzięki wiedzy zdobytej za sprawą mamy-sekusolożki, pomaga potrzebującym, zbija krocie oraz zyskuje status eksperta w sprawach seksu nadal będąc... prawiczkiem.


    (Żródło: youtube.com)

    Co mnie urzekło w "Sex Education"? Chyba wszystko! Już pierwszy odcinek skutecznie wciąga widza, oczarowuje go pięknymi zdjęciami i szczerze bawi. Wszystkich nieprzekonanych do produkcji zachęcam do zapoznaniami się z zaletami serialu. Przed Wami 5 mocnych argumentów, by już dzisiaj zacząć przygodę z Otisem i jego ekipą! :)


    HISTORIA

    Nade wszystko serial jest po prostu rewelacyjną historią. Losy Otisa i jego znajomych zostały opowiedziane (tak w pierwszym, jak i drugim sezonie) naprawdę bardzo dobrze. Mamy możliwość poznania wielu bohaterów i problemów, z jakimi się borykają. Stworzono fantastyczne, ciekawe postacie, których losy śledzimy z ogromnym zainteresowaniem i zaangażowaniem. Co ważne. bardzo dobrze napisane są także dialogi, które to niejednokrotnie psują nawet najfajniejsze scenariusze. 



    (Źródła: pl.ign.com)

    TEMATYKA

    Ogromnym plusem produkcji jest głośne i odważne mówienie o seksie. A tak naprawdę prowadzenie, w przystępnej formie, lekcji edukacji seksualnej. Bez zbędnego zażenowania, za to z jawnym obalaniem mitów. Bez straszenia seksem i jego konsekwencjami, za to z otwartym powiedzeniem o jego blaskach i cieniach. "Sex Education" to nie tylko seks. To również lekcja tolerancji i nauka samoakceptacji, która dla młodych jest wręcz niezbędna w tym tak trudnym okresie jakim jest dojrzewanie. To nauka akceptowania nie tylko swojego wyglądu czy preferencji seksualnych, ale i próba zaakceptowania własnych wad i zalet, poradzenia sobie z głęboko skrywanymi lękami. Serial bardzo konkretnie mówi również o tym, że dorośli (rodzice, nauczyciele, przyjaciele rodziny) powinni służyć wsparciem w poszukiwaniu prawdziwego "ja" nastolatków. Nie mają być tylko swoistymi opiekunami (dać dach nad głową, czyste ubrania, zaspokoić głód, umożliwić naukę), ale też mentorami. Pokazać jak radzić sobie z problemami, zachęcać do próbowania nowych rzeczy i rozwijania pasji, a także motywować do odkrywania w czym się jest dobrym i co daje nam radość.


    PRZESŁANIE

    Chociaż "Sex Education" zdaje się wpisywać w nurt tzw. teen series, śmiało może uchodzić za... poradnik dla rodziców! Niejednokrotnie obserwujemy na ekranie sceny z życia rodzinnego: bunt nastolatków, kłótnie, dylematy rodzicielskie. Widzimy jak różni bohaterowie radzą sobie (albo i nie) z problemami związanymi z wychowaniem dorastających dzieciaków. Postać Jean jest tu przykładem zdroworozsądkowej matki, dbającej o właściwe przygotowanie syna do życia, także tego erotycznego. I choć jest nieco zbyt opiekuńcza i - trzeba przyznać - wścibska, to może stanowić jakiś punkt odniesienia dla współczesnych matek. Ojcowie mogą za to przejrzeć się w postaci ojca Adama, dyrektora Groffa albo ojca Erica, pana Effionga reprezentujących dwa zupełnie różne wzorce ojcostwa. Pierwszy jest szorstki, władczy, nadmiernie wymagający, drugi zaś w wielu momentach ukazuje dobroć i wsparcie jakim darzy swego syna. Śledząc kolejne losy bohaterów serialu starsi widzowie mają zatem możliwość zaczerpnięcia wiedzy na temat mądrego rodzicielstwa. Sądzę, że to wielki sukces "Sex Education", by jedna produkcja mogła tak wiele cennych rad przekazać tak wielu różnym odbiorcom! 



    (Źródła: wyborcza.pl i ladbible.com)


    HUMOR

    Umówmy się, serial nie odniósłby aż takiego sukcesu, gdyby nie miał w sobie tej idealnie wyważonej dawki humoru. Lekkiego, inteligentnego, momentami wręcz sarkastycznego. A czasami i zupełnie prostego, ale nadal pojawiającego się w odpowiednich dawkach, w odpowiednim momencie. Twórcy w bardzo przemyślany sposób ten humor nam dawkują. On sprytnie przewija się w poszczególnych wątkach serialu na przemian z elementami dramatu. 


