facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Nic tak nie ogranicza człowieka jak uprzedzenia. Obejrzany dość dawno turecki film o ich narodowych poetach zapamiętałam jako dwugodzinną męczarnię. Kolejne podejście do obrazu "made in Turkey" wymagało ode mnie zerwania z tą niesprawiedliwą niechęcią. I bardzo się cieszę, że to mi się udało. Bowiem "Mustang" wyreżyserowany przez Deniz Gamze Ergüven  zasługuje na naszą uwagę. Nie bez powodu otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu europejskiego na festiwalu w Cannes.


    (Źródło: filmfestivals.com)
    Turcja. Niewielka nadmorska miejscowość. Duży dom, a w nim babcia i wujek wychowujący pięć dziewcząt. Osierocone dziewczynki wzrastają w atmosferze powszechnych konwenansów i pruderii, a żelazne zasady moralne raz subtelniej, zwykle jednak agresywnie, wpajają im do głowy prawni opiekunowie. Tu nie ma miejsca na dziecięce żarty, młodzieńcze zabawy, pierwsze - wciąż niewinne - nastoletnie flirty. Każde spojrzenie musi być pokorne, każdy gest czysty, a myśl bezgrzeszna. Wszystko może łatwo zostać zinterpretowane jako seksualna aluzja, a w praworządnym, wiernym islamowi, tureckim społeczeństwie (zwłaszcza tym z małej wioski) nie przystoi zajmować się sferą erotyczną. Za takie zachowania srogo karze się każdego, nawet dziecko.


    (Źródło: youtube.com)
    W filmie Ergüven obserwujemy pięć sióstr: Sonay, Selma, Ece, Nur i Lale. Ich głęboka relacja widoczna jest już na pierwszy rzut oka. Możemy tylko przypuszczać, że ta więź została umocniona tragicznym wydarzeniem, jakim była utrata rodziców. Dziewczynki są bowiem dla siebie opiekunkami, powiernicami największych sekretów, towarzyszkami najbardziej szalonych wydarzeń. Bronią się nawzajem, gdy sąsiadka oskarża je o niemoralne zabawy z chłopcami i bezczelnie donosi o tym ich babci, która sprawiedliwość wymierza przemocą. Niemniej ich postawa względem obowiązkowej nauki przeróżnych prac domowych czy przymusowego ożenku jest odmienna. Jedne niechętnie akceptują rzeczywistość, inne otwarcie protestują. Najodważniejsza, najbardziej niepokorna, a tym samym najbardziej pragnącą wolności jest najmłodsza z sióstr. Lale całą sobą walczy o niezależność. Jej chęć prawdziwej sprawiedliwości, możliwości decydowania o swoim losie, odcięcia się od religijnej zaściankowości widać w oczach. Ta nieujarzmiona siła, nieposkromiona wola walki przenika przez ekran tak, że jako widz zaczynam odczuwać ją w sobie. I wszystkimi emocjami wspieram ją w tym dążeniu. 



    (Źródła: theguardian,com i arsindependent.pl)
    "Mustang" to opowieść o tym, jak ważna jest rodzina i jej wsparcie, a jednocześnie jak bardzo ci rzekomo najbliżsi mogą nas ograniczać. Opowieść o tym, jak potrzebujemy w naszym życiu swobody, przestrzeni, niezależności, a także motywacji do działania i nadziei na to, że poniesiony trud się opłaci. To również film mówiący o fałszywej wstydliwości i hipokryzji, które zatruwają wiele ortodoksyjnych wyznawców różnych religii uzurpujących sobie prawo do oceny moralnej życia innych osób.
    Warstwa techniczna niczemu nie ustępuje tej stricte storytellingowej. Główne role odgrywają tu wspaniałe zdjęcia i montaż, podbijając nasze emocje, zwiększając napięcie, potęgując dramatyzm. Co ciekawe, jakiś czas po seansie pojawiło się wrażenie, że w pewien sposób podejście Ergüven jest bliskie filmom tworzonym przez Xaviera Dolana. Może to za sprawą podobnego rysu głównych bohaterów, może kwestia równie dobrych zdjęć - trudno jednoznacznie powiedzieć.


