facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Ludzie i konie. Konie i ludzie. A to wszystko w islandzkim plenerze. Spokojnym, cichym, wręcz opustoszonym. Czy prawie liryczna opowieść o tym, co dzieli i łączy nas z końmi jest w stanie podbić serca Polaków? Przekonamy się za miesiąc, bo pod koniec lutego niszowa produkcja wejdzie do rodzimych kin.

    (Źródło: dwabrzegi.pl)
    Z ręką na sercu przyznaję: niezmiernie bałam się seansu "O koniach i ludziach". Choć Benedikt Erlingsson może poszczycić się nagrodą dla najlepszego debiutu reżyserskiego zdobytą na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w San Sebastián, obawiałam się pretensjonalnego kina artystycznego, którego dodajmy nie jestem fanką. Rzekomej perełki, której nie będę w stanie docenić, w której nie dostrzegę ani głębszego przesłania ani artyzmu. Fakt, nie jestem w stanie godzinami rozprawiać o wielkiej wartości tej produkcji. Niemniej seans uważam za ciekawe doświadczenie :-)


    (Źródło: youtube.com)

    Film to dość dziwny. A może "dziwny" to wciąż za mało powiedziane? Odniosłam wrażenie, że "O koniach i ludziach" jest niemalże dokumentalnym portretem islandzkich realiów z subtelną ich fabularyzacją. Obserwujemy codzienność mieszkańców jednego z najpiękniejszych, a jednocześnie najmniej popularnych i najspokojniejszych obszarów świata. W swoich rozmowach i czynach są dość powściągliwi, zachowawczy, co rewelacyjnie skontrastowano z postacią hiszpańskiego turysty szukającego swojego miejsca właśnie na Islandii. 

    Za pomocą kilku segmentów opowieści, które wzajemnie się przenikają, widzimy próbę porównania ludzi i koni. Trudno jednoznacznie określić, jakie jest przesłanie tej produkcji. Po części przypomina, że wszyscy jesteśmy zwierzętami. Mamy swoje instynkty, czasami biologia bierze górę nawet nad naszym ludzkim rozumem. Ale reżyser powstrzymuje się od krytycyzmu czy oceniania. Zostawia za to miejsce na refleksję. Z drugiej strony wyraźnie widzimy, że to człowiek panuje nad zwierzęciem, które powinno być mu podporządkowane. Konie, (a w domyśle i reszta fauny), są pewnym narzędziem w rękach człowieka, służą mu do osiągnięcia pewnych celów. Co nie zwalnia nas z dbania o jego dobro, traktowania z troską. 


    (Źródła: stopklatka.pl i dkferoica.mokskierniewice.pl)

    Dywagując o walorach technicznych należy zwrócić uwagę na 3 aspekty: porywającą, nostalgiczną (ale i momentami dość skoczną) muzykę, przepiękne zdjęcia urzekającej Islandii ujęte w precyzyjne kadry oraz zabieg rozpoczynania kolejnych fragmentów opowieści od ujęcia końskiego oka. Każdy nowy segment zaczyna się właśnie głębokim spojrzeniem w oczy zwierzęcia. 

    Czy "O koniach i ludziach" trafi do każdego widza? Na pewno nie. Ale tak jest z każdą produkcją. Jedna idealnie wpisuje się w gusta romantyków, inna odpowiada miłośnikom kina akcji czy grozy. Ci, którzy cenią niszowe produkcje, lubią odkrywać coś zupełnie nowego albo po prostu chcą sprawdzić, jak Erlingsson potraktował temat przyrównania ludzi i zwierząt, powinni udać się na ten seans. Kilka scen Was rozbawi, jedna z pewnością zszokuje, więc bez obaw - nikt nie powinien zostać obojętny wobec tej ciekawej i niecodziennej filmowej propozycji. 


    (Źródła: dwabrzegi.pl i dkferoica.mokskierniewice.pl)

    Continue Reading

    Siedem nominacji do Złotych Globów, dziewięć do Oskara, jedenaście do Nagród BAFTA. Te liczby mówią same za siebie! "Birdman" to produkcja, która w ostatnich miesiącach króluje w branży filmowej i którą przywołuje się w kontekście genialnego powrotu Michaela Keatona, perfekcyjnej warstwy technicznej oraz świetnego scenariusza.

    (Źródło: ew.com)
    Podstarzały aktor, przebrzmiała gwiazda kina rozrywkowego, poturbowany przez życie mężczyzna - oto bohater "Birdmana". Riggan Thomson ma już swoje lata. Ma też byłą żonę, z którą łączą go dość dobre relacje, młodszą kochankę, córkę po odwyku i pomysł na dobrą sztukę teatralną. Problem w tym, że nieliczni wierzą w broadway'owy sukces (tak reżyserski, jak i aktorski) kogoś, kto jeszcze kilkanaście (kilkadziesiąt?) lat temu zagrał ulubieńca milionów - Birdmana. 
    Trochę osamotniony w walce o triumf na deskach teatru, częściowo wspierany przez koleżankę po fachu (Naomi Watts) i producenta (Zach Galifianakis) dąży do spełnienia swojego marzenia.

    Bo film ten jest w dużej mierze opowieścią o samorealizacji, nieustannym zmierzaniu do celu. To klasyczny dramat o dość pozytywnym wydźwięku. Gdzieś między wierszami reżyser Alejandro González Iñárritu przekonuje, że marzenia nie mają terminu ważności i zawsze możemy zostać tym, kim chcemy. 

    (Źródło: youtube.com)

    "Birdmana" można też odczytywać jako portret filmowego światka. Obserwujemy jak wygląda koegzystencja aktorów, reżyserów, kostiumologów, charakteryzatorów za kulisami, jak życie zawodowe reprezentantów branży artystycznej przenika się z prywatnym. To również trochę wyśmiewanie mody na kino komiksowe, na przeróżnych superbohaterów występujących w coraz to nowszych blockbusterach. Pod tym względem obsadzenie w roli głównej Keatona zyskuje dodatkowy, komiczny wymiar (w latach 90. Batman miał właśnie jego twarz). 