    ESTETYKA

    "Sex Education" skradł moje serce także za sprawą przepięknej warstwy wizualnej. Wiem, że wielu widzów zachwyca się wspaniałą ścieżką dźwiękową, ale w moim odbiorze to właśnie świetne zdjęcia i cudne kolory budują nietuzinkowy klimat produkcji. Można odnieść wrażenie, że historia opowiadana jest współcześnie (bohaterowie korzystają z technologii: laptopy, smartfony), ale cała scenografia zdaje się przenosić nas do przeszłości. Chwilami czuję się jak w latach 50., innym razem jak gdzieś pomiędzy latami 70. a 80. Wspaniałe obrazki stanowią dla mnie wisienkę na torcie.

    (Źródła: teleshow.wp.pl)

    Continue Reading

    Francuska komedia o seksie? Brzmi nieźle! Para z 10-letnim stażem poszukująca kobiety do trójkąta? Ciekawy pomysł! Niestety tylko w trailerze. Twórcy mieli koncept, ale jego realizacja nie wyszła dobrze. Obrazowi "A może by tak trójkącik?", który miał być komedią brakuje polotu, żywej akcji i tego, co najważniejsze - poczucia humoru.

    (Źródło: bok.bialystok.pl)

    Trzydziestokilkuletnia Estelle ma stałego partnera Simona, z którym lada moment będzie obchodziła 10-tą rocznicę związku oraz córkę w wieku szkolnym. Jest cicha, spokojna, trochę nijaka. W pracy sumiennie wykonuje wszystkie obowiązki i nawet słowem nie odgryzie się nieco apodyktycznej szefowej. Przy okazji spotkania z przyjaciółkami dochodzi do wniosku, że jej życie jest przewidywalne, w sypialni zagościła rutyna, a i pozałóżkowa więź z Simonem przygasła. Receptą na odnowę ma być... trójkąt! Bohaterka rozpoczyna lekko rozpaczliwe poszukiwania odpowiednich osób do jednorazowej zabawy we troje.

    (Źródło: youtube.com)

    Wydawałoby się, że najmocniejszą stroną filmów komediowych powinien być humor. Jak się jednak okazało po seansie "A może by tak trójkącik?" to tylko oczekiwania, bo scenarzysta chyba miał inne wyobrażenia co do tej produkcji. Humor się pojawia, a i owszem, ale tak rzadko i banalny, że szybko zapominamy o tych wesołych miniscenkach czy żartobliwych mikrodialogach. Na domiar złego nieprzekonująca jest też nagła potrzeba zmiany głównej bohaterki. Punkt zapalny całej sytuacji, ten moment, który doprowadził Estelle do podjęcia decyzji o trójkącie jest wyssany z palca. Oczywiście mógł mieć miejsce, ale przekonanie, że z jego powodu szara myszka chce choć raz być wampem wydaje się bardzo mało realne.
    Większych i mniejszych wpadek jest jeszcze trochę. Byłabym w stanie przymknąć na nie oko, gdy film mnie po prostu rozbawił. Tak się jednak nie stało...


    (Źródła: ars.pl i fdb.pl)

    Continue Reading

    Dobrych komedii w ostatnich tygodniach jest jak na lekarstwo. Co prawda dość regularnie pojawiają się w kinach rzekomo komediowe produkcje (tak polskie, jak i zagraniczne), ale większość z nich nawet nie leżała obok porządnej komedii! Bo jak można nazwać zabawnym obraz, na projekcji którego widz zaśmieje się zaledwie 2-3 razy? Na szczęście przy "Sypiając z innymi" mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Komicznych sytuacji i śmiesznych dialogów nie brakuje. Co więcej, dostajemy też fajny klimat filmu, przyjazne postacie oraz... niemało mądrych myśli.

    (Źródło: zobaczzwiastun.pl)

    Historia niby banalna. Jake i Lainey spotykają się po latach. Mają swoje życie, a w nim niemało problemów. Jake nie umie zaangażować się w żaden związek, Lainey za to trwa w emocjonalnie pustej relacji, bo tak naprawdę myślami (i nie tylko) wraca do swojej młodzieńczej miłości. Ich losy ponownie się przecinają. Dawni znajomi z każdym kolejnym dniem stają się sobie bliźsi. Sami nie potrafią tego dostrzec, więc ich więź uchodzi za wyłącznie przyjacielską. 

