facebook instagram filmweb

Okiem Kinomaniaka

    • Strona główna
    • O mnie
    • .
    • -

    Zdecydowanie nie należę do miłośników seriali. Nie umiem poświęcić swojego czasu na regularne śledzenie losów konkretnych bohaterów. Przeznaczanie godziny (bo tyle mniej więcej trwa przeciętny odcinek dowolnego serialu) tygodniowo jest dla mnie karkołomnym wyzwaniem. Wręcz syzyfową pracą, ponieważ nawet szczere chęci zwykle kończą się fiaskiem: porzucam oglądanie tytułu już po kilku pierwszych odcinkach. O wyjątki jest niesamowicie trudno!


    (Źródło: stopklatka.pl)
    Owszem, zdarzają się produkcje, które wiernie śledzę. Od deski do deski widziałam tylko jeden serial - ukochanych "Przyjaciół". I do poszczególnych wycinków ich przygód sporadycznie powracam. Widziałam wiele epizodów "Suits", "House of cards" czy "Prawa Agaty". Ostatnio wciągnęłam się w propozycję TVP - "Prokurator". Jednak podczas przebywania na L4 z okazji pierwszego, jesiennego przeziębienia nadrobiłam obraz od początku wzbudzający moje zainteresowanie. Chodzi oczywiście o "Zbrodnię", którą możemy śledzić TUTAJ, a o której wspominałam już kilka miesięcy temu (TU).


    (Źródło: youtube.com)

    Co przekonało mnie do produkcji AXN Polska? Kilka czynników. Po pierwsze kryminalny charakter historii. Obyczajowych opowiastek rozgrywanych w kilku tysiącach odcinków nie brakuje w rodzimej telewizji. Natomiast propozycje ocierające się o sensację czy właśnie  kryminał pojawiają się bardzo sporadycznie ("Pitbull", "Na krawędzi", "Oficer").
    Po drugie świetna obsada! Co tu dużo mówić, Zieliński ma teraz swoje pięć minut (ponownie!) i na szczęście rewelacyjnie je wykorzystuje. Partnerująca mu Boczarska także zalicza się do grona utalentowanych, polskich aktorów, a fakt, że nie musieliśmy oglądać jej w reality show, gdy śpiewa i żongluje pomarańczami tańcząc na łyżwach, tylko zwiększa moją sympatię do niej.
    Po trzecie reżyseria w wykonaniu Grega Zglińskiego. Tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jego "Wymyk" jest wręcz majstersztykiem, więc i w historii kryminalnej powinien się odnaleźć bez problemu.



    (Źródła: splay.pl, wyborcza.pl i superseriale.se.pl)

    Owszem, całość nie jest idealna. Patrząc na fotosy z planu, oglądając zwiastuny, czytając notki prasowe liczyłam na mocniejsze kino. Wierzyłam, że klimat prezentowanej opowieści będzie gęstszy, mroczniejszy, wręcz złowieszczy, a sama akcja bardziej wartka. Niestety tak nie było. Pod tym względem miniserialowi dość daleko do genialnego "Jezioraka" (o nim przeczytacie TU), wspaniałego "Ziarna prawdy" (TUTAJ) czy nawet solidnej "Watahy" (TU). Niemniej to, co dostaliśmy jest poprawne. I finalnie "Zbrodnię" ogląda się nieźle. Pochłonęłam pierwszy sezon w jedno przedpołudnie i już czekam na drugą odsłonę produkcji. Liczę tylko na więcej tajemnicy i lepsze dialogi.

    (Źródło: youtube.com)
    A czy Wy czekaliście na kolejny sezon? :) 

    Continue Reading

    Choroba próbuje uniemożliwić mi uczestnictwo w 31. edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Niedoczekanie! Na ulubionym przeglądzie, który jak zwykle odbędzie się w Kinotece oraz Multikinie Złote Tarasy, pojawię się wkrótce. Oto jakie pozycje wybrałam dla siebie. Może i Wam przypadną do gustu :)


    STRATEGIA MISTRZA/ THE PROGRAM
    reż. Stephen Frears

    Lance Armstrong to postać powszechnie znana. Sportowiec słynie z siedmiokrotnego zwycięstwa w najważniejszym wyściegu kolarskim - Tour de France, trudnej walki z chorobą nowotworową oraz... afery antydopingowej. Czy podziwiany kolarz zrobił karierę na dopingu? I jak wobec takich zarzutów reagują wierni fani, na których wsparcie Armstrong mógł liczyć podczas terapii?