    "Popularity is a slutty little cousin of prestige"

    Interpretując go dokładnie jesteśmy w stanie dostrzec jeszcze inne znaczenie czy przesłanie "Birdmana", ściśle związane z opinią Iñárritu co do hollywoodzkiej rzeczywistości. To pewna prawda na temat społeczeństwa XXI wieku. Społeczeństwa, które jest niewolnikiem technologii, elektronicznych gadżetów, bezgranicznego dostępu do internetu, rozrastających się portali społecznościowych i pstrykania selfie prawie 24 godziny na dobę. Reżyser subtelnie podrzuca myśl, że najnowsze zdobycze techniki wpłynęły na naszą negatywną zmianę: spłyciły relacje z innymi, zmodyfikowały nasze postrzeganie świata. Dla wielu liczy się tylko liczba serduszek uzyskanych na Instagramie, sława w Internecie, możliwość zaistnienia w wirtualnym świecie. To, co prawdziwe i namacalne stało się passé.

    Główny bohater "Birdmana" nie odnajduje się w takiej rzeczywistości. Jest człowiekiem z innej epoki. Przyjaźnie nawiązywał twarzą w twarz, wszystkie ważne chwile zapisywał w głowie, nie w najnowszym smartfonie, dorastał bez tabletu w ręce. Po jego spojrzeniu momentalnie wnioskujemy jak niekomfortowo czuje się w oszalałym tłumie pseudofotografów. Jak bardzo nie rozumie, że rzesza fanów superbohatera, którego zagrał przed laty, wolałaby mieć z nim zdjęcie niż zamienić dwa słowa. To pokolenie, które woli rejestrować obecną chwilę niż ją przeżywać... 


    (Źródło: indiewire.com i latimes.com)

    Już przed "Birdmanem" Iñárritu tworzył filmy genialne. Filmy, które zachwycały zarówno krytyków, jak i widzów. Filmy, które podczas seansu przeżywało się całym sobą, a które po projekcji na długo zostawały w naszej głowie. "Babel" czy "Amorres perros" to tylko dwa z nich. Teraz - w mojej opinii - poszedł krok naprzód. Oprócz dopracowania najbardziej fundamentalnych elementów - scenariusza i gry aktorskiej, zajął się wyciąganiem na wyżyny warstwy artystycznej. 

    W "Birdmanie" współgra bowiem muzyka rewelacyjnie wpływająca na nastrój widza i odbiór filmu z fantastycznymi kadrami. Praca kamery zachwyca do tego stopnia, że przez pierwsze 30-40 minut seansu w tyle głowy pojawiało się u mnie pytanie "Jak oni to zrobili? Jak to możliwe, że aż tak perfekcyjnie zmontowali film kręcony na jednym ujęciu?". Na uwagę zasługuje też scenografia. Ulokowanie głównego miejsca akcji w nowojorskim teatrze pozwoliło na podążanie za poszczególnymi bohaterami po krętych, wąskich korytarzach, zaglądanie do technicznych zakamarków, podglądanie ich w zagraconych garderobach. Dzięki temu siedząc w kinowym fotelu czujemy się tak, jakbyśmy faktycznie znajdowali się w tej filmowej przestrzeni. 



    (Źródło: filmequals.com i indiewire.com)

    Co więcej, większość wiodących kreacji aktorskich została zagrana bezbłędnie. Prym wiedzie nieskazitelny duet Keaton-Norton. Panowie przechodzą samych siebie i niemal w każdej sekundzie tryskają całą gamą skrajnych emocji. Z tego powodu powrót Keatona z łatwością przyrównuję do odrodzenia się Feniksa z popiołów, a występ Nortona, który zwykle jest genialny, tym razem mogłabym oklaskiwać bardzo długo, gdyż stworzył postać, która ma szanse swą sławą przebić wybitną rolę Tylera Durdena z kultowego już "Fight clubu". Nic więc dziwnego, że obaj mają na swoim koncie nominacje do kilku prestiżowych nagród. Czy oskarową galę opuszczą jako zwycięzcy, dowiemy się za miesiąc, ale już dziś można gratulować oszałamiających efektów pracy!

    Świetnie prezentuje się też dalsza część drugiego planu. Zach Galifianakis w momencie pojawienia się na ekranie jest nie do poznania. Jego bohater tak znacząco odbiega od dotychczasowego wizerunku aktora, że tym razem możemy odkryć zupełnie nową twarz kogoś, komu przyszywano łatkę odtwórcy wyłącznie komediowego. Watts po raz kolejny w ostatnich miesiącach prezentuje się zaskakująco dobrze (występ w "Mów mi Vincent" sprawił, że naprawdę się do niej przekonałam), zaś Stone nareszcie udowodniła, że nie bez powodu dostaje nowe angaże. Słowem: perfekcyjna, utalentowana obsada! 


    (Źródło: loopedblog.com i movienewz.com)
    "Birdman" to film kompletny. Niczego w nim nie zabrakło, wszystkie elementy są odpowiednio wyważone. Wizualnie, technicznie, aktorsko i koncepcyjnie jest dziełem skończonym, idealnym. Rozpoczęcie filmowego roku tak kapitalną produkcją niezwykle wysoko stawia poprzeczkę. To, czy kolejne filmy 2015 będą trzymały podobny poziom okaże się w najbliższych miesiącach. Tymczasem wszystkim spragnionym rewelacyjnych, filmowych doznań polecam seans "Birdmana". 