    (Źródło: hollywoodreporter.com)
    Wybierając się do kina nie sądziłam, że "Mustang" tak bardzo poruszy mnie i tak mocno zapadnie w pamięci. Liczę, że ten pełnometrażowy debiut reżyserki naprawdę szeroko otworzy drzwi jej kariery i będzie zaledwie pierwszy z wielu fantastycznych produkcji, które zrobią spory raban w światowej kinematografii.

    Continue Reading

    I znowu cały kwiecień przesiedzę w kinie. Ale co zrobić? Gdy dookoła mnóstwo fantastycznych przeglądów filmowych nie może być inaczej - trzeba oglądać! Zwłaszcza, że już teraz zaczynają się pierwsze eventy. Póki co przedstawię 3 najbliższe: 16. Tydzień Kina Hiszpańskiego, 13. Święto Niemego Kina oraz 14. Festiwal "Łodzią po Wiśle".

    (Źródło: media2.pl)


    Kawałek Hiszpanii w stolicy jak zwykle zapewni nam Mañana. Po raz 16. przeżyjemy Tydzień Kina Hiszpańskiego, a wraz z nim okazję do zobaczenia aż 14 fantastycznych produkcji z ostatnich 3 lat. Organizatorzy przygotowali propozycje tak bardziej refleksyjne ("Doskonały dzień na latawce", "Isla bonita"), jak i zdecydowanie komediowe ("Zabłąkani", "Jak zostać Baskiem", który widziałam w zeszłym roku --> recenzja TU oraz kontynuację tytułu - "Jak zostać Katalonką").

    Intryguje również thriller "Nieznany", który w mojej głowie budzi konotacje z serią "Transporter" (zobaczymy, czy słuszne), "Nic w zamian" - międzypokoleniowe kino drogi nagrodzone Goyą za najlepszy debiut reżyserski 2016 oraz najnowsza propozycja nietuzinkowego Alexa de la Iglesii pt. "Ta noc jest moja".

    Program znajdziecie TUTAJ.

    (Źródło:pik.wroclaw.pl)

    Powrót do dawnych czasów i starej kinematografii zapewni atmosfera festiwalu "Święto Niemego Kina", odbywającego się w kinie Iluzjon. To prawdziwa rozkosz dla miłośników starego kina oraz seansów z muzyką na żywo! Dokładny plan wydarzenia jest TU.


    (Źródło: youtube.com)

    Klimat studenckiego kina zapewnia chyba jedyny przegląd - "Łodzią po Wiśle". Przez weekend mamy możliwość zapoznania się z twórczością młodych filmowców. Nie wszystko jest najwyższych lotów, nie wszystkie produkcje to perełki, ale niemal w każdej czuć ogromną pasję autorów do X muzy. I wiele z prezentowanych etiud dostarcza widowni niezłą rozrywkę lub odrobinę refleksji.

    Pełen harmonogram eventu dostępny jest TU.


    (Źródło: mat. prasowe)

    Continue Reading

    Z "Moim wielkim greckim weselem 2" jest jak z większością sequeli. Wypada dość przyzwoicie, ale nie przebija "jedynki", która sama w sobie nie była wielkim hitem. Ot poprawna komedia obyczajowa z wiodącym wątkiem romantycznym. Kontynuacja przypominam nam więc podstawową prawdę znaną z pierwszej części przygód Greczynki Touli: najważniejsza jest rodzina. A jeśli płynie w Tobie grecka krew, to rodzina jest zawsze najukochańsza, ale i... najtrudniejsza do zniesienia.

    (Źródło: vox.com)
    Zwariowana grecka familia wraca na ekrany kin. Kilkanaście lat po tym, jak nieco niezdarna i lekko nieprzystosowana do życia Toula znajduje ukochanego i wychodzi za mąż, wracamy do jej nietypowej rodziny. Okazuje się, że główna bohaterka oraz jej mąż wciąż nie mogą uwolnić się od wszędobylskich, wścibskich i trochę męczących krewnych. Natręctwo dużej rodziny to jednak malutki problem w porównaniu z perypetiami, które dopiero mają się zdarzyć. Głównymi wyzwaniami są bowiem: pogodzenie skłóconych rodziców, poprawienie relacji z córką oraz... uzdrowienie własnego związku, w którym płomień miłości dawno wygasł.