    (Źródło: youtube.com)

    "Sypiając z innymi" wciąga widza od samego początku. I potrafi utrzymać tę uwagę aż do napisów końcowych. To głównie zasługa dobrego scenariusza. Lesley Headland (reżyserka i scenarzystka) umiejętnie napisała tekst, który mimo że podejmuje dość oklepany i wszechobecny temat (miłość, związki, seks) w fantastyczny - lekki, humorystyczny i energiczny - sposób pokazuje, czym jest clue relacji międzyludzkich. Uwypukla po prostu bardzo fajną przyjaźń między dwojgiem ludzi, którzy z opóźnieniem dostrzegają jej wagę, doceniają jej wartość i uzmysławiają sobie, że jest ona początkiem czegoś większego.

    Tak solidna, zabawna i mądra propozycja od Headland to spore zaskoczenie, ponieważ jej debiutancki film ("Wieczór panieński"), pomimo światowej premiery na festiwalu w Sundance w 2012 roku, był sromotną porażką i wstyd go gdziekolwiek pokazywać.

    (Źródło: washingtontimes.com)
    Postacie zagrane przez Alison Brie (będzie o niej jeszcze głośniej!) i Jasona Sudeikisa (do tej pory zaliczającego występy w niespecjalnie udanych filmach) są chyba każdemu bliskie. To ludzie z sąsiedztwa, którzy mają swoje grzeszki, problemy i drobne radości. Fakt, że błyskawicznie zjednują przyjaźń widza świadczy - poza scenariuszowym sukcesem - także o przekonującej grze aktorskiej oraz świetnym dialogom. Teksty wypowiadane tak przez pierwszoplanowych, jak i drugoplanowych (Kara i Xander) bohaterów momentami rzucają widownię na kolana. A niektóre z nich mają szansę stać się kultowymi określeniami!


    (Źródła: fdb.pl i variety.com)
    Z jednej strony tytułowy seks przewija się w każdej produkcji okołoromantycznej, z drugiej jednak nigdy nie stanowi sedna opowieści. Lawiruje na poziomie domysłów, niewypowiedzianych propozycji, wyczekiwanego skomsumowania romantycznej znajomości. Headland potraktowała temat zupełnie inaczej. Wokół łóżkowych przygód zbudowała historię pary, której droga do zakochania była nieco inna niż zwykle. I co najciekawsze, historia ta wcale nie jest pozbawiona aspektów stricte romantycznych. "Sypiając z innymi" jest bowiem bardzo ciepłą, uroczą opowieścią, w której przyjaźń i miłość grają główne role.

    Film widziałam już daaaawno temu. Pokaz przedpremierowy zorganizowano pod koniec sierpnia. Ale nadal mam tę produkcję przed oczami. Nie jest to tytuł wysoce wybitny czy niebywale kontrowersyjny, lecz i tak seans był na tyle udany, że bardzo miło wspominam go do dziś! Co więcej, z chęcią wybrałabym się na niego ponownie!
    Ośmielę się więc stwierdzić, że "Sypiając z innymi" będzie jedną z lepszych komediowych propozycji tej jesieni!

    (Źródło: popmatters.com)

    Continue Reading

    Startujemy z obiecanym konkursem! Z racji na zbliżającą się premierę udanej i naprawdę zabawnej komedii o miłości, związkach i seksie ("Sypiając z innymi"), mam dla Was poprzedni tytuł dystrybutora Best Film. Otóż "Don Jon" na DVD czeka na kogoś z Was! :)


    (Źródło: film.org.pl)
    "Don Jon" to reżyserski debiut hollywoodzkiej gwiazdy o aparycji miłego gościa z osiedla. Chodzi oczywiście o Josepha Gordon-Levitta, który gra główną rolę faceta uzależnionego od... pornografii. Dla jednym naprawdę udana propozycja ze Scarlett Johansson i Julianne Moore w rolach drugoplanowych, dla innych niespecjalnie wciągająca historia. Tak czy siak, warto zobaczyć i mieć własne zdanie ;)



    (Źródła: cinemablend,com i kultura.gazetaprawna.pl)

    Co trzeba zrobić? Wystarczy odpowiedzieć na pytanie:

    Który z ostatnich filmów z kategorii "love&sex&magic" jest Twoim zdaniem godny uwagi? I dlaczego go polecasz? 