    (Źródło: collider.com i moviepilot.com)
    Continue Reading

    Styczeń obfituje w filmowe atrakcje. Złote Globy, oskarowe nominacje, wiele genialnych premier, dobre, polskie filmy i... IV Ogólnopolskie Spotkanie Blogerów Filmowych. Tym razem zawitaliśmy do Poznania, gdzie ugoszczono nas po królewsku! :-)


    Jedni spędzili tam kilka godzin, inni wpadli na cały weekend. Nie ważne jak długo przebywaliśmy w Poznaniu, bowiem najważniejsze, że znowu udało nam się zobaczyć. Znowu mieliśmy okazję porozmawiać o kinie na wesoło i na poważnie. Po raz kolejny spieraliśmy się który film był najlepszy, co nas ostatnio najbardziej rozczarowało, kogo cenimy najsilniej, a którego aktora wciąż nie możemy przetrawić. Jak zwykle dołączyło do nas kilka nowych blogerów, których dotąd znaliśmy wyłącznie wirtualnie. I jak zwykle zaliczyliśmy co nieco filmowych doznań. Nic w tym nadzwyczajnego - w końcu "Poznań, miasto doznań" ;)



    Radosna, poznańska ferajna (Agata i Monika z In Love With Movie, Michał z Tako Rzecze Wiking oraz Grześ, czyli Płonący Celuloid) przywitali nas gorąco i od razu zaproponowali do gry. Pierwszy raz rywalizowaliśmy ze sobą tworząc duety, które miały odgadywać wielokrotnie niełatwe (około)filmowe zagadki. Pytania z dziedzin tj. "Cebulaki" (polskie kino), "Multi, multi" (blockbustery), "Szanel" (filmowe porażki) czy "Erik z Danii" (ludzie kina) czasami były bardzo skomplikowane, niejednoznaczne albo absurdalne ("Ile oskarowych nominacji ma na koncie Meryl Streep?", "W czym nie zginęła Hanka Mostowiak?", "Jak nazywał się bohater grany przez Leonardo di Caprio w 'Wilku z Wall Street'?", "Która z części 'Dekalogu' Kieślowskiego opowiada o taksówkarzu?"). Daliśmy radę i wspólnymi siłami rozwikłaliśmy wszystkie zagadki. 





    W dalszej części dnia zobaczyliśmy PRZEDPREMIEROWO dwie produkcje, które do rodzimych kin trafią dopiero w drugiej połowie lutego. Najpierw przedstawiono nam islandzki dramat "O koniach i ludziach", który zgarnął kilka nagród za scenariusz, zdjęcia i reżyserię (w tym nagrodę dla najlepszego debiutu reżyserskiego na MFF w San Sebastián). Następnie obejrzeliśmy duńską produkcję (perfekcyjne połączenie dramatu, kryminału i thrillera) pt. "Druga szansa".
    Obu dystrybutorom serdecznie dziękujemy za możliwość obejrzenia ww. filmów, a Klaudii z Hagi Film stokrotne podziękowania należą się także za przemiłą wymianę zdań oraz DVD z ciekawymi produkcjami! :)


    (Źródło: filmweb.pl)



    Po części oficjalnej przyszła pora na pogaduchy przy różnych trunkach. W atmosferze wzajemnej sympatii, błogości i filmowej euforii rozmawialiśmy o kinie - tym artystycznym, ambitnym, wzniosłym i tym słabym, kulawym, nieprzemyślanym. Zabawa była przednia! A kolejne spotkanie już za wiosną w Warszawie. Jest na co czekać! :-)



    Continue Reading

    Nowy Rok, nowe filmy, nowe konkursy! Pierwszy tegoroczny właśnie przed Wami. Do wygrania podwójna wejściówka na jedną z gorętszych, polskich premier tego roku!


    Kacper to nauczyciel historii, który nagle dowiaduje się, że traci wzrok. By zachować pracę i doprowadzić swoją klasę do matury, postanawia ukryć problemy przed dyrektorem. Fabuła filmu jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami człowieka, który – aby zachować ukochaną pracę –  ukrywa przed światem swoje traumatyczne doświadczenie. W roli głównej zobaczymy Andrzeja Chyrę, trzykrotnego laureata nagrody dla najlepszego aktora festiwalu w Gdyni („Dług”, „Komornik”, „W imię…”). 


    Dla jednej osoby, wraz z kinem Atlantic, mam podwójną wejściówkę na przedpremierowy pokaz wraz ze spotkaniem z twórcami produkcji "Carte blanche".
    Seans odbędzie się we wtorek, 13.01 w warszawskim kinie Atlantic o godzinie 17:45 (INFO).

    Pytanie konkursowe:

    Który polski film z 2014 roku najbardziej Ci się podobał
    i dlaczego?

    Na odpowiedzi - w komentarzach pod wpisem - czekam do wtorku do 11:30. Wyniki zostaną opublikowane we wtorek chwilę po południu, a zwycięzca odbierze wejściówkę w kinie.
    *Osoby, które udzielą odpowiedzi pod pseudominem/nickiem/anonimowo, proszone są o podanie adresu e-mail (muszę mieć możliwość skontaktowania się z Wami) :-)

    (Źródło: youtube.com)

    Powodzenia!

    Continue Reading

    "I don't know who you are but if you don't let my daughter go, I'll find you, I'll kill you" - tymi słowami zaczyna się właściwa akcja pierwszej części trylogii przygód Bryana Millsa. Jego przebywająca na wakacjach w Paryżu córka, zostaje porwana i ma trafić do jednego z francuskich burdeli. Druga odsłona "Uprowadzonej" to rewanż - bracia i ojcowie gangsterów zabitych przez dzielnego Millsa, byłego agenta służb specjalnych, próbują się zemścić. O czym jest więc kolejny film?


    (Źródło: taken3movie.com)

    Nasz wspaniały bohater zostaje wrobiony. Oskarża się go o zabójstwo byłej żony. Mills ucieka przed policją by samodzielnie oczyścić się z zarzutu oraz znaleźć prawdziwego mordercę. Priorytetem jest jednak bezpieczeństwo jedynej córki, która po raz kolejny znalazła się w na linii ognia. 