    (Źródło: youtube.com)

    Film ogląda się naprawdę przyzwoicie. Dostajemy sporo scen niemalże wyjętych z naszego własnego życia, bo klimat rodzinnych kłótni, nastoletniego buntu i podobnych wrażeń chyba każdy ma za sobą. Jest lekko, dość zabawnie. Z mnóstwem powszechnie znanych prawd "objawionych", które mimo wszystko miło jest usłyszeć po raz kolejny. 

    (Źródło: screenrant.com)
    Z uwagi na wielość bohaterów drugiej części "Mojego wielkiego greckiego wesela" każdy z widzów odnajdzie tu kawałek siebie. Czy to w wiernych tradycji dziadkach, we wścibskiej ciotce-złota rada, w zbyt mocno skoncentrowanych na potomkach rodzicach, czy też w marzącej o samodzielności i niezależności nastolatce.  
    To więc produkcja raczej z tych uniwersalnych. Nadaje się na wypad z przyjaciółką, randkę czy rodzinne wyjście do kina. Bez fajerwerków, ale mimo wszystko całkiem ok.


    (Źródła: vox.com i silverpetticoatreview.com)
    Continue Reading

    Cały hałas o najnowszych losach Batmana (i Supermana) trwa z drobnymi przerwami już ponad 2 lata. Oczekującą na premierę publiczność zaskakiwały różne kwestie, głównie jednak powołanie nowego reżysera oraz angaż Bena Afflecka do roli Człowieka-Nietoperza. Efekty ich pracy widziałam na chwilę przed polską premierą. Poniżej zliczam najważniejsze blaski i cienie produkcji.

    (Źródło: batcave.com)
    O tym, że Batmana kocham całym sercem wie chyba każdy z baczniejszych obserwatorów bloga. Nie wiem właściwie kiedy i w jaki sposób się nim zauroczyłam. Niemniej fascynacja ta trwa do dzisiaj i z uwagi na nią z radością (ale i pewną nieskrywaną obawą w sercu) udałam się na przedpremierowy seans "Batman V Superman: Świt Sprawiedliwości".

    (Źródło: youtube.com)

    I niestety nieco ponad 2-godzinną projekcję ledwo przetrwałam. Fabuła jest bowiem długa, baaaardzo długa. Pocięta momentami w przedziwny sposób. Dostajemy mnóstwo wątków, które czasami czujemy, że wprowadzono jakby bez ładu i składu. Niby mamy mroczny klimat miasta znany z nolanowskiej części przygód Batmana, ale to zdecydowanie nie to samo. Brakuje swoistego pierwiastka, jakiejś dawki artyzmu tak charakterystycznej dla Nolana. I to bardzo daje się odczuć. 

    W zamian dostajemy to, czego nie chcielibyśmy oglądać: przerysowane efekty specjalne, nieco absurdalne monstrum z zaświatów oraz... drewniane aktorstwo. Niestety poza Jesse'ym Eisenbergiem znanym głównie z "The Social Network", nikt z pierwszoplanowych aktorów nie ma pomysłu na swoją postać. Superman w wykonaniu Henry'ego Cavilla wypada troszkę lepiej od Batmana granego przez Bena Afflecka. Po pierwsze Superman lepiej wygląda (choć kostium z logotypem wyszywanym cekinami nie prezentuje się najefektowniej), po drugie wydaje się być jakiś, ma charakter. Natomiast wcielenie Afflecka w Batmana wypada blado w porównaniu z jego poprzednikiem, Christianem Balem, który stworzył najlepszego Batmana w historii! Poprzeczka była postawiona wysoko, a Affleck nawet nie zbliżył się do niej. W kostiumie superbohatera prezentuje się jak pokraka. Jest kwadratowy, chodzi kiwając się na boki, a na jego twarzy nie występuje w zasadzie żadna mimika. 