    Na zgłoszenia czekam do niedzieli (11.10) do godziny 23:59. Pamiętajcie o podawaniu swojego imienia/ksywki i adresu e-mail, za pomocą którego będę mogła skontaktować się ze zwycięzcą :)

    PS Wygra jedna osoba, której odpowiedź uznam za najciekawszą - to jedyne kryterium oceny :) Chodzi więc o nietuzinkową propozycję filmu wraz z przekonującym uzasadnieniem.


    (Źródło: imoviequotes.com)
    Continue Reading

    O "Love" było głośno od samego początku. O filmie mówiło się o jeszcze zanim powstał. A od chwili premierowego pokazu w Cannes temat najnowszej produkcji Gaspara Noe (znanego m.in. z głośnych, kontrowersyjnych obrazów jak "Nieodwracalne" czy "Wkraczając w pustkę") co jakiś czas powracał, za każdym razem budząc więcej emocji. Wszystko z powodu tematyki filmu, którą jest miłość - ta cielesna.

    (Źródło: fdb.pl)

    Główny bohater, dwudziestokilkuletni Murthy, ma dziewczynę i dziecko. Niespecjalnie jest zadowolony z miejsca, w którym aktualnie znajduje się jego życie, co dość wyraźnie podkreśla swoją narzekającą postawą. Ale samopoczucie bohatera dość szybko zmienia się pod wpływem niespodziewanego telefonu od matki byłej dziewczyny. Zmienia, choć nie do końca wiadomo, czy na lepsze. Miejsce marudzenia na rzeczywistość zastępuje bowiem nostalgia za ukochaną Electrą i tym, co łączyło go z nią. Nostalgia zmierzająca do depresji.

    (Źródło: youtube.com)

    W filmie nie brakuje jasnych punktów. Niewątpliwie duży plus stanowi elektryzująca muzyka. Z jednej strony pobudza nas, fascynuje i intryguje, wciągając w aurę namiętności permanentnie unoszącą się nad głównymi bohaterami, z drugiej zaś wzbudza melancholię w rezultacie skłaniając do refleksji nad kondycją współczesnych związków. I za to twórcom należą się pokłony.

    Nowy obraz Gaspara Noe zaskakuje czymś jeszcze. To nie jest - jak mówi/pisze wielu - film pornograficzny. Owszem, scen seksu w nim nie brakuje. Mamy na ekranie pokazane prawie wszystko. Ale sednem tej historii jest relacja. Więź łącząca bohaterów. A raczej brak tej więzi. Murthy'ego i Electrę scala wyłącznie seks. Zrywając z cielesnością, nie mają ze sobą niczego wspólnego. Ich znajomość opiera się na licznych, urozmaiconych stosunkach seksualnych i tylko na nich skupia. Prowadzi to do obsesji głównego bohatera, który staje się zaborczy i zazdrosny o swoją dziewczynę. 


    (Źródła: letempsdetruitto.net i csw.torun.pl)

    Doceniam nawet takie drobnostki jak perfekcyjnie wypracowane kadry, rewelacyjnie dobrana (i spójna!) kolorystyka czy zastosowanie symbolicznych imion bohaterów. Choć reżyser przyznał, że przypisywał swoim postaciom imiona czy ksywki najbliższych (i w sam film zaangażował znajomych, by - jak określił - "stworzyć na planie rodzinną atmosferę"), wciąż dopatruję się w tym działaniu większej głębi. Bo choćby Murthy (patrz: prawo Murthy'ego) w rzeczywistości dąży do nieustannej katastrofy, a Electra jest postacią iście magnetyczną, wręcz hipnotyzującą.
    Bardzo podobały mi się sceny nawiązujące do "Ostatniego tanga w Paryżu", które to przed ponad 40 laty zaszokowało miłośników kina.


    Niestety "Love" ma też minusy. Największymi z nich są mocno kulejące dialogi i słabe kreacje aktorskie. Podziwiam odwagę młodych ludzi grających pierwszoplanowe role, ale przez cały film boleśnie słychać, że należą oni do naturszczyków. W wielu scenach z wielką sztucznością wypowiadają swoje kwestie, które same w sobie nie są udane, bo pisano je chyba z doskoku. Brzmią prostacko i przewidywalnie. 