    (Źródło: youtube.com)

    Jak to brzmi? Dla tych, którzy nie przepadają za kinem akcji, dość marnie. Dla miłośników trylogii Oliviera Megatona, całkiem przyzwoicie. Niestety chociaż zaliczam się do drugiej grupy, przyznaję głośno: trzecia część jest niewypałem. Z bólem serca, przez półtorej godziny, patrzyłam na losy Bryana.  



    (Źródło: filmweb.pl)
    Nie wpisuję się do grona kinomanów, którzy deprecjonują znaczenie kina akcji. Nie popieram tych, którzy wysokie noty dają wyłącznie filmom artystycznym, ambitnym, niezależnym. X muza ma dwie twarze i dwa cele. Z jednej strony jest dumna, podniosła, intelektualna i w związku z tym powinna inspirować, szokować, edukować. Z drugiej zaś cechuje ją lekkość i rozrywkowość determinujące dobrze spędzony czas, miłą zabawę.

    Z tego względu - i po dwóch naprawdę dobrych epizodach "Uprowadzonej" - z radością udałam się na trzecią część domykającą przygody Millsa (wydaje się, że jest to koniec jego heroicznych działań, chociaż kto wie...). 


    (Źródło: filmweb.pl)
    W filmie nie zagrało kilka elementów. Najbardziej rozczarowuje scenariusz. Mamy historię nieprawdopodobną do granic, luki logiczne, a do tego wiele dość banalnych dialogów. Gołym okiem widać, że twórcy usilnie próbowali kontynuować sukces "jedynki" i "dwójki", ale fabułę pisali na kolanie. 
    Mimo że wymyślono ciekawą postać detektywa, chyba próbując tym samym rozpisać opowieść na dwóch głównych bohaterów, paradoksalnie nie pozwolono jej na wybicie się na pierwszy plan. Mowa oczywiście o detektywie, który nie pozwala wodzić się za nos, granym przez Foresta Whitakera. 

    (Źródło: filmweb.pl)

    Reszta obsady to właściwie dodatek do dania głównego - Liama Neesona. On wciąż jest tym samym gościem straszącym przeróżnych zbirów groźnym spojrzeniem, niskim głosem i paroma sztuczkami zaczerpniętymi ze sztuk walki. Choć postać ta jest przewidywalna, to widz czuje do niej sympatię i toleruje większą niż zwykle dawkę patosu.

    Problem w tym, że niezjadliwych kawałków mamy kilka, a te w rezultacie doprowadzają do filmowej niestrawności. Po seansie "Uprowadzonej 3" może nie dostaniemy biegunki, ale niesmak w ustach z pewnością pozostanie.


    (Źródło: foxmovies.com)

    Continue Reading

    O "Whiplash" było głośno od października. Premiera na 5. American Film Festival we Wrocławiu rozpaliła serca fanów porządnych, amerykańskich dramatów. Co tu dużo mówić, moje również. Z nieskrywaną niecierpliwością oczekiwałam wejścia filmu do polskich kin. Stało się to tuż po Nowym Roku. Czy - jak zapowiadało wielu krytyków i blogerów - wyszłam z kina zachwycona, opowiadając o produkcji w samych superlatywach?  

    (Źródło: popmatters.com)

    Niestety, nie spadłam z krzesła z wrażenia. Ale to nie tak, że było słabo. Film jest naprawdę godny uwagi z co najmniej kliku powodów.
    (Źródło: youtube.com)

    Po pierwsze - dobry temat. Reżyser Damien Chazelle pokazuje nam Andrew, młodego człowieka z jasno sprecyzowanym celem: chce grać na perkusji i być w tym najlepszy. Marzy o dorównaniu największym muzykom, dołączeniu do plejady tych, których nazwisk nigdy nie zapomnimy. Plan jest ambitny, ale wydaje się, że nic nie stanie bohaterowi na przeszkodzie. Dostał się na najlepszą uczelnię w kraju, szczęśliwym trafem zaangażowano go również do uniwersyteckiej orkiestry. Szybko okazuje się, że realizacja marzeń to w rzeczywistości droga przez mękę. Nie brakuje chwil słabości, rozgoryczenia, smutku i złości. Widzimy, że codziennością początkujących muzyków jest właśnie krew, pot i łzy. To samo, z czym zmagają się rzekomo tylko sportowcy.

    Dodatkowym problemem Andrew jest to, że nikt z bliskich nie traktuje poważnie jego pasji. Chłopak, który wylewa hektolitry potu na nieustannych próbach, który daje z siebie wszystko za każdym razem, gdy siada przy perkusji, dla części rodziny/znajomych jest niemęski, bo prawdziwie męskim zainteresowaniem jest wyłącznie futbol. Osamotniony w swej drodze na szczyt boryka się ze stresem, silnymi konkurentami i wieloma muzycznymi wyzwaniami, ponieważ każda próba jest trudniejsza, każdy kolejny utwór bardziej skomplikowany.



    (Źródło: moviesnmayhem.com i ucsdguardian.org)

    Po drugie - J. K. Simmons. Nie ma czego ukrywać - w "Whiplash" to on króluje! Ilekroć Simmons pojawia się na ekranie, krew zaczyna szybciej pulsować w naszych żyłach. Jest apodyktyczny, krzykliwy, nieustępliwy, zbyt pewny siebie. Od swoich uczniów wymaga bardzo dużo. I poprzeczkę tę cały czas podnosi. Wierzy, że będąc mentorem adeptów muzyki, musi sprawować rządy twardej ręki. 
    Wybucha gniewem ilekroć słyszy fałszywą nutę. Dostaje furii, gdy coś idzie nie tak, jak powinno. Co ciekawe, ma jednak drugie oblicze. Bywa potulny, przyjacielski, wyrozumiały. Ale czy w tych chwilach jest naprawdę sobą?

    Niech Wam nie umknie także specyficzna relacja uczeń-nauczyciel. Więź łącząca obu bohaterów jest elektryzująca. Czasami iście przyjazna, zwykle zaś konfliktowa i agresywna jakby Andrew i Fletcher znajdowali się po przeciwnych stronach barykady. Jakby byli wrogami, a nie duetem, który wspólnymi siłami dąży do tego samego celu.