    (Źródła: bluray.com.pl i moviesroom.pl)

    Dla publiczności marzącej o produkcji podobnej do filmów Nolana, "Świt Sprawiedliwości" będzie dużym rozczarowaniem. Poza drobnymi plusami (wciąż mroczny nastrój, piękna Wonder Woman, ciekawa rola Eisenberga) widzowie ci nie znajdą w nim jasnych punktów. Po obserwacji widowni towarzyszącej mi na przedpremierze wnioskuję jednak, że młodsza jej część, ta wychowana na Transformersach i Igrzyskach Śmierci mogą być zadowoleni. Reżyser przygotował dla niej całą masę efektów specjalnych, a to chyba główny element, dla którego ta grupa chodzi do kina.

    (Źródło: theguardian.com)

    Continue Reading

    Brak planów na świąteczny poniedziałek? Mam miłą niespodziankę. Zza polskiego, suto zastawionego stołu możecie przenieść się do greckiej rodziny. Wraz z Kino Atlantic mam do rozdania jedno podwójne zaproszenie na przedpremierowy seans komedii "Moje wielkie greckie wesele 2".


    (Źródło: film.onet.pl)
    To kontynuacja losów głównej bohaterki, trochę zakręconej Greczynki - Touli. Wyszła za mąż, przeniosła się do Stanów i dochowała dorosłej córki. A teraz staje przed poważnymi wyzwaniami rodzicielskimi i nadal konfrontuje się z szalonymi pomysłami jej nietypowej rodziny.

    (Źródło: youtube.com)

    Co trzeba zrobić, żeby wygrać podwójną wejściówkę?
    Jak zwykle - odpowiedzieć na pytanie konkursowe, które tym razem brzmi tak:

    Która z komedii romantycznych ostatnich lat jest Twoją ulubioną i dlaczego?


    Autor najciekawszej odpowiedzi otrzyma 2 bilety na poniedziałkowy (28.03, 16:00), przedpremierowy seans w Kinie Atlantic. Na odpowiedzi umieszczone w komentarzach pod wpisem czekam do piątku do godziny 22:00, wyniki opublikuję w sobotę do 16:00. Pamiętajcie, aby zostawiać swojego maila, bym mogła skontaktować się z laureatem :)

    Szczegóły wydarzenia (oraz pozostałe terminy seansów przedpremierowych) znajdziecie TUTAJ.


    Continue Reading

    Choć niełatwo przychodzi mi docenianie azjatyckich produkcji i zafascynowanie się kinem z tamtego kawałka świata, co jakiś czas podejmuję kolejne próby. Bo za bezsensowne uważam automatyczne skreślanie jakiegokolwiek wycinka X muzy. Każdego roku jestem więc na kilku seansach organizowanych w ramach Festiwalu Pięciu Smaków i niektóre produkcje oglądam z prawdziwą przyjemnością. Niestety przedpremierowy pokaz "Zabójczyni" należał do tych z gatunku "trudne".

    (Źródło: filmweb.pl)
    Akcja rozgrywa się w dawnych Chinach, mniej więcej w X wieku. Piękna, młoda kobieta wychowana przez mniszki na zabójczynię, po latach powraca w rodzinne strony. Tam ma do wykonania niełatwą misję - musi zgładzić swojego kuzyna, a zarazem dawnego ukochanego, który pełni funkcję lokalnego władcy. W ten sposób ma okazać lojalność wobec klasztoru, w którym wzrastała oraz zniweczyć drzemiącą w niej samej empatię.

    Fabuła brzmi całkiem intrygująco. Jeśli dodamy do tego przepiękne zdjęcia i klimatyczne dźwięki, to możemy oczekiwać artystycznej produkcji. I owszem - "Zabójczyni" z pewnością należy do filmów nietuzinkowych, wręcz niszowych.