    (Źródło: film.wp.pl)
    POKÓJ/ ROOM
    reż. Lenny Abrahamson

    Ekranizacja intrygującej powieści robiącej furorę na całym świecie. Historia 5-letniego Jacka i jego matki, którzy żyją zamknięci w pewnym pokoju. Nie wychodzą poza jego ściany, nie mają kontaktu z nikim, a jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym jest ojciec Jacka, a jednocześnie... porywacz kobiety.

    (Źródło: youtube.com)

    HEL
    reż. Katia Priwieziencew, Paweł Tarasiewicz

    Kolejny polski thriller. I to w reżyserii debiutantów. Po ostatnich rodzimych produkcjach z kategorii kryminalnej ("Jeziorak", "Ziarno prawdy", "Wataha", "Zbrodnia", "Prokurator") już czekam na ogromną dawkę emocji! Losy amerykańskiego scenarzysty, który podczas pobytu na Helu zostaje wplątany w policyjne dochodzenie dotyczące brutalnego morderstwa brzmi świetnie. Oby scenariusz, dialogi i gra aktorska były równie dobre :)

    (Źródło: facebook.com)
    SCHNEIDER KONTRA BAX/ SCHNEIDER VS. BAX
    reż. Alex van Warmerdam

    Trochę thriller, trochę czarna komedia. Opowieść o płatnym zabójcy, który w zasadzie na odczepnego przyjmuje kolejne zlecenie. Ma pójść szybko i gładko, ale sprawy się komplikują. Jako, że niderlandzkie kino jest tym, które zwykle mnie nie zawodzi i dostarcza dość poprawnych propozycji i tym razem zasiądę na widowni. Zwłaszcza, że tytuł ten jest filmem zamknięcia tegorocznej edycji WFF.

    (Źródło: youtube.com)
    JANIS: LITTLE GIRL BLUE
    reż. Amy Berg

    W ciągu półtora roku bardzo przekonałam się do kina dokumentalnego zawierającego spory pierwiastek muzyczny. "O krok od sławy" i "Amy" to dwa najsilniejsze tytuły, do których mogłabym powrócić nawet zaraz (choć zazwyczaj nie sięgam ponownie po oglądany już dokument). Biograficzny zapis losów genialnej wokalistki jazzowej jaką bez wątpienia była Janis Joplin od razu przykuł moją uwagę. I wysoce prawdopodobne, że zapoznam się z nim już w ten piątek!

    (Źródło: youtube.com)
    POWRÓT/ THE DAUGHTER
    reż. Simon Stone

    Powroty zwykle są trudne. I naznaczone smutną, niewygodną przeszłością. Podobnie jest w przypadku Christiana, który wraca w rodzinne strony... na ślub ojca. Miejsce nostalgicznych wspominek dość szybko zajmuje jednak potrzeba rozwikłania nietypowej zagadki - rodzinnego sekretu.
    *Jedną z głównych ról gra bezbłędny Geoffrey Rush!

    (Źródło: sbs.com.au)
    ROZRYWKA/ ENTERTAINMENT
    reż.Rick Alverson

    Obrazy dotykające kwestii ludzkich pragnień, niespełnionych obietnic, niezrealizowanych marzeń niesamowicie silnie przeżywam. Zapewne to kwestia osobistego podejścia do tematyki samospełnienia i życia na 1000%, na własnych zasadach, zgodnie ze swoimi poglądami. Bez względu na pobudki, zarys fabuły zaintrygował mnie na tyle, że tytuł trafił na listę filmów, które postaram się zobaczyć. 

    (Źródło: youtube.com)
    TRUMAN
    reż. Cesc Gay

    Opowieść o spotkaniu przyjaciół po latach. O radosnych wspomnieniach, miłych chwilach spędzonych razem oraz ostatecznym pożegnaniu, ponieważ film Gaya portretuje śmierć jako nieodłączną część naszego życia, którą bezwzględnie musimy nauczyć się akceptować.
    PS Główne role gra dwóch dobrych hiszpańskich aktorów (znanych polskiej widowni z filmów Almodóvara czy Szifrona) - Ricardo Darín i Javier Cámara.