    (Źródło: nypost.com)

    Po trzecie - muzyka. Jest mistrzowska! Co do tego, chyba nikt nie ma wątpliwości. Kolejne kawałki tylko głębiej wprowadzają nas w jazzowy klimat. Zdaje się, że w niektórych scenach muzyka staje się wręcz pełnoprawnym bohaterem stając ramię w ramię z postacią początkującego Andrew i doświadczonego Fletchera.
    Już dzisiaj głośno przyznaję - to może być jedna z lepszych ścieżek dźwiękowych tego roku!

    Odrobina bajecznych dźwięków dla tych, którzy wciąż pozostają nieco sceptyczni do jazzowego brzmienia. 


    (Źródło: youtube.com)

    Tym, co nie do końca zagrało w orkiestrze Chazelle'a jest... napięcie. Czytając część opisów fabuły czy nawet recenzji, trafiłam na określenia sugerujące niezwykłe narracyjne tempo i prawdziwie thrillerowe emocje. Fakt, momentami historia dzieje się błyskawicznie, a i kilka suspensów robi naprawdę dobrą robotę. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza finał - emocje sięgają zenitu, bohaterowie zmieniają swoje oblicze kilkakrotnie, a nasze uszy doznają muzycznej rozkoszy. Do czego więc się przyczepiam? Do tego, że liczyłam na "więcej, mocniej, bardziej". To kolejny raz, kiedy pojedynek "oczekiwania vs. rzeczywistość" (w tym przypadku film), kończy się na niekorzyść tej drugiej. 

    "Whiplash" jest bardzo solidnym dramatem rozgrywającym się właściwie między dwoma głównymi bohaterami. Ma wszystko to, co niezbędne dla produkcji sygnowanej mianem "dobrej". Bo reżyser dostarczył nam po prostu produkt dobrej jakości, co do którego hasła typu "najlepszy film roku" są mimo wszystko przesadzone.

    (Źródło: hollywoodreporter.com)
    Continue Reading

    Skoro eventowe podsumowanie 2014 mamy już za sobą, najwyższy czas na próbę oceny produkcji, które w tym roku miały swoją polską premierę. W rodzimych kinach filmów było bez liku, sporo z nich udało mi się obejrzeć, ale przygotowanie poniższego zestawienia wcale nie należało do najłatwiejszych zadań. Zobaczcie, co wyszło z mojego kilkudniowego rozmyślania o najbardziej i najmniej udanych tegorocznych tytułach!

    NAJLEPSZE FILMY ROKU

    7 produkcji, które podbiły moje serce. 7 różnych filmów, które - każdy na swój sposób - na długo po seansie siedziały w mojej głowie. I do których chętnie bym wróciła!

    GRAND BUDAPEST HOTEL


    (Źródło: thedissolve.com)
    Estetycznie nieskazitelna, kolorystycznie oszałamiająca, muzycznie dopracowana, fabularnie kunsztowna, humorystycznie mistrzowska produkcja geniusza X muzy - Wesa Andersona. Zakochałam się w jego kinie nie tak dawno, przy premierze "Kochanków z Księżyca", ale od tamtego seansu regularnie sięgam po starsze dzieła. I jestem nimi równie zachwycona!
    *Poziom niedorzeczności i specyficzny humor sprawiają, że nie każdemu "Grand Budapest Hotel" przypadnie do gustu. Ale tak to już bywa :)


    WIELKIE PIĘKNO


    (Źródło: polskieradio.pl)
    Kolejny film, który oszałamia widza rewelacyjnymi ujęciami, świetną grą kolorów i światła. Opowieść starzejącego się dziennikarza, który zaczyna podsumowywać swoje życie, podjęte decyzje, niezrealizowane marzenia, odwieczne pragnienia. Świetna, uniwersalna historia na tle - z jednej strony energetycznego, z drugiej zaś sentymentalnego i melancholijnego - Wiecznego Miasta. Skłania do refleksji, a ścieżka dźwiękowa jest jedną z najlepszych w tym roku!


    CHŁÓD W LIPCU

    (Źródło: theguardian.com)
    Takie thrillery mogę oglądać codziennie! Klimat buduje tu idealne połączenie mrocznych ujęć, tajemniczej muzyki i przeciętności głównych bohaterów. Mimo braku ogromnych, kosztownych efektów specjalnych trzyma w napięciu do ostatniej chwili, a suspesom nie ma końca. Bardzo dobre kino gatunkowe rodem z USA. Perełka tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego.


    ONA


    (Źródło: cinemablend.com)
    W każdej recenzji "Ona" jest opisywana jako film o miłości. Owszem, zdecydowanie mówi o miłości. Skomplikowanej, zawiedzionej, niepewnej. Ale równorzędnym tematem filmu jest... samotność. Która dzielnie stoi w opozycji do tej - tak pożądanej - miłości. Samotność człowieka po rozstaniu, samotność w wielkim mieście, samotność człowieka w świecie maszyn. Wreszcie, samotność w życiu. Po prostu. 
    Całość opowiedziana tak subtelnie, a jednocześnie tak dobitnie. Jeden z najbardziej melancholijnych filmów tego roku, z poruszającym soundtrackiem i Joaquinem Phoenixem, który po raz kolejny udowadnia swój ogromny talent.


    MAMA
    (Źródło: theguardian.com)
    Nie należę do wielkich fanów Xaviera Dolana, ale muszę przyznać: ten film ma w sobie to "coś"! Choć jest nieco za długi, nieustannie porusza widza. Jesteśmy zaskoczeni, przerażeni, zdziwieni, oszołomieni, zachwyceni. I tak non stop, przez cały seans. Widać, że młody, acz nie tak początkujący reżyser, eksperymentuje z zabawą kolorem i ruchem kamerą. Nie boi się łączenia części stricte fabularnej (losy Steve'a) z raczej artystyczną (projekcja Die nt. przyszłości syna) i stawia na rewelacyjnych aktorów, dających z siebie 200%!
    *Antoine-Olivier Pilon jest chyba największym aktorskim odkryciem tego roku.