    (Źródło: indiewire.com)

    Niełatwo o rzetelne podsumowanie. Przedpremierowy seans wspominam dobrze, ale ponownie nie obejrzałabym "Love". Przy realizacji tego filmu reżyser podjął się sporego wyzwania. Nie dość, że na warsztat wziął trudny temat, to jeszcze starał się pokazać go w sposób najbardziej dosłowny i co więcej, zaangażował do projektu amatorów. Eksperyment ten można uznać za udany, choć wielkiego sukcesu nie widać. Niech dowodem tego raczej udanego doświadczenia będzie fakt, że chyba każdy opuszczał salę kinową z głową pełną refleksji dotyczących m.in. tego, czym jest prawdziwa miłość, gdzie zaczyna się mania/obsesja, na ile seks jest dopełnieniem, a na ile istotą miłości oraz czy - i ewentualnie gdzie oraz jakie - powinny być granice wolności w związku.

    (Źródło: blogs.indiewire.com)

    Continue Reading

    Okazuje się, że można! Zrobić lekki, zabawny i dość błyskotliwy film o seksie. Bez kloacznych żartów i obleśnych gestów. Dobrą rozrywkę dostarcza Josh Lawson w najnowszej produkcji pt. "To właśnie seks".

    (Źródło: fdb.pl)
    Patrząc na to, co niemal nagminnie dostarczają nam głównie amerykańscy reżyserzy, Lawson porwał się z motyką na Słońce. Zamarzył o stworzeniu filmu o seksualnych fantazjach i nietypowych fetyszach, któremu daleko byłoby do produkcji rodem z Hollywood ostatnich lat. Jak widać jednak, dla chcącego nic trudnego! Zgrabny scenariusz, ciekawe postacie i niezłe dialogi pozwalają widzom na szczery śmiech. A to coś, czego pragnie każdy reżyser komedii.


    (Źródła: film.interia.pl i kinoluna.pl)

    "To właśnie seks" przedstawia przygody kilku par. Ich życie codzienne i łóżkowe perypetie, zwykle wiążące się z jakimś nieporozumieniem bądź niedopasowaniem. Danowi i Evie problemy stwarza komunikowanie swoich potrzeb, Paul nie rozumie fantazji Maeve, Phil ma oziębłą żonę, a Rowena nagle odkrywa przedziwny fetysz, którego nieświadomy jest jej mąż Richard.

    Film mówi o największych sekretach, skrywanych pragnieniach erotycznych, o których boimy się powiedzieć nawet partnerowi/partnerce. O tym, co nas kręci, czego chcielibyśmy spróbować, ale ogranicza nas wstyd, nieśmiałość, obawa przed byciem ocenianym, pruderyjność, nieumiejętność komunikacji itp. To wbrew pozorom mądry film podejmujący istotny temat. Reżyser za pomocą komediowej formuły chce pokazać, że każdy z nas ma inne potrzeby i nie powinniśmy mieć obaw przed mówieniem o nich. Co więcej, skoro wszyscy mamy swoje dziwactwa, nie należy z ich powodu piętnować innych.


    (Źródło: stopklatka.pl)
    Chwilami całość przypominała mi nieco "Dzikie historie" Damiána Szifróna. Mamy segmentację fabularną, absurdalne gagi sytuacyjne, splątanie losów kilku bohaterów różnych części filmu i czarny humor. Niektóre sceny były jednak znacznie cieplejsze, bardziej urocze. Szczególnie udany  - tak pod względem emocjonalnym, aktorskim, jak i humorystycznym - jest wątek Monici i Sama odbywający się przez Skype'a. Bohaterowie (on - głuchy chłopak pragnący dodzwonić się do gorącej linii, ona - tłumaczka migowego w telefonicznym centrum pomocy) prowadzą wyjątkowo niecodzienny dialog. I niezwykle krępujący! Mimo nietypowej sytuacji, wśród rumieńców i ogólnego zawstydzenia, widzimy, że możliwe jest dostrzeżenie błysku w oku drugiej osoby. Niewątpliwie, scena ta jest świetnie zagrana - i to bez wypowiedzenia chociażby słowa! :)

    Niestety Lawsonowi ewidentnie zabrakło spoiwa w postaci myśli przewodniej silnie wybrzmiewającej pod koniec seansu. Można odnieść wrażenie, że film się zwyczajnie urywa. I to bez konkretnej puenty. Szkoda, bo brak tego elementu trochę umniejsza zabawę i powoduje, że finalna nota jest nieco niższa niż się początkowo spodziewałam.

    Niemniej "To właśnie seks" jest produkcją, na którą warto się wybrać. Gwarantuje sporą dawkę dobrego humoru na poziomie i kilka ciekawych spostrzeżeń na temat nas samych. 

    (Źródło: stopklatka.pl)
    Continue Reading
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      4 miesiące temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      2 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      3 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      7 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top