    (Źródło: youtube.com)
    Obraz został doceniony na festiwalu w Cannes, otrzymując statuetkę za najlepszą reżyserię. Wcześniejszych dzieł Hsiao-hsiena Houa nie widziałam, więc nie odniosę się tego wyróżnienia. Niemniej dla mnie - jako ogromnej miłośniczki kina - fakt, że tak ważną nagrodę przyznano produkcji, która poza dobrymi kadrami, pięknymi kostiumami oraz precyzyjną scenografią nie oferuje żadnego przeżycia, nie niesie za sobą żadnych emocji, był co najmniej niezrozumiały.

    "Zabójczyni" zapewne wpisuje się w gust tak fanów kina azjatyckiego, jak i kinomaniaków ceniących nurt tzw. slow cinema. I zakładam, że oni będą tymi, którzy jako jedyni opuszczą salę kinową z satysfakcją, bo dla mnie seans ten był niestety przerostem formy nad treścią.


    (Źródła: exsite.pl i kinoteka.pl)

    Continue Reading

    Naprawdę sroga zima, piękny górski zakątek odcięty od świata i oni - ojciec z dwoma synami, spędzający kilka dni w stróżówce straży granicznej. Męski wypad do odludnej chaty nagle zamienia się w długą, bezwzględną walkę o przetrwanie. 


    (Źródło: youtube.com)
    Oto Mateusz (Andrzej Chyra), były strażnik graniczny, przyjeżdża odwiedzić stare kąty. Przybywa ze swoimi nastoletnimi synami, którzy mają doświadczyć prawdziwego życia w górach. Dzięki życzliwości dawnego kolegi dostaje klucze do jednej ze stróżówek, gdzie ma spędzić kilka dni z chłopcami. Miejsce okazuje się bardzo opustoszałe zwłaszcza, że o tej porze roku szlaki turystyczne są zamknięte. Początkowo nikogo to nie zraża, choć nastroje synów są dość ponure i czuć, że wyjazd nie był ich wyborem. Sytuacja staje się jednak dość nerwowa po tym, gdy do chaty wpada nieznany mężczyzna. Jest przemarznięty i zakrwawiony, a w plecaku skrywa broń. Grozy dodaje jeszcze fakt, że łączność z bazą zostaje zerwana, a pogoda wcale nie ulega poprawie. Mateusz rusza więc, by sprawdzić co stało się w jednostce graniczników, a nastolatkowie zostają sami z przybyszem skutym kajdankami.



    (Źródła: ars.pl i cojestgrane.pl)
    Trailer "Na granicy" przyprawia o dreszcze. Dostajemy esencję pełną grozy i napięcia. W rzeczywistości film szybko wciąga i w zasadzie utrzymuje uwagę widza. Momentami mamy pewne dłużyzny, więc do idealnego thrillera jeszcze troszkę zabrakło. Nie stanowi to większego problemu dzięki trzem elementom: świetnego aktorstwa (tak "starych wyg" w osobie Chyry, Grabowskiego i Dorocińskiego, jak i debiutantów - zwłaszcza Bartosza Bielenia, który rewelacyjnie wszedł w postać Janka, starszego z synów), wspaniałych zdjęć Łukasza Żala, oddających z jednej strony trudne warunki atmosferyczne (przeszywający chłód, wszechogarniający mrok), z drugiej zaś towarzyszące bohaterom emocje (głównie poczucie niepewności, zbliżającego się zła, bezradności), jak również genialnemu, nowemu wcieleniu Dorocińskiego. 

    Ostatnimi czasy aktor wybiera role dość negatywne, ale różne od siebie. Inną odsłonę widzimy w genialnym filmie "Moje córki krowy" (to zaledwie drugoplanowy występ, ale postać Grzegorza zapada w pamięć jako leniwy, agresywny cham i prostak), inną w serialowym "Pakcie" (choć z grubsza Piotr jest człowiekiem fair, nie zawsze działa w sposób legalny), jeszcze inną dostajemy w "Na granicy". 
    Dla samej nowej twarzy Dorocińskiego warto więc wybrać się na produkcję Wojciecha Kasperskiego, który lubuje się w thrillerach i być może, za jakiś czas, przedstawi kolejną, udaną propozycję rodzimego kina gatunkowego. 


    (Źródło: youtube.com)
    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      6 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      8 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top