    MIASTO 44

    (Źródło: natemat.pl)
    Wielu pewnie zaskoczy ta pozycja w zestawieniu najlepszych filmów roku. Nic dziwnego, "Miasto 44" dorobiło się niemałego grona hejterów. Uważam jednak, że zupełnie niesłusznie, bo produkcja Komasy - dedykowana młodzieży - perfekcyjnie trafia w gusta młodego odbiorcy wychowanego (niemalże wyłącznie) na filmach "made in USA". Jest wartko i efektownie. A co najważniejsze: merytorycznie, rzetelnie historycznie. Mimo drobnych potknięć (dwie nieszczęsne sceny, pewne rozmycie fabularne) to naprawdę porządna produkcja, która zasługuje na wyróżnienie.


    WOLNY STRZELEC

    (Źródło: independent.co.uk)
    O tym, jakie są współczesne media i jaki w związku z tym jest portret dzisiejszego widza rewelacyjnie opowiada "Wolny strzelec". Brutalna prawda podana w niezmiernie mocnej formie. Na uwagę szczególnie zasługuje Jake Gyllenhaal w swojej roli życia! Nominację do Oskara ma już w kieszeni!


    NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIA

    Jeden z najbardziej wdzięcznych punktów tego wpisu - filmy, po których nie spodziewałam się aż tak wiele. Osobiście takie produkcje, na które idę trochę nieprzekonana albo nie oczekując filmowej ekscytacji, nazywam "perełkami". Oto 6 tegorocznych :-)

    DIOR I JA
    (Źródło: tribecafilm.com)
    Największe odkrycie Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Dokument o nowym dyrektorze artystycznym domu mody Diora, który w interesujący i przystępny sposób pokazuje proces adaptacji nowego projektanta i tworzenia przez niego nowej kolekcji. Polecam nie tylko fanom mody!


    OMAR
    (Źródło: hollywoodreporter.com)
    Już brakuje mi komplementów na tę produkcję. Ilekroć ktoś pyta o najlepszy film roku, w głowie zawsze mam "Omara". Nie wiem jak to się dzieje, że kino Bliskiego Wschodu tak mnie porusza. Wiem jedno: "Omar" to rewelacyjne połączenie romansu, thrillera politycznego, dramatu i kina akcji z fabułą osnutą wokół uniwersalnych kwestii: miłości, przyjaźni, honoru, wolności i patriotyzmu. Kino najwyższej klasy!


    O KROK OD SŁAWY
    (Źródło: film.interia.pl)
    To miał być dokument o piosenkarkach, które nie zostały gwiazdami estrady. Byłam ciekawa tej produkcji, ale nie oczekiwałam po niej aż tak mocnych wrażeń. Bo "O krok od sławy" można odczytywać dwojako. Z jednej strony tylko w kategoriach muzycznych: jako film o utalentowanych, pracowitych kobietach, które z różnych przyczyn nie zrobiły zawrotnej kariery. Z drugiej zaś jako prawdę o naszym życiu: by nie rezygnować ze swoich pasji i robić to, co się kocha.
    Nie dość, że mądry, to jeszcze prawdziwy i wzruszający film z całą masą świetnych dźwięków!


    GOŚĆ
    (Źródło: geekadelphia.com)
    "Gościa" widziałam w ostatnich dniach i bardzo mnie zaskoczył. Co prawda, pochlebne opinie słyszałam mniej więcej od 2 miesięcy, ale wciąż nie było okazji do odbycia seansu. Wreszcie się udało, a efekt był naprawdę pozytywny. 

    Częściowo stylizowany na "Drive'a" (aparycja i zachowanie głównego bohatera, zabawa kolorami, mroczny klimat), częściowo pastiszowy (prześmiewa typowe thrillery i kino akcji). Wciągający. Warty obejrzenia!



    ZACZNIJMY OD NOWA
    (Źródło: rickysfilmreviews.com)
    Inna muzyczna opowieść Johna Carney'a ("Once"). Podobnie jak wcześniejsza produkcja reżysera oraz dokument "O krok od sławy" częściowo prezentuje genialne brzmienia, częściowo jednak zdradza pewną prawdę o życiu. W tym przypadku pokazuje w jak niebywały sposób przecinają się ludzkie losy, jak drobne zdarzenia mogą zmienić bieg naszego życia i jak z pozoru smutne doświadczenia potrafią przynieść dużo dobra. Pozytywna pozycja nie tylko na zimowe wieczory. Z jednym z lepszych soundtracków!


    JEZIORAK

    (Źródło: filmweb.pl)
    Dobry kryminał rodzimej produkcji. Akcja toczy się listopadową porą w mrocznych lasach okolic Olsztyna. Tajemnicę zaginięcia dwóch lokalnych policjantów odkrywamy kawałek po kawałeczku, w pewnym momencie orientując się, że nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi. Reżyser Michał Ołtowski trzyma nas w napięciu i pokazuje, że o solidne kino gatunkowe wcale u nas nie trudno. 


    NAJDZIWNIEJSZY FILM ROKU

    Tej kategorii nie mogło zabraknąć. Dlaczego? Bo w czasie Festiwalu KAMERA AKCJA zobaczyłam film, o którym pamiętam do dziś, a który nie wpisuje się do żadnej innej sekcji. To produkcja na wskroś absurdalna... 

    LEGENDA KASPARA HAUSERA

    (Źródło: filmweb.pl)
    Typowy przedstawiciel kina artystycznego. Psychodeliczne brzmienia, czarno-białe zdjęcia, pokręcona fabuła i szalone postacie. A w tym wszystkim podwójna rola Vincenta Gallo, który przeszedł samego siebie. Ciekawe dziwadło!