    (Źródło: youtube.com)
    IDOL/ THE IDOL
    reż. Hany Abu-Assad

    Jak zmienia się życie człowieka, gdy odnosi wielki sukces? Jak radzi sobie przeciętna osoba, która nieoczekiwanie wygrywa popularny reality show?
    Film powstał na podstawie prawdziwej historii laureata palestyńskiej edycji "Idola", a jego reżyserem jest Hany Abu-Assad, twórca zeszłorocznej perełki pt. "Omar" (przyczytacie o niej TUTAJ).

    (Źródło: scoopnest.com)
    ZBAWIENIE/ SALVATION
    reż. Ivan Vyrypaev

    O tym, jak młoda zakonnica postrzega rzeczywistość, która jest jej obca. Historia Anny, która połowę życia spędziła za klasztornymi murami i po raz pierwszy wyjeżdża zagranicę, gdzie obcuje z nieznanym jej światem. Czy w obliczu nowości zmienią się jej wartości, priorytety, życiowe cele? Czy zacznie kwestionować dotychczasowe wybory? Nie wiem jak dla Was, ale w moim odczuciu to fantastycznie intrygujący kawałek kina! 


    Z propozycji krótkometrażowych polecam bardzo "Dokument", który widziałam na Krakowskim Festiwalu Filmowym (recenzje innych tytułów obejrzanych podczas KFF znajdziecie TU). Zaś sama jestem ciekawa "Mów do mnie" oraz "Kaca".

    A Ty, na co pójdziesz w tym roku?

    *Pełen harmonogram tegorocznych propozycji pokazywanych na Warszawskim Festiwalu Filmowym jest dostępny TUTAJ.

    Continue Reading

    Startujemy z obiecanym konkursem! Z racji na zbliżającą się premierę udanej i naprawdę zabawnej komedii o miłości, związkach i seksie ("Sypiając z innymi"), mam dla Was poprzedni tytuł dystrybutora Best Film. Otóż "Don Jon" na DVD czeka na kogoś z Was! :)


    (Źródło: film.org.pl)
    "Don Jon" to reżyserski debiut hollywoodzkiej gwiazdy o aparycji miłego gościa z osiedla. Chodzi oczywiście o Josepha Gordon-Levitta, który gra główną rolę faceta uzależnionego od... pornografii. Dla jednym naprawdę udana propozycja ze Scarlett Johansson i Julianne Moore w rolach drugoplanowych, dla innych niespecjalnie wciągająca historia. Tak czy siak, warto zobaczyć i mieć własne zdanie ;)



    (Źródła: cinemablend,com i kultura.gazetaprawna.pl)

    Co trzeba zrobić? Wystarczy odpowiedzieć na pytanie:

    Który z ostatnich filmów z kategorii "love&sex&magic" jest Twoim zdaniem godny uwagi? I dlaczego go polecasz? 

    Na zgłoszenia czekam do niedzieli (11.10) do godziny 23:59. Pamiętajcie o podawaniu swojego imienia/ksywki i adresu e-mail, za pomocą którego będę mogła skontaktować się ze zwycięzcą :)

    PS Wygra jedna osoba, której odpowiedź uznam za najciekawszą - to jedyne kryterium oceny :) Chodzi więc o nietuzinkową propozycję filmu wraz z przekonującym uzasadnieniem.


    (Źródło: imoviequotes.com)
    Continue Reading

    "Witaj królu złoty!" - takim zawołaniem chciałam przywitać Paolo Sorrentino i jego najnowszą produkcję - "Młodość". Twórczość Włocha jest bowiem namacalnym dowodem na to, że współczesne kino stać na więcej! Oraz że część publiczności łaknie wręcz artyzmu w filmach. Artyzmu, który przypomina, że kinematografia to nie tylko rozrywka, a najmłodsza z muz.

    (Źródło: moviesroom.pl)

    Po "Wielkim pięknie" z drżeniem serca przyglądałam się fotosom z planu ostatniego dzieła Sorrentino. Z pewną obawą oglądałam kolejne zwiastuny. Nie bez powodu mówi się, że właśnie ten, kto wysoko zaszedł, może zaliczyć bolesny upadek. A co tu ukrywać -"Wielkim pięknem" włoski reżyser wdarł się na festiwalowe piedestały i do serc setek tysięcy widzów. Wydawać by się więc mogło, że sromotna klęska jest bliżej niż ponowny triumf.


    (Źródła: film.dziennik.pl i film.onet.pl)

    Filmy Sorrentino przepełnione są uczuciami. Te pozytywne, jak radość, poczucie spełnienia, szczęście, miłość, reżyser sprawnie przeplata tymi bolesnymi: smutkiem, żalem, nostalgią, bezradnością. I jeśli miałabym określić co najbardziej urzeka mnie w jego kinie, to jest to właśnie ta mieszanka. Dostaniemy ją u wielu innych twórców, jednak nieliczni potrafią zaserwować ją w tak estetyczny, subtelny, a zarazem jednoznaczny i mocno zaznaczający swą obecność, sposób. 
    Emocje stanowią jeden z ważniejszych i większych zalet kina Sorrentino. Kolejną z pewnością są rewelacyjne kadry, wspaniałe zdjęcia i genialna muzyka towarzysząca nam długo po seansie. Zresztą, sami zobaczcie i posłuchajcie.


    (Źródło: youtube.com)

    "Młodości" nie da się chyba ocenić bez nawiązania do "Wielkiego piękna". I bez porównywania tych tytułów. Oba na warsztat biorą ludzie życie. Przedstawiają bohaterów dokonujących najważniejszego podsumowania - rozrachunku z sensu własnego istnienia. Z tym, że bohater "Młodości"- wybitny kompozytor Fred Ballinger (Michael Caine) rozlicza się ze swojej przeszłości z nostalgią. Z pewną melancholią wspomina młodość, z odrobiną wyrzutów sumienia i żalu mówi o żonie, którą niejednokrotnie ranił, z poczuciem winy patrzy na siebie jako na ojca, który nie potrafił sprostać tej roli. Równie sentymentalnie o minionych czasach myśli jego najlepszy przyjaciel - niegdyś wielki reżyser Mick (Harvey Keitel). Lecz w jego głosie czuć ekscytację życiem. Sceny, w których wraz z młodymi filmowcami próbuje dopracować scenariusz nowego filmu, pokazują go w roli mentora. Jednak nie tylko tego zawodowego. Przede wszystkim jako nauczyciela życia, dobrego wujka, mędrca.

    To właśnie bardzo przekonało mnie do postaci Micka. Jego pasja, chęć życia, umiejętność dostrzegania drobiazgów, potrzeba odkrywania nowych miejsc, rzeczy i ludzi staje trochę w kontrze z tym, co prezentuje Fred - nieco wycofany, zachowawczy, dość małomówny. Ale i w nim widać fascynację życiem. I czułość, z jaką wraca do przeszłych doświadczeń.


    (Źródło: filmweb,pl i wyborcza.pl)

    Przy okazji rozliczania się bohaterów z przeszłością nie brakuje filozoficznych nawiązań. Reżyser stawia różne pytania. Jedne są wręcz egzystencjalne, inne po prostu ważne. Niektóre padają wprost, części musimy się domyślać, wytężać słuch, by je zarejestrować. Z tego powodu seans "Młodości" to świetna okazja do zastanowienie się nad odpowiedziami na owe pytania oraz tym, co jest dla nas najważniejsze w życiu.

    (Źródło: vimeo.com)

    Refleksji, tak w czasie projekcji, jak i po niej, sprzyja cudowna oprawa wizualno-techniczna filmu. Perfekcyjne kadry (wykonywane zapewne z wielkim pietyzmem) w połączeniu z przepięknymi zdjęciami potrafiącymi w jednym ujęciu przekazać całe morze myśli i emocji są czymś, co bez wątpienia wyróżnia dzieła Sorrentino. Za warstwę zdjęciową odpowiada u niego po raz kolejny Luca Bigazzi noszący w sobie - jak widać! - olbrzymi talent. Na szczęście jest on wyokrzystany, więc możemy podziwiać go na ekranie.
    Jego obrazy zyskują dodatkową moc i jeszcze większą pełnię dzięki połączeniu ich ze świetną muzyką. Przy realizacji "Młodości" tą częścią zajmował się David Lang, którego utwór "I lie" ze względu na swój kunszt igłębię za każdym razem wywołuje u mnie dreszcze.

    Ten właśnie muzyczno-zdjęciowy artyzm dopełniający z jednej strony dość lekką i wydawałoby się przeciętną, z drugiej zaś niebywale kompleksową fabułę, w dodatku zaopatrzoną w filozoficzno-literackie odniesienia, sprawia, że opowieść od Sorrentino zyskuje od niejednego widza status kultowej już minutę po seansie. A w niektórych przypadkach i przed nim.

    (Źródło: wyborcza.pl)

    Continue Reading

    Ach, jak miło ogląda się rodzime produkcje. Ostatnie miesiące, ba nawet lata, są dowodem na to, że polskie kino nie zatrzymało się na etapie masowego wypluwania marnych komedii, naciąganych romansideł i niemrawych ekranizacji lektur szkolnych. Mamy do zaoferowania dużo, dużo więcej! Na naszym podwórku pełno bowiem dobrych aktorów, wartościowych scenariuszy i mądrych reżyserów. Na szczęście nie brakuje też fajnej widowni, która w kinie szuka tak rozrywki na poziomie, jak i inteligentnych propozycji niekomediowych.

    (Źródło: smartage.pl)
    Najnowszym przykładem kawałka (i to niemałego!) solidnej produkcji "made in Poland" jest "Karbala". Dramat wojenny w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza miło mnie zaskoczył.
    Z jakiego powodu? Otóż na seans wybierałam się niby bez szczególnych oczekiwań, ale zaintrygowana udziałem kilku ważnych nazwisk (Topa, Schuchardt, Żurawski, Głowacki, Lichota, Simlat). Fabuła także zaciekawiała - losy polskiego kontyngentu w Iraku brzmiały doprawdy zachęcająco. Zwłaszcza, że podobne tematy nie zostały jakoś specjalnie poruszone w ostatnim czasie. 


    (Źródło: youtube.com)

    Mamy rok 2004. Polskie wojska stacjonujące w Iraku. Do naszego obozu dołącza nowy oddział żołnierzy. Jedni wrócili na misję, inni na irackiej ziemi będą stawiali swoje pierwsze, żołnierskie kroki. Niektórzy przylecieli ze względu na późniejsze awanse i ordery, niektórzy by pokreślić swoje bohaterstwo, jeszcze inni, żeby poprawić sytuację finansową własnych rodzin. Część jednostki zostaje oddelegowana do Karbali, aby przy wsparciu bułgarskich wojsk, bronić tamtejszego ratusza (City Hall). Trzydniowa, dość standardowa zmiana (warty mające na celu utrzymanie budynku odbywały się regularnie) nieoczekiwanie przeistacza się w brutalną walkę o City Hall. Polscy żołnierze - bez dostatecznej liczby odpowiedniego sprzętu, bez wystarczającego zasobu amunicji, bez zapasów wody i żywności - zupełnie odcięta od świata stara się stawić czoła napływowi agresywnych i zdeterminowanych bojowników Al-Kaidy. Po pierwszych godzinach walk zaczyna się prawdziwe piekło...

    (Źródło: rmf24.pl)
    Nieczęsto się zdarza, że filmowa opowieść - nawet, gdy jest oparta na faktach - tak niesamowicie mnie wciąga. Owszem, bywa, że daną produkcją zostaję oczarowana od pierwszych minut seansu. Niemniej naprawdę sporadycznie początkowa fascynacja losami bohaterów potrafi przetrwać do napisów końcowych bez rysowania emocjonalnej sinusoidy. W przypadku "Karbali" udało to się znakomicie! Fabuła pochłania naszą atencję momentalnie, a z każdą kolejną minutą napięcie tylko narasta! Kolejne sceny zwiększają poziom adrenaliny we krwi widza. Sprawiają, że siedzimy w ogromnym przejęciu, zaciskając zęby i pięści w obawie co dalej nastąpi.
    Doprawdy, niełatwa to sztuka, aby tak mocno i zarazem tak długo utrzymać uwagę widzów. 


    (Źródła: film.gazeta.pl i wpolityce.pl)
    Ale nawet rewelacyjna historia opowiedziana w przemyślany i angażujący sposób nie obroniłaby się bez dostatecznie dobrej obsady. Krzysztof Łukaszewicz widział co robi! Do projektu zatrudnił śmietankę aktorską. Bo nazwiska takie jak: Lichota, Topa, Schuchardt, Głowacki, Simlat, Żurawski są klasą samą w sobie. Nawet młody Królikowski daje radę. 

    Powracając myślami do przedpremierowego seansu "Karbali" nie umiem przypomnieć sobie jakiegokolwiek uchybienia. Czegoś, co można by uznać za mniejszy lub większy minus produkcji. Tego po prostu nie ma. To nie istnieje. I takie stwierdzenie niech stanowi podsumowanie obrazu Łukaszewicza.



    (Źródła: film.org.pl i next-film.pl)

    Continue Reading

    Aura nie sprzyja już całodniowym posiadówkom na świeżym powietrzu. Tym bardziej zapraszam do kina. Zwłaszcza, gdy pojawia się możliwość obejrzenia (przed premierą) polskiej komedii, która - ku zdziwieniu mas - nie zawiera kloacznego humoru, a dowcip na poziomie i mądre przesłanie. No to hop - walczcie o bilety!

    (Źródło: kultura.gazetaprawna.pl)

    Nasz bohater - Edward jest sfrustrowanym mężczyzną w średnim wieku. Jego życie to mieszanka stresu, frustracji, wrogości do ludzi i smutku. Tym, co cechuje Edwarda jest złe nastawienie do otaczającej go rzeczywistości – widzimy jak złośliwy potrafi być w stosunku do żony, jak bardzo jest niecierpliwy dla córki i jak usilnie unika jakiegokolwiek kontaktu ze starym ojcem. Pewnego dnia przekonuje się jednak, że szczęście nie musi wiązać się z opasłym portfelem, obcobrzmiącym stanowiskiem i podróżami do najdalszych zakątków świata. Niespodziewany wypadek sprawia, że bohater zaczyna roztaczać wokół siebie pozytywną aurę oraz czerpać autentyczną radość z rzeczy, które dotychczas ignorował. Uczy się doceniać to, co od zawsze miał na wyciągnięcie ręki. Pojmuje, że podróż na drugi koniec świata nie jest potrzebna, żeby przeżyć duchową przemianę. Staje się królem życia.

    (Źródło: youtube.com)

    Przedpremierowy seans odbędzie się w sobotę (12.09) w warszawskim kinie Atlantic o godzinie 18:00. Dla jednej osoby mam podwójne zaproszenie :)


    (Źródło: gazetabaltycka.pl i kinoactive.pl)

    Co zrobić, by wygrać bilety?
    Należy odpowiedzieć na pytanie:

    Który film z pozytywnym przesłaniem jest Twoim ulubionym i dlaczego?


    Na zgłoszenia konkursowe (w kilku zdaniach) czekam do piątku 11.09 do godziny 14:00. Wyniki pojawią się do 20:00. Zwycięzca zostanie poinformowany mailowo, dlatego przy odpowiedzi podawajcie swoje imię oraz adres  e-mail :)


    Szczegóły wydarzenia opisano tu.

    (Źródło: news.o.pl)

    Continue Reading

    O "Love" było głośno od samego początku. O filmie mówiło się o jeszcze zanim powstał. A od chwili premierowego pokazu w Cannes temat najnowszej produkcji Gaspara Noe (znanego m.in. z głośnych, kontrowersyjnych obrazów jak "Nieodwracalne" czy "Wkraczając w pustkę") co jakiś czas powracał, za każdym razem budząc więcej emocji. Wszystko z powodu tematyki filmu, którą jest miłość - ta cielesna.

    (Źródło: fdb.pl)

    Główny bohater, dwudziestokilkuletni Murthy, ma dziewczynę i dziecko. Niespecjalnie jest zadowolony z miejsca, w którym aktualnie znajduje się jego życie, co dość wyraźnie podkreśla swoją narzekającą postawą. Ale samopoczucie bohatera dość szybko zmienia się pod wpływem niespodziewanego telefonu od matki byłej dziewczyny. Zmienia, choć nie do końca wiadomo, czy na lepsze. Miejsce marudzenia na rzeczywistość zastępuje bowiem nostalgia za ukochaną Electrą i tym, co łączyło go z nią. Nostalgia zmierzająca do depresji.

    (Źródło: youtube.com)

    W filmie nie brakuje jasnych punktów. Niewątpliwie duży plus stanowi elektryzująca muzyka. Z jednej strony pobudza nas, fascynuje i intryguje, wciągając w aurę namiętności permanentnie unoszącą się nad głównymi bohaterami, z drugiej zaś wzbudza melancholię w rezultacie skłaniając do refleksji nad kondycją współczesnych związków. I za to twórcom należą się pokłony.

    Nowy obraz Gaspara Noe zaskakuje czymś jeszcze. To nie jest - jak mówi/pisze wielu - film pornograficzny. Owszem, scen seksu w nim nie brakuje. Mamy na ekranie pokazane prawie wszystko. Ale sednem tej historii jest relacja. Więź łącząca bohaterów. A raczej brak tej więzi. Murthy'ego i Electrę scala wyłącznie seks. Zrywając z cielesnością, nie mają ze sobą niczego wspólnego. Ich znajomość opiera się na licznych, urozmaiconych stosunkach seksualnych i tylko na nich skupia. Prowadzi to do obsesji głównego bohatera, który staje się zaborczy i zazdrosny o swoją dziewczynę. 


    (Źródła: letempsdetruitto.net i csw.torun.pl)

    Doceniam nawet takie drobnostki jak perfekcyjnie wypracowane kadry, rewelacyjnie dobrana (i spójna!) kolorystyka czy zastosowanie symbolicznych imion bohaterów. Choć reżyser przyznał, że przypisywał swoim postaciom imiona czy ksywki najbliższych (i w sam film zaangażował znajomych, by - jak określił - "stworzyć na planie rodzinną atmosferę"), wciąż dopatruję się w tym działaniu większej głębi. Bo choćby Murthy (patrz: prawo Murthy'ego) w rzeczywistości dąży do nieustannej katastrofy, a Electra jest postacią iście magnetyczną, wręcz hipnotyzującą.
    Bardzo podobały mi się sceny nawiązujące do "Ostatniego tanga w Paryżu", które to przed ponad 40 laty zaszokowało miłośników kina.


    Niestety "Love" ma też minusy. Największymi z nich są mocno kulejące dialogi i słabe kreacje aktorskie. Podziwiam odwagę młodych ludzi grających pierwszoplanowe role, ale przez cały film boleśnie słychać, że należą oni do naturszczyków. W wielu scenach z wielką sztucznością wypowiadają swoje kwestie, które same w sobie nie są udane, bo pisano je chyba z doskoku. Brzmią prostacko i przewidywalnie. 

    (Źródło: indiewire.com)

    Niełatwo o rzetelne podsumowanie. Przedpremierowy seans wspominam dobrze, ale ponownie nie obejrzałabym "Love". Przy realizacji tego filmu reżyser podjął się sporego wyzwania. Nie dość, że na warsztat wziął trudny temat, to jeszcze starał się pokazać go w sposób najbardziej dosłowny i co więcej, zaangażował do projektu amatorów. Eksperyment ten można uznać za udany, choć wielkiego sukcesu nie widać. Niech dowodem tego raczej udanego doświadczenia będzie fakt, że chyba każdy opuszczał salę kinową z głową pełną refleksji dotyczących m.in. tego, czym jest prawdziwa miłość, gdzie zaczyna się mania/obsesja, na ile seks jest dopełnieniem, a na ile istotą miłości oraz czy - i ewentualnie gdzie oraz jakie - powinny być granice wolności w związku.

    (Źródło: blogs.indiewire.com)

    Continue Reading
    Newer
    Stories
    Older
    Stories

    Polub na Facebooku

    Śledź na Instagramie

    SnapWidget · Instagram Widget

    Szukaj

    recent posts

    Archiwum

    • ▼  2020 (12)
      • ▼  października 2020 (1)
        • "Dzieci siostry Bernadetty" - przerażający dokumen...
      • ►  kwietnia 2020 (1)
      • ►  marca 2020 (3)
      • ►  lutego 2020 (4)
      • ►  stycznia 2020 (3)
    • ►  2019 (27)
      • ►  listopada 2019 (1)
      • ►  października 2019 (3)
      • ►  września 2019 (1)
      • ►  sierpnia 2019 (1)
      • ►  lipca 2019 (4)
      • ►  czerwca 2019 (2)
      • ►  maja 2019 (2)
      • ►  kwietnia 2019 (2)
      • ►  marca 2019 (3)
      • ►  lutego 2019 (3)
      • ►  stycznia 2019 (5)
    • ►  2018 (34)
      • ►  grudnia 2018 (2)
      • ►  listopada 2018 (3)
      • ►  października 2018 (3)
      • ►  września 2018 (3)
      • ►  sierpnia 2018 (4)
      • ►  lipca 2018 (1)
      • ►  czerwca 2018 (3)
      • ►  maja 2018 (3)
      • ►  kwietnia 2018 (3)
      • ►  marca 2018 (3)
      • ►  lutego 2018 (5)
      • ►  stycznia 2018 (1)
    • ►  2017 (38)
      • ►  grudnia 2017 (3)
      • ►  listopada 2017 (4)
      • ►  października 2017 (4)
      • ►  września 2017 (4)
      • ►  sierpnia 2017 (5)
      • ►  lipca 2017 (1)
      • ►  maja 2017 (3)
      • ►  kwietnia 2017 (1)
      • ►  marca 2017 (3)
      • ►  lutego 2017 (4)
      • ►  stycznia 2017 (6)
    • ►  2016 (36)
      • ►  grudnia 2016 (2)
      • ►  listopada 2016 (5)
      • ►  października 2016 (6)
      • ►  września 2016 (5)
      • ►  sierpnia 2016 (2)
      • ►  maja 2016 (1)
      • ►  kwietnia 2016 (8)
      • ►  marca 2016 (3)
      • ►  lutego 2016 (1)
      • ►  stycznia 2016 (3)
    • ►  2015 (57)
      • ►  grudnia 2015 (4)
      • ►  listopada 2015 (9)
      • ►  października 2015 (4)
      • ►  września 2015 (4)
      • ►  sierpnia 2015 (3)
      • ►  lipca 2015 (2)
      • ►  czerwca 2015 (2)
      • ►  maja 2015 (6)
      • ►  kwietnia 2015 (6)
      • ►  marca 2015 (5)
      • ►  lutego 2015 (6)
      • ►  stycznia 2015 (6)
    • ►  2014 (75)
      • ►  grudnia 2014 (8)
      • ►  listopada 2014 (12)
      • ►  października 2014 (17)
      • ►  września 2014 (15)
      • ►  sierpnia 2014 (5)
      • ►  lipca 2014 (1)
      • ►  czerwca 2014 (7)
      • ►  maja 2014 (2)
      • ►  kwietnia 2014 (5)
      • ►  marca 2014 (2)
      • ►  stycznia 2014 (1)
    • ►  2013 (11)
      • ►  listopada 2013 (1)
      • ►  października 2013 (4)
      • ►  września 2013 (1)
      • ►  lipca 2013 (1)
      • ►  czerwca 2013 (1)
      • ►  kwietnia 2013 (3)
    • ►  2012 (21)
      • ►  grudnia 2012 (3)
      • ►  listopada 2012 (10)
      • ►  października 2012 (5)
      • ►  kwietnia 2012 (2)
      • ►  marca 2012 (1)

    Obserwatorzy

    Subskrybuj

    Posty
    Atom
    Posty
    Komentarze
    Atom
    Komentarze

    Czytam

    • KULTURALNIE PO GODZINACH
      Londyński Wallace Collection
      6 miesięcy temu
    • Apetyt na film - blog filmowy
      Hello world!
      1 rok temu
    • Z górnej półki
      Zielone Botki: Stylowe i Wygodne Buty na Każdą Okazję
      3 lata temu
    • FILM planeta
      FILMplaneta powraca!
      4 lata temu
    • ekran pod okiem
      A Virtual Reality Soldier Simulator
      6 lat temu
    • pocahontas recenzuje
      "Cheer" - serial Netflixa
      6 lat temu
    • Po napisach końcowych
      Październik w kinie (Joker, Był sobie pies 2, Czarny Mercedes, Boże Ciało, Ślicznotki, Zombieland: Kulki w łeb)
      6 lat temu
    • Filmowe konkret - słowo
      Dom, który zbudował Jack (2018) – wideorecenzja
      7 lat temu
    • skrawki kina
      ROMA
      7 lat temu
    • In Love With Movie
      9. Festiwal Kamera Akcja - relacja
      8 lat temu
    • WELUR & poliester
      „Casablanca” x Scenograficzne Szorty
      8 lat temu
    • movielicious - blog filmowy
      15. Tydzień Kina Hiszpańskiego
      11 lat temu
    • Skazany na Kino
      Zodiak (2007)
      11 lat temu
    Pokaż 5 Pokaż wszystko
    Obsługiwane przez usługę Blogger.

    Labels

    Oskary Sputnik WFF dokument dramat festiwal kino akcji kino europejskie kino polskie kryminał serial
    facebook instagram filmweb

    Created with by BeautyTemplates

    Back to top