    NAJGORSZE FILMY ROKU

    7 produkcji, które nie wyszły. 7 tytułów, przy których można płakać, ale z rozczarowania, żenady, sięgającego zenitu absurdu, który jednak nie powinien mieć miejsca. Może to mój gust, moja wrażliwość nie pozwoliła docenić poniższych filmów, a może po prostu były bardzo słabe. Sami oceńcie!

    RIO, I LOVE YOU

    (Źródło: thelowdownunder.com)
    Półtoragodzinna mieszanka nonsensu i głupoty, w której niedorzeczność goni niedorzeczność, a tej pogoni nie ma końca. Co najlepsze, moje iście absurdalne komentarze i myśli związane z filmem, po sekundzie pojawiały się na ekranie. To niesamowite, że powstał tak dziwny film, w którym trudno szukać sensu. "Rio, kocham Cię" niestety nie jest zabawne, chociaż łzy pojawiły się na mojej twarzy. Z zażenowania.


    IMIGRANTKA

    (Źródło: tvn24.pl)
    Rozmyta historia biednej Polki przybywającej z chorą siostrą do Stanów. Główna bohaterka szuka szczęścia w wielkim świecie, a pod jej nogi trafiają same kłody. Proza życia wielu imigrantów lat 20. i 30. XX wieku opowiedziana jednak nijak. Stereotypowy rys postaci, naciąganie faktów, przedziwne połączenie losów bohaterów nieuchronnie zmierzające do eskalacji gniewu, rozżalenia i przemocy. Aż z żalem patrzy się na trójkę dobrych aktorów (Marion Cotillard, Joaquin Phoenix, Jeremy Renner) zaangażowanych w ten projekt... 


    UDAJĄC GLINIARZY

    (Źródło: urbanrhetoricblog.blogspot.com)
    Miało być nowe wydanie "21 Jump Street". Niestety, nie udało się. Policyjna komedia z serii "buddy movies" jest kiczowata i przewidywalna. Stare gagi i stare pomyłki językowe smakują gorzko. Trudno więc o dobrą zabawę na takim seansie...


    NIMFOMANKA - część 1

    (Źródło: film.org.pl)
    Wiem, że fanów von Triera jest cała masa, ale niestety nie dołączam do tej paczki. A tym bardziej po seansie pierwszej części "Nimfomanki" (na drugą nigdy się nie wybrałam!). Produkcja rewelacyjnie ograna marketingowo niestety nie broni się podczas seansu. Główna bohaterka nie przekonuje (to pewnie bardziej wina scenariusza niż samej gry), niektóre ujęcia są przedziwne, gdyż niczego nie wnoszą - nie wiadomo dlaczego w ogóle dołączono je do ostatecznej wersji filmu. Jak dla mnie, bez ładu i składu. Film stworzony po to, by szokować. Niestety, nie ma za bardzo czym, ponieważ idealnie pasuje tu hasło: "Dużo hałasu o nic"....


    DROGA DO ZAPOMNIENIA

    (Źródło: film.onet.pl)
    Jeśli miałabym powiedzieć, który film był najbardziej nijaki i przez to najnudniejszy, bez wahania wskazałabym "Drogę do zapomnienia". Produkcja z Colinem Firthem w roli głównej powstała na podstawie bestsellera. Podejrzewam, że książka jest dość wciągająca, a to w ekranizacji coś "nie zagrało". Możliwe, że to zbyt monotonny montaż, może przeciągnie pewnych wątków. Po zakończonej projekcji pozostałam obojętna na to, co przed chwilą zobaczyłam. A to chyba najgorsze uczucie jakie może spotkać kinomana...



    LUCY

    (Źródło: variety.com)
    Niewypał Luca Bessona. Aż dziw, że ten reżyser stworzył coś podobnego. Początek dość intrygujący, wartki, mimo że fabuła osnuta na jednym z największych mitów (człowiek wykorzystuje tylko 10% swojego mózgu). Później zaczyna się horror. Jedni twierdzą, że to z definicji miał być pastisz, że wszystko tak specjalnie zrobiono. Możliwe. Ale nawet ten argument nie sprawia, że widzę jakikolwiek sens w oglądaniu "Lucy". Dla mnie niestety porażka.


    TRANSCENDENCJA

    (Źródło: film.onet.pl)
    "Transcendencja" to chyba najbardziej bolesny seans mijającego roku. Trailer zwiastował dość niezłe kino science-fiction. Początek filmu wciąż podtrzymywał takie przeczucie. Niestety stosunkowo szybko okazało się, że całość jest iście ko(s)miczna! Nawet udział Johnny'ego Deppa nie ratował sytuacji. Jeśli sięgniecie po tę produkcję, przygotujcie się na baaaardzo długie dwie godziny, bo nudne filmy dłużą się niemiłosiernie....


    NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE


    Najsmutniejsza z kategorii, gdyż po tej produkcji oczekiwałam sporo. Wierzyłam, że tak zacny reżyser dostarczy film mądry, intrygujący, skłaniający do dyskusji... na poziomie. Och, jak bardzo się pomyliłam...


    OBCE CIAŁO

    (Źródło: news.o.pl)
    Zacierałam ręce, gdy przeczytałam, że na WFF zostanie zaprezentowany (premierowo!) najnowszy film Zanussiego. Jeszcze bardziej cieszyła się, gdy udało mi się odebrać na niego wejściówkę. Niestety, już pierwsze kilkanaście/dziesiąt minut seansu spowodowało, że radość wyparowała i została zastąpiona przez zdziwienie, rozczarowanie, a nawet zażenowanie. 


    Od twórcy takiej klasy człowiek wymaga więcej. To fakt. Ale jeśli premierę nowego dzieła ów twórca rozpoczyna od listy zażaleń skierowanych pod adresem PISFu i innych reżyserów/scenarzystów, to ja, jako widz, nie wiem gdzie mam oczy podziać i co sobie pomyśleć o takim reżyserze. Tym bardziej, że później reżyser ten, zamiast prowadzić filozoficzną rozprawę między bohaterkami feministycznymi a prostolinijnym, konserwatywnym bohaterem, i w ten sposób stymulować mnie do intelektualnych rozważań i skłaniać do filozoficznej refleksji nad kondycją współczesnych społeczeństw oraz wyznawanych przez nich wartości, wkłada w usta swoich bohaterów slogany z gazet i wszędzie podpiera się stereotypami. 

    Z wielkim smutkiem wspominam ten seans, a także późniejszą prasową wymianę zdań Zanussiego i jego fanów z krytykami filmu. Szkoda, że dyskusję o produkcji sprowadzono do poziomu tak niskiego jak klasa "Obcego ciała", a osoby negatywnie oceniające produkcję niemalże porównywano do stada wilków, które jest żądne krwi....



    NAJLEPSZE FILMY OBEJRZANE W TYM ROKU (produkcje sprzed 2014)

    Kilka filmów obejrzanych dopiero ostatnio. Produkcje stare i nowe, które wkradły się do mojego serca i do których zapewne będę co jakiś czas wracać.

    CINEMA PARADISO

    (Źródło: youwoncannes.com)

    Przepiękna opowieść o miłości, przyjaźni, pasji i oddaniu. O słabości do kina i czerpaniu radości z możliwości przybliżaniu kinematografii innym. Urocza, ciepła produkcja, która od początku chwyta za serce. Wspaniały, kultowy film ze słodkim Salvatore Cascio w roli małego Toto i z genialną ścieżką dźwiękową mistrza Ennio Morricone. To trzeba zobaczyć!

    POGORZELISKO

    (Źródło: independent.co.uk)
    Na "Pogorzelisko" trafiłam przypadkiem na kanale TVP Kultura. I wiem jedno: nigdy nie zapomnę tego filmu. Wywarł na mnie olbrzymie wrażenie! Retrospektywna opowieść matki bliźniaków, która na łożu śmierci prosi o spełnienie jednej prośby, za sprawą której zostaje odkrywa historia jej życia. Zagmatwane losy głównej bohaterki doświadczonej piętnem wojny i specyfiką bliskowschodniej mentalności poruszają do głębi. Tak, że po policzkach spływają nam łzy. Nikt nie pozostanie obojętny. To pewne!


    RUST AND BONE

    (Źródło: theharker.com)
    Rewelacyjna Marion Cotillard w jednej z najlepszych ról! Tragedia młodej treserki orek łączy jej losy z nowo poznanym mężczyzną - nieporadnym ojcem kilkuletniego chłopca. Przypadkowa znajomość, w obliczu trudnych okoliczności, ni stąd ni zowąd staje się poważnym związek. A tym, co jak magnez przyciąga do siebie bohaterów, są ich przeciwstawne cechy. Gorzka prawda o życiu, samotności i potrzebie bliskości. Nietypowe love story, w którym świetnie sprawuje się partnerujący Cotillard Matthias Schoenaerts.


    TRYLOGIA LINKLATERA (1, 2 i 3)

    (Źródło: film.onet.pl)

    Jeśli w tym roku pojawiało się nazwisko "Linklater", to w 99,9% przypadków było tak w odniesieniu do jego ostatniego dzieła "Boyhood" (wciąż nie widziałam). Ja jednak w ostatnich miesiącach rozkoszowałam się innymi produkcjami - trylogią ("Przed wschodem słońca", "Przed zachodem słońca", Przed północą"). 

    Wszystkie części są genialne, choć najbardziej przemawia do mnie pierwsza - młodzieńcza, nieco idyllistyczna. O klasie trylogii świadczy świetny pomysł, wyraźna reżyserska precyzja, kunszt aktorski (wspaniały duet: Julie Delpy i Ethan Hawke) oraz uniwersalny wymiar opowieści. Całość to źródło trafnych cytatów o marzeniach, miłości, planach na przyszłość, odkrywaniu świata, byciu z innymi ludźmi.

    PITBULL

    (Źródło: film.org.pl)

    Jedna pozycja przeznaczona dla polskiej produkcji. Wcześniej widziałam zaledwie fragmenty serialu. W pierwszej połowie roku udało mi się zobaczyć film. Niesamowity! Marcin Dorociński bryluje! Patrząc na niego w "Pitbullu" przestaje się widzieć aktora, a zaczyna wierzyć, że to prawdziwy kryminalista. Jego chód, sposób mówienia, a nawet spojrzenie są niezmiernie przekonujące. Do tego idealny klimat dużej i małej przestępczości oraz policyjnej rzeczywistości. Świetne kino!

    GRA

    (Źródło: serialeifilmy.tv)

    Takiego Finchera uwielbiam! Niezwykła intryga, przekonujące postacie i wciąż rosnące tempo akcji. Do tego aktorska plejada (zwłaszcza Douglas i Penn). Lepiej już chyba być nie może. 

    Co najciekawsze, po seansie w głowie pozostają ważne pytania dotyczące umiejętności cieszenia się z życia, korzystania z nadarzających się szans czy granic, do których człowiek jest w stanie się posunąć. 



    GROBOWIEC ŚWIETLIKÓW

    (Źródło: tvp.pl)
    Po anime nie sięgam z własnej, nie przymuszonej woli. Nigdy! Azjatyckie kino nie jest mi specjalnie bliskie, ale co roku - dzięki Festiwalowi Pięciu Smaków - próbuję kilku nowych produkcji. I tym samym próbuję się do niego przekonać, odkryć jego głębię, zachwycić się klimatem. Nie zawsze to wychodzi. Z anime było jeszcze trudniej, więc wszechobecnych peanów na część "Grobowca świetlików" pokornie wysłuchiwałam i... nie oglądałam ich. Do czasu. 
    Seans historii chłopca, który w wyniku wybuchu II wojny światowej musi stać się jedynym opiekunem młodszej siostrzyczki, chwyta za serce. To bardzo mądra i wzruszająca opowieść o miłości, wierności i braterstwie. O dramacie wojny. Serdecznie polecam!

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      6 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      8